Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 1 maja 2026 17:31
Reklama Filplast

Wyjątkowo poplątane są losy Ślązaków. Rozmowa z pisarzem Michaelem Sową

Michael Sowa urodził się w Strzelcach Opolskich. Jest doktorem fizyki, pracownikiem naukowym, nauczycielem. W zeszłym roku wyszła jego debiutancka książka "Tam, gdzie nie pada". W połowie października tego roku ukazała się druga książka "Czereśnie od świętej Anny". Z Michaelem Sową rozmawia Joanna Gerlich.
Wyjątkowo poplątane są losy Ślązaków. Rozmowa z pisarzem Michaelem Sową
Michael Sowa urodził się w Strzelcach Opolskich

- Spotykamy się po nieco ponad dwunastu miesiącach w tym samym miejscu, w Browarze w Strzelcach Opolskich. Dzisiaj mamy przed sobą Pana kolejną książkę, „Czereśnie od Świętej Anny”. Pamiętam, że podczas ostatniego spotkania wspomniał Pan o tym, że kolejna książka już powstaje. Na jakim etapie była wtedy najnowsza śląska saga?

- Wysłałem próbny tekst do wydawnictwa Lira, oraz notkę, w której opisywałem, o czym będzie książka, w którą stronę pójdę i właściwie czekałem na umowę wydawniczą, żeby ruszyć z dalszym pisaniem. Moja druga książka objętościowo jest mniejsza niż pierwsza powieść "Tam, gdzie nie pada", ale jest też inaczej napisana. Nie ma w niej tylu dialogów, jest dużo rozdziałów opisowych.

- Rok temu rozmawialiśmy o śląskich Teksańczykach – mieszkańcach, którzy jechali za wielką wodę szukać lepszego świata. Tym razem mamy między innymi wojnę. Książka rozpoczyna się od wydarzeń z września 1944 roku, kiedy mała Lenchen ucieka ze szkoły do domu.

- Tak, a później mamy styczeń 1945, kiedy do Strzelec wchodzi Armia Czerwona. Z tym, że powieść płynie dwoma torami. Najpierw jest opowieść o dziewczynce Lenchen, która dorasta, i ten wątek przebiega mniej więcej liniowo. Opisany jest jej punkt widzenia, to, co widzi, co czuje, co myśli. A później jest drugi tor, wyróżniony w książce inną czcionką. To tło, w którym opisuję historię, wyjaśniam, dlaczego taki był bieg wydarzeń, nawiązuję np. do powstań śląskich.

- Dlaczego główną bohaterką jest akurat mała dziewczynka?

- A dlaczego by nie (śmiech)? Widnieję jako autor tej książki, ale jej autorami są właściwie ludzie ze Strzelec. Powieść bazuje na wspomnieniach mojej mamy, moich dziadków, znajomych, kolegów, którzy usłyszeli coś kiedyś od swoich rodziców. Te informacje tkwiły mi już od dawna w głowie, więc postanowiłem to pozbierać w całość. Oczywiście, akcja jest fikcją, ale np. jak wchodzi Armia Czerwona i ludzie skrywają się w piwnicy, to mamy do czynienia z faktami wplecionymi w taką, a nie inną historię. Żeby to pokazać na przestrzeni kilkudziesięciu lat, od końca II wojny światowej do lat siedemdziesiątych, to najlepiej przedstawić to oczami kogoś, kto to w całości przeżył – jako dziecko, potem nastolatek i dorosły człowiek. I tak padło na to, żeby główną bohaterką uczynić małą Lenchen.

- Która wcale lekko nie miała...

- Nie miała, ale takie są właśnie życiorysy osób, których życie mniej więcej tak wyglądało. Tragiczny los rodziny, śmierć ojca, męża, dziecka, a ponadto wątek zemsty, że ktoś cały czas próbuje się mścić za coś, co tkwi w jego podświadomości – niespełnione ambicje. I tak to właśnie przedstawiłem. 

- Można powiedzieć, że nasze spotkanie odbywa się w centrum wydarzeń z książki. Jesteśmy o krok od placu Żeromskiego, kościoła pw. św. Wawrzyńca. 

- Dokładnie tak. Nawet szkoła, z której na samym początku książki Lenchen ucieka do domu, bo trwa alarm bombowy, to była właśnie dawna strzelecka jedynka. Przed wojną budynek był gmachem szkoły podstawowej, później zrobili tam lazaret wojskowy. Dziewczynka biegnie do domu, który mieści się na ulicy Opolskiej, a więc mija dzisiejszy plac Żeromskiego, kościół ewangelicki. Dużo szukałem w archiwach i internecie informacji na temat, jak dawniej nazywały się poszczególne ulice i miejsca, żeby wszystko w miarę się zgadzało.

- Będąc mieszkańcem powiatu strzeleckiego i okolic dosyć łatwo sobie to wszystko poukładać i przenieść się w czasie. Oczywiście pojawiają się większe miejscowości, takie jak Kędzierzyn, czy Góra świętej Anny, ale są też np. Dziewkowice.

- W powieści jednym z głównych miejsc akcji jest wioska nieopodal Strzelec. Zastanawiałem się właśnie, którą wieś wykorzystać. Padło na Dziewkowice.

- Dzięki temu w książce pojawiła się gwara. Dodaje całości swojskości i autentyczności.

- Żyjemy tutaj tą gwarą, czy językiem śląskim, więc wykorzystałem ten fakt.

- Jak wyglądały powojenne Strzelce Opolskie?

- Strzelec de facto nie było, w 90 procentach były zniszczone. Ale tylko w niewielkiej części przez bombardowania, bo te były sporadyczne. Natomiast przez Strzelce przewinęły się dwie fale armii radzieckiej. Podczas pierwszej szukano funkcjonariuszy wojsk niemieckich, ale ich już nie było. Potem nadeszła druga fala czerwonoarmistów, i to ją określiłbym jako bardziej dziką. Zaczęło się plądrowanie, przemoc, pijaństwo, gwałty, zabito księdza Langego, który bronił chroniących się kobiet. Była cała gama złych rzeczy. Żołnierze radzieccy często działali pod wpływem alkoholu, cała sytuacja wkrótce zaczęła mocno eskalować, i żeby się zemścić podpalono miasto. To jest fakt. Zginęło bardzo dużo cywili, kto mógł, to się ratował.

- Nasi przodkowie mieszkający tutaj nie mieli wcale lekkiego życia.

- Nie mieli, ale śląskie dzieje są właśnie takie poplątane. Niestety, podobnie jest zawsze w takich okolicznościach na wszystkich terenach granicznych, przykładem teraz niech będzie sytuacja w Ukrainie.

- Choć powiat strzelecki jest stosunkowo niewielki, to inspiracji do pisania jest dużo.

- Bardzo dużo. Od kilkunastu lat przybywa osób, które działają w tym kierunku, chcą odgrzebać naszą historię i coś z nią zrobić. Sposoby są różne, można pisać książki, prowadzić bloga, nagrywać filmiki.

- W wieku około 30 lat wyjechał Pan do Niemiec, ale jak widać po książkach, sentyment do Śląska i Ślązaków pozostał.

- Tego nie da się wykorzenić, to jest coś, co raczej zostaje w człowieku na zawsze. Zauważyłem to nie tylko u siebie, ale też u swoich znajomych. Pamiętam, że moja ciotka pochodząca ze Szczepanka na początku lat osiemdziesiątych wyjechała do Niemiec. Tam w mieszkaniu na ścianach miała różne fotografie przedstawiające Jemielnicę, Górę świętej Anny, miała talerzyk z herbem strzeleckim. Wtedy sobie myślałem, że jest to nieco kiczowate, że po co takie rzeczy mieć w domu. Ale teraz zdaję sobie sprawę z tego, że to jest to, czym ludzie żyją. Że pamięć o ziemi, z której się pochodzi, jest dla nich bardzo istotna. Teraz jeśli mam potrzebę, to z Berlina do Strzelec przyjeżdżam w ciągu czterech godzin, a kiedyś tego nie było, dlatego więź z ojczyzną istniała jedynie we wspomnieniach, poprzez fotografie i pamiątki. Staje się to nie dlatego, że człowiek się starzeje i robi się bardziej sentymentalny, ale po prostu ta więź emocjonalna z czasem się bardziej zacieśnia. Ja nigdy nie powiem, że jestem berlińczykiem, bo jestem strzelczaninem z krwi i kości.

- W Berlinie w przedpokoju wisi obraz Strzelec Opolskich?

- Nie, ale mam taką tapetę w komputerze (śmiech).

- Może nam Pan zdradzić, czy powstaje kolejna książka?

- Tak, pisze się i jest na takim samym etapie, jak ta najnowsza rok temu. Czekam teraz na opinię wydawnictwa i jeżeli wszystko dobrze pójdzie, to za rok trzecia książka będzie gotowa. Też traktuję w niej o naszej lokalnej ojczyźnie. Nie chcę za dużo mówić, ale chodzi o pewną wioskę w okolicach Strzelec Opolskich w latach 30. XX wieku, kiedy Hitler doszedł już do władzy. Oczywiście, historia będzie fikcją, ale tło będzie osadzone w realiach tamtego czasu. Dużo autorów, kiedy pisze książkę, robi sobie plan, rozpisuje fabułę. Kiedyś próbowałem tak zrobić i musiałem to po paru próbach wyrzucić do kosza. Wolę mieć ogólny kierunek, którym podążam, i potem w miarę pisania reszta sama przychodzi. Najlepsze pomysły przychodzą mi pod prysznicem, wtedy szybko kończę mycie, wycieram się, biegnę do biurka i przez dwie godziny piszę dalej.

- Za dużo nie ma co zdradzać fabuły, ale warto zwrócić uwagę na okładkę książki. Na półce wygląda jak siostra pierwszej powieści.

- I ta kolejna prawdopodobnie też będzie wyglądać podobnie, tylko zastosujemy inny kolor tytułu. Chciałem zrobić cykl trzech książek nawiązujących do naszej lokalnej historii, pokazać śląskie drogi, dlatego zależało mi na tym, by wydawniczo się zgrywały.

- Czy po książkę powinni sięgnąć głównie mieszkańcy naszego powiatu, czy każdy coś w niej znajdzie?

- Można ją polecić Ślązakom, którzy odnajdą tutaj cząstkę siebie, ale i nie-Ślązakom, którzy dowiedzą się, jak to wtedy było. Chciałbym zaznaczyć, że książki wydaje nie śląskie wydawnictwo, tylko z Warszawy. Zauważyli, że warto takiemu tematowi dać szansę, a pierwsza książka spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem. Była też czytana w kilku rozgłośniach radiowych. Mam nadzieję, że moja nowa powieść również przypadnie czytelnikom do gustu.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!  


Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

ReklamaHeimat
Reklama
Reklama
ReklamaMaxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie małe

Temperatura: 19°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1024 hPa
Wiatr: 18 km/h

Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: Jarząbek WacławTreść komentarza: Odpowiedź Pani Dyrektor, cytuję: "Do dyrekcji szpitala nie wpływają skargi dotyczące parkingu, więc nie możemy odnieść się do konkretnych przypadków – mówi Beata Czempiel, dyrektorka strzeleckiego szpitala." jest, moim zdaniem, tyleż pokrętna co infantylna i nie załatwia w żadnym stopniu problemu. To nie jest także kwestia uprzejmości i szczególnej ostrożności przy manewrowaniu - to jest sprawa małej liczby miejsc parkingowych. Ludzi chorzy, niejednokroć kontuzjowani lub po zabiegach ortopedycznych, idą pieszo do szpitala lub poradni z parkingu przy "Kauflandzie". Czy naprawdę "niewielka liczba miejsc" przy budowanym ZOL-u rozwiąże problem? Mocno w to wątpię.Data dodania komentarza: 16.04.2026, 16:17Źródło komentarza: Parkingowy chaos przy strzeleckim szpitalu. Mieszkańcy mają dość J Autor komentarza: TeresaTreść komentarza: Dosyć wybiórczo prezentujecie sukcesy podmiotów z regionu. Nie dalej jak tydzień temu dwa podmioty z naszego lokalnego środowiska zostały kolejny raz wyróżnione Diamentami Forbesa. Czy to jakaś zasłona milczenia? Wśród wyróżnionych Firma Adamietz oraz Strzelecka Spółdzielnia Socjalna. O ile Adamietz to olbrzymia firma o zasięgu międzynarodowym, o tyle Strzelecka Spółdzielnia Socjalna to podmiot społeczny działający na rzecz lokalnego środowiska. Ewenement na skalę kraju. Doceniana wszędzie tylko nie na lokalnym podwórku.Data dodania komentarza: 25.03.2026, 09:39Źródło komentarza: Projekt z Rozmierki wśród najlepszych na Opolszczyźnie! J Autor komentarza: JanTreść komentarza: Dzięki dzielnicy Fosowskie w 1973 roku kolonowskie otrzymało prawa miejskie.Gdyby nie połączenie tych dwóch miejscowości,kolonowskie dalej byłoby wiochą.Data dodania komentarza: 20.03.2026, 06:45Źródło komentarza: Pożar trawy w Kolonowskiem. Strażacy apelują J Autor komentarza: Jan2Treść komentarza: Pożar był w Kolonowskiem. Ta wasza dzielnica to do zaorania a nie wypisywania na każdym kroku o niej…Data dodania komentarza: 19.03.2026, 09:53Źródło komentarza: Pożar trawy w Kolonowskiem. Strażacy apelują J Autor komentarza: JanTreść komentarza: Pani Patrycjo Leszczyk-Gołąbek na zdjęciu to akcja w kolonowskim w dzielnicy Fosowskie.Data dodania komentarza: 11.03.2026, 07:30Źródło komentarza: Pożar trawy w Kolonowskiem. Strażacy apelują J Autor komentarza: MieszkaniecTreść komentarza: Dziesięć lat wyczekiwania chyba się spełnią.Data dodania komentarza: 10.03.2026, 06:41Źródło komentarza: Ulica Arki Bożka wreszcie z chodnikiem. Będzie jasno, równo i bezpiecznie
Reklama