Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 29 stycznia 2026 04:17
Reklama
Reklama

Wyjątkowo poplątane są losy Ślązaków. Rozmowa z pisarzem Michaelem Sową

Michael Sowa urodził się w Strzelcach Opolskich. Jest doktorem fizyki, pracownikiem naukowym, nauczycielem. W zeszłym roku wyszła jego debiutancka książka "Tam, gdzie nie pada". W połowie października tego roku ukazała się druga książka "Czereśnie od świętej Anny". Z Michaelem Sową rozmawia Joanna Gerlich.
Wyjątkowo poplątane są losy Ślązaków. Rozmowa z pisarzem Michaelem Sową
Michael Sowa urodził się w Strzelcach Opolskich

- Spotykamy się po nieco ponad dwunastu miesiącach w tym samym miejscu, w Browarze w Strzelcach Opolskich. Dzisiaj mamy przed sobą Pana kolejną książkę, „Czereśnie od Świętej Anny”. Pamiętam, że podczas ostatniego spotkania wspomniał Pan o tym, że kolejna książka już powstaje. Na jakim etapie była wtedy najnowsza śląska saga?

- Wysłałem próbny tekst do wydawnictwa Lira, oraz notkę, w której opisywałem, o czym będzie książka, w którą stronę pójdę i właściwie czekałem na umowę wydawniczą, żeby ruszyć z dalszym pisaniem. Moja druga książka objętościowo jest mniejsza niż pierwsza powieść "Tam, gdzie nie pada", ale jest też inaczej napisana. Nie ma w niej tylu dialogów, jest dużo rozdziałów opisowych.

- Rok temu rozmawialiśmy o śląskich Teksańczykach – mieszkańcach, którzy jechali za wielką wodę szukać lepszego świata. Tym razem mamy między innymi wojnę. Książka rozpoczyna się od wydarzeń z września 1944 roku, kiedy mała Lenchen ucieka ze szkoły do domu.

- Tak, a później mamy styczeń 1945, kiedy do Strzelec wchodzi Armia Czerwona. Z tym, że powieść płynie dwoma torami. Najpierw jest opowieść o dziewczynce Lenchen, która dorasta, i ten wątek przebiega mniej więcej liniowo. Opisany jest jej punkt widzenia, to, co widzi, co czuje, co myśli. A później jest drugi tor, wyróżniony w książce inną czcionką. To tło, w którym opisuję historię, wyjaśniam, dlaczego taki był bieg wydarzeń, nawiązuję np. do powstań śląskich.

- Dlaczego główną bohaterką jest akurat mała dziewczynka?

- A dlaczego by nie (śmiech)? Widnieję jako autor tej książki, ale jej autorami są właściwie ludzie ze Strzelec. Powieść bazuje na wspomnieniach mojej mamy, moich dziadków, znajomych, kolegów, którzy usłyszeli coś kiedyś od swoich rodziców. Te informacje tkwiły mi już od dawna w głowie, więc postanowiłem to pozbierać w całość. Oczywiście, akcja jest fikcją, ale np. jak wchodzi Armia Czerwona i ludzie skrywają się w piwnicy, to mamy do czynienia z faktami wplecionymi w taką, a nie inną historię. Żeby to pokazać na przestrzeni kilkudziesięciu lat, od końca II wojny światowej do lat siedemdziesiątych, to najlepiej przedstawić to oczami kogoś, kto to w całości przeżył – jako dziecko, potem nastolatek i dorosły człowiek. I tak padło na to, żeby główną bohaterką uczynić małą Lenchen.

- Która wcale lekko nie miała...

- Nie miała, ale takie są właśnie życiorysy osób, których życie mniej więcej tak wyglądało. Tragiczny los rodziny, śmierć ojca, męża, dziecka, a ponadto wątek zemsty, że ktoś cały czas próbuje się mścić za coś, co tkwi w jego podświadomości – niespełnione ambicje. I tak to właśnie przedstawiłem. 

- Można powiedzieć, że nasze spotkanie odbywa się w centrum wydarzeń z książki. Jesteśmy o krok od placu Żeromskiego, kościoła pw. św. Wawrzyńca. 

- Dokładnie tak. Nawet szkoła, z której na samym początku książki Lenchen ucieka do domu, bo trwa alarm bombowy, to była właśnie dawna strzelecka jedynka. Przed wojną budynek był gmachem szkoły podstawowej, później zrobili tam lazaret wojskowy. Dziewczynka biegnie do domu, który mieści się na ulicy Opolskiej, a więc mija dzisiejszy plac Żeromskiego, kościół ewangelicki. Dużo szukałem w archiwach i internecie informacji na temat, jak dawniej nazywały się poszczególne ulice i miejsca, żeby wszystko w miarę się zgadzało.

- Będąc mieszkańcem powiatu strzeleckiego i okolic dosyć łatwo sobie to wszystko poukładać i przenieść się w czasie. Oczywiście pojawiają się większe miejscowości, takie jak Kędzierzyn, czy Góra świętej Anny, ale są też np. Dziewkowice.

- W powieści jednym z głównych miejsc akcji jest wioska nieopodal Strzelec. Zastanawiałem się właśnie, którą wieś wykorzystać. Padło na Dziewkowice.

- Dzięki temu w książce pojawiła się gwara. Dodaje całości swojskości i autentyczności.

- Żyjemy tutaj tą gwarą, czy językiem śląskim, więc wykorzystałem ten fakt.

- Jak wyglądały powojenne Strzelce Opolskie?

- Strzelec de facto nie było, w 90 procentach były zniszczone. Ale tylko w niewielkiej części przez bombardowania, bo te były sporadyczne. Natomiast przez Strzelce przewinęły się dwie fale armii radzieckiej. Podczas pierwszej szukano funkcjonariuszy wojsk niemieckich, ale ich już nie było. Potem nadeszła druga fala czerwonoarmistów, i to ją określiłbym jako bardziej dziką. Zaczęło się plądrowanie, przemoc, pijaństwo, gwałty, zabito księdza Langego, który bronił chroniących się kobiet. Była cała gama złych rzeczy. Żołnierze radzieccy często działali pod wpływem alkoholu, cała sytuacja wkrótce zaczęła mocno eskalować, i żeby się zemścić podpalono miasto. To jest fakt. Zginęło bardzo dużo cywili, kto mógł, to się ratował.

- Nasi przodkowie mieszkający tutaj nie mieli wcale lekkiego życia.

- Nie mieli, ale śląskie dzieje są właśnie takie poplątane. Niestety, podobnie jest zawsze w takich okolicznościach na wszystkich terenach granicznych, przykładem teraz niech będzie sytuacja w Ukrainie.

- Choć powiat strzelecki jest stosunkowo niewielki, to inspiracji do pisania jest dużo.

- Bardzo dużo. Od kilkunastu lat przybywa osób, które działają w tym kierunku, chcą odgrzebać naszą historię i coś z nią zrobić. Sposoby są różne, można pisać książki, prowadzić bloga, nagrywać filmiki.

- W wieku około 30 lat wyjechał Pan do Niemiec, ale jak widać po książkach, sentyment do Śląska i Ślązaków pozostał.

- Tego nie da się wykorzenić, to jest coś, co raczej zostaje w człowieku na zawsze. Zauważyłem to nie tylko u siebie, ale też u swoich znajomych. Pamiętam, że moja ciotka pochodząca ze Szczepanka na początku lat osiemdziesiątych wyjechała do Niemiec. Tam w mieszkaniu na ścianach miała różne fotografie przedstawiające Jemielnicę, Górę świętej Anny, miała talerzyk z herbem strzeleckim. Wtedy sobie myślałem, że jest to nieco kiczowate, że po co takie rzeczy mieć w domu. Ale teraz zdaję sobie sprawę z tego, że to jest to, czym ludzie żyją. Że pamięć o ziemi, z której się pochodzi, jest dla nich bardzo istotna. Teraz jeśli mam potrzebę, to z Berlina do Strzelec przyjeżdżam w ciągu czterech godzin, a kiedyś tego nie było, dlatego więź z ojczyzną istniała jedynie we wspomnieniach, poprzez fotografie i pamiątki. Staje się to nie dlatego, że człowiek się starzeje i robi się bardziej sentymentalny, ale po prostu ta więź emocjonalna z czasem się bardziej zacieśnia. Ja nigdy nie powiem, że jestem berlińczykiem, bo jestem strzelczaninem z krwi i kości.

- W Berlinie w przedpokoju wisi obraz Strzelec Opolskich?

- Nie, ale mam taką tapetę w komputerze (śmiech).

- Może nam Pan zdradzić, czy powstaje kolejna książka?

- Tak, pisze się i jest na takim samym etapie, jak ta najnowsza rok temu. Czekam teraz na opinię wydawnictwa i jeżeli wszystko dobrze pójdzie, to za rok trzecia książka będzie gotowa. Też traktuję w niej o naszej lokalnej ojczyźnie. Nie chcę za dużo mówić, ale chodzi o pewną wioskę w okolicach Strzelec Opolskich w latach 30. XX wieku, kiedy Hitler doszedł już do władzy. Oczywiście, historia będzie fikcją, ale tło będzie osadzone w realiach tamtego czasu. Dużo autorów, kiedy pisze książkę, robi sobie plan, rozpisuje fabułę. Kiedyś próbowałem tak zrobić i musiałem to po paru próbach wyrzucić do kosza. Wolę mieć ogólny kierunek, którym podążam, i potem w miarę pisania reszta sama przychodzi. Najlepsze pomysły przychodzą mi pod prysznicem, wtedy szybko kończę mycie, wycieram się, biegnę do biurka i przez dwie godziny piszę dalej.

- Za dużo nie ma co zdradzać fabuły, ale warto zwrócić uwagę na okładkę książki. Na półce wygląda jak siostra pierwszej powieści.

- I ta kolejna prawdopodobnie też będzie wyglądać podobnie, tylko zastosujemy inny kolor tytułu. Chciałem zrobić cykl trzech książek nawiązujących do naszej lokalnej historii, pokazać śląskie drogi, dlatego zależało mi na tym, by wydawniczo się zgrywały.

- Czy po książkę powinni sięgnąć głównie mieszkańcy naszego powiatu, czy każdy coś w niej znajdzie?

- Można ją polecić Ślązakom, którzy odnajdą tutaj cząstkę siebie, ale i nie-Ślązakom, którzy dowiedzą się, jak to wtedy było. Chciałbym zaznaczyć, że książki wydaje nie śląskie wydawnictwo, tylko z Warszawy. Zauważyli, że warto takiemu tematowi dać szansę, a pierwsza książka spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem. Była też czytana w kilku rozgłośniach radiowych. Mam nadzieję, że moja nowa powieść również przypadnie czytelnikom do gustu.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!  


Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 0°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1000 hPa
Wiatr: 17 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama