Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 16 marca 2026 07:18
Reklama Żabka

Historia pachnąca czereśniami. Jan Grabowski z Leśnicy przybliża nam historię alei czereśniowych

Aleje czereśniowe są jednymi z charakterystycznych elementów krajobrazu rozciągającego się wokół Góry św. Anny. Kwitnące wiosną drzewa czereśniowe w połączeniu z malowniczymi terenami zachwycają swoim urokiem, tworząc niezwykłą atrakcję turystyczną. Podobnie, jak wiele innych, mają one swoją historię. Wspomnieniami o powstawaniu alei podzielił się z nami mieszkaniec Leśnicy Jan Grabowski, którego przodkowie zajmowali się uprawą drzewek owocowych oraz przyczynili się do nadania kształtów czereśniowym szlakom.
Historia pachnąca czereśniami. Jan Grabowski z Leśnicy przybliża nam historię alei czereśniowych
Jan Grabowski

Motywacją do przywołania przez pana Jana tej historii był konkurs pn. "Aleje czereśniowe w mojej pamięci" organizowany przez gminę Leśnica, w którym wziął udział. Celem inicjatywy było zebranie i wyłonienie najciekawszych wspomnień związanych z alejami czereśniowymi rosnącymi wokół Góry św. Anny, popularyzacja wiedzy o historycznych nasadzeniach w tym rejonie, podtrzymywanie tradycji przekazywania wspomnień, rodzinnych historii i lokalnych opowieści oraz promocja walorów przyrodniczych i turystycznych annogórskiego regionu. Zgłaszane prace musiały opierać się na wspomnieniach własnego autorstwa lub pochodzić ze źródeł rodzinnych, opowieści znajomych czy sąsiadów. W połowie grudnia rozstrzygnięto konkurs. Zwycięzcą został właśnie nasz rozmówca.

Na czym bazował Pan podczas tworzenia swojej pracy?

- Opisując historię gospodarstwa ogrodniczego mojej rodziny, czyli rodziny Grabowskich, pochodzącej z Leśnicy, oparłem ją na własnych wspomnieniach i opowiadaniach mojego ojca Felixa, który przekazał mi wiadomości związane z rodzinną uprawą drzewek owocowych, w tym także czereśni, pisał różne artykuły, które publikowane były w gazetach, a także zostawił po sobie zbiór zdjęć, na których uwieczniona została nie tylko historia naszej szkółki, ale i historia alei czereśniowych. Niestety, nie poznałem mojego dziadka, który miał ogromną wiedzę na ten temat, jednak moi przodkowie praktycznie od początku wszystko dokumentowali, a informacje przekazywane były dalej. Mam wiele materiałów, ale nie sądziłem, że kiedyś mi się przydadzą, jednak przy okazji konkursu postanowiłem wszystko spisać, a w kwestiach technicznych pomogła mi moja córka.

Jak zaczęła się rodzinna przygoda z ogrodnictwem?

- Wszystko zaczęło się już z początkiem XIX wieku i przechodziło z pokolenia na pokolenie. Mój prapradziadek Ignacy był najpierw tkaczem i prowadził zakład tkacki, później jednak przebranżowił się i zaczął zajmować się ogrodnictwem i produkcją drzewek owocowych. Jego syn Dawid, a mój pradziadek zajmował się już tylko ogrodnictwem i prowadzeniem szkółki. Następnie przeszło to na mojego dziadka Franciszka i jego brata Pawła, a później dołączyli do nich mój ojciec Felix, który miał wykształcenie średnie ogrodnicze, i jego brat Franciszek, który skończył studia wyższe na kierunku ogrodniczym. Z kolei ja razem z żoną ukończyliśmy Państwowe Technikum Ogrodnicze w Prószkowie i w latach 80. zaczęliśmy zajmować się drzewkami owocowymi i krzewami ozdobnymi. Wszyscy razem zbudowaliśmy rodzinną markę. Życie jednak tak się potoczyło, że już tego nie kontynuuję, a szkółka przestała działać w 2000 roku, głównym powodem był brak zainteresowania i zbytu. Mimo to cały czas hobbystycznie zajmuję się ogrodem, ponieważ jest to moja pasja.

Jak historia Pańskiej rodziny wiąże się z alejami czereśniowymi?

- Z opowiadań mojego ojca dowiedziałem się, że wszystkie drzewka owocowe, które rosły wokół Góry św. Anny w latach 80., pochodziły ze szkółki moich przodków. Jeszcze przed I wojną światową drogi prowadzące do Zdzieszowic, Koźla, Lichyni, Strzelec Opolskich, jak i drogi polne w obrębie Leśnicy obsadzone były głównie czereśniami. W niektórych miejscach pojawiały się też jabłonie, ale ze względu na żyzne i sprzyjające rozrostowi i owocowaniu czereśni gleby, to właśnie je najczęściej sadzono w okolicach Góry św. Anny.

Co jeszcze udało się Panu ustalić?

- Kilka tygodni przed zbiorami w lokalu gastronomicznym państwa Krautwurst (znajdował się on w miejscu, w którym teraz stoi budynek Urzędu Miasta) odbywały się licytacje drzew czereśniowych. Dla handlarzy owoców był to bardzo ważny dzień, gdyż od niego zależały przychody dla rodziny na następny rok. Po zatwierdzeniu wszystkich interesów pracownicy starannie przygotowywali się do zbiorów. Szykowano drabiny, kosze i budy, i zawożono je na wozach drabiniastych na miejsce pracy. Tak zaczynały się zbiory. Zanim zebrano wszystkie owoce, mijały dni, a nawet tygodnie, ponieważ dojrzewały one o różnych porach. Każdego wieczoru zawożono wypełnione czereśniami kosze na stację kolejową, by pociągiem pospiesznym dostarczyć je do Zabrza, Bytomia, a nawet Wrocławia. Po zakończonej pracy, jak i wcześnie rano, handlarze i gospodarze patrzyli w niebo i modlili się o dobrą pogodę, gdyż długotrwały deszcz szkodził owocom. Kiedy już zbiory owoców dobiegały końca, zatrudnieni pracownicy otrzymywali swoje wynagrodzenie na specjalnie przygotowanym festynie.

Co Pan pamięta z własnych doświadczeń?

- Mój ojciec mówił mi, że w naszym gospodarstwie było około 700 drzew, później było ich 500. Cała działka wzdłuż polnej drogi była nimi obsadzona, zwykle 5-6 osób zrywało czereśnie, niektórzy brali urlop w pracy, żeby nam pomóc przy zbiorach, pamiętam, że sam też musiałem je zrywać. W Leśnicy był skup, gdzie skupowano od nas owoce. Byłem jeszcze młody, ale zwoziłem je tam wozem z końmi. Większością jednak zajmował się wtedy jeszcze mój ojciec.


Ojciec pana Jana podczas prac w szkółce

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Sylwester 2021 02.01.2022 22:11
Nie ma szans na odtworzenie alei czereśniowych skoro wziął się za to Pan Starosta Strzelecki, Drzewka są zbyt młode i na dodatek nienawadniane. Sadzone są bez mikoryzy.
ReklamaHeimat
Reklama
Reklama
ReklamaMaxima 2
Reklama
ReklamaHospicjum2022
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 5°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1013 hPa
Wiatr: 6 km/h

Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: JanTreść komentarza: Pani Patrycjo Leszczyk-Gołąbek na zdjęciu to akcja w kolonowskim w dzielnicy Fosowskie.Data dodania komentarza: 11.03.2026, 07:30Źródło komentarza: Pożar trawy w Kolonowskiem. Strażacy apelują J Autor komentarza: MieszkaniecTreść komentarza: Dziesięć lat wyczekiwania chyba się spełnią.Data dodania komentarza: 10.03.2026, 06:41Źródło komentarza: Ulica Arki Bożka wreszcie z chodnikiem. Będzie jasno, równo i bezpiecznie J Autor komentarza: Jarząbek WacławawTreść komentarza: A może należałoby poprosić o stanowisko głównego udziałowca spółki? Zastanawiające jest jego milczenie...Data dodania komentarza: 5.03.2026, 16:40Źródło komentarza: Karuzela kadrowa w SWiK trwa. "To nie idzie w dobrym kierunku" G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: W Zawadzkiem nie ma ulicy Jemielnickiej. Przynajmniej jeszcze o takowej nie szłyszałem. Obok byłego budowlańca oprócz DK 901, czyli ul. Opolskiej mamy jeszcze ulicę Szpitalną (droga osiedlowa) oraz ulicę Lubliniecką. To pewnie o tą ostatnią się tutaj rozchodzi?Data dodania komentarza: 24.02.2026, 15:22Źródło komentarza: Doświetlą przejścia dla pieszych w Zawadzkiem i Szczepanku. Będzie bezpieczniej J Autor komentarza: WacławTreść komentarza: "Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska." Tym stwierdzeniem się przebierańcu ujawniłeś. Kto dał ci prawo relatywizowania krzywd? Nie wstyd ci tzw. ślunzoku? Ponadto cofnij się edukacyjnie do początków szkoły podstawowej z lat słusznie minionych jeżeli chodzi o znajomość historii i nadal gloryfikuj Armię Czerwoną.Data dodania komentarza: 19.02.2026, 18:21Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim D Autor komentarza: ślunzokTreść komentarza: Co do "Tragedii Górnośląskiej".... Jestem ślązakiem, ale uważam, ze nie ma co tak bardzo płakać nad tamtymi wydarzeniami. Dlaczego ? Bo co robiły oddziały niemieckie w Babim Jarze ? , czy gdziekolwiek na terenach wschodnich ? To Niemcy wrzucali noworodki do płonących stodół, to NIemcy strzelali do ludności cywilnej klęczącej nad dołami. Armia Czerwona mściła się , jak każdy z nas w okresie wojny, gdyby mógł się mścił ! Kobiety płaczą, że były gwałcone , a kiedy stawiały opór były zabijane ? Straszne ! Co mogłyby powiedzieć dzieci wrzucane do ognia na wschodzie ? One nie miały wyboru.... Dla mnie " tragedia górnośląska" to małostka w porównaniu z tym, co NIemcy robili na wschodzie. Nie wiem, czy ich potępiać, czy nie. To była wojna i ich agresja była odpowiedzią na swój ból. Ślązaków i tak potraktowano łagodnie. Mogli ruscy całe wsieod razu palić. Nikt z Niemców nie wiedział co się działo na wschodzie ? Sobibór, Bełżec, Trblinka ? Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska.Data dodania komentarza: 18.02.2026, 21:52Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim
Reklama