Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 28 stycznia 2026 21:27
Reklama
Reklama

Obóz w Błotnicy Strzeleckiej był obozem dla kobiet, dzieci i starców

Kiedy w połowie 1945 roku powstał obóz w Błotnicy Strzeleckiej, Henryk Juretko, wieloletni miejscowy lider mniejszości niemieckiej miał 11 lat. Przynosił pod obozowe druty jedzenie. - Za tymi drutami też były dzieci w moim wieku – wspomina.
Obóz w Błotnicy Strzeleckiej był obozem dla kobiet, dzieci i starców
- Powojenny obóz dla osób pochodzenia niemieckiego mieścił się między biegnącą na wprost ul. Dworcową a ul. Stara Cegielnia z prawej strony, tak to miejsce pamiętam – mówi Henryk Juretko

Obóz w Błotnicy Strzeleckiej był obozem dla kobiet, dzieci i starców

Kiedy w połowie 1945 roku powstał obóz w Błotnicy Strzeleckiej, Henryk Juretko, wieloletni miejscowy lider mniejszości niemieckiej miał 11 lat. Przynosił pod obozowe druty jedzenie. - Za tymi drutami też były dzieci w moim wieku – wspomina. Te dzieciaki, przede wszystkim chłopcy – nie czekały na ewentualną pomoc bezczynnie.

 Korzystając z nieuwagi strażników, podkopywały się pod drutami i przechodziły, żeby jakiegoś pomidora albo inne pożywienie zdobyć. W tym czasie ich mamy pracowały na polu. W dawnym majątku hrabiego von Posadowsky. Ale on już był upaństwowiony i stanowił zalążek pegeeru. Przed 19.00 mali uciekinierzy wracali w popłochu z powrotem za druty. „Wracajmy, bo Józek będzie robił obchód” – ostrzegali się nawzajem przed wieczorną inspekcją komendanta, który obchodził obóz z czarną sękatą laską w ręku.

Husyci z Piotrówki

Pan Henryk wspomina, iż obóz zaczął działać – według jego pamięci - w maju 1945 roku, co zdaje się mieć potwierdzenie w ustaleniach prof. Edmunda Nowaka, byłego dyrektora Centralnego Muzeum Jeńców Wojennych, który przed 20 laty, w książce „Obozy na Śląsku Opolskim w systemie powojennych obozów w Polsce (1945–1950)” pisał:

„Dokładnej daty założenia obozu w Błotnicy Strzeleckiej nie udało się ustalić. Na podstawie analizy archiwalnych dokumentów można bez ryzyka popełnienia większego błędu przyjąć, że istniał już w czerwcu 1945 roku. Dowodzi tego zapis w sprawozdaniu sytuacyjnym strzeleckiego starosty, mówiący m.in. o wysiedleniu tam nielicznej grupy osób wyznania husyckiego z Piotrogradu (Piotrówki)”.

Profesor Nowak zanotował, iż w pierwszej grupie osadzonych znalazły się – oprócz mieszkańców Piotrówki – rodziny z okolicznych miejscowości, takich, jak Spórok, Rozmierz, Kadłub, Suchodaniec, Mokre Łany, Żędowice, Osiek, Gąsiorowice, Barut i Strzelce Opolskie, a także pojedyncze osoby z Opola. Nie przetrzymywano tam mieszkańców Błotnicy.

Nie znaczy to, że nie dotknęły ich represje, które składają się na to, co nazywa się Tragedią Górnośląską. Z 14 osób deportowanych do ZSRR przeżyło pięć, a do rodzinnej miejscowości wróciły trzy. Kolejna grupa internowanych z Błotnicy liczyła 20 osób. Jedną z nich był ojciec pana Henryka.

– Ze łzami w oczach Matka z jej siostrami, moja Siostra i ja żegnaliśmy naszego Ojca – zapisał Henryk Juretko (pisownia oryginalna) w przygotowanej do druku książce o dziejach miejscowości. – Patrzyliśmy za nim, dopóki z innymi mężczyznami nie zniknął za murem parku, udając się na miejsce zbiórki do Strzelec Opolskich.

Mężczyzn zatrzymano w obecnym Zakładzie Karnym nr 1, skąd pieszo udali się do Kluczborka, a stamtąd eskortowano ich do Łabęd i ulokowano w barakach na tyłach byłego zakładu Hermann – Goering - Werke. Warunki bytowe były okropne. Mężczyźni spali na gołym betonie, cierpieli głód. Żona odwiedziła go kilka razy, dostarczając jedzenie – 30 kilometrów pieszo w jedną stronę. Kiedy internowanych przewieziono do Gliwic, droga ich żon wydłużyła się o 10 kilometrów.

- Na terenie powiatu wielkostrzeleckiego wysiedlenia były prowadzone od połowy maja 1945. Zazwyczaj wczesnym rankiem, około 5.00, funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej wkraczali do akcji – mówi Henryk Juretko. – Z wybranych domów były zatrzymywane całe rodziny. Doprowadzano je do punktu zbornego, stamtąd ciężarówkami transportowano do Strzelec Opolskich na przesłuchanie, a potem do obozu pracy w Błotnicy.

- Klara Wilim była mieszkanką Malni koło Krapkowic - zanotował prof. Edmund Nowak. - Do obozu trafiła z posterunku milicji w Otmęcie. – Podczas pobytu w obozie wyznaczana była wraz z grupą osadzonych do sprzątania strzeleckiego więzienia. W grudniu 1945 skierowano ją do pracy w Żyrowej, a następnie do gospodarstwa polskiego przesiedleńca w Dziekaństwie. Franz Kośmider z Góry św. Anny trafił do obozu w Błotnicy z więzienia w Strzelcach Opolskich, gdzie został zatrzymany za „posiadanie niemieckiego orła”. Franciszek Drzymota został do obozu wysiedlony z matką i trójką rodzeństwa z miejscowości Suchodaniec. Miał 4 lata. Po krótkim pobycie w Błotnicy rodzinę przeniesiono do Ujazdu, gdzie matka i starsze rodzeństwo pracowali w zakładzie produkującym szczotki.

Żeby wrócić, trzeba mieć dokąd

W prowadzonym pod patronatem Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej Archiwum Historii Mówionej można znaleźć anonimowy wywiad mężczyzny, który jako dziecko trafił do obozu z rodzeństwem i matką. Opowiada o czekaniu na powrót mamy z pracy w polu, żeby przyniosła jakieś dodatkowe jedzenie. Jego mamie za oddalenie się z miejsca pracy, żeby coś dla dzieci użebrać, strażnik zagroził karnym karcerem. Zanim kobietę zdążono w nim osadzić, rodzinę zwolniono. Po powrocie do domu okazało się, że mieszka w nim rodzina ekspatriantów. Nowa gospodyni wpuściła ich wprawdzie do środka, a nawet poczęstowała ziemniakami, ale potem kazał im iść sobie.

Do domu – po interwencji matki w starostwie – rodzinie udało się wprawdzie wrócić, ale zastała już tylko puste ściany.

„Niektóre z rodzin przebywały w obozie bardzo krótko – pisał prof. Nowak. - Na przykład w lipcu 1945 roku część rodzin z gminy Jemielnica została z obozu zwolniona i zaczęła powracać na swoje gospodarstwa i do mieszkań, które jednak już były zajęte przez przesiedleńców ze Wschodu”.

W lipcu 1945 roku starosta strzelecki wydał polecenie komendantowi powiatowemu Milicji Obywatelskiej, aby w tym obozie umieszczać także Niemców powracających do miejsca zamieszkania z wojska, niewoli lub ucieczki przed frontem. Autor polecenia konsekwentnie pisze słowo Niemcy małą literą, zgodnie z manierą obowiązującą w latach bezpośrednio powojennych w pismach partyjnych i państwowych.

- Nie wszyscy mieli tyle szczęścia – zauważa Henryk Juretko. – W Błotnicy Strzeleckiej było dwóch mężczyzn, którzy uniknęli niewoli i wrócili już w 1945 roku. Obu zatrzymano na posterunku milicji przy obecnej ul. Centawskiej i w nocy ich rozstrzelano. Wiem to na pewno, nasz sąsiad, pan Janota robił wtedy trumny dla dwóch osób, ale ich śmierć była otoczona tajemnicą.

- W obozowych barakach przed wojną mieszkali robotnicy pracujący w organizacji Todt – opowiada pan Henryk. – Załoga była ubrana w mundury podobne do Wehrmachtu. Kiedy Sowieci się zbliżali, to oni bardzo pospiesznie uciekali. Pamiętam spotkanie z taką grupą na drodze. Pytaliśmy, dlaczego tak pospiesznie uchodzą. Przekonywali, że my możemy w Błotnicy Strzeleckiej zostać, ale oni muszą uciekać. To nie byli Niemcy. Mówiono, że to byli Białorusini, ale nie mogę tego potwierdzić (prof. Nowak napisał, że robotnikami przymusowymi w obozie Todta byli głównie Ukraińcy – przyp. red.). Rozumiałem ich trochę dzięki znajomości gwary śląskiej. Po organizacji Todt w obozie zostało mnóstwo materiałów budowlanych, kabli, aparatów prądotwórczych itd. To był łakomy kąsek dla strażników. W sąsiedztwie był też duży magazyn zbożowy. Do momentu, aż mój ojciec został internowany, mężczyźni mieli tam obowiązek ładować zboże dla Rosjan, którzy je wywozili.

- W środku w obozie nigdy nie byłem – przyznaje Henryk Juretko. - Ale pamiętam, z jakim niepokojem mieszkańcy Błotnicy patrzyli, jak do obozu – często na wozach – z różnych stron ściągano przede wszystkim kobiety, dzieci i starców. Młodych mężczyzn albo nie było - bo jeszcze nie wrócili z wojny i niewoli – albo, jeśli mieścili się w przedziale 17-50 lat, byli internowani do pracy w Donbasie i w innych rejonach Związku Sowieckiego. Każdy, kto widział jadących albo idących do obozu, marzył tylko o jednym: żeby mnie to ominęło.

„Dokładnej liczby ludzi, którzy przeszli przez obóz w Błotnicy Strzeleckiej nie sposób ustalić z uwagi na brak danych archiwalnych – przyznaje w przywoływanej już wcześniej publikacji prof. Edmund Nowak. - Można jedynie szacować, że stanowili oni rzeszę 1000-1200 osób. Na tę liczbę składają się przede wszystkim ci, którzy znaleźli się na dwóch listach sporządzonych przez komendanta obozu na polecenia starosty powiatowego. Na pierwszej figurują 174 nazwiska, a na drugiej 344 kolejne z dopiskiem „w obozie pracy od początku, tj. 18 czerwca i 26 czerwca 1945”. Do tego należy dodać 636 mężczyzn, którzy po zwolnieniu z obozu w Gliwicach trafili do obozu w Błotnicy 7 sierpnia 1945 roku”.

Na początku sierpnia 1945 roku staroście powiatowemu w Strzelcach Opolskich Zygmuntowi Nowakowi udało się zyskać zwolnienie z radzieckiego obozu w Gliwicach-Łabędach 643 osób, które zadeklarowały, że są Polakami. Mężczyźni ci zostali doprowadzeni do obozu w Błotnicy Strzeleckiej, gdzie 8 i 9 sierpnia trwały ich przesłuchania służące decyzji o ich pozytywnym zweryfikowaniu i zwolnieniu.

Narodowość można cofnąć

O przebiegu przesłuchań i zwolnień z obozów radzieckich starosta strzelecki poinformował wojewodę śląskiego. Napisał, iż z tutejszego powiatu przesłuchano łącznie 220 osób, z których 214 zweryfikowano, zwalniając ich z obozu. Każdemu z nich wydano zaświadczenie i polecono, by po przybyciu do miejsca zamieszkania w ciągu 24 godzin zgłosili się do placówki Bezpieczeństwa Publicznego na najbliższym posterunku MO.

„Z sześciu osób, które w obozie w Błotnicy zatrzymano, pięciu należało do partii hitlerowskich nazistów, a jeden przyznał się, do udziału w walkach śląskich po stronie niemieckiej. Zwolnionych z Błotnicy poleciłem uformować w mniejsze grupy, które pod odpowiedzialnym przewodnikiem wyruszały w kierunku ich dalszych lub bliższych miejsc zamieszkania”.

Starosta podkreślił, iż polecił przybyłym do Błotnicy mężczyznom wydać pożywny posiłek: grochówkę z ziemniakami oraz chleb z kawą.

„Wręczenia zaświadczeń zwolnionym dokonałem osobiście, (…) przemawiając do nich podkreśliłem, że tylko dzięki interwencji władz polskich, Polacy Śląska Opolskiego mogą wrócić do swych domów i że odtąd obowiązkiem ich świętym jest stale pamiętać o tym, iż byli i są Polakami oraz by stali się wzorem dla współziomków” – cytuje prof. Edmund Nowak.

Henryk Juretko pokazuje odręcznie wypisany po rosyjsku dokument pozytywnie weryfikujący jego ojca internowanego – jak napisano wyżej - w obozie w Gliwicach-Łabędach. Napisane blisko 80 lat temu litery rosyjskiego alfabetu dają się odczytać z trudem. W oczy bije umieszczone w osobnej linijce i napisane większymi „bukwami” słowo Paljak. Jest większe nawet niż nazwisko zwolnionego z obozu Piotra Juretko.

Polski przekład zaświadczenia wypisany na maszynie jest o niebo czytelniejszy. I nie zostawia wątpliwości, że zwolniony jest na łasce władzy. Zaświadcza ona wprawdzie rozstrzelonym pismem, że wspomniany Piotr Juretko urodzony w Warmuntowicach (pisownia oryginalna) jest narodowości polskiej, ale w kolejnym zdaniu pobrzmiewa groźba: „Zaświadczenie ma charakter tymczasowy i może być w każdej chwili unieważnione”. 

O zwolnienie internowanych zabiegały z pewnością u starosty kierownictwa okolicznych zakładów pracy. Produkcję trzeba było uruchamiać, a mężczyzn brakowało.

Obóz w Błotnicy Strzeleckiej został ostatecznie rozwiązany w październiku 1945 roku.

„112 osób zgłosiło się dobrowolnie na wyjazd do Niemiec, a 364 osoby zostały przydzielone do pracy w folwarku, skąd po uzyskaniu weryfikacji zostały zwolnione do domu” – pisał, cytując sprawozdanie Starostwa Powiatowego, profesor Nowak.

Po likwidacji obozu część jego baraków przeznaczono dla rodzin nieposiadających własnych domów i mieszkań. Profesor Nowak wymienia jako jedną z lokatorek żonę Pawła Skorupy z Błotnicy, która wraz z rodziną mieszkała w baraku aż do 1949 roku. Część z nich sprzedano, a pozostałe trafiły na opał.

Obozy były i wcześniej

Henryk Juretko dodaje, iż w czasie wojny w Błotnicy Strzeleckiej działał w roku 1940 lub 1941  obóz dla lotników brytyjskich, których umieszczono w Jugendheimie (domu młodzieżowym) koło szkoły.

- Oni tam byli jakieś 2-3 miesiące, natomiast obóz dla jeńców rosyjskich działał przy obecnej ulicy Dworcowej naprzeciwko dzisiejszych delikatesów „Centrum” – dodaje pan Henryk. – Oni pracowali w majątku oraz przy remontach i budowie dróg, np. drodze z Błotnicy Strzeleckiej do Centawy. Pamiętam, jak robili wysypkę z kamienia. Po wojnie w tym samym miejscu przez miesiąc lub dwa przetrzymywano jeńców niemieckich, którzy wracając z pracy w polu śpiewali – oczywiście po niemiecku – marszowe piosenki.

Jak dodaje Henryk Juretko, w 1945 roku Błotnica stała się z dwóch powodów głośna.

– Powodem negatywnym był utworzony tutaj obóz, pozytywnym powstały także w naszej miejscowości Uniwersytet Ludowy – wyjaśnia. - Jego dyrektor, Władysław Demkow, odnosił się niezwykle życzliwie do miejscowej ludności. On naprawdę wielu Ślązakom, którzy z powodu wojny musieli przerwać naukę, pomógł edukacyjnie wystartować na nowo, zapewniając niezbędne kompendium wiedzy. Moja siostra i szwagier – tam się zresztą poznali – też się w Uniwersytecie Ludowym uczyli języka polskiego, historii i kultury polskiej. Wszystko po to, żeby mogli w nowej rzeczywistości się odnaleźć. Wielu przyszłych lekarzy, inżynierów, księży, artystów przez UL przeszło.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

A
ab 12.02.2023 15:09
wiecej takich ciekawych artykulow.nic nie wiemy o tych realiach zaraz po wojnie a swiadkowie sie wykruszaja.urodzilam sie w blotnicy,rodzice przyszli ta pare lat po wojnie.byli z innego regionu polski ale mnie jako dziecku mocno sie blotnica utrwalila w pamieci chociarz w 1 kl. jak bylam wyprowadzilismy sie z tamtad, ale bardzo dobrze pamietam tamtejszy park ogrod z warzywam8i i owocami przynalerzacy do uniwersytetu ludowego stacje kolejowa majatek szkole.geasowalismy tam jako dzieci jak to dzieci w tamtych czasach.ten artykul byl dla mnie bardzo interesujacy.nie myslalam ze tam sie tyle dzialo.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 1°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 999 hPa
Wiatr: 15 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama