Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 15 marca 2026 02:49
Reklama

Mogła być rozstrzelana, ale uszła z życiem. Wspomnienia Kresowiaków

W grudniu oficjalnie zawiązało się Stowarzyszenie Kresowe Strzelec, do którego należą potomkowie Kresowiaków, a także miłośnicy historii. W ramach projektu „Kresy - ocalić od zapomnienia”, który był realizowany we współpracy z Miejską i Gminną Biblioteką Publiczną w Strzelcach Opolskich powstała książka. Mirosław Maciaszczyk, Ludmiła Starzec i Andrzej Szmigiel podzielili się z nami swoimi wspomnieniami.
Mogła być rozstrzelana, ale uszła z życiem. Wspomnienia Kresowiaków
Mirosław Maciaszczyk, Ludmiła Starzec i Andrzej Szmigiel

Niesamowita więź

Ludmiła Starzec pochodzi z rodziny polsko-rosyjskiej. Urodziła się w 1949 roku w Kołomyi na Kresach.

- W 1957 roku moja babcia zadecydowała, że wraca do Polski do męża. Dziadek wyjechał wcześniej, dostał mieszkanie i pracę w cukrowni w Łagiewnikach koło Wrocławia. Pamiętam, że w Kołomyi na naszej ulicy mieszkało dużo Polaków i ludzi wielu narodowości. Wszyscy tworzyliśmy wielką rodzinę. Żyliśmy w biedzie, ale w przyjaźni. Wspólnie przeżywaliśmy radości i smutki - wspomina pani Ludmiła.

W Kołomyi chodziła do ukraińskiej szkoły i tam uczyła się języka ukraińskiego. 

- Ze względu na to, iż moja mama była Rosjanką, nie posługiwała się biegle językiem polskim, więc nasze rozmowy odbywały się w języku rosyjskim. Dziadkowie i mój ojciec rozmawiali ze mną w języku ojczystym. Kiedy wyjeżdżaliśmy z Kołomyi w grudniu, żegnała nas cała społeczność. Było to niesamowite, jaka między nami była silna więź. Pamiętam, jak trzy razy wsiadałam i wysiadałam z pociągu. Podjęcie decyzji było dla mnie jako dziecka bardzo trudne. W Kołomyi zostawała moja mama i brat Igor. Zdecydowałam się jednak na wyjazd z bólem serca, będąc przekonaną, że reszta rodziny szybko do nas dołączy - wspomina strzelczanka.

Mimo wielu starań połączenie rodziny nigdy nie doszło do skutku, ponieważ mama była Rosjanką. Babcia była bardzo dobrą i ciepłą osobą, dawała wnuczce wiele ciepła i otuchy.

- Myślę, że tylko dzięki niej przetrwałam ciężki okres dorastania bez mamy. Po przyjeździe do Polski mogłam kontaktować się z mamą wyłącznie listownie. Listy mamy do mnie były pisane w języku rosyjskim, a moje do niej po polsku - wspomina Ludmiła Starzec. 

Kiedy przyjechały do Polski, była Wigilia, a w domu czekała na nie cała rodzina. 

- Było dużo łez szczęścia - wzrusza się pani Ludmiła. - Każdego roku święta przebiegały w rodzinnej atmosferze wśród śpiewu kolęd. Brakowało mi jako dziecku wspólnego kolędowania w Kołomyi. Pamiętałam, jak chodziliśmy od domu do domu przebrani, radośni z kolędą. Wszędzie byliśmy serdecznie przyjmowani - dodaje. 

Pani Ludmiła była chrzczona dwa razy. Pierwszy raz w Kołomyi w cerkwi, kiedy była malutka. Po przyjeździe do Polski, aby przyjąć pierwszą komunię świętą, została powtórnie ochrzczona w Kościele katolickim. Dobrze to pamięta, gdyż miał 9 lat.

- Miłe i radosne wspomnienia przeplatają się ze smutnymi wątkami. Pamiętam z opowieści babci, jak na naszej ulicy gonili Żydów do gazu. Jedna z Żydówek była żoną Polaka, dlatego nie groziło jej w tym czasie niebezpieczeństwo. Pewnego dnia naszą ulicą pędzono Żydów na stracenie, zobaczyła wśród nich swoją rodzinę. Więź między nią a rodziną była tak silna, że nie wahając się ani chwili, dołączyła do nich dzieląc ich los, zostawiając swego męża. Nawet teraz, kiedy o tym wspominam, czuję smutek i żal. Trudnym przeżyciem dla mnie jako dziecka był los ukochanego pieska Puszka. Przeczuwając rozstanie, zginął pod kołami samochodu dzień przed naszym wyjazdem - dodaje. 

Wszyscy przodkowie z Kresów

Cała rodzina Andrzeja Szmigla pochodzi z Kresów. Strona ojca mieszkała w Stanisławowie, który teraz nazywa się Iwano-Frankiwsk. 

- Dziadek był szewcem i rymarzem, utrzymywał rodzinę. Podczas okupacji jego córka, moja ciocia, została zabrana do Niemiec na roboty do bauera. Miała wtedy 16 lat. Później dostała się do obozu przejściowego i miała zamiar wrócić do Polski. Tutaj czekała na nią już rodzina, która zamieszkiwała w Racławicach Śląskich - mówi pan Andrzej. - Ciocia rozmawiała jednak z innymi w obozie, dowiedziała się, że jest możliwość wyjechania do Ameryki. Miała skończone 18 lat, napisała wniosek o azyl i się udało. Dostała się do Kanady, mieszka tam do dziś. Ma 96 lat - dodaje. 

Drugi dziadek pana Andrzeja, ze strony mamy, mieszkał pod Łodzią. Babcia pracowała jako pomoc domowa. Wcześniej oboje mieli swoje rodziny, ale ich małżonkowie zmarli. Postanowili się ze sobą pobrać, urodziło się im jeszcze siedmioro dzieci, w tym ojciec pana Andrzeja.

- Kiedy przyszło im przejechać na ziemie odzyskane, osiedlili się w Pomorzowicach (gmina Głubczyce). Tam poznali się moi rodzice i wzięli ze sobą ślub - dodaje pan Andrzej. 

Babcia schowana pod armatą

Mirosław Maciaszczyk wspomina swoją babcię, która urodziła się w 1900 roku w Busku. Dziadków nie pamięta. Babcia chodziła do szkoły w Busku. Posługiwała się biegle językiem niemieckim, rosyjskim, znała łacinę oraz hebrajski, bo do szkoły uczęszczały Żydówki. 

- W czasie II wojny babcia, aby przeżyć, sprzedawała wyprodukowaną przez siebie żywność we Lwowie. Żeby dostać się do Lwowa, musiała udać się do stacji Krasne, która była oddalona 6 km od Buska. Czasami korzystała z uprzejmości znajomych, którzy furmanką jechali w tą samą stronę. Pewnego dnia w Krasnym dowiedziała się od kolejarza, że do Lwowa będzie jechał pociąg wojskowy, który stał na sąsiednim peronie. Babcia niewiele myśląc schowała się pod plandekę, która przykrywała armatę. Kiedy pociąg zatrzymał się we Lwowie, a babcia wychodziła spod plandeki, zobaczył ją rosyjski oficer. Uznał ją za dywersanta, chciał ją zastrzelić. Długo nie zważał na tłumaczenia, błagania, lament, żywność, którą miała przy sobie. Kiedy babcia straciła już nadzieję, oficer puścił ją wolną - opowiada Mirosław Maciaszczyk. 

Jego babcia często wspominała swego ojca, który był kołodziejem, mówiła, że był złotą rączką m.in. zbudował krosno, na którym tkał.

- W 1910 roku w Busku wybuchł pożar, który swym zasięgiem objął większość miasta. Mój pradziadek własnymi siłami odbudował dom. Często dziadek dorabiał u hrabiny mieszkającej w Busku. Z opowiadań babci wiem, iż u hrabiny Badeni był browar, gorzelnia, stadnina, pola. Okoliczni mieszkańcy tam pracowali. Hrabina była dobrą kobietą, która życzliwie odnosiła się do ludzi. Pewnego dnia dziadka zabrali Niemcy, którzy się wycofywali z obawy, żeby nie zasilił wojska rosyjskiego. Niestety, dziadek tej drogi nie przeżył, mimo iż babcia go wykupiła. Wyczerpanie, głodówka przyczyniły się do jego przedwczesnej śmierci. Babcia została wdową z dwójką małych dzieci. Trzeciego najstarszego syna Kazimierza nie było, gdyż w wieku 16 lat wywieziono go na roboty. Z Buska przyjechała pod Tarnów z dziećmi, a następnie do Klisina w powiecie głubczyckim. Kazimierz przeżył wojnę, odnalazł matkę i rodzeństwo - opowiada pan Mirosław. 

W 1953 roku jego babcia słuchała radia Wolna Europa, tak jak większość Polaków. W tym czasie, gdy Stalin umarł, "życzliwy" sąsiad doniósł o słuchaniu niedozwolonej rozgłośni. Babcia dostała karę 2 lat więzienia. Po odbyciu półrocznego wyroku została zwolniona.

Żeby młodzi pamiętali 

W lipcu 2019 roku Mirosław Maciaszczyk pierwszy raz pojechał na Ukrainę. 

- Przeszedłem na emeryturę, stwierdziłem, że nie mogę już odwlekać planowanego od wielu lat wyjazdu. Wybrałem się motocyklem, ponieważ chciałem ominąć kolejki na granicy. Podróż dla mnie jako emeryta nie była zbyt łatwa. W drodze złapała mnie ulewa. Dojechałem późnym popołudniem przemoczony do suchej nitki do Buska. W Busku zatrzymałem się, aby zasięgnąć informacji, gdzie mogę zanocować. Okazało się, że zapukałem we właściwe drzwi, gdyż w tym domu mieściła się polska plebania. Zostałem ugoszczony. Proboszcz był moim przewodnikiem. Za każdym razem, kiedy jestem we Lwowie lub Busku, odkrywam nowe, ciekawe miejsca i ludzi - dodaje.

Mirosław Maciaszczyk poznał Danutę Skalską, prezes Towarzystwa Miłośników Lwowa w Bytomiu, oraz Grażynę Orłowską-Sondej, które przeprowadzają akcje pomocowe dla Kresowiaków.

- Z ich ekipami porządkowałem cmentarze. Będąc na kilku wykładach Tomasza Kuba Kozłowskiego w Strzelcach, zobaczyłem, że wiele osób jest zainteresowanych tematyką kresową. Powstał pomysł stworzenia w Strzelcach Stowarzyszenia Kresowian i się udało - mówi. 

Stowarzyszenie zaprasza wszystkich Kresowian, sympatyków oraz wszystkich zainteresowanych kultywowaniem tradycji kresowej na spotkania, które odbywają się w pierwsze środy miesiąca o godzinie 17.00 w miejskiej bibliotece. 

- Chcemy też aktywnie włączyć się w zbieranie dokumentów, pamiątek z Kresów, które będą wyeksponowane w powstającym muzeum kresowym w Brzegu. Zainteresowane osoby prosimy o kontakt pod numerem 667 855 363. Dziękuję również wszystkim, którzy włączyli się w akcję „Zaświeć gwiazdko dla Polaków na Kresach”. Dary bezpiecznie dotarły na Ukrainę. Obdarowani gorąco wszystkim dziękują za pamięć o nich i wsparcie. Korzystając z okazji, w imieniu Zarządu Stowarzyszenia Kresowego Strzelec pragnę złożyć wszystkim zdrowych, spokojnych, pełnych rodzinnego ciepła świąt Narodzenia Pańskiego. Wszelkiej pomyślności w nowym roku - dodaje Mirosław Maciaszczyk.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"! 


Podziel się
Oceń

Komentarze

ReklamaHeimat
Reklama
Reklama
ReklamaMaxima 2
Reklama
ReklamaHospicjum2022
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 8°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1005 hPa
Wiatr: 17 km/h

Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: JanTreść komentarza: Pani Patrycjo Leszczyk-Gołąbek na zdjęciu to akcja w kolonowskim w dzielnicy Fosowskie.Data dodania komentarza: 11.03.2026, 07:30Źródło komentarza: Pożar trawy w Kolonowskiem. Strażacy apelują J Autor komentarza: MieszkaniecTreść komentarza: Dziesięć lat wyczekiwania chyba się spełnią.Data dodania komentarza: 10.03.2026, 06:41Źródło komentarza: Ulica Arki Bożka wreszcie z chodnikiem. Będzie jasno, równo i bezpiecznie J Autor komentarza: Jarząbek WacławawTreść komentarza: A może należałoby poprosić o stanowisko głównego udziałowca spółki? Zastanawiające jest jego milczenie...Data dodania komentarza: 5.03.2026, 16:40Źródło komentarza: Karuzela kadrowa w SWiK trwa. "To nie idzie w dobrym kierunku" G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: W Zawadzkiem nie ma ulicy Jemielnickiej. Przynajmniej jeszcze o takowej nie szłyszałem. Obok byłego budowlańca oprócz DK 901, czyli ul. Opolskiej mamy jeszcze ulicę Szpitalną (droga osiedlowa) oraz ulicę Lubliniecką. To pewnie o tą ostatnią się tutaj rozchodzi?Data dodania komentarza: 24.02.2026, 15:22Źródło komentarza: Doświetlą przejścia dla pieszych w Zawadzkiem i Szczepanku. Będzie bezpieczniej J Autor komentarza: WacławTreść komentarza: "Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska." Tym stwierdzeniem się przebierańcu ujawniłeś. Kto dał ci prawo relatywizowania krzywd? Nie wstyd ci tzw. ślunzoku? Ponadto cofnij się edukacyjnie do początków szkoły podstawowej z lat słusznie minionych jeżeli chodzi o znajomość historii i nadal gloryfikuj Armię Czerwoną.Data dodania komentarza: 19.02.2026, 18:21Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim D Autor komentarza: ślunzokTreść komentarza: Co do "Tragedii Górnośląskiej".... Jestem ślązakiem, ale uważam, ze nie ma co tak bardzo płakać nad tamtymi wydarzeniami. Dlaczego ? Bo co robiły oddziały niemieckie w Babim Jarze ? , czy gdziekolwiek na terenach wschodnich ? To Niemcy wrzucali noworodki do płonących stodół, to NIemcy strzelali do ludności cywilnej klęczącej nad dołami. Armia Czerwona mściła się , jak każdy z nas w okresie wojny, gdyby mógł się mścił ! Kobiety płaczą, że były gwałcone , a kiedy stawiały opór były zabijane ? Straszne ! Co mogłyby powiedzieć dzieci wrzucane do ognia na wschodzie ? One nie miały wyboru.... Dla mnie " tragedia górnośląska" to małostka w porównaniu z tym, co NIemcy robili na wschodzie. Nie wiem, czy ich potępiać, czy nie. To była wojna i ich agresja była odpowiedzią na swój ból. Ślązaków i tak potraktowano łagodnie. Mogli ruscy całe wsieod razu palić. Nikt z Niemców nie wiedział co się działo na wschodzie ? Sobibór, Bełżec, Trblinka ? Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska.Data dodania komentarza: 18.02.2026, 21:52Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim
Reklama