Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 6 sierpnia 2026 16:54
Reklama

Weteran z Zawadzkiego: Przeżyłem 101 lat i 12 dni

Od kilku lat w domu spokojnej starości Tiliam w Zawadzkiem przebywa Jan Józef Stachnik, weteran i emerytowany inżynier. Mimo że rok temu przekroczył setkę, jasnością umysłu przewyższa wielu 40-latków. Gdy wspomina wydarzenia, podaje dokładne daty, a zastanawia się tylko, który to dokładnie był dzień miesiąca. Swoim życiorysem mógłby obdzielić kilka innych osób.
Weteran z Zawadzkiego: Przeżyłem 101 lat i 12 dni
Jan Józef Stachnik obchodził we wrześniu 101 urodziny. Rok wcześniej otrzymał medal "Obrońcy Ojczyzny"

- Przeżyłem 101 lat i 12 dni - odpowiedział, gdy zadałem pytanie, czy możemy porozmawiać. - To chyba starczy mi czasu też na to spotkanie. Mój ojciec, Józef, walczył w armii austro-węgierskiej w regimencie im. Franza Józefa. Dostał się do rosyjskiej niewoli i przez cztery lata trzymali go niedaleko Omska. Gdy wrócił z Syberii w 1918, miał wszystko odmrożone. Umarł w 1921 roku. Miał wtedy zaledwie 33 lata. Ja miałem zaledwie 6 miesięcy.

Nasz bohater urodził się niedaleko Rzeszowa. W 1939 brał udział w walkach jako snajper, do czego miał smykałkę. Wojna szybko się jednak skończyła. Pod okupacją uczęszczał do gimnazjum mechanicznego w Dębicy. Niemcy pozwalali na funkcjonowanie takich szkół, bo czerpali z nich później niższą kadrę techniczną do swoich fabryk.

- Przez cały ten czas byłem w konspiracji - opowiada. - Najpierw Związek Walki Zbrojnej a potem Armia Krajowa. Małą maturę zdawałem dokładnie w czasie, gdy Niemcy uciekali spod Stalingradu. Zatrudnili mnie w fabryce, a ja cały czas byłem w partyzantce.

W 1944 przez okolicę przetoczył się front i o młodego chłopaka upomnieli się Kościuszkowcy. Armia Berlinga, przechodząc przez Polskę, wcieliła w swoje szeregi 300 tysięcy młodych Polaków. Jan Stachnik trafił do pierwszego pułku zapasowego. Pierwszy raz ranny został przy forsowaniu Odry. Potem dotarli do Berlina.

Pola śmierci

W armii po raz kolejny poznano się na jego snajperskim talencie i wyznaczono do grupy specjalnej, która zajmowała się likwidacją wrogich strzelców wyborowych. W Berlinie natykano się czasem na otwarte przestrzenie, nad którymi królowały fabryczne kominy. Były wymarzonym gniazdem dla niemieckich snajperów, którzy w pojedynkę potrafili szachować setki ludzi. Każdy, kto wszedł na otwartą przestrzeń, ginął. Grupa specjalna służyła do likwidacji tych właśnie kominowych strzelców i były to misje samobójcze.

- Trzeba było myśleć szybciej niż inni - opowiada. - Na moich oczach zginęło sześciu kolegów. Ja przeżyłem, bo byłem sprytniejszy.

Przed akcją dostawali wodę w butelkach. Jan poprosił, żeby zamiast tego nalano do niej benzyny. Likwidacja wrogiego snajpera nie była prosta. Nie wystarczyło podejść na odległość strzału. Przeciwnik był z reguły doskonale osłonięty i zdjęcie go za pomocą jednej kuli było prawie niemożliwe.

- Pełzaliśmy w ciemności aż doczołgaliśmy się pod sam komin - opowiada weteran. - W tym momencie właśnie potrzebna była mi benzyna. Brałem cokolwiek, co się mogło palić, najczęściej czyjąś kufajkę, polewałem ją benzyną, wrzucałem od spodu do komina i podpalałem.

Sposób wymyślony przez pana Jana okazał się skuteczny. Ciąg powietrza błyskawicznie wynosił na szczyt komina żar i dym, i w kilka minut snajpera już na górze nie było. Za ten pomysł okrzyknięto go "gierojem sowietskogo sojuza".

Sztandar na Reichstagu

Jan Stachnik miał niesamowite szczęście. Nie dość, że przeżył wielu swoich kolegów, to bitewna zawierucha rzuciła go w samo centrum wydarzeń.

- 2 maja widziałem na własne oczy, jak na Reichstagu zawisła flaga - wspomina.

Po wojnie munduru nie zdjął. Zapisał się na studia do Krakowa i przez jedenaście lat uzupełniał edukację. Wybrał cenioną w wojsku geodezję i technologię budowy maszyn.

- Nawet na wykłady chodziłem w mundurze - opowiada. - To chroniło przed napadami przez Ruskich, a każdy się tego bał. Kiedyś na egzaminie zasłabłem. Zawieźli mnie do szpitala Bonifratrów. To było już 8 lat po wojnie. Z głowy wyjęli mi dwa 3-milimetowe odłamki, które tkwiły w czaszce od czasu Berlina. Rany zaczęły ropieć i niewiele brakowało, by to był koniec... - kontynuuje opowieść.

Weteran do dziś potrafi namacać na głowie miejsca, gdzie ma zrekonstruowaną czaszkę. Inna rana przykuła aktywnego weterana do wózka.

- Kula przeszła przez nogę i nie uszkodziła kości - wspomina. - Lekarz wtedy tylko machnął ręką, powiedział "haraszo" i posłał dalej. Dopiero kilka lat temu źle zaleczona rana spowodowała, że musiałem przejść operację i odtąd nie mogę już chodzić. 30 lat po wojnie poszedłem do lekarza. Ten zapytał się, co mi wystaje z pleców. Kazał się natychmiast położyć i wyciął mi spod skóry niemiecki pocisk.

Po studiach Jan Stachnik przez 55 lat i 3 miesiące pracował jako inżynier na kopalni. Na emeryturę przeszedł w 1970 roku. Od tego czasu przewodniczył związkowi kombatantów w Katowicach. Zrezygnował z tej funkcji dopiero przed trzema laty.

Dwie zasady

- Dlaczego dożyłem 101 lat? Przez całe życie pracowałem. Nigdy nie zwalniałem tempa - przyznaje.

Jest też druga zasada, której weteran z Zawadzkiego trzymał się przez całe życie.

- Ślubowałem to przy pierwszej komunii świętej i powtórzyłem przy bierzmowaniu - mówi. - Przysięgałem, że przez całe życie nie napiję się kropli alkoholu ani nie zapalę papierosa. Obietnicę spełniłem.

Z Janem Józefem Stachnikiem jesteśmy umówieni na kolejną rozmowę na następne 102. urodziny.


Podziel się
Oceń

Komentarze

qqqqq 23.10.2021 22:08
W tym wieku wszyscy wspominają swoje dobre czasy. Są zadowoleni ze swoich dzieci i wnukow. Widocznie jajlepsze czasy tego pana to okres konspiracji, wojny i zdobycie Berlina. Prawdziwy gieroj sowietskogo sojuza.
umie liczyc 22.10.2021 15:17
Komentarz zablokowany : Zgadza się. Jestem autorem. Wywiad nie jest sfałszowany. To jest wierna relacja tego co usłyszałem a "sfałszowanie" oznaczałoby przekręcenie słów owego pana. Proszę więc uważać na sformułowania, których Pan używa. Nie będę odnosił się do Pana twierdzeń o powstańcach i odszkodowaniach. Są pańskie poglądy i nie mam pojęcia na czym są oparte. Co do lat solenizanta. Urodzony w 1920 w 1939 miał lat 19. Spokojnie mógł być już wiec po przeszkoleniu wojskowym. Pracował w górnictwie, więc emerytalne prawa mógł nabyć znacznie wcześniej niż inni. Tyle w temacie matematyki nie przesądzając o tym czy mówił prawdę czy nie. Jeżeli pan chce polemizować z treścią artykułu to proszę przysłać list do redakcji podpisany imieniem i nazwiskiem wraz z danymi kontaktowymi. Proszę uznać ten wątek na naszej stronie internetowej za zakończony. Romuald Kubik Administrator strony i autor artykułu
Umie liczyc 21.10.2021 15:25
Komentarz zablokowany : Szanowny panie. Nie zamierzam się z panem wspierać na liczby i gratuluję podstawowej znajomości matematyki. Tekst nie jest o liczeniu lat tylko jest to spisana relacja starego człowieka o jego życiu. Jeżeli ma pan wątpliwości co do jego prawdomówności proszę udać się do zawadzkiego i powiedzieć mu to w twarz.
Umie liczyc 19.10.2021 16:01
Komentarz zablokowany : Komentarz obraża starszą osobę na podstawie mało poważnych argumentów
Reklama Heimat
Reklama
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: Alojz Treść komentarza: Ta łódka to jest im potrzebna jak umarłemu kadzidło. Na Małej Panwi tego nawet nie da sie zwodować. No tak ale to kolejna zabawka G.H. Tak samo jak quad. Kupione, żeby duże dziecko miało zabawkę Data dodania komentarza: 29.07.2026, 07:44 Źródło komentarza: Zabawa połączona z nauką bezpieczeństwa - ta impreza wróciła po latach J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Zawadzki policyjny show. Data dodania komentarza: 14.07.2026, 15:07 Źródło komentarza: Szczęśliwy finał poszukiwań 23-letniej kobiety z Zawadzkiego G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Dość niejasny ten artykuł... Wyszła z domu za piętnaście druga po południu, a o drugiej zgłoszono jej zaginięcie i rozpoczęto poszukiwania? Czy czegoś tu nie doczytałem? Data dodania komentarza: 14.07.2026, 13:53 Źródło komentarza: Szczęśliwy finał poszukiwań 23-letniej kobiety z Zawadzkiego J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Dostęp do Małej Panwi wystarczy nam. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 22:39 Źródło komentarza: Moc atrakcji na wakacje w gminie Kolonowskie. Co znalazło się w programie? A Autor komentarza: Goroll Treść komentarza: Najlepiej pisać komentarze podczas pracy .Czy Smok twój przełożony wie ze wykorzystując czas pracy udzielasz się na forach . Piszesz o marnotrawstwie a sam nie jesteś w porzadku . W Kolonowkiem wiemy kim jesteś . Data dodania komentarza: 8.07.2026, 17:39 Źródło komentarza: Zarośnięta rzeka i rowy w gminie Kolonowskie. Jest plan na rozwiązanie problemu J Autor komentarza: Jowita Treść komentarza: Panie Starosto Gaida a czy ma Pan tyle odwagi żeby przedstawić opinii publicznej jak w strzeleckim szpitalu wygląda rachunek kosztów a zwłaszcza poziom wynagrodzeń lekarzy (np. na wykresie). Kluczowe się również wydaje pytanie czy po doniesieniach medialnych z całej polski o patologiach w służbie zdrowa, w strzeleckim szpitalu była przeprowadzona rewizja finansowa ze strony starostwa jako właściciela szpitala? Jeśli tak to co z niej wyszło? Jeśli nie to dlaczego? Strzelecki szpital ma 42 mln długu, ten rok zamknie deficytem więc Panie Gajda czas stanąć przed mieszkańcami i odpowiedzieć na zadane pytanie. Panie Starosto zawsze może sobie Pan wziąć do pomocy Pana Romana Kolka z Jemielnicy (nie gdyś wicemarszałka województwa - na całe szczęście już nim jest) który zawsze uśmiech od ucha do ucha i jasno twierdził że służba zdrowia potrzebuje tylko forsy forsy i forsy a teraz wiemy na co te pieniądze idą. Może Romanie skomentuje to Pan a nie tylko uściski dłonie. Panie Starosto zero złotych na szpital z kasy powiatu!!! Najpierw się doi strzelecki szpital z pieniędzy, tylko podwyżki i podwyżki a potem personel szpitala obawia się konsolidacji. A co wy w tym szpitalu myślicie że podatnicy mają więcej dać żeby wyście mieli? To jest taka patologia że się w głowie nie mieści. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 12:06 Źródło komentarza: 42 mln zł długu. Trwa spór o przyszłość strzeleckiego szpitala
Reklama