Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 29 stycznia 2026 01:10
Reklama
Reklama

Profesor Dorota Świtała-Trybek: Ślązacy uwielbiają celebrować święta

Ślązacy uwielbiają tradycję i chętnie ją pielęgnują. Boże Narodzenie jest dla nich niezwykle ważnym świętem. Potwierdza to profesor dr hab. Dorota Świtała-Trybek, prof. UO, kulturoznawca, folklorystka i regionalistka w rozmowie z Joanną Gerlich.
Profesor Dorota Świtała-Trybek: Ślązacy uwielbiają celebrować święta
Dr hab. Dorota Świtała-Trybek opracowała rozdział "Na świątecznym stole" w książce "Powiat strzelecki od kuchni" wydanej przez starostwo w Strzelcach Opolskich

Autor: JG

- Święta to wyjątkowy czas, nie tylko w obrządku religijnym, ale również kulinarnie. Na stół stawiamy potrawy, których praktycznie cały rok nie jemy.

- Zdecydowanie tak. Chciałabym podkreślić, że przygotowujemy wiele potraw, które nie występują w ciągu całego roku, są one zarezerwowane właśnie na wieczerzę wigilijną. Do takich charakterystycznych dań należą: zupa siemieniotka, moczka i makówka. Oczywiście, to co pojawia się na stołach w poszczególnych rodzinach, nie zawsze tak samo smakuje, bo każda gospodyni dodaje coś od siebie, w jakimś stopniu modyfikuje potrawy, doprawia po swojemu…

- Adwent, czyli czas oczekiwania trwa cztery tygodnie, tym razem to właściwie pięć. Przygotowania do wigilii w naszych domach też zaczynają się wcześniej. Stawiamy choinki, kupujemy ozdoby, prezenty, pieczemy pierniki.

- Na Śląsku przygotowania do świąt zaczynały się od dnia wspomnienia św. Łucji (13 grudnia), rozpoczynano wówczas porządkowanie domów i obejść. Takie gruntowne sprzątanie wykonywano także przed Wielkanocą i odpustem parafialnym (te trzy święta jeszcze współcześnie uważa się za najważniejsze w ciągu całego roku). Wypiekano również pierniki. Pierwsza ich partia musiała być gotowa jeszcze wcześniej, bo na dzień św. Mikołaja. Jeśli przed 6 grudnia niebo było czerwone, mówiono wówczas, że "św. Mikołaj pierniki już piecze”. Dawniej dzieci nie otrzymywały od Mikołaja takich prezentów jak współcześnie. Najczęściej dostawały kilka pierników, parę orzechów i jabłko, czasem zrobione przez babcię na drutach skarpety czy rękawiczki, a te, które były niegrzeczne - oszkrabiny, czyli obierki, kawałki węgla, a nawet śmieci w worku… Za to prezenty pod choinkę po uroczystej wieczerzy wigilijnej „przynosiło” Dzieciątko (którego nikt nigdy nie widział) i składało je pod choinką.

W ostatnim tygodniu adwentowym gospodynie gromadziły produkty na potrawy wigilijne, żeby niczego nie zabrakło. Same wcześniej suszyły owoce (jabłka, gruszki, śliwki) do kompotu z pieczek, także grzyby do kapusty albo zupy grzybowej. Musiały pamiętać też o pierniku do moczki, który kupowały u piekarza, bo nie w każdym domu go wypiekano. Z kolei mężczyźni odpowiedzialni byli za przyniesienie i ustawienie choinki oraz samodzielnie wykonanej betlyjki (szopki), ale to dopiero 24 grudnia. Jak widać, należało wykonać sporo czynności, zanim przyszła pora na świętowanie.

- Kiedy dzieci słyszą słowo "święta", to od razu myślą o prezentach, a dorośli o wieczerzy. Moim zdaniem to właśnie najważniejszy moment Bożego Narodzenia - wspólna wigilia i pasterka. W książce "Powiat strzelecki od kuchni" pisze pani, że wieczerza jest wyjątkowym czasem, głównie dlatego, że z pokolenia na pokolenie w danym domu wygląda praktycznie tak samo. 

- Dokładnie, lubimy trwać przy tej tradycji. Proszę zobaczyć, że np. w kontekście europejskiego obchodzenia Bożego Narodzenia wiele narodów bardzo ciepło wypowiada się o świętowaniu w naszym kraju. Można odnieść wrażenie, że zazdrości się nam tego świętowania, tej celebracji kilku dni, rozmaitych potraw przyrządzanych w domach, łamania się opłatkiem, gromadzenia przy wspólnym stole z bliskimi…

- Już w szkołach dzieci są uczone, że na wigilijnym stole powinno być 12 potraw. Czy rzeczywiście tak bardzo się tego u nas przestrzega?

- Niekoniecznie. W literaturze etnograficznej materiały mówią o 12, czasem 9, a nawet 7 potrawach. Dawniej wszystko zależało od tego, jak bogaty był dom i jakimi dysponowano środkami, żeby tę wigilię urządzić. Tak naprawdę każda rodzina ma swoje ulubione dania i tego się trzyma.

- W książce wydanej przez strzeleckie starostwo pisze pani również, że produkty, które wykorzystuje się do przyrządzania wigilijnych dań, muszą pochodzić z pięciu przestrzeni. To woda, las, pole, sad i ogród. 

- Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że dawniej nasi przodkowie sami musieli zadbać i to dosłownie o artykuły żywnościowe, czyli je wyprodukować. Obecnie wystarczy, że pójdziemy do sklepu i zrobimy większe zakupy. Kiedyś występowały też klęski nieurodzaju, które były przyczyną głodu. W domach pilnowano, żeby na wieczerzy były produkty, które oferowała każda z wymienionych przestrzeni. I tak pozostało do dzisiaj. Z wody mamy ryby, warto jednak dodać, że niegdyś niekoniecznie były to karpie. Na stołach pojawiały się gatunki dostępne w najbliższym otoczeniu. Hodowlę karpia wprowadzili w średniowieczu cystersi, ale została ona spopularyzowana w Polsce dopiero po II wojnie światowej. Śledzie należały do najtańszych artykułów żywnościowych, łatwo dostępnych, dlatego serwowano je na różne sposoby. Bardzo stary przepis na przygotowanie śledzi w zalewie pochodzi z 1858 roku, podał go w swoim opracowaniu znany śląski folklorysta – Józef Lompa. Wspomnę tutaj, iż w jednym z podań ludowych przywołuje się szczupaka, że był pierwszą rybą, którą powinno spożywać się podczas wieczerzy, ponieważ jako jedyna wyjrzała z wody, kiedy krzyżowano Chrystusa. Z innej przestrzeni – pola, mamy charakterystyczne zboża, z nich wyrabiana jest mąka i kasze. Na polu bądź w ogrodzie rosną warzywa, w tym kapusta (przyrządzana na wigilię z grochem, z grzybami), także ziemniaki (oba warzywa niegdyś stanowiły podstawę żywienia). Kapusta kojarzy się z bogactwem, płodnością, siłą i zdrowiem. Są też owoce, które rosną na drzewach w sadzie (baza kompotu i moczki). Inna przestrzeń, las, dostarcza grzyby. Przez wieki uznawano je za wyjątkowy składnik ze względu na przestrzeń pochodzenia. Ludzie obawiali się lasu, ponieważ było to miejsce nie do końca rozpoznane, a przez to niebezpieczne.

Dawniej przede wszystkim dbano o to, aby na stole nie zabrakło tego, co było „na wyciągnięcie ręki”, co można było samemu uprawiać i pozyskać. Dla naszych przodków wszystkie składniki potraw wigilijnych miały znaczenie symboliczne. Ich spożywanie miało zapewnić dostatek w nadchodzącym roku, żeby żadna rodzina nie została dotknięta klęską głodu, a domownicy cieszyli się zdrowiem i powodzeniem w życiu.

- Stół też musi być odpowiednio przystrojony - biały obrus, sianko, świeczka...

- To są ważne rekwizyty, które podkreślają wagę święta. Światło na stole wskazuje na Chrystusa, który dopiero co narodził się w Betlejem. Zarówno na Śląsku, jak i w innych regionach kraju, pod obrusem kładziono (i nadal kładzie się) sianko, a pod stołem siekierę, aby zabezpieczyć się przed chorobami, zwłaszcza nóg. Nie mogło zabraknąć również chleba, soli i kilku monet. Jeszcze współcześnie wkłada się do portfela łuski z ryby…

- Wracając do jedzenia. Wieczerza to również makowce i moczka, czyli desery.

- Na pewno makówka jest bardziej popularna na Śląsku niż moczka. Ta druga jest deserem szczególnym, można ją jeść na ciepło, albo na zimno. Spożywana jest głównie przez średnie i najstarsze pokolenie Ślązaków, jej konsystencja i wygląd niekoniecznie odpowiadają młodym. Poza tym mamy różne wersje moczki – gotowaną na bazie kompotu z pieczek, na ciemnym piwie, wywarze z ryb, z warzyw, z dodatkiem pasternaku itd. U mnie na wigilii jest zarówno moczka, jak i makówka. Nie wyobrażam sobie uroczystej wieczerzy bez tych specjałów. Muszę jednak z przykrością dodać, że moi synowie moczki nie jedzą, ale mam nadzieję, że w przyszłości będą się nią delektować. Jako dziecko też jej nie spożywałam.

Jedne gospodynie makówkę robią z dodatkiem pokrojonych bułek, inne z chałką, a jeszcze inne z sucharkami. Jaka wersja jest przygotowywana, w dużej mierze zależy od tradycji wyniesionej z domu. W wielu rodzinach, podobnie jak dawniej, w Sylwestra jada się te same potrawy, co w wigilię, czyli smażonego karpia, kapustę z grochem i makówkę.

- Proszę powiedzieć, jak to jest z pierwszym dniem świąt. Są domy, w których na obiad je się to, co zostało z wigilii, ale są też takie, gdzie przygotowuje się świąteczny obiad - tradycyjne rolady, kapustę i kluski. 

- Zwyczaj szykowania czegoś specjalnego na pierwszy dzień świąt nie jest aż tak bardzo popularny w rodzinach na Śląsku. Z rozmów ze studentami i ze znajomymi wynika, że większość nie szykuje obiadu, je się to samo, co podczas wigilii. Powody takiej praktyki są dwa. Po pierwsze, zawsze dużo jedzenia zostaje z wieczerzy (robi się wszystkiego w nadmiarze) i nie można go zmarnować, a po drugie – Boże Narodzenie kojarzy się z celebrowaniem święta, z odpoczynkiem, bez zbędnej pracy, a taką jest między innymi gotowanie. Ja gotuję świąteczny obiad, zawsze są kluski i wołowe rolady, albo pieczony drób, nie przyrządzam modrej kapusty, bo z dnia wcześniejszego jemy kapustę z grochem. Zwyczaj ten wyniosłam z domu rodzinnego.

- Świętowanie trwa jednak dwa dni. Jakie wypieki pojawiają się na stole?

- Dawniej były to głównie pierniki i ciasta drożdżowe, np. kołocz z serem, makiem (rzadziej, bo była makówka), czasem z jabłkami, także strucle, keksy, frankfuterkranze. Wszystko zależało od tego, co lubili jeść domownicy. Dzisiaj wypieki są rozmaite, jest bardzo duży ich wybór, spora część gospodyń zamawia je w cukierniach i piekarniach. W wielu rodzinach nadal piecze się pierniki, jest to duża atrakcja dla najmłodszych, którzy bardzo chętnie pomagają starszym w tej czynności. Na pewno na stołach są też różne cukierki, czekoladki, z owoców - mandarynki, pomarańcze i inne specjały. Boże Narodzenie to wszak święta o aromatycznych zapachach i nietuzinkowych smakach potraw.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 0°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1000 hPa
Wiatr: 17 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama