Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 29 stycznia 2026 18:13
Reklama
Reklama

Zaproszenie do pięknego życia. Rozmowa z ks. Piotrem Bekierzem, proboszczem z Kolonowskiego

Ksiądz Piotr Bekierz od kilku lat jest proboszczem w Kolonowskiem. Dziewięć razy był na szlakach Camino - trzy razy w Hiszpanii, sześć razy w Polsce. Swoje wędrówki opisał w książkach "Camino. Różne drogi", "Camino. Nowe drogi", a niedawno wyszła trzecia publikacja - "Camino. Najważniejszy jest człowiek". O Camino, czyli drodze, z księdzem rozmawiała Joanna Gerlich.
Zaproszenie do pięknego życia. Rozmowa z ks. Piotrem Bekierzem, proboszczem z Kolonowskiego
Ksiądz Piotr Bekierz

Znany jest ksiądz z zamiłowania do Camino, czyli drogi prowadzącej do Santiago de Compostela w Hiszpanii.

- Na studiach nie słyszałem o szlaku Jakubowym, jakoś mi to umknęło. Pierwszy raz wybrałem się tam ze swoimi znajomymi. Na placu Obradoiro, czyli miejscu, gdzie kończą się pielgrzymki, zauważyłem, że ludzie krzyczą, ściskają się, wpadają sobie w ramiona i bardzo się cieszą. Zorientowałem się, że są to ludzie, którzy doszli do Santiago, idąc którymś ze szlaków. Pomyślałem, że warto to przejść samemu i tak wybrałem się ze zorganizowaną grupą, przeszliśmy 300 kilometrów.

I wtedy powstała pierwsza książka?

- "Camino. Różne drogi" napisałem w 2016 roku. Później byłem na kilku polskich szlakach, czasem w grupach, czasem sam. Kiedy sam przeszedłem szlak Camino z Suwałk do Gietrzwałdu, postanowiłem napisać drugą książkę. Pomyślałem, że zbiorę różne historie, również te, których nie zawarłem w pierwszej części.

Ale to nie są przewodniki turystyczne...

- Ani jedna z tych trzech książek nie jest przewodnikiem. We wszystkich trzech najważniejszy jest człowiek. W pierwszych dwóch książeczkach, są cienkie, więc trudno je nazwać książkami, tym człowiekiem jestem ja. Czyli nie tylko ważna jest droga i kilometry, ale również moje przeżycia. Opisałem moje Camino na szlakach, w górach i w życiu. Ale trzecia publikacja skupia się już na ludziach, których spotykałem po drodze i którzy przyjmowali mnie i przyjaciół, z którymi wędrowałem, w szczególności podczas tegorocznego Camino z Iławy do Gniezna. 

Camino hiszpańskie różni się od tego polskiego?

- Tak, w Hiszpanii jest to dobro narodowe, znane od setek lat, u nas się to dopiero rozwija. Więc tam idący z plecakiem pielgrzym to jest coś normalnego. Jeśli myślimy, że zabłądziliśmy, wystarczy chwilę poczekać i pojawia się kolejny pielgrzym - wtedy mamy pewność, że idziemy dobrą drogą. W Polsce możesz bardzo długo czekać, a plecak z muszlą mało komu kojarzy się z Camino. W Hiszpanii jest lepsza organizacja, szczególnie jeśli chodzi o miejsca do spania. U nas trzeba się bardziej nagimnastykować, przewodniki są dobre, miejsca, gdzie można zjeść także się znajdą, gorzej z noclegami. Trzeba szukać i pukać. Zazwyczaj śpimy w świetlicach, w remizach. W tym roku uparliśmy się, że będziemy spać na plebaniach, księża bardzo uprzejmie nas przyjmowali. 

Jak wygląda organizacja takiej wędrówki? Czy wszystkie noclegi są z góry zaplanowane, czy stawia się na spontaniczność?

- Plan pielgrzymki powstaje w domu, przede wszystkim ustalamy, skąd i dokąd wyruszamy. Pierwszy nocleg również mamy zarezerwowany. A później jest to raczej spontaniczne, rzadko kiedy dzwonimy wcześniej, że chcemy gdzieś spać, bo też do końca nie wiemy, dokąd zajdziemy danego dnia. Jest to zależne od pogody i od sił. Ale według przewodnika zawsze kierujemy się w takie miejsce, które jest zamieszkałe. Zawsze spotykamy życzliwych ludzi, są bardzo przychylni. Jeszcze mi się nie zdarzyło, żebym musiał spać pod drzewem.

W książkach jest opisanych mnóstwo historii. Kiedy idziecie, to ksiądz spisuje sobie najważniejsze sytuacje, różne spostrzeżenia, czy dopiero po powrocie do domu?

- Nie robię żadnych notatek. Idąc, angażuję się całkowicie w ten czas i nie wybiegam w przyszłość. Skupiam się przede wszystkim na ludziach, na modlitwie, a jak wracam, to w głowie sobie wszystko układam. Najważniejsze są trzy pierwsze zdania, jeśli pójdą jak z płatka, to wiem, że ta książka powstanie. Ostatnia pielgrzymka była w trudnym czasie, mamy pandemię, dużo mówi się o tym, że ludzie są bardzo nerwowi, coraz gorzej mówią o innych. Ale na trasie spotkaliśmy bardzo dobrych ludzi, którzy byli dla nas życzliwi. I kiedy wróciłem, pomyślałem, że napiszę coś o życzliwości. A jak o życzliwości, to o człowieku i tak powstała książka. Muszę dodać, iż w ostatniej książce "Najważniejszy jest człowiek" jest tekst napisany przez Marcelinę Czupała z Kolonowskiego, obecnie studentkę Uniwersytetu Wrocławskiego. Opisała, a właściwie dała piękne świadectwo o spotkaniach z Jezusem na mszach św. podczas Camino. Właśnie te spotkania są najważniejsze!

Wędrówki to nie są jednak krótkie spacery, pokonujecie nawet po 300 kilometrów. Często zdarzają się trudne momenty, kiedy wszystko boli, nogi odmawiają posłuszeństwa? 

- Różnie bywa i oczywiście, że zdarzają się gorsze dni. Pan Bóg obdarzył mnie jednak takim darem, że choć w życiu bardzo dużo kilometrów przeszedłem, tylko raz miałem odcisk. Kiedy idziemy w grupie, nawzajem się motywujemy i jest lżej. Przypominam sobie taką sytuację, kiedy sam szedłem mazurskim szlakiem i pewnego dnia miałem dosyć. Rzuciłem plecak w jedną stronę i poszedłem jakieś 200 metrów. Po chwili uznałem jednak, że chcę przejść ten szlak, zawróciłem po plecak, trochę go ciągnąłem za sobą, po chwili kryzys minął. 

Jednak to są rzadkie chwile, większość to po prostu radość. Choć pamiętajmy, że kryzys czy ból nie muszą być złe. Gorsze chwile nas oczyszczają, pozwalają poczuć miłość drugiego człowieka, który nas wspiera. Kiedy wieczorem jesteśmy już na noclegu, pewnie, że czujemy zmęczenie, jest też niepewność, czy jutro będziemy mieli gdzie spać, ale bardzo się cieszymy, że przed nami kolejny dzień wędrówki. 

Kiedy idzie się na Camino, niezależnie od tego, czy w Polsce, czy za granicą, pewnie nie zabiera się ze sobą dużo bagażu. 

- Kiedy jedziemy na urlop samochodem, nie zwracamy uwagi na to, ile ze sobą zabieramy. W samolocie musimy się już nieco bardziej ograniczyć. Ale pakowanie się na Camino jest właśnie najmądrzejsze, bo później musimy to wszystko ze sobą nieść. Jest taka zasada, że ciężar plecaka nie powinien przekraczać 10% wagi ciała. Więc na wszystko trzeba zwrócić uwagę np. pastę do zębów bierze się w mniejszej tubce, żeby mniej ważyła niż taka standardowa. Ja zawsze pakuję się na trzy razy. Najpierw na tapczanie układam wszystko i choć wydaje mi się tego mało, to jak wrzucam to na wagę, to okazuje się, że jest tego 12 kg. No to odkładam kolejne rzeczy i znowu okazuje się, że jest za dużo. A jeszcze trzeba pamiętać o tym, że podczas wędrówki niesie się ze sobą jedzenie, wodę, które też ważą. Ale pakowanie się jest przyjemne, już wtedy czuć Camino. 

Czy Camino może iść każdy?

- Tak, nie ma żadnych przeciwwskazań. Sam jestem po zawale i chodzę. Lekarz jedynie zabronił mi nosić plecak na brzuchu, żeby nie dociskać serca. Najważniejszy jest pierwszy krok, a potem się już idzie. Bardzo polecam Camino, nawet te polskie szlaki. Są one mniej znane, ale warto poszukać informacji na ich temat i wybrać się np. na weekend na opolski szlak św. Jakuba. Raz np. szliśmy z Głuchołaz do Skorogoszczy przez Górę św. Anny. Kiedy pokonywaliśmy szlak z Iławy do Gniezna, był to równie piękny szlak, jak te hiszpańskie. Większość ścieżek wiedzie przez lasy, pola, można się wyciszyć. 

Jakie ma ksiądz plany na najbliższy czas? Następna wędrówka, a później znów książka?

- W naszej grupie już od dwóch lat chodzi nam po głowach taka dłuższa trasa z Fatimy do Santiago. Pandemia nas jednak trochę wystraszyła i jesteśmy w kropce. Na razie nie wiem, czy mogę to nazwać jedynie marzeniem, czy już planem, czas pokaże.

Wszystkie książki można kupić w parafii oraz przez internet, więc nie tylko osoby z najbliższego otoczenia mogą się z nimi zapoznać. Jak jest z mieszkańcami Kolonowskiego, parafianie wypytują księdza o wyprawy?

- Oni nie muszą pytać, bo ja im narzucam ten temat (śmiech). Ale robię to z jednego względu - to jest moja pasja. I myślę, że właśnie jedną z rzeczy, które rozwijają człowieka, są właśnie pasje. Po ostatnim spotkaniu autorskim podszedł do mnie młody człowiek i mówi: "Ksiądz uświadomił mi, że ja nie mam żadnej pasji". I to było bardzo smutne zdanie. Ja dzielę się moją pasją i chcę, żeby ludzie również mieli pasję, bo ona niesie człowieka przez życie. Nie trzeba wędrować, można zbierać znaczki, grać w piłkę. To też nie jest tak, że ja nie mam żadnych gorszych dni. Owszem, że mam, ale moja pasja pozwala mi z nich wychodzić. 

Dlatego księdza książki mają też inspirować do pewnej zmiany...

- Dokładnie, książki są krótkie, bo każde zaproszenie jest cieniutkie. I one są właśnie zaproszeniem do Camino, do życia sensownego i pięknego.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 0°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1003 hPa
Wiatr: 15 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama