Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 28 stycznia 2026 22:33
Reklama
Reklama

Pędzili kobiety z dziećmi do wagonów. „One płakały z głodu i strachu”

- Często nie liczba szczegółowych informacji jest kluczowa, ale chociaż trzy krótkie wspomnienia wybrane tak, że młody człowiek, czytając je, będzie miał łzy w oczach. Nie możemy się tych emocji bać – mówi dr hab. Marek Białokur, profesor Uniwersytetu Opolskiego, na temat przekazywania wiedzy o wywożonych z Kresów na Sybir.
Pędzili kobiety z dziećmi do wagonów. „One płakały z głodu i strachu”
Wśród Polaków wywożonych z Kresów w głąb ZSRS nie brakowało dzieci.

Krzysztof Ogiolda: Dziesiątego lutego przypadła rocznica pierwszej wywózki Polaków z Kresów Rzeczypospolitej na Wschód w 1940 roku. Trochę boli, że po tylu latach wielu rzeczy o tamtych wydarzeniach nie wiemy, wielu losów nie znamy. Nawet szacunkowe liczby deportowanych wahają się od 320 tysięcy do więcej niż miliona. Jak pisała polska noblistka, „Historia zaokrągla szkielety do zera”?

Dr hab. Marek Białokur, prof. UO*: Człowiek, który stał za deportacjami i wywózkami, czyli Józef Stalin, mówił, że śmierć jednego człowieka to tragedia, ale śmierć miliona ludzi to statystyka. Byłoby bardzo dobrze, gdyby udało się ustalić nazwisko każdego z deportowanych, ujawnić skąd i dokąd go wywieziono, jak długo trwała podróż, czy udało mu się wrócić, czy nie. Ale to jest już fizycznie niemożliwe. I to nie jest najważniejsze. Najistotniejsze w tej historii jest byśmy pamiętali. Historycy będą drążyć temat i jeśli tylko pojawią się nowe dokumenty, będą korygować liczby. Obecnie badacze wahają się między 312 a 332 tysiącami.

Będę się upierał, że nie brakuje historyków, którzy każą mnożyć te liczby przez trzy, a nawet przez cztery...

- Dwanaście lat temu, 12 kwietnia 2010 roku, prowadziłem w III Liceum Ogólnokształcącym w Opolu dużą sesję popularnonaukową dla młodzieży przygotowaną we współpracy z Instytutem Historii Uniwersytetu Opolskiego poświęconą zbrodni katyńskiej i wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku. Na tej sesji dr Przemysław Jagieła mówił o deportacjach 1940 i 1941 roku, podając liczbę około 330 tysięcy osób. Spośród rzędów niósł się głos: „To nieprawda”, „To kłamstwo!”. Po wystąpieniu jeden z działaczy Związku Sybiraków chciał pobić prelegenta. Przyszło mi panów rozdzielać. To wydarzenie sprzed lat pokazuje poziom emocji towarzyszący tej historii i danym, które ją opisują, zwłaszcza u tych, którzy deportacje przeżyli oraz ich dzieci i wnuków.

Dlaczego o zdarzeniach tak wielu rzeczy nie wiemy?

- One działy się w Związku Sowieckim. A my i dziś nie wiemy, co siedzi w głowie Putina i czy sto kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy rozsianych wzdłuż ukraińskiej granicy przekroczy ją czy nie, a jeśli wejdzie, to w jaki sposób. Związek Sowiecki jeszcze skuteczniej wiele rzeczy ukrywał. Nie pomagało i to, że „nieludzka ziemia” liczyła 22 miliony kilometrów kwadratowych. To dość, by skutecznie ukrywać ludzi, nawet miliony osób, a także informacje.

W lutowej wywózce 1940 roku 140 tysięcy ludzi wywieziono do 115 miejsc osiedlenia w 21 republikach lub krajach związkowych. Rozproszono ich solidnie, by odciąć ich od korzeni i od więzi z rodakami.

- Tą samą metodą posłużono się w 1947 roku w czasie akcji „Wisła”. Ukraińców z terenu Bieszczad rozrzucano tak, by do jednej miejscowości nie trafiało więcej niż 10-15 osób. Na Kresach sowieccy funkcjonariusze zwykle najpierw zabierali mężczyzn, by w czasie aresztowania reszty rodziny nikt nie stawiał oporu. Organizatorzy tych komunistycznych akcji zdawali sobie sprawę, że jak zostawią w jednym miejscu duże skupiska deportowanych, to ci ludzie będą sobie pomagać, a nawet wybierać swoich przedstawicieli do lokalnych władz i decydować - choć trochę - o rzeczywistości.

Łatwiej o wspomnienia z tamtych czasów niż o dokumenty...

- Do 1945 roku trwała wojna, ona nie jest czasem sprzyjającym tworzeniu dokumentacji. Po 1945 dostęp do sowieckich archiwów był - gdy idzie o badania takiej problematyki, jak zbrodnia katyńska czy deportacje - zerowy. Mieliśmy krótkie okienko w latach 90. za sprawą Borysa Jelcyna, który chyba nie do końca miał świadomość, jakie dokumenty udostępnia. Po dojściu do władzy Putina, dostęp do nich został ponownie zamknięty.

Co w tej sytuacji mamy pamiętać? Dzieci wywożone w beciku do Kazachstanu? (Dzisiaj żyją i dają świadectwo tamtym czasom już tylko, ci, których wywieziono jako dzieci). Tych, co umarli z głodu? Tych, co zdążyli do Andersa, i tych, co nie zdążyli?

- Bardziej skuteczne od operowania liczbami jest - nie tylko w nauczaniu ósmoklasistów i uczniów czwartych klas szkół średnich - przypominanie indywidualnych losów. Myślę o zapraszaniu deportowanych na spotkania, a pokazywaniu - jest ich całkiem sporo, nagranych często przed laty - świadectw dostępnych w internecie.

Czytałem jedno z takich wspomnień, przygotowując się do naszej rozmowy: „Miałam 15 lat - relacjonowała po latach jego autorka - zawieziono nas do Kraju Ałtajskiego. Dostałam do ręki piłę i siekierę, i popędzono nas do lasu”.

- Na tak zwany lesopował. Przypominajmy takie właśnie historie. Pamiętajmy o matkach, które z czwórką dzieci (najmłodsze często przy piersi) wyprowadzano z domu w ciągu kilkudziesięciu minut, zawożono - zwykle ich własnym zaprzęgiem - na kolej, gdzie stał przygotowany wagon, którym - po dwóch dniach czekania na sformowanie transportu - jechały przez miesiąc na Wschód. Słuchajmy narracji tych kobiet, których dzieci płakały w drodze z głodu, a one nie miały nawet czasu ani sił pomyśleć, dokąd je wiozą. Nie pamiętały często ani o majątku, który straciły (przed wyjazdem odczytywano im nierzadko stosowny dokument), ani nie miały sił martwić się o mężów, których wcześniej też wywieziono w nieznane. W podróży koncentrowały się przez 24 godziny na dobę na tym, by dzieci przeżyły, a po dotarciu do miejsca zesłania, by nie były głodne. Opowiadanie żywych historii indywidualnych ofiar służy pamiętaniu o tamtej tragedii najlepiej.

W 1940 tylko Pan Bóg wie, jak skończy się wojna. A Rosjanie zachowują się tak, jakby już wtedy zakładali, że te kresowe ziemie Polakom zabiorą.

- Aż tak przemyślni chyba jednak nie byli. Z około 14 mln ludzi, którzy mieszkali na ziemiach zajętych przez ZSRS we wrześniu 1939 roku, Polacy stanowili około 6-6,5 mln. Deportowano - będę się trzymał statystyki - około 330 tysięcy - około 5 procent.

Ale wywieziono najlepszych, najbardziej intelektualnie samodzielnych, elitę...

- I to było celem Sowietów. Odciąć głowę, żeby reszta organizmu nie mogła funkcjonować. To był krok w stronę stworzenia ludzi sowieckich. Jeśli uda się pozbyć elit, pozostali stają się bezwolnym narzędziem w rękach władzy. Trzeba pamiętać, że wywózki nie były pierwszym aktem przemocy wymierzonym w polską społeczność. Opolski historyk, prof. Iwanow, już 30 lat temu wydał książkę „Pierwszy naród ukarany”. Przypomniał w niej, że w latach 1937-1938 zamordowano 100 tysięcy Polaków z tych terenów, które należały do I Rzeczypospolitej, potem znalazły się pod rosyjskim zaborem, a po wojnie 1920 roku nie zostały przez Polskę odzyskane. Powtórzę, zabito sto tysięcy ludzi, a ich krewnych - kolejne sto tysięcy - wywieziono na Syberię. Ta zbrodnia została zupełnie zapomniana.

Na ile wiedza o sowieckich zbrodniach, także tych z lat 1940-1941, trafia do szkolnych podręczników?

- Jeszcze 25 lat temu jej nie było. Obecnie, już na poziomie szkoły podstawowej, pojawiają i relacje, i liczby. Dwa miesiące temu recenzowałem podręcznik do klasy IV liceum. Na rozkładówce znalazła się obszerna mapa pokazująca miejsca deportacji Polaków. Niemniej - chciałbym to podkreślić - często nie liczba szczegółowych informacji jest kluczowa, ale chociaż trzy krótkie wspomnienia wybrane tak, że młody człowiek, czytając je, będzie miał łzy w oczach. Nie możemy się tych emocji bać. Same suche informacje nie przemawiają do ludzi. Jan Tomasz Gross, którego „Sąsiedzi” wzbudzili w Polsce mnóstwo sporów i kontrowersji, napisał kilka lat wcześniej, wraz z żoną, taką właśnie emocjonalną książkę: „W czterdziestym nas Matko, na Sibir zesłali”. Kilkadziesiąt stron obiektywnego wstępu historycznego, który poprzedza trzysta stron przejmujących relacji - sporządzonych przez dzieci i przez dorosłych.

Jak zachowywali się w czasie wywózek Polaków ich sąsiedzi, Ukraińcy, Białorusini itd.?

- Bardzo mało było postaw typu: Wieś broni polską rodzinę przed deportacją, bo ci Polacy pracują solidnie i nikomu niczego złego nie zrobili. Władza komunistyczna grała hasłami pańskiej Polski i te hasła padały na podatny grunt. Bo też polskie osadnictwo wojskowe na tych terenach po traktacie ryskim 1921 roku było powodem napięć. Trudno się zresztą dziwić, skoro przyjeżdżał wojskowy z rodziną i dostawał 25 hektarów, czasem kosztem sąsiadów Ukraińców, którzy tracili z tego powodu część swoich pól. To była psychologicznie podobna sytuacja jak na Górnym Śląsku po wojnie. Rodziny, które pozytywnie przeszły weryfikację, zderzały się z przyjeżdżającymi „hadziajami” i to ci przyjezdni rządzili, dostawali gospodarstwa i ich języka trzeba się było uczyć w szkole. Jak Polaka z Kresów wywożono, to - jak wspomnieliśmy - nakaz wyjazdu wiązał się z przepadkiem mienia. Sowiecki komisarz polityczny dzielił domy i gospodarstwa po Polakach między towarzyszy, którzy często mieli wcześniej dwa hektary albo byli parobkami. Ci obdarowani za Polakami nie płakali. „Modlili się” raczej, by polska rodzina z Kazachstanu czy republiki Komi nie wróciła i nie zapukała do drzwi. Tak samo zresztą zachowywali się Polacy, którzy przejęli mienie żydowskie w Warszawie czy w Łodzi.

Co jakiś czas wraca w polskiej polityce temat niemieckich reparacji za wojenne krzywdy i szkody. Dlaczego nie domagamy się za utracone terytoria i ludzkie dramaty reparacji od Rosji?

- Tylko raz udało się od Rosji coś odzyskać w większej liczbie. To było po traktacie ryskim. Po 1945 roku przejęte przez Rosjan mienie zostało uznane za trofiejne. Ani w Związku Radzieckim nie były, ani w Rosji nie są uznawane racje, o których teraz mówimy. Dla przeciętnego Rosjanina jesteśmy niewdzięcznikami, bo oni nas wyzwolili od „Giermańca”, a my się czegoś od nich domagamy. Kiedy my przypominamy, że w czasie wojny zginęło 6 milionów obywateli polskich, w tym 3 miliony Żydów, a połowa zabitych Polaków zginęła na Wschodzie, oni odpowiadają: A u nas zginęło 21 milionów, chcecie się licytować? Realnie trudno byłoby wyegzekwować cokolwiek. Pierwsze powojenne decyzje uznawały Rosjan za zwycięzców. W Norymberdze sądzono tylko Niemców. Zwycięzców się nie sądzi.

Biologia jest nieubłagana. Jeszcze trochę i żywych świadków wywózek z Kresów nie będzie. Pamięć o nich przetrwa? Bo Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów chyba jednak nie.

- Nie tracę nadziei, choć lokalnych inicjatyw, które są szczególnie cenne, będzie rzeczywiście coraz mniej. Przestrzenie pamięci będą przenoszone na poziom wojewódzki czy centralny. Przykład? Oddane w ubiegłym roku Muzeum Sybiru w Białymstoku. Słowem, pamięć zostanie zachowana, ale sposób jej przechowywania się zmieni.

*dr hab. Marek Białokur, profesor Uniwersytetu Opolskiego, pracownik Katedry Dydaktyki, Nauk Wspomagających i Popularyzacji Historii w Instytucie Historii UO

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


Polacy deportowani w 1940 w rejon Krasnojarska

Polacy deportowani w 1940 w rejon Krasnojarska

Dr hab. Marek Białokur, prof. UO

Dr hab. Marek Białokur, prof. UO

Archiwum prywatne

Wśród Polaków wywożonych z Kresów w głąb ZSRS nie brakowało dzieci

Wśród Polaków wywożonych z Kresów w głąb ZSRS nie brakowało dzieci


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 0°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 999 hPa
Wiatr: 15 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama