Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Poniedziałek, 16 maja 2022 16:52
Reklama

Plac żeliwnych krasnali w Zawadzkiem. To miejsce pełne historii i zagadek

Zawadzkie jest jedną z tych miejscowości, w których trudno wskazać centralne miejsce. Pod tym względem przypomina Łódź, co do której wszyscy są przekonani, że funkcję jej rynku pełni ulica Piotrkowska, gdy tymczasem na jej końcu znajduje się zapomniany przez mieszkańców i turystów plac, który jest oficjalnym rynkiem miasta. W Zawadzkiem, które powstało i rozrastało się wzdłuż głównej drogi, takim miejscem pełniącym rolę centrum kulturalnego jest Plac Hutnika z kinoteatrem. Unosi się nad nim tajemnica zaginionych krasnali.
Plac żeliwnych krasnali w Zawadzkiem. To miejsce pełne historii i zagadek
Żeliwny krasnal z Zawadzkiego jeszcze na ojczystej ziemi
Autor: Archiwum

Strategiczne miejsce

Gdy powstawały podwaliny miejscowości, najważniejszym jej elementem była oczywiście huta. To do niej prowadziła główna droga, wzdłuż której budowano kolejne domy i osiedla robotnicze. Biegnie ona prosto przez ponad 3 kilometry, nie skręcając ani o jotę, a zbudowane wokół niej Zawadzkie widziane z lotu ptaka przypomina wielki szaszłyk nadziany na patyk z asfaltu.

Zakład dość szybko połączono ze światem koleją żelazną. W latach 1856-58 powstały linia opolsko-tarnogórska i stacja kolejowa w Zawadzkiem opodal wejścia na teren huty. Przestrzeń między nimi nadawała się do wybudowania jadłodajni i miejsca noclegowego dla podróżnych. Powstał więc zajazd (potem jeszcze rozbudowany), który przez niemal 100 lat karmił i gościł tysiące przyjezdnych. Podobnie jak większość budowli w okolicy nie przetrwał on wkroczenia Armii Czerwonej do miasta. Spłonął w styczniu 1945. Po odbudowaniu obiekt stał się siedzibą domu kultury i wielu instytucji.

Za budynkiem była spora działka, którą wykorzystywano zapewne na potrzeby huty, bo przez dekady stał tu drewniany barak, który pełniły różne funkcje. Na podstawie kilku źródeł można zrekonstruować taką oto historię tego budynku. Początkowo pełnił on rolę masztalarni i siodlarni. Trzymano w nim konie bogatszych mieszkańców Zawadzkiego, ale zapewne też i podróżnych z pobliskiego zajazdu.

Postęp technologiczny sprawił, że z czasem stajnia przestała być potrzebna. Jednocześnie wraz ze wzrostem liczby mieszkańców narastał problem braku w Zawadzkiem szkoły średniej. Masowo przeprowadzająca się tu niemiecka kadra techniczna miała ambicje dobrze wykształcić swe dzieci. Barak przystosowano więc na potrzeby edukacyjne i pierwotnie uczyły się w nim jedynie dziewczęta. Od 1918 roku urządzono tu już niepełną szkołę średnią, która wkrótce znacznie się rozrosła. Był to czas powstań śląskich i w konsekwencji podzielenia Śląska między Polskę a Niemcy. Dawniej jednolita kraina musiała zacząć funkcjonować w nowych realiach.

Po podziale Tarnowskie Góry, gdzie mieściła się szkoła branżowa, w której młodzież uczyła się do zawodu hutnika, znalazły się w granicach Polski. Zawadzkie pozostały po niemieckiej stronie i zaprzestano posyłania tam uczniów. Chętnych douczano w szkole na miejscu. Szkoła w Zawadzkiem miała status niepełnej szkoły średniej, więc ambitniejsi uczniowie, którzy chcieli zdawać maturę, musieli naukę kończyć w Bytomiu. Z czasem placówkę przeniesiono do budynku przy ulicy Świerklańskiej, a opuszczony barak szybko zaadaptowano do nowych celów.

Plac Hutnika

W latach 1935-36 budynek został gruntowanie przebudowany i dostosowany do pełnienia funkcji kina. Dobudowano poczekalnię, kasy, WC i pomieszczenie na projektor. Budynek wojnę przetrwał i od roku 1949 ponownie wyświetlano tu filmy. Kino w Zawadzkiem to jednak temat na osobny artykuł, który ukaże się już wkrótce. Warto tu tylko wspomnieć, że każdy starszy mieszkaniec Zawadzkiego pamięta tę budowlę. Niektórzy na przykład z tego, że gdy nieostrożnie siadało się na kinowy fotel, to potrafiło się wraz siedziskiem wylądować na podłodze.

Dla naszej historii najważniejsze jest to, że nowe, polskie władze doceniły walory tego miejsca. Obok kina zaczęto organizować imprezy masowe, które rzecz jasna musiały mieć odpowiednią oprawę. Skwerowi nadano nazwę „Plac Hutnika” i ruszono z przebudową sposobem, który dzisiejszym władzom może się tylko marzyć. Zamiast ogłaszać konkursy na projekty, rozstrzygać przetargi i zabezpieczać na inwestycję miliony w budżecie, organizowano „czyn społeczny”, czyli na pracę za friko. Spędzano robotników z huty w ich wolnym czasie, co robili teoretyczne całkowicie dobrowolnie, ale każdy zdawał sobie sprawę, że odmowa mogłaby go za dużo kosztować.

Plac szybko uporządkowano i zaczęto tworzyć dodatkowe wyposażenie. Około 1956-58 wybudowano na nim okazałą muszlę koncertową. Służyła zarówno do wszelkiego rodzaju występów artystycznych, jak i była idealnym podwyższeniem do przemówień i wręczania odznaczeń i goździków przodownikom pracy. Mimo że scena ta dawno już nie istnieje, to do dziś widać jej ślady. Dokładnie w tym samym miejscu stoi dziś murowane podwyższenie, a tuż za nim - drewniany słup oświetlający tory prowadzące do huty. To właśnie z niego poprowadzono prąd do zasilania muszli. Gdy kilka dekad temu likwidowano latarnię, kable przecięto i pozostawiono. Zwisają ze słupa do dziś jak niemy świadek historii miasta.

Znikające krasnale

Jednym z najlepiej pamiętanych elementów wystroju placu była fontanna. Stała bliżej ulicy Dworcowej, mniej więcej w miejscu, gdzie dziś znajdują się ławki i chodnik. Fontanna była główną atrakcją placu wśród najmłodszych spacerowiczów. Posiadała ruchomą dyszę z tryskającą wodą, a wokół niej ustawione były cztery figury krasnoludków. Powstały prawdopodobnie w odlewni w pobliskiej hucie. Wykonane zapewne z żeliwa krasnale zostały pomalowane na żywe kolory i posiadały dość osobliwą ozdobę. Mimo ewidentnie męskich cech, jak wąsy i broda, na szyi nosiły naszyjnik, który jednoznacznie kojarzy się z damską ozdobą. Pod pewnymi względami krasnale z Placu Hutnika wyprzedziły więc swoją epokę...

Fontanna była dość głębokim zbiornikiem i za każdym razem, gdy zbliżały się obchody święta pracy, trzeba było ją wyczyścić. Oczywiście w czynie społecznym. Przy okazji naprawiano też co roku scenę w muszli koncertowej i cały plac. Gdy kończyły się oficjalne uroczystości, majówka zamieniała się po prostu w masową zabawę na wymurowanej na tym samym placu tancdili - betonowym kręgu do tańczenia. A że generalnie w tamtych czasach za kołnierz się nie wylewało, nieraz imprezowicze kończyli zabawę w wypełnionej wodą fontannie.

Kino, muszla koncertowa i fontanna nie przetrwały próby czasu. Niszczały coraz bardziej i w roku 1984 zapadła decyzja o budowie nowego obiektu - kinoteatru. Jego użyteczność była szeroko konsultowana. Przyjęto, że nowe kino ma mieć możliwość wyświetlania filmów szerokoekranowych, posiadać scenę dostosowaną do koncertów. Wyposażenie miało być dostosowane do wystawiania sztuk teatralnych - w tym lalkowych. Faktycznie pod sceną pozostawiono pustą fosę przeznaczoną dla operatorów lalek. Żeby ją otworzyć, wystarczy podnieść deski. Przez cały czas działalności kinoteatru z fosy tej nie skorzystano ani razu.

Bryłę kinoteatru zaprojektował zespół znanego architekta Marka Termiłowskiego z opolskiego biura projektowego „Polsport”, a wnętrze Zbigniew Trzos z tego samego biura. Projekt wnętrza sali widowiskowej wykonał dr Andrzej Rudziński z Politechniki Wrocławskiej. Zakładano, że podczas imprez na terenie obiektu będzie mogło przebywać nawet 500 osób. Powstał projekt ambitny, nowoczesny i spełniający te założenia. Niestety, nikt nie założył, że w przyszłości potrzeby mogą się zmienić i w ogromnej budowli jest wydzielonych bardzo mało osobnych pomieszczeń do różnego rodzaju zajęć. Co ciekawe, bryła nowego budynku była tak wyszukana, że część mieszkańców Zawadzkiego była przekonana, że w tym miejscu powstaje nowy kościół (w tym samym czasie budowano też nową świątynię pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa i wielu ludzi myślało, że to waśnie tam powstaje kino).

Budowa rozpoczęła się w roku 1987, a zakończyła w 1993. Między tymi datami zlikwidowano stary barak i muszlę koncertową, a gruz po nich zasypano. Dziś, gdy chce się wykopać w parku głębszą dziurę pod słup, trzeba często używać wiertnicy, by móc się przebić przez pokłady tłucznia. W tym też okresie zlikwidowano fontannę z jej czterema krasnalami. Nikt nie pomyślał, żeby je zabezpieczyć, żeliwne figury leżały po prostu na hałdzie piachu na placu budowy i pewnej nocy zniknęły. Wiadomo, że jednym „zaopiekował się” mieszkaniec miasta, który dotaszczył rzeźbę na teren swojego ogródka działkowego. Krasnal długo podpierał ścianę aż pewnego dnia zmienił właściciela i został wywieziony za zachodnią granicę. Dziś zapewne stoi gdzieś w niemieckim ogródku.

Co stało się z pozostałymi trzema krasnalami zdobiącymi niegdyś fontannę na Placu Hutnika - nie wiadomo.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

***

Składam szczególne podziękowania za dostarczenie unikalnych materiałów panom Ryszardowi Lisowi, Arkadiuszowi Baronowi, Dariuszowi Ksciukowi i Zdzisławowi Klusce.


Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
ReklamaSkład Opału
ReklamaHeimat
ReklamaOptyk Ptak
ReklamaRe-gat
zachmurzenie umiarkowane

Temperatura: 24°CMiasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1017 hPa
Wiatr: 3 km/h

Reklama
ReklamaHelios
ReklamaIntermarche
ReklamaProjekt -raeume
Reklama