Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 29 lipca 2026 02:21
Reklama Filplast

Pędzili kobiety z dziećmi do wagonów. „One płakały z głodu i strachu”

- Często nie liczba szczegółowych informacji jest kluczowa, ale chociaż trzy krótkie wspomnienia wybrane tak, że młody człowiek, czytając je, będzie miał łzy w oczach. Nie możemy się tych emocji bać – mówi dr hab. Marek Białokur, profesor Uniwersytetu Opolskiego, na temat przekazywania wiedzy o wywożonych z Kresów na Sybir.
Pędzili kobiety z dziećmi do wagonów. „One płakały z głodu i strachu”
Wśród Polaków wywożonych z Kresów w głąb ZSRS nie brakowało dzieci.

Krzysztof Ogiolda: Dziesiątego lutego przypadła rocznica pierwszej wywózki Polaków z Kresów Rzeczypospolitej na Wschód w 1940 roku. Trochę boli, że po tylu latach wielu rzeczy o tamtych wydarzeniach nie wiemy, wielu losów nie znamy. Nawet szacunkowe liczby deportowanych wahają się od 320 tysięcy do więcej niż miliona. Jak pisała polska noblistka, „Historia zaokrągla szkielety do zera”?

Dr hab. Marek Białokur, prof. UO*: Człowiek, który stał za deportacjami i wywózkami, czyli Józef Stalin, mówił, że śmierć jednego człowieka to tragedia, ale śmierć miliona ludzi to statystyka. Byłoby bardzo dobrze, gdyby udało się ustalić nazwisko każdego z deportowanych, ujawnić skąd i dokąd go wywieziono, jak długo trwała podróż, czy udało mu się wrócić, czy nie. Ale to jest już fizycznie niemożliwe. I to nie jest najważniejsze. Najistotniejsze w tej historii jest byśmy pamiętali. Historycy będą drążyć temat i jeśli tylko pojawią się nowe dokumenty, będą korygować liczby. Obecnie badacze wahają się między 312 a 332 tysiącami.

Będę się upierał, że nie brakuje historyków, którzy każą mnożyć te liczby przez trzy, a nawet przez cztery...

- Dwanaście lat temu, 12 kwietnia 2010 roku, prowadziłem w III Liceum Ogólnokształcącym w Opolu dużą sesję popularnonaukową dla młodzieży przygotowaną we współpracy z Instytutem Historii Uniwersytetu Opolskiego poświęconą zbrodni katyńskiej i wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku. Na tej sesji dr Przemysław Jagieła mówił o deportacjach 1940 i 1941 roku, podając liczbę około 330 tysięcy osób. Spośród rzędów niósł się głos: „To nieprawda”, „To kłamstwo!”. Po wystąpieniu jeden z działaczy Związku Sybiraków chciał pobić prelegenta. Przyszło mi panów rozdzielać. To wydarzenie sprzed lat pokazuje poziom emocji towarzyszący tej historii i danym, które ją opisują, zwłaszcza u tych, którzy deportacje przeżyli oraz ich dzieci i wnuków.

Dlaczego o zdarzeniach tak wielu rzeczy nie wiemy?

- One działy się w Związku Sowieckim. A my i dziś nie wiemy, co siedzi w głowie Putina i czy sto kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy rozsianych wzdłuż ukraińskiej granicy przekroczy ją czy nie, a jeśli wejdzie, to w jaki sposób. Związek Sowiecki jeszcze skuteczniej wiele rzeczy ukrywał. Nie pomagało i to, że „nieludzka ziemia” liczyła 22 miliony kilometrów kwadratowych. To dość, by skutecznie ukrywać ludzi, nawet miliony osób, a także informacje.

W lutowej wywózce 1940 roku 140 tysięcy ludzi wywieziono do 115 miejsc osiedlenia w 21 republikach lub krajach związkowych. Rozproszono ich solidnie, by odciąć ich od korzeni i od więzi z rodakami.

- Tą samą metodą posłużono się w 1947 roku w czasie akcji „Wisła”. Ukraińców z terenu Bieszczad rozrzucano tak, by do jednej miejscowości nie trafiało więcej niż 10-15 osób. Na Kresach sowieccy funkcjonariusze zwykle najpierw zabierali mężczyzn, by w czasie aresztowania reszty rodziny nikt nie stawiał oporu. Organizatorzy tych komunistycznych akcji zdawali sobie sprawę, że jak zostawią w jednym miejscu duże skupiska deportowanych, to ci ludzie będą sobie pomagać, a nawet wybierać swoich przedstawicieli do lokalnych władz i decydować - choć trochę - o rzeczywistości.

Łatwiej o wspomnienia z tamtych czasów niż o dokumenty...

- Do 1945 roku trwała wojna, ona nie jest czasem sprzyjającym tworzeniu dokumentacji. Po 1945 dostęp do sowieckich archiwów był - gdy idzie o badania takiej problematyki, jak zbrodnia katyńska czy deportacje - zerowy. Mieliśmy krótkie okienko w latach 90. za sprawą Borysa Jelcyna, który chyba nie do końca miał świadomość, jakie dokumenty udostępnia. Po dojściu do władzy Putina, dostęp do nich został ponownie zamknięty.

Co w tej sytuacji mamy pamiętać? Dzieci wywożone w beciku do Kazachstanu? (Dzisiaj żyją i dają świadectwo tamtym czasom już tylko, ci, których wywieziono jako dzieci). Tych, co umarli z głodu? Tych, co zdążyli do Andersa, i tych, co nie zdążyli?

- Bardziej skuteczne od operowania liczbami jest - nie tylko w nauczaniu ósmoklasistów i uczniów czwartych klas szkół średnich - przypominanie indywidualnych losów. Myślę o zapraszaniu deportowanych na spotkania, a pokazywaniu - jest ich całkiem sporo, nagranych często przed laty - świadectw dostępnych w internecie.

Czytałem jedno z takich wspomnień, przygotowując się do naszej rozmowy: „Miałam 15 lat - relacjonowała po latach jego autorka - zawieziono nas do Kraju Ałtajskiego. Dostałam do ręki piłę i siekierę, i popędzono nas do lasu”.

- Na tak zwany lesopował. Przypominajmy takie właśnie historie. Pamiętajmy o matkach, które z czwórką dzieci (najmłodsze często przy piersi) wyprowadzano z domu w ciągu kilkudziesięciu minut, zawożono - zwykle ich własnym zaprzęgiem - na kolej, gdzie stał przygotowany wagon, którym - po dwóch dniach czekania na sformowanie transportu - jechały przez miesiąc na Wschód. Słuchajmy narracji tych kobiet, których dzieci płakały w drodze z głodu, a one nie miały nawet czasu ani sił pomyśleć, dokąd je wiozą. Nie pamiętały często ani o majątku, który straciły (przed wyjazdem odczytywano im nierzadko stosowny dokument), ani nie miały sił martwić się o mężów, których wcześniej też wywieziono w nieznane. W podróży koncentrowały się przez 24 godziny na dobę na tym, by dzieci przeżyły, a po dotarciu do miejsca zesłania, by nie były głodne. Opowiadanie żywych historii indywidualnych ofiar służy pamiętaniu o tamtej tragedii najlepiej.

W 1940 tylko Pan Bóg wie, jak skończy się wojna. A Rosjanie zachowują się tak, jakby już wtedy zakładali, że te kresowe ziemie Polakom zabiorą.

- Aż tak przemyślni chyba jednak nie byli. Z około 14 mln ludzi, którzy mieszkali na ziemiach zajętych przez ZSRS we wrześniu 1939 roku, Polacy stanowili około 6-6,5 mln. Deportowano - będę się trzymał statystyki - około 330 tysięcy - około 5 procent.

Ale wywieziono najlepszych, najbardziej intelektualnie samodzielnych, elitę...

- I to było celem Sowietów. Odciąć głowę, żeby reszta organizmu nie mogła funkcjonować. To był krok w stronę stworzenia ludzi sowieckich. Jeśli uda się pozbyć elit, pozostali stają się bezwolnym narzędziem w rękach władzy. Trzeba pamiętać, że wywózki nie były pierwszym aktem przemocy wymierzonym w polską społeczność. Opolski historyk, prof. Iwanow, już 30 lat temu wydał książkę „Pierwszy naród ukarany”. Przypomniał w niej, że w latach 1937-1938 zamordowano 100 tysięcy Polaków z tych terenów, które należały do I Rzeczypospolitej, potem znalazły się pod rosyjskim zaborem, a po wojnie 1920 roku nie zostały przez Polskę odzyskane. Powtórzę, zabito sto tysięcy ludzi, a ich krewnych - kolejne sto tysięcy - wywieziono na Syberię. Ta zbrodnia została zupełnie zapomniana.

Na ile wiedza o sowieckich zbrodniach, także tych z lat 1940-1941, trafia do szkolnych podręczników?

- Jeszcze 25 lat temu jej nie było. Obecnie, już na poziomie szkoły podstawowej, pojawiają i relacje, i liczby. Dwa miesiące temu recenzowałem podręcznik do klasy IV liceum. Na rozkładówce znalazła się obszerna mapa pokazująca miejsca deportacji Polaków. Niemniej - chciałbym to podkreślić - często nie liczba szczegółowych informacji jest kluczowa, ale chociaż trzy krótkie wspomnienia wybrane tak, że młody człowiek, czytając je, będzie miał łzy w oczach. Nie możemy się tych emocji bać. Same suche informacje nie przemawiają do ludzi. Jan Tomasz Gross, którego „Sąsiedzi” wzbudzili w Polsce mnóstwo sporów i kontrowersji, napisał kilka lat wcześniej, wraz z żoną, taką właśnie emocjonalną książkę: „W czterdziestym nas Matko, na Sibir zesłali”. Kilkadziesiąt stron obiektywnego wstępu historycznego, który poprzedza trzysta stron przejmujących relacji - sporządzonych przez dzieci i przez dorosłych.

Jak zachowywali się w czasie wywózek Polaków ich sąsiedzi, Ukraińcy, Białorusini itd.?

- Bardzo mało było postaw typu: Wieś broni polską rodzinę przed deportacją, bo ci Polacy pracują solidnie i nikomu niczego złego nie zrobili. Władza komunistyczna grała hasłami pańskiej Polski i te hasła padały na podatny grunt. Bo też polskie osadnictwo wojskowe na tych terenach po traktacie ryskim 1921 roku było powodem napięć. Trudno się zresztą dziwić, skoro przyjeżdżał wojskowy z rodziną i dostawał 25 hektarów, czasem kosztem sąsiadów Ukraińców, którzy tracili z tego powodu część swoich pól. To była psychologicznie podobna sytuacja jak na Górnym Śląsku po wojnie. Rodziny, które pozytywnie przeszły weryfikację, zderzały się z przyjeżdżającymi „hadziajami” i to ci przyjezdni rządzili, dostawali gospodarstwa i ich języka trzeba się było uczyć w szkole. Jak Polaka z Kresów wywożono, to - jak wspomnieliśmy - nakaz wyjazdu wiązał się z przepadkiem mienia. Sowiecki komisarz polityczny dzielił domy i gospodarstwa po Polakach między towarzyszy, którzy często mieli wcześniej dwa hektary albo byli parobkami. Ci obdarowani za Polakami nie płakali. „Modlili się” raczej, by polska rodzina z Kazachstanu czy republiki Komi nie wróciła i nie zapukała do drzwi. Tak samo zresztą zachowywali się Polacy, którzy przejęli mienie żydowskie w Warszawie czy w Łodzi.

Co jakiś czas wraca w polskiej polityce temat niemieckich reparacji za wojenne krzywdy i szkody. Dlaczego nie domagamy się za utracone terytoria i ludzkie dramaty reparacji od Rosji?

- Tylko raz udało się od Rosji coś odzyskać w większej liczbie. To było po traktacie ryskim. Po 1945 roku przejęte przez Rosjan mienie zostało uznane za trofiejne. Ani w Związku Radzieckim nie były, ani w Rosji nie są uznawane racje, o których teraz mówimy. Dla przeciętnego Rosjanina jesteśmy niewdzięcznikami, bo oni nas wyzwolili od „Giermańca”, a my się czegoś od nich domagamy. Kiedy my przypominamy, że w czasie wojny zginęło 6 milionów obywateli polskich, w tym 3 miliony Żydów, a połowa zabitych Polaków zginęła na Wschodzie, oni odpowiadają: A u nas zginęło 21 milionów, chcecie się licytować? Realnie trudno byłoby wyegzekwować cokolwiek. Pierwsze powojenne decyzje uznawały Rosjan za zwycięzców. W Norymberdze sądzono tylko Niemców. Zwycięzców się nie sądzi.

Biologia jest nieubłagana. Jeszcze trochę i żywych świadków wywózek z Kresów nie będzie. Pamięć o nich przetrwa? Bo Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów chyba jednak nie.

- Nie tracę nadziei, choć lokalnych inicjatyw, które są szczególnie cenne, będzie rzeczywiście coraz mniej. Przestrzenie pamięci będą przenoszone na poziom wojewódzki czy centralny. Przykład? Oddane w ubiegłym roku Muzeum Sybiru w Białymstoku. Słowem, pamięć zostanie zachowana, ale sposób jej przechowywania się zmieni.

*dr hab. Marek Białokur, profesor Uniwersytetu Opolskiego, pracownik Katedry Dydaktyki, Nauk Wspomagających i Popularyzacji Historii w Instytucie Historii UO

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


Polacy deportowani w 1940 w rejon Krasnojarska

Polacy deportowani w 1940 w rejon Krasnojarska

Dr hab. Marek Białokur, prof. UO

Dr hab. Marek Białokur, prof. UO

Archiwum prywatne

Wśród Polaków wywożonych z Kresów w głąb ZSRS nie brakowało dzieci

Wśród Polaków wywożonych z Kresów w głąb ZSRS nie brakowało dzieci


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama Heimat
Reklama
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Zawadzki policyjny show. Data dodania komentarza: 14.07.2026, 15:07 Źródło komentarza: Szczęśliwy finał poszukiwań 23-letniej kobiety z Zawadzkiego G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Dość niejasny ten artykuł... Wyszła z domu za piętnaście druga po południu, a o drugiej zgłoszono jej zaginięcie i rozpoczęto poszukiwania? Czy czegoś tu nie doczytałem? Data dodania komentarza: 14.07.2026, 13:53 Źródło komentarza: Szczęśliwy finał poszukiwań 23-letniej kobiety z Zawadzkiego J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Dostęp do Małej Panwi wystarczy nam. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 22:39 Źródło komentarza: Moc atrakcji na wakacje w gminie Kolonowskie. Co znalazło się w programie? A Autor komentarza: Goroll Treść komentarza: Najlepiej pisać komentarze podczas pracy .Czy Smok twój przełożony wie ze wykorzystując czas pracy udzielasz się na forach . Piszesz o marnotrawstwie a sam nie jesteś w porzadku . W Kolonowkiem wiemy kim jesteś . Data dodania komentarza: 8.07.2026, 17:39 Źródło komentarza: Zarośnięta rzeka i rowy w gminie Kolonowskie. Jest plan na rozwiązanie problemu J Autor komentarza: Jowita Treść komentarza: Panie Starosto Gaida a czy ma Pan tyle odwagi żeby przedstawić opinii publicznej jak w strzeleckim szpitalu wygląda rachunek kosztów a zwłaszcza poziom wynagrodzeń lekarzy (np. na wykresie). Kluczowe się również wydaje pytanie czy po doniesieniach medialnych z całej polski o patologiach w służbie zdrowa, w strzeleckim szpitalu była przeprowadzona rewizja finansowa ze strony starostwa jako właściciela szpitala? Jeśli tak to co z niej wyszło? Jeśli nie to dlaczego? Strzelecki szpital ma 42 mln długu, ten rok zamknie deficytem więc Panie Gajda czas stanąć przed mieszkańcami i odpowiedzieć na zadane pytanie. Panie Starosto zawsze może sobie Pan wziąć do pomocy Pana Romana Kolka z Jemielnicy (nie gdyś wicemarszałka województwa - na całe szczęście już nim jest) który zawsze uśmiech od ucha do ucha i jasno twierdził że służba zdrowia potrzebuje tylko forsy forsy i forsy a teraz wiemy na co te pieniądze idą. Może Romanie skomentuje to Pan a nie tylko uściski dłonie. Panie Starosto zero złotych na szpital z kasy powiatu!!! Najpierw się doi strzelecki szpital z pieniędzy, tylko podwyżki i podwyżki a potem personel szpitala obawia się konsolidacji. A co wy w tym szpitalu myślicie że podatnicy mają więcej dać żeby wyście mieli? To jest taka patologia że się w głowie nie mieści. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 12:06 Źródło komentarza: 42 mln zł długu. Trwa spór o przyszłość strzeleckiego szpitala S Autor komentarza: Smok Treść komentarza: A w tym samym numerze w Strzelcach Op. piszą, że poziom wody gruntowej spadł o 7,5 metra. I trudno jakoś ludziom połączyć fakty, najlepiej zapewnić, najlepiej na stronie głównej - "WODY NIE ZABRAKNIE". Wody będzie brakować, bo jest jej coraz mniej, staw w Jemielnicy wyschnięty, w Gąsiorowicach wyschnięty, na Małej Panwi kajakami już się nie da, bo mało wody, ale gdy bobry za darmo odtwarzają nam retencję wody, to wtedy stają się pasożytami. Ludzie, opamiętajcie się, my nie szanujemy wody, za kilka, kilkanaście lat będziemy za nią płakać. Powinniśmy zrobić wszystko, by jak najwięcej jej zachować, na łąkach, w lasach, bagnach, mokradłach, by nie pozwolić jej spływać do rzek i morza. Przekopanie rowów na łąkach od razu spowoduje jej odpływ i dalsze obniżenie jej poziomu w gruncie. Bobry robią świetną robotę zatrzymując ją na miejscu, a my wylewamy ją często bezsensownie na głupie zachcianki, jak np. właśnie w Kolonowskiem naprzeciwko kościoła, gdzie dzień w dzień jakiś mieszkaniec podlewa trawkę przy drodze, bo musi przecież mieć wokół domu zielono. To czyste marnowanie tej wody stojące w czystej kontrze do coraz powszechniej się pojawiających sygnałów, że wody mamy za mało i jest jej coraz mniej. Najprościej bobry przegonić, wodę z łąk spuścić, a wodą w kranach niech się przejmują władze, w końcu one od tego są, czy nie tak? To wygodne podejście tylko, że krótkowzroczne i bardzo egoistyczne. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 08:47 Źródło komentarza: Zarośnięta rzeka i rowy w gminie Kolonowskie. Jest plan na rozwiązanie problemu
Reklama