Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 28 stycznia 2026 22:34
Reklama
Reklama

Mogła być rozstrzelana, ale uszła z życiem. Wspomnienia Kresowiaków

W grudniu oficjalnie zawiązało się Stowarzyszenie Kresowe Strzelec, do którego należą potomkowie Kresowiaków, a także miłośnicy historii. W ramach projektu „Kresy - ocalić od zapomnienia”, który był realizowany we współpracy z Miejską i Gminną Biblioteką Publiczną w Strzelcach Opolskich powstała książka. Mirosław Maciaszczyk, Ludmiła Starzec i Andrzej Szmigiel podzielili się z nami swoimi wspomnieniami.
Mogła być rozstrzelana, ale uszła z życiem. Wspomnienia Kresowiaków
Mirosław Maciaszczyk, Ludmiła Starzec i Andrzej Szmigiel

Niesamowita więź

Ludmiła Starzec pochodzi z rodziny polsko-rosyjskiej. Urodziła się w 1949 roku w Kołomyi na Kresach.

- W 1957 roku moja babcia zadecydowała, że wraca do Polski do męża. Dziadek wyjechał wcześniej, dostał mieszkanie i pracę w cukrowni w Łagiewnikach koło Wrocławia. Pamiętam, że w Kołomyi na naszej ulicy mieszkało dużo Polaków i ludzi wielu narodowości. Wszyscy tworzyliśmy wielką rodzinę. Żyliśmy w biedzie, ale w przyjaźni. Wspólnie przeżywaliśmy radości i smutki - wspomina pani Ludmiła.

W Kołomyi chodziła do ukraińskiej szkoły i tam uczyła się języka ukraińskiego. 

- Ze względu na to, iż moja mama była Rosjanką, nie posługiwała się biegle językiem polskim, więc nasze rozmowy odbywały się w języku rosyjskim. Dziadkowie i mój ojciec rozmawiali ze mną w języku ojczystym. Kiedy wyjeżdżaliśmy z Kołomyi w grudniu, żegnała nas cała społeczność. Było to niesamowite, jaka między nami była silna więź. Pamiętam, jak trzy razy wsiadałam i wysiadałam z pociągu. Podjęcie decyzji było dla mnie jako dziecka bardzo trudne. W Kołomyi zostawała moja mama i brat Igor. Zdecydowałam się jednak na wyjazd z bólem serca, będąc przekonaną, że reszta rodziny szybko do nas dołączy - wspomina strzelczanka.

Mimo wielu starań połączenie rodziny nigdy nie doszło do skutku, ponieważ mama była Rosjanką. Babcia była bardzo dobrą i ciepłą osobą, dawała wnuczce wiele ciepła i otuchy.

- Myślę, że tylko dzięki niej przetrwałam ciężki okres dorastania bez mamy. Po przyjeździe do Polski mogłam kontaktować się z mamą wyłącznie listownie. Listy mamy do mnie były pisane w języku rosyjskim, a moje do niej po polsku - wspomina Ludmiła Starzec. 

Kiedy przyjechały do Polski, była Wigilia, a w domu czekała na nie cała rodzina. 

- Było dużo łez szczęścia - wzrusza się pani Ludmiła. - Każdego roku święta przebiegały w rodzinnej atmosferze wśród śpiewu kolęd. Brakowało mi jako dziecku wspólnego kolędowania w Kołomyi. Pamiętałam, jak chodziliśmy od domu do domu przebrani, radośni z kolędą. Wszędzie byliśmy serdecznie przyjmowani - dodaje. 

Pani Ludmiła była chrzczona dwa razy. Pierwszy raz w Kołomyi w cerkwi, kiedy była malutka. Po przyjeździe do Polski, aby przyjąć pierwszą komunię świętą, została powtórnie ochrzczona w Kościele katolickim. Dobrze to pamięta, gdyż miał 9 lat.

- Miłe i radosne wspomnienia przeplatają się ze smutnymi wątkami. Pamiętam z opowieści babci, jak na naszej ulicy gonili Żydów do gazu. Jedna z Żydówek była żoną Polaka, dlatego nie groziło jej w tym czasie niebezpieczeństwo. Pewnego dnia naszą ulicą pędzono Żydów na stracenie, zobaczyła wśród nich swoją rodzinę. Więź między nią a rodziną była tak silna, że nie wahając się ani chwili, dołączyła do nich dzieląc ich los, zostawiając swego męża. Nawet teraz, kiedy o tym wspominam, czuję smutek i żal. Trudnym przeżyciem dla mnie jako dziecka był los ukochanego pieska Puszka. Przeczuwając rozstanie, zginął pod kołami samochodu dzień przed naszym wyjazdem - dodaje. 

Wszyscy przodkowie z Kresów

Cała rodzina Andrzeja Szmigla pochodzi z Kresów. Strona ojca mieszkała w Stanisławowie, który teraz nazywa się Iwano-Frankiwsk. 

- Dziadek był szewcem i rymarzem, utrzymywał rodzinę. Podczas okupacji jego córka, moja ciocia, została zabrana do Niemiec na roboty do bauera. Miała wtedy 16 lat. Później dostała się do obozu przejściowego i miała zamiar wrócić do Polski. Tutaj czekała na nią już rodzina, która zamieszkiwała w Racławicach Śląskich - mówi pan Andrzej. - Ciocia rozmawiała jednak z innymi w obozie, dowiedziała się, że jest możliwość wyjechania do Ameryki. Miała skończone 18 lat, napisała wniosek o azyl i się udało. Dostała się do Kanady, mieszka tam do dziś. Ma 96 lat - dodaje. 

Drugi dziadek pana Andrzeja, ze strony mamy, mieszkał pod Łodzią. Babcia pracowała jako pomoc domowa. Wcześniej oboje mieli swoje rodziny, ale ich małżonkowie zmarli. Postanowili się ze sobą pobrać, urodziło się im jeszcze siedmioro dzieci, w tym ojciec pana Andrzeja.

- Kiedy przyszło im przejechać na ziemie odzyskane, osiedlili się w Pomorzowicach (gmina Głubczyce). Tam poznali się moi rodzice i wzięli ze sobą ślub - dodaje pan Andrzej. 

Babcia schowana pod armatą

Mirosław Maciaszczyk wspomina swoją babcię, która urodziła się w 1900 roku w Busku. Dziadków nie pamięta. Babcia chodziła do szkoły w Busku. Posługiwała się biegle językiem niemieckim, rosyjskim, znała łacinę oraz hebrajski, bo do szkoły uczęszczały Żydówki. 

- W czasie II wojny babcia, aby przeżyć, sprzedawała wyprodukowaną przez siebie żywność we Lwowie. Żeby dostać się do Lwowa, musiała udać się do stacji Krasne, która była oddalona 6 km od Buska. Czasami korzystała z uprzejmości znajomych, którzy furmanką jechali w tą samą stronę. Pewnego dnia w Krasnym dowiedziała się od kolejarza, że do Lwowa będzie jechał pociąg wojskowy, który stał na sąsiednim peronie. Babcia niewiele myśląc schowała się pod plandekę, która przykrywała armatę. Kiedy pociąg zatrzymał się we Lwowie, a babcia wychodziła spod plandeki, zobaczył ją rosyjski oficer. Uznał ją za dywersanta, chciał ją zastrzelić. Długo nie zważał na tłumaczenia, błagania, lament, żywność, którą miała przy sobie. Kiedy babcia straciła już nadzieję, oficer puścił ją wolną - opowiada Mirosław Maciaszczyk. 

Jego babcia często wspominała swego ojca, który był kołodziejem, mówiła, że był złotą rączką m.in. zbudował krosno, na którym tkał.

- W 1910 roku w Busku wybuchł pożar, który swym zasięgiem objął większość miasta. Mój pradziadek własnymi siłami odbudował dom. Często dziadek dorabiał u hrabiny mieszkającej w Busku. Z opowiadań babci wiem, iż u hrabiny Badeni był browar, gorzelnia, stadnina, pola. Okoliczni mieszkańcy tam pracowali. Hrabina była dobrą kobietą, która życzliwie odnosiła się do ludzi. Pewnego dnia dziadka zabrali Niemcy, którzy się wycofywali z obawy, żeby nie zasilił wojska rosyjskiego. Niestety, dziadek tej drogi nie przeżył, mimo iż babcia go wykupiła. Wyczerpanie, głodówka przyczyniły się do jego przedwczesnej śmierci. Babcia została wdową z dwójką małych dzieci. Trzeciego najstarszego syna Kazimierza nie było, gdyż w wieku 16 lat wywieziono go na roboty. Z Buska przyjechała pod Tarnów z dziećmi, a następnie do Klisina w powiecie głubczyckim. Kazimierz przeżył wojnę, odnalazł matkę i rodzeństwo - opowiada pan Mirosław. 

W 1953 roku jego babcia słuchała radia Wolna Europa, tak jak większość Polaków. W tym czasie, gdy Stalin umarł, "życzliwy" sąsiad doniósł o słuchaniu niedozwolonej rozgłośni. Babcia dostała karę 2 lat więzienia. Po odbyciu półrocznego wyroku została zwolniona.

Żeby młodzi pamiętali 

W lipcu 2019 roku Mirosław Maciaszczyk pierwszy raz pojechał na Ukrainę. 

- Przeszedłem na emeryturę, stwierdziłem, że nie mogę już odwlekać planowanego od wielu lat wyjazdu. Wybrałem się motocyklem, ponieważ chciałem ominąć kolejki na granicy. Podróż dla mnie jako emeryta nie była zbyt łatwa. W drodze złapała mnie ulewa. Dojechałem późnym popołudniem przemoczony do suchej nitki do Buska. W Busku zatrzymałem się, aby zasięgnąć informacji, gdzie mogę zanocować. Okazało się, że zapukałem we właściwe drzwi, gdyż w tym domu mieściła się polska plebania. Zostałem ugoszczony. Proboszcz był moim przewodnikiem. Za każdym razem, kiedy jestem we Lwowie lub Busku, odkrywam nowe, ciekawe miejsca i ludzi - dodaje.

Mirosław Maciaszczyk poznał Danutę Skalską, prezes Towarzystwa Miłośników Lwowa w Bytomiu, oraz Grażynę Orłowską-Sondej, które przeprowadzają akcje pomocowe dla Kresowiaków.

- Z ich ekipami porządkowałem cmentarze. Będąc na kilku wykładach Tomasza Kuba Kozłowskiego w Strzelcach, zobaczyłem, że wiele osób jest zainteresowanych tematyką kresową. Powstał pomysł stworzenia w Strzelcach Stowarzyszenia Kresowian i się udało - mówi. 

Stowarzyszenie zaprasza wszystkich Kresowian, sympatyków oraz wszystkich zainteresowanych kultywowaniem tradycji kresowej na spotkania, które odbywają się w pierwsze środy miesiąca o godzinie 17.00 w miejskiej bibliotece. 

- Chcemy też aktywnie włączyć się w zbieranie dokumentów, pamiątek z Kresów, które będą wyeksponowane w powstającym muzeum kresowym w Brzegu. Zainteresowane osoby prosimy o kontakt pod numerem 667 855 363. Dziękuję również wszystkim, którzy włączyli się w akcję „Zaświeć gwiazdko dla Polaków na Kresach”. Dary bezpiecznie dotarły na Ukrainę. Obdarowani gorąco wszystkim dziękują za pamięć o nich i wsparcie. Korzystając z okazji, w imieniu Zarządu Stowarzyszenia Kresowego Strzelec pragnę złożyć wszystkim zdrowych, spokojnych, pełnych rodzinnego ciepła świąt Narodzenia Pańskiego. Wszelkiej pomyślności w nowym roku - dodaje Mirosław Maciaszczyk.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"! 


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 0°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 999 hPa
Wiatr: 15 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama