Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 30 października 2026 21:10
Reklama

Profesor Dorota Świtała-Trybek: Ślązacy uwielbiają celebrować święta

Ślązacy uwielbiają tradycję i chętnie ją pielęgnują. Boże Narodzenie jest dla nich niezwykle ważnym świętem. Potwierdza to profesor dr hab. Dorota Świtała-Trybek, prof. UO, kulturoznawca, folklorystka i regionalistka w rozmowie z Joanną Gerlich.
Profesor Dorota Świtała-Trybek: Ślązacy uwielbiają celebrować święta
Dr hab. Dorota Świtała-Trybek opracowała rozdział "Na świątecznym stole" w książce "Powiat strzelecki od kuchni" wydanej przez starostwo w Strzelcach Opolskich

Autor: JG

- Święta to wyjątkowy czas, nie tylko w obrządku religijnym, ale również kulinarnie. Na stół stawiamy potrawy, których praktycznie cały rok nie jemy.

- Zdecydowanie tak. Chciałabym podkreślić, że przygotowujemy wiele potraw, które nie występują w ciągu całego roku, są one zarezerwowane właśnie na wieczerzę wigilijną. Do takich charakterystycznych dań należą: zupa siemieniotka, moczka i makówka. Oczywiście, to co pojawia się na stołach w poszczególnych rodzinach, nie zawsze tak samo smakuje, bo każda gospodyni dodaje coś od siebie, w jakimś stopniu modyfikuje potrawy, doprawia po swojemu…

- Adwent, czyli czas oczekiwania trwa cztery tygodnie, tym razem to właściwie pięć. Przygotowania do wigilii w naszych domach też zaczynają się wcześniej. Stawiamy choinki, kupujemy ozdoby, prezenty, pieczemy pierniki.

- Na Śląsku przygotowania do świąt zaczynały się od dnia wspomnienia św. Łucji (13 grudnia), rozpoczynano wówczas porządkowanie domów i obejść. Takie gruntowne sprzątanie wykonywano także przed Wielkanocą i odpustem parafialnym (te trzy święta jeszcze współcześnie uważa się za najważniejsze w ciągu całego roku). Wypiekano również pierniki. Pierwsza ich partia musiała być gotowa jeszcze wcześniej, bo na dzień św. Mikołaja. Jeśli przed 6 grudnia niebo było czerwone, mówiono wówczas, że "św. Mikołaj pierniki już piecze”. Dawniej dzieci nie otrzymywały od Mikołaja takich prezentów jak współcześnie. Najczęściej dostawały kilka pierników, parę orzechów i jabłko, czasem zrobione przez babcię na drutach skarpety czy rękawiczki, a te, które były niegrzeczne - oszkrabiny, czyli obierki, kawałki węgla, a nawet śmieci w worku… Za to prezenty pod choinkę po uroczystej wieczerzy wigilijnej „przynosiło” Dzieciątko (którego nikt nigdy nie widział) i składało je pod choinką.

W ostatnim tygodniu adwentowym gospodynie gromadziły produkty na potrawy wigilijne, żeby niczego nie zabrakło. Same wcześniej suszyły owoce (jabłka, gruszki, śliwki) do kompotu z pieczek, także grzyby do kapusty albo zupy grzybowej. Musiały pamiętać też o pierniku do moczki, który kupowały u piekarza, bo nie w każdym domu go wypiekano. Z kolei mężczyźni odpowiedzialni byli za przyniesienie i ustawienie choinki oraz samodzielnie wykonanej betlyjki (szopki), ale to dopiero 24 grudnia. Jak widać, należało wykonać sporo czynności, zanim przyszła pora na świętowanie.

- Kiedy dzieci słyszą słowo "święta", to od razu myślą o prezentach, a dorośli o wieczerzy. Moim zdaniem to właśnie najważniejszy moment Bożego Narodzenia - wspólna wigilia i pasterka. W książce "Powiat strzelecki od kuchni" pisze pani, że wieczerza jest wyjątkowym czasem, głównie dlatego, że z pokolenia na pokolenie w danym domu wygląda praktycznie tak samo. 

- Dokładnie, lubimy trwać przy tej tradycji. Proszę zobaczyć, że np. w kontekście europejskiego obchodzenia Bożego Narodzenia wiele narodów bardzo ciepło wypowiada się o świętowaniu w naszym kraju. Można odnieść wrażenie, że zazdrości się nam tego świętowania, tej celebracji kilku dni, rozmaitych potraw przyrządzanych w domach, łamania się opłatkiem, gromadzenia przy wspólnym stole z bliskimi…

- Już w szkołach dzieci są uczone, że na wigilijnym stole powinno być 12 potraw. Czy rzeczywiście tak bardzo się tego u nas przestrzega?

- Niekoniecznie. W literaturze etnograficznej materiały mówią o 12, czasem 9, a nawet 7 potrawach. Dawniej wszystko zależało od tego, jak bogaty był dom i jakimi dysponowano środkami, żeby tę wigilię urządzić. Tak naprawdę każda rodzina ma swoje ulubione dania i tego się trzyma.

- W książce wydanej przez strzeleckie starostwo pisze pani również, że produkty, które wykorzystuje się do przyrządzania wigilijnych dań, muszą pochodzić z pięciu przestrzeni. To woda, las, pole, sad i ogród. 

- Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że dawniej nasi przodkowie sami musieli zadbać i to dosłownie o artykuły żywnościowe, czyli je wyprodukować. Obecnie wystarczy, że pójdziemy do sklepu i zrobimy większe zakupy. Kiedyś występowały też klęski nieurodzaju, które były przyczyną głodu. W domach pilnowano, żeby na wieczerzy były produkty, które oferowała każda z wymienionych przestrzeni. I tak pozostało do dzisiaj. Z wody mamy ryby, warto jednak dodać, że niegdyś niekoniecznie były to karpie. Na stołach pojawiały się gatunki dostępne w najbliższym otoczeniu. Hodowlę karpia wprowadzili w średniowieczu cystersi, ale została ona spopularyzowana w Polsce dopiero po II wojnie światowej. Śledzie należały do najtańszych artykułów żywnościowych, łatwo dostępnych, dlatego serwowano je na różne sposoby. Bardzo stary przepis na przygotowanie śledzi w zalewie pochodzi z 1858 roku, podał go w swoim opracowaniu znany śląski folklorysta – Józef Lompa. Wspomnę tutaj, iż w jednym z podań ludowych przywołuje się szczupaka, że był pierwszą rybą, którą powinno spożywać się podczas wieczerzy, ponieważ jako jedyna wyjrzała z wody, kiedy krzyżowano Chrystusa. Z innej przestrzeni – pola, mamy charakterystyczne zboża, z nich wyrabiana jest mąka i kasze. Na polu bądź w ogrodzie rosną warzywa, w tym kapusta (przyrządzana na wigilię z grochem, z grzybami), także ziemniaki (oba warzywa niegdyś stanowiły podstawę żywienia). Kapusta kojarzy się z bogactwem, płodnością, siłą i zdrowiem. Są też owoce, które rosną na drzewach w sadzie (baza kompotu i moczki). Inna przestrzeń, las, dostarcza grzyby. Przez wieki uznawano je za wyjątkowy składnik ze względu na przestrzeń pochodzenia. Ludzie obawiali się lasu, ponieważ było to miejsce nie do końca rozpoznane, a przez to niebezpieczne.

Dawniej przede wszystkim dbano o to, aby na stole nie zabrakło tego, co było „na wyciągnięcie ręki”, co można było samemu uprawiać i pozyskać. Dla naszych przodków wszystkie składniki potraw wigilijnych miały znaczenie symboliczne. Ich spożywanie miało zapewnić dostatek w nadchodzącym roku, żeby żadna rodzina nie została dotknięta klęską głodu, a domownicy cieszyli się zdrowiem i powodzeniem w życiu.

- Stół też musi być odpowiednio przystrojony - biały obrus, sianko, świeczka...

- To są ważne rekwizyty, które podkreślają wagę święta. Światło na stole wskazuje na Chrystusa, który dopiero co narodził się w Betlejem. Zarówno na Śląsku, jak i w innych regionach kraju, pod obrusem kładziono (i nadal kładzie się) sianko, a pod stołem siekierę, aby zabezpieczyć się przed chorobami, zwłaszcza nóg. Nie mogło zabraknąć również chleba, soli i kilku monet. Jeszcze współcześnie wkłada się do portfela łuski z ryby…

- Wracając do jedzenia. Wieczerza to również makowce i moczka, czyli desery.

- Na pewno makówka jest bardziej popularna na Śląsku niż moczka. Ta druga jest deserem szczególnym, można ją jeść na ciepło, albo na zimno. Spożywana jest głównie przez średnie i najstarsze pokolenie Ślązaków, jej konsystencja i wygląd niekoniecznie odpowiadają młodym. Poza tym mamy różne wersje moczki – gotowaną na bazie kompotu z pieczek, na ciemnym piwie, wywarze z ryb, z warzyw, z dodatkiem pasternaku itd. U mnie na wigilii jest zarówno moczka, jak i makówka. Nie wyobrażam sobie uroczystej wieczerzy bez tych specjałów. Muszę jednak z przykrością dodać, że moi synowie moczki nie jedzą, ale mam nadzieję, że w przyszłości będą się nią delektować. Jako dziecko też jej nie spożywałam.

Jedne gospodynie makówkę robią z dodatkiem pokrojonych bułek, inne z chałką, a jeszcze inne z sucharkami. Jaka wersja jest przygotowywana, w dużej mierze zależy od tradycji wyniesionej z domu. W wielu rodzinach, podobnie jak dawniej, w Sylwestra jada się te same potrawy, co w wigilię, czyli smażonego karpia, kapustę z grochem i makówkę.

- Proszę powiedzieć, jak to jest z pierwszym dniem świąt. Są domy, w których na obiad je się to, co zostało z wigilii, ale są też takie, gdzie przygotowuje się świąteczny obiad - tradycyjne rolady, kapustę i kluski. 

- Zwyczaj szykowania czegoś specjalnego na pierwszy dzień świąt nie jest aż tak bardzo popularny w rodzinach na Śląsku. Z rozmów ze studentami i ze znajomymi wynika, że większość nie szykuje obiadu, je się to samo, co podczas wigilii. Powody takiej praktyki są dwa. Po pierwsze, zawsze dużo jedzenia zostaje z wieczerzy (robi się wszystkiego w nadmiarze) i nie można go zmarnować, a po drugie – Boże Narodzenie kojarzy się z celebrowaniem święta, z odpoczynkiem, bez zbędnej pracy, a taką jest między innymi gotowanie. Ja gotuję świąteczny obiad, zawsze są kluski i wołowe rolady, albo pieczony drób, nie przyrządzam modrej kapusty, bo z dnia wcześniejszego jemy kapustę z grochem. Zwyczaj ten wyniosłam z domu rodzinnego.

- Świętowanie trwa jednak dwa dni. Jakie wypieki pojawiają się na stole?

- Dawniej były to głównie pierniki i ciasta drożdżowe, np. kołocz z serem, makiem (rzadziej, bo była makówka), czasem z jabłkami, także strucle, keksy, frankfuterkranze. Wszystko zależało od tego, co lubili jeść domownicy. Dzisiaj wypieki są rozmaite, jest bardzo duży ich wybór, spora część gospodyń zamawia je w cukierniach i piekarniach. W wielu rodzinach nadal piecze się pierniki, jest to duża atrakcja dla najmłodszych, którzy bardzo chętnie pomagają starszym w tej czynności. Na pewno na stołach są też różne cukierki, czekoladki, z owoców - mandarynki, pomarańcze i inne specjały. Boże Narodzenie to wszak święta o aromatycznych zapachach i nietuzinkowych smakach potraw.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama Heimat
Reklama WFOŚ
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Szkoda, że autor artykułu w tytule i treści skrócił grupę uczestników tylko do Kolonowskiego. Wyprawa 'śladami solnej historii' połączyła przecież seniorów z całej gminy: Staniszcz, Spóroka, Fosowskiego i Kolonowskiego. To ważne, by doceniać zaangażowanie wszystkich mieszkańców, bo sukces tej udanej wycieczki jest ich wspólnym dziełem.” Data dodania komentarza: 25.10.2026, 07:16 Źródło komentarza: Emeryci i Renciści z Kolonowskiego ruszyli śladami solnej historii G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Brawa dla pana Przemka! Dzięki za poświęcenie i wkład w odnalezieniu tego człowieka. Data dodania komentarza: 21.10.2026, 13:18 Źródło komentarza: Liczyła się każda minuta. Dzielnicowy odnalazł mężczyznę w kryzysie S Autor komentarza: Smok Treść komentarza: To było zapewne „na chwilę”. On „tylko”. Pewnie włączył jeszcze światła awaryjne, bo wielu kierowców uważa, że żółte miganie daje im dodatkowe przywileje. Bo przecież musi do sklepu, do paczkomatu, wyładować towar – powód zawsze się znajdzie. I nagle, w ich mniemaniu, zakaz jazdy po chodniku przestaje obowiązywać, przepisowe 1,5 metra dla pieszych staje się zbędne, a pojazdy powyżej 3,5 tony magicznie zyskują prawo wjazdu na infrastrukturę dla pieszych. Najbardziej jednak boli fakt, że policja regularnie mija takich kierowców i kompletnie nie reaguje. To nic, że ktoś tarasuje chodnik, blokuje przejazd albo nadużywa świateł awaryjnych. Taka bierność służb tylko potęguje społeczne przyzwolenie na drogowe bezprawie. Co więcej, gdy ktoś odważy się zwrócić uwagę na auto zaparkowane na chodniku, natychmiast zostaje uznany za awanturnika i wywrotowca. W końcu „aż tak bardzo nie blokuje”, „przejść się da”, a poza tym „w tym miejscu i tak mało kto chodzi”, więc o co ten cały hałas? Dlaczego policja nie reaguje na takie zachowania z własnej inicjatywy? Dlaczego czeka wyłącznie na oficjalne zgłoszenia? Czy jej obowiązkiem nie powinno być piętnowanie wykroczeń bezpośrednio na gorącym uczynku – i to nie tylko poprzez stanie z „suszarką” na zakrętach? W całym tym artykule jedno zdanie uderza najmocniej: „cofający autem na chodniku”. Ludzie, w jakim świecie my żyjemy? Samochód jadący po chodniku? Czy to naprawdę stało się już normą? Data dodania komentarza: 9.10.2026, 19:23 Źródło komentarza: Śmiertelne potrącenie w Strzelcach Opolskich. Nie żyje kobieta J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Uwaga mieszkańcy! Jeśli przejeżdżaliście przez Zawadzkie i tam wygraliście, musicie natychmiast się przeprowadzić, bo redakcja już zdecydowała, czyim milionerem jesteście. Logika poziomu: 'zjadłem zapiekankę w Krakowie, więc jestem Krakusem'. Data dodania komentarza: 4.10.2026, 12:53 Źródło komentarza: Zawadzkie zyskało milionera. Wygrał pieniądze w loterii EuroJackpot L Autor komentarza: Polak Treść komentarza: Wielki szacunek dla naszych chłopaków za robotę, a dla tego kapusia gigantyczny wstyd! Do łopaty albo do rzucenia grosza na zbiórce go nie było, ale do pisania donosów pierwszy. Typowy polaczek, sam nic nie zrobi, a drugiemu zepsuje. Żyj teraz z tą świadomością, że cała wieś tobą gardzi. 😡 Data dodania komentarza: 29.09.2026, 17:44 Źródło komentarza: Odbudowali kapliczkę w czynie społecznym. Zatrzymał ich donos i nadzór budowlany J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Choć intencje mieszkańców były szlachetne, to budowanie czegokolwiek w pasie drogowym, bez planów, pozwoleń i jasnej własności gruntu, było ogromną lekkomyślnością. Gdyby w niedokończoną ścianę znów uderzyło auto albo konstrukcja zawaliła się na pieszego, winnych do odpowiedzialności by nie było. Prawo jest prawem i musi być przestrzegane, nawet przy odbudowie świętości.” Data dodania komentarza: 29.09.2026, 06:58 Źródło komentarza: Odbudowali kapliczkę w czynie społecznym. Zatrzymał ich donos i nadzór budowlany
Reklama