Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 29 stycznia 2026 21:33
Reklama
Reklama

Historia pachnąca czereśniami. Jan Grabowski z Leśnicy przybliża nam historię alei czereśniowych

Aleje czereśniowe są jednymi z charakterystycznych elementów krajobrazu rozciągającego się wokół Góry św. Anny. Kwitnące wiosną drzewa czereśniowe w połączeniu z malowniczymi terenami zachwycają swoim urokiem, tworząc niezwykłą atrakcję turystyczną. Podobnie, jak wiele innych, mają one swoją historię. Wspomnieniami o powstawaniu alei podzielił się z nami mieszkaniec Leśnicy Jan Grabowski, którego przodkowie zajmowali się uprawą drzewek owocowych oraz przyczynili się do nadania kształtów czereśniowym szlakom.
Historia pachnąca czereśniami. Jan Grabowski z Leśnicy przybliża nam historię alei czereśniowych
Jan Grabowski

Motywacją do przywołania przez pana Jana tej historii był konkurs pn. "Aleje czereśniowe w mojej pamięci" organizowany przez gminę Leśnica, w którym wziął udział. Celem inicjatywy było zebranie i wyłonienie najciekawszych wspomnień związanych z alejami czereśniowymi rosnącymi wokół Góry św. Anny, popularyzacja wiedzy o historycznych nasadzeniach w tym rejonie, podtrzymywanie tradycji przekazywania wspomnień, rodzinnych historii i lokalnych opowieści oraz promocja walorów przyrodniczych i turystycznych annogórskiego regionu. Zgłaszane prace musiały opierać się na wspomnieniach własnego autorstwa lub pochodzić ze źródeł rodzinnych, opowieści znajomych czy sąsiadów. W połowie grudnia rozstrzygnięto konkurs. Zwycięzcą został właśnie nasz rozmówca.

Na czym bazował Pan podczas tworzenia swojej pracy?

- Opisując historię gospodarstwa ogrodniczego mojej rodziny, czyli rodziny Grabowskich, pochodzącej z Leśnicy, oparłem ją na własnych wspomnieniach i opowiadaniach mojego ojca Felixa, który przekazał mi wiadomości związane z rodzinną uprawą drzewek owocowych, w tym także czereśni, pisał różne artykuły, które publikowane były w gazetach, a także zostawił po sobie zbiór zdjęć, na których uwieczniona została nie tylko historia naszej szkółki, ale i historia alei czereśniowych. Niestety, nie poznałem mojego dziadka, który miał ogromną wiedzę na ten temat, jednak moi przodkowie praktycznie od początku wszystko dokumentowali, a informacje przekazywane były dalej. Mam wiele materiałów, ale nie sądziłem, że kiedyś mi się przydadzą, jednak przy okazji konkursu postanowiłem wszystko spisać, a w kwestiach technicznych pomogła mi moja córka.

Jak zaczęła się rodzinna przygoda z ogrodnictwem?

- Wszystko zaczęło się już z początkiem XIX wieku i przechodziło z pokolenia na pokolenie. Mój prapradziadek Ignacy był najpierw tkaczem i prowadził zakład tkacki, później jednak przebranżowił się i zaczął zajmować się ogrodnictwem i produkcją drzewek owocowych. Jego syn Dawid, a mój pradziadek zajmował się już tylko ogrodnictwem i prowadzeniem szkółki. Następnie przeszło to na mojego dziadka Franciszka i jego brata Pawła, a później dołączyli do nich mój ojciec Felix, który miał wykształcenie średnie ogrodnicze, i jego brat Franciszek, który skończył studia wyższe na kierunku ogrodniczym. Z kolei ja razem z żoną ukończyliśmy Państwowe Technikum Ogrodnicze w Prószkowie i w latach 80. zaczęliśmy zajmować się drzewkami owocowymi i krzewami ozdobnymi. Wszyscy razem zbudowaliśmy rodzinną markę. Życie jednak tak się potoczyło, że już tego nie kontynuuję, a szkółka przestała działać w 2000 roku, głównym powodem był brak zainteresowania i zbytu. Mimo to cały czas hobbystycznie zajmuję się ogrodem, ponieważ jest to moja pasja.

Jak historia Pańskiej rodziny wiąże się z alejami czereśniowymi?

- Z opowiadań mojego ojca dowiedziałem się, że wszystkie drzewka owocowe, które rosły wokół Góry św. Anny w latach 80., pochodziły ze szkółki moich przodków. Jeszcze przed I wojną światową drogi prowadzące do Zdzieszowic, Koźla, Lichyni, Strzelec Opolskich, jak i drogi polne w obrębie Leśnicy obsadzone były głównie czereśniami. W niektórych miejscach pojawiały się też jabłonie, ale ze względu na żyzne i sprzyjające rozrostowi i owocowaniu czereśni gleby, to właśnie je najczęściej sadzono w okolicach Góry św. Anny.

Co jeszcze udało się Panu ustalić?

- Kilka tygodni przed zbiorami w lokalu gastronomicznym państwa Krautwurst (znajdował się on w miejscu, w którym teraz stoi budynek Urzędu Miasta) odbywały się licytacje drzew czereśniowych. Dla handlarzy owoców był to bardzo ważny dzień, gdyż od niego zależały przychody dla rodziny na następny rok. Po zatwierdzeniu wszystkich interesów pracownicy starannie przygotowywali się do zbiorów. Szykowano drabiny, kosze i budy, i zawożono je na wozach drabiniastych na miejsce pracy. Tak zaczynały się zbiory. Zanim zebrano wszystkie owoce, mijały dni, a nawet tygodnie, ponieważ dojrzewały one o różnych porach. Każdego wieczoru zawożono wypełnione czereśniami kosze na stację kolejową, by pociągiem pospiesznym dostarczyć je do Zabrza, Bytomia, a nawet Wrocławia. Po zakończonej pracy, jak i wcześnie rano, handlarze i gospodarze patrzyli w niebo i modlili się o dobrą pogodę, gdyż długotrwały deszcz szkodził owocom. Kiedy już zbiory owoców dobiegały końca, zatrudnieni pracownicy otrzymywali swoje wynagrodzenie na specjalnie przygotowanym festynie.

Co Pan pamięta z własnych doświadczeń?

- Mój ojciec mówił mi, że w naszym gospodarstwie było około 700 drzew, później było ich 500. Cała działka wzdłuż polnej drogi była nimi obsadzona, zwykle 5-6 osób zrywało czereśnie, niektórzy brali urlop w pracy, żeby nam pomóc przy zbiorach, pamiętam, że sam też musiałem je zrywać. W Leśnicy był skup, gdzie skupowano od nas owoce. Byłem jeszcze młody, ale zwoziłem je tam wozem z końmi. Większością jednak zajmował się wtedy jeszcze mój ojciec.


Ojciec pana Jana podczas prac w szkółce

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Sylwester 2021 02.01.2022 22:11
Nie ma szans na odtworzenie alei czereśniowych skoro wziął się za to Pan Starosta Strzelecki, Drzewka są zbyt młode i na dodatek nienawadniane. Sadzone są bez mikoryzy.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: -1°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1004 hPa
Wiatr: 17 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama