Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 8 listopada 2026 07:25
Reklama

Poezję pisze się sercem, więc Ślązacy tworzą ją w języku serca

Czy można układać wiersze po śląsku? Można i to o wszystkim: o ziemi rodzinnej, o swojej tożsamości, o bolesnej historii... nawet erotyki. Mogą być piękne i mogą zachwycać.
Poezję pisze się sercem, więc Ślązacy tworzą ją w języku serca
Jerzy Kaufmann: "całe życie i dorobek zmieszczę w małej torbie" / Izabela Namyślik (2026 r.), wieczór autorski

Po wojnie Ślązacy bali się nawet mówić w swojej gŏdce, co dopiero pisać. W ostatnich latach trwa jednak śląska odwilż: dzięki różnym akcjom propagującym ochronę dziedzictwa regionalnego i powrót do używania mowy ojców coraz więcej osób próbuje pisać również wiersze w gŏdce. I również z ziemi strzeleckiej ostatni rok przyniósł kilka debiutów.

Te publikacje są czasem tylko w śladowych nakładach, autorzy często robią je bardziej dla siebie i swoich bliskich niż z myślą o zdobywaniu czytelników i rozgłosie. Ale są i tacy, którzy mogą już mówić o popularności. Jeżdżą na spotkania literackie z czytelnikami, ich książki mają dobre recenzje i rozchodzą się jak ciepłe bułeczki.

- Co je spisane, to ôstanie – to hasło prowadzonych przeze mnie warsztatów pisania po śląsku i ono przyświeca też idei tworzenia literatury – mówi po śląsku Adam Pejter Kubik z Rożniątowa, śląskojęzyczny autor i lektor języka śląskiego na kilku niemieckich uczelniach. – To jest nasza kultura, nasze dziedzictwo i bogactwo. Trzeba je pielęgnować, rozwijać i zachować dla przyszłych pokoleń.

Na warsztatach kreatywnego pisania po śląsku Adam Pejter Kubik pokazuje ludziom, jak śląska gŏdka została skodyfikowana przez specjalistów językowych, tak aby w zrozumiały dla każdego, ujednolicony sposób spisać różne odmiany śląskiego i sprawnie je móc odczytywać. Są też na nich m.in. ćwiczenia z układania wierszy, motywuje się uczestników, by spróbowali utrwalić stare opowieści i tworzyli nowe. We współpracy z Fundacją Nauki i Kultury na Śląsku w przygotowaniu jest już kolejna (druga) edycja zeszytów Kulturmagazinu „We Ślonsku”: absolwenci warsztatów mogą zamieścić tam opowiadanie lub wiersz.

Najlepszym przykładem udanego debiutu jest Izabela Namyślik.

Izabela – dzioucha ze Ślonska

Jej wiersze też opublikowane były w „We Ślonsku”, a tomik „Słodko-gorzkŏ poezyjŏ” ukazał się rok temu nakładem 300 egzemplarzy, z czego ponad dwie trzecie się już sprzedało. Można go znaleźć w kilku księgarniach internetowych.

Autorka od dwóch lat prowadzi popularny blog po śląsku jako „Frela Izabela” (https://frelaizabela.blogspot.com/). Pochodzi z Poręby pod Górą Świętej Anny i choć dziś mieszka w Opolu i pracuje zdalnie w korporacji, której siedziba znajduje się w Katowicach, jak sama mówi, korzeniami wciąż jest w swojej wsi: o niej pisze i tam wciąż wraca.

"Słodko-gorzkŏ poezyjŏ" zawiera blisko 70 wierszy pisanych „prosto ze serca i ze życiŏ”. Opowiadają o małym śląskim heimacie, o miłości do niego, o miłości między kobietą a mężczyzną, a niektóre o życiu codziennym. Wierszem, który uznawany jest za credo poetyckie autorki i śląski manifest tożsamości, jest „Fto jŏ je?” (kim jestem) – utwór napisany w trzech językach. Zaczyna się po polsku od słów, jakie Ślązacy i Ślązaczki często słyszeli od najmłodszych lat: „Ty jesteś szwabka/Niemką była twoja babka...”.

Potem wiersz przechodzi na niemiecki – język, którym większość Ślązaków z racji historycznych też posługuje się biegle. „Man sieht, dass Du aus Polen kommst, egal wie lange Du in Deutschland wohnst...” (widać, że jesteś z Polski, obojętnie jak długo mieszkasz w Niemczech). Dokładnie tak jest: Ślązacy, którzy emigrowali, w Niemczech wrzucani są do jednego „worka” jako Polacy, a czasem jako „Polaczki”, bo nie zawsze są lubiani... Wiersz kończy się po śląsku, autorka sama sobie odpowiada: „Tyjś je dziołcha, co se we Ślōnsku urodziōła” (...), „ti nigdy niy bajesz richtig wiedzioła/Kaj nŏleżisz” (jesteś dziewczyną ze Śląska, nigdy nie będziesz naprawdę wiedzieć, gdzie przynależysz). Wiersz mówi o złożonej tożsamości, uczuciu, którego doświadcza wielu ludzi tej ziemi od lat. Gdy czyta go Ślązak, to przesłanie trafia mu w samo serce.

- Napisałam to na podstawie własnych doświadczeń – mówi Izabela Namyślik. – Przez 10 lat pracowałam i mieszkałam w Niemczech, a wcześniej przez 5 lat studiowałam w Krakowie. W żadnym z tych miejsc nie czułam się do końca u siebie. Dlatego wróciłam i po powrocie się tak na nowo zachwyciłam tą moją małą ojczyzną. Pierwsze wiersze, które pisałam, wszystkie wzięły się z tego zachwytu: dopiero potem zaczęłam tworzyć też o innych rzeczach.

Krista – erotyki po sześćdziesiątce

Krystyna Popanda, autorka z Płużnicy Wielkiej, mówiła po śląsku od zawsze, ale kiedy zaczęła pisać wiersze, sama już nie pamięta:

- Mam 82 lata, pamięć powoli szwankuje – przyznaje. – Nie pamiętam pierwszego wiersza, to może było tłumaczenie na śląski „Murzynka Bambo”? Potem, jak jeździłam pracować do Niemiec, pisałam z tęsknoty za moją wsią, z serca i z tego, co mi chodziło po głowie, bo w poezji idzie przecież o to, by połączyć rozum i uczucia...

Od Izabeli Namyślik Krystynę Popandę różni i wiek, i wykształcenie. Skończyła tylko siedem klas podstawówki, bo dorastała w ciężkich powojennych czasach. Od najmłodszych lat była główną siłą roboczą na 20-hektarowym gospodarstwie: ojciec stracił nogę, syna nie miał. Krista – jak ją wszyscy nazywają we wsi – od zawsze umysł miała jednak wyjątkowo twórczy i ją „nosiło”. Udzielała się społecznie, razem z mężem założyli izbę pamięci, malowała, pisała, zgłębiała i utrwalała historię lokalną oraz genealogię tutejszych rodzin. Ma na koncie różne publikacje: i po polsku, i po śląsku. Jest laureatką konkursów literackich (m.in. III nagroda w konkursie Napiszmy to po Naszymu Miejskiej Biblioteki Publicznej w Mikołowie) i konkursów śląskiej gŏdki, a w 2013 roku uhonorowana została statuetką Złotego Pióra w konkursie Ze Śląskiem na Ty, organizowanym przez Łubniański Ośrodek Kultury.

W 2025 roku z pomocą Henryka Szołtyska, badacza historii regionalnej z Mikołowa, wydała „Kronikę opowiadań i wierszy”: aż 80 stron w formacie A-4. Tytuł jest po polsku, ale prawie cała zawartość po śląsku: historia lokalna, dzieje rodziny i poezja. Najbardziej znany i cytowany jest „Erotyk po Śląsku”, który napisała w wieku 65 lat. Autorka pisze w nim o kryzysie „seksowania”, które w dzisiejszych czasach musi być „spomołgane”: bez tego „kobiyty” „pociechy ze chopa niy majom”, a także o tym, że dawniej baby, pomimo braku skąpej i wyzywającej garderoby, były „na nastympny sex wdycki gotowe/choć szlimpfry do kolan nojsioły” (gotowe na seks mimo że nosiły majtki do kolan).

Popanda najwięcej lubi jednak pisać o haimacie i to widać już po tytułach („Nojlepi nōm je w dōma”, „Ku czci mojej wsi”), choć rozważa też o życiu, Bogu, przemijaniu i ludzkiej naturze. Wiele w jej wierszach prostych mądrości: „Do siylnyj wiary w Boga – wcale nie trzeba teologa”; „nie sōm tyż źli ludzie, dobrych znojdziesz wszyndzie”.

W jej ocenie dobry czas dla popularyzowania śląskiej twórczości jednak jeszcze nie nastał. Nie ma powszechnej akceptacji dla takiej twórczości i niełatwo jest ją wydać.

- Szukałam sponsora, chodziłam po urzędach, prosiłam, ale nie było zainteresowania, choć piszę głównie o historii lokalnej – mówi rozżalona autorka. – W końcu za własne oszczędności z emerytury wydałam 40 egzemplarzy. Nie dla rozgłosu, ale dla moich bliskich, by coś po mnie zostało. I żeby ta spisana przeze mnie historia przetrwała, na tym mi głównie zależy.

Barbara – kronikarka i Jerzy – bard

Przeglądając wiersze pisane po śląsku, widać, że autorzy różnie podchodzą do kwestii pisowni i jest to pewien problem. Ślabikŏrz, czyli śląski alfabet, każdy może znaleźć w internecie, ale nie każdy go stosuje: wymaga to czasu na utrwalenie i dopracowanie. Bywa używany też wybiórczo, a czasem z błędami. Nauczenie się jego zasad nastręcza często trudności, a brak powszechności wydaje się być argumentem przeciwko uznaniu śląskiego za oficjalny język regionalny. I dlatego Adam Pejter Kubik, począwszy od 2025 roku, organizuje dla rodzimych użytkowników śląskiego w kolejnych wioskach warsztaty pisania.

Z drugiej strony literatury śląskiej niepisanej ślabikorzem nie powinno się jednak dyskwalifikować: ona też niesie ze sobą rodzime wartości. Autorzy Kulturmagazinu „We Ślonsku” podejmują się pracy korektorskiej i nawet tłumaczeń cennych tekstów, jeśli ich treści niosą ze sobą dużą wagę dla np. poczucia tożsamości.

Przykładem autorki, która od lat pisze fonetycznie i pełni rolę nieformalnego kronikarza życia swojej wioski, jest Barbara Feluks. Pisze wiersze, scenariusze przedstawień i piosenki na wiejskie uroczystości: trochę po polsku, trochę po śląsku, w zależności od okazji. Niemal wszystko jest o Grodzisku – jej rodzinnej wsi. O żniwiarzach, strażakach, wodzeniu niedźwiedzia, skubaniu pierza, starzikach lub o „Grodziskich kreplach” (pączkach). Wiersze Barbary Feluks są zazwyczaj żartobliwe i dosadne, jak o starziku „co życie przesiedzioł we gołymbniku”, albo o urokach obżarstwa w tłusty czwartek, gdy „rzić łod krepli rojśnie” (tyłek rośnie od pączków). Poetce marzy się też, by nauczyć śląskiej gŏdki tych, którzy są przyjezdni (czyli „goroli”) i jej nie znają: „Łod jakiegoś czasu w gowie mi se smoli/ myślam nauczam godać goroli”.

Udało jej się wydać w 2025 roku broszurowe wydanie swoich wierszy w ramach współfinansowanego z budżetu gminy Strzelce Opolskie projektu „Masz talent! – Odkrywamy i promujemy lokalne talenty”. To rzadki i pozytywny przykład tego, jak w ramach zadań publicznych można jednak pozyskać dotacje na działania wspierające rozwój literatury regionalnej. Oby takich inicjatyw było jak najwięcej.

Nie sposób nie wspomnieć też o Jerzym Kaufmannie z Kolonowskiego, bardzie bluesowym i autorze wierszowanych bajek dla dzieci, którego twórczość nie doczekała się jeszcze należytego rozgłosu. Kaufmann ma debiut dawno za sobą, 10 lat temu wydał rymowanki „Na ōłminym placu – bajki dlo Hanika”. Ślabikŏrz nie był wtedy jeszcze popularny, pisownia nie jest też fonetyczna, można ją nazwać mieszaną. Treść ujmuje wdziękiem prostoty i humoru, a każda bajka o zwierzętach z babcinego podwórka ma morał i tłumaczy stare śląskie przysłowia. Jak pisze autor, mają one uwrażliwiać młode pokolenia na piękno mowy śląskiej i przywrócić do życia zapomniane powiedzonka, takie jak Pragliwy (skąpy) dwa razy traci, Z graczkōw przidōm płaczki (Za psotami idzie płacz), Fto szporuje, niy głoduje (kto oszczędza, nie głoduje)...

Czy ten autor doczekał się należytego uznania?

- I tak, i nie – mówi Adam Pejter Kubik. – Tak, bo ta książka się dobrze sprzedała, były dodruki, teksty Kaufmanna recytowane są na Konkursach Śląskiego berania, jednak autor nie jest znany na taką skalę, na jaką zasługuje jego wielopłaszczyznowa twórczość. Kaufmann zarchiwizował nie tylko w wierszowany sposób znane powiedzenia śląskie, lecz tworzy także własne teksty muzyczne w naszym języku i wiele innych form literackich.

Autorzy incognito

Autorów i autorek jest znacznie więcej, tak jak wiele jest wierszy, które dopiero czekają na publikację. A wiele prawdopodobnie nigdy jej nie doczeka.

Niektóre ukazują się od lat na portalu śląskim wachtyrz.eu – jak na przykład te od Jo Hannesa Schlonsoka. To tajemnicza postać, nikt nie wie, jak się naprawdę nazywa, czym zajmuje i gdzie mieszka. Sam przedstawia się jako „ôsoba ze cyntrum Oberschlesien (Górnego Śląska), ze ôkolic Annabergu (Góry Świętej Anny)”, która reprezentuje ducha i skomplikowaną tożsamość tego regionu. Nawiązał mailowy kontakt z redakcją Kulturmagazinu „We Ślōnsku” i tu jego wiersze też można znaleźć. Jego poezja porusza do głębi. Jest dojrzała i podejmuje bardzo ważne tematy: co to znaczy czuć się Ślązakiem, kiedy i dlaczego się nim być przestaje, czy młodzi jeszcze po śląsku mówią, myślą, czują, modlą się? Czy robią to „bez strachu abo gańby, coby fehlery robić” (bez obawy i wstydu przed robieniem błędów). Jo Hannes Schlonsok – ten pseudonim jest wieloznaczny, może być odczytany jako imię i nazwisko albo jako credo i swoista prowokacja „Ja, Hanys i Ślązak” – pisze o peerelowskiej „powojynnyj polityce kulturowyj”, gdy Ślązaków przymusowo polonizowano, gdy byli dyskryminowani za mówienie w mowie ojców. Pisze często po śląsku, polsku i po niemiecku, naprzemiennie, czasem w jednym wierszu, tak jak Izabela Namyślik: „Ich bin mehr/Jo je kãns/jestem więcej”, że Śląsk to więcej niż „jeden język/jedna kultura/jedna historia”. Pisze też, czym jest poezja: „kãns klangōw mŏ to/co mianujōm poezijōm” (dużo dźwięków ma to, co nazywamy poezją), „ôna mie padŏ/czygo niy umiã chycić geistym/Yno ôczōma gefilu” (ona mi mówi, to czego nie umiem uchwycić duchem, tylko oczami uczucia).

- Trzeba uszanować, że Jo Hannes Schlonsok nie chce ujawniać swojej tożsamości, nie jest jedyny – mówi Adam Pejter Kubik, redaktor Kulturmagazinu „We Ślonsku”. – To nie jest taka łatwa decyzja, gdy pisze się po śląsku: trzeba liczyć się z krytyką, czasem wręcz z hejtem. W Ślązakach wciąż pokutuje też obawa zaszczepiona przez wiele lat dyskryminacji, prześladowań, wręcz czystki kulturowej, jaka była prowadzona na tych terenach po wojnie. To nie moja teza, lecz od prof. Joanny Rostropowicz czy prof. Tomasza Kamuselle, którą uważam za słuszną, a powtarzając ją, pewnie znów się komuś narażę, lecz obiektywność wymaga pojęć adekwatnych do sytuacji. Śląska kulturę próbowano wykorzenić jak chwasta, ale ona jest silna, ma głębokie korzenie i właśnie się odradza.

- To może nie zawsze jest aktualnie literatura najwyższych lotów, póki co może nie dorównywać pisaniu Mickiewicza czy Eichendorffa, ale ona też jest wartościowa i jest przede wszystkim nasza – podkreśla. – Każdy język daje nową perspektywę. I daje tożsamość. Są wiersze, które, gdyby nie były napisane po śląsku, zatraciłyby sens i przesłanie. Choćby właśnie „Fto jŏ je?” Izabeli Namyślik, „Ich bin mehr/Jo je kans/Jestem więcej” Jo Hannesa Schlonsoka i wiele innych.

Tę śląską perspektywę walczącą o przetrwanie dobrze widać też w jednym z wierszy Adama Pejtera Kubika: „Na co te pisaniy?”, gdzie sam sobie odpowiada: dla spolonizowanych Ślązaków nie jest to ważne, „Bo to abo niy spochŏpiõ/Kej możno ani jusz niy poradzõ” (bo albo nie zrozumieją, a może już nawet nie potrafią gŏdać), a skoro przysłowie mówi, że „heimatem” (ojczyzną) jest język, to oni i ojczyzny już nawet nie mają...

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"! 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama Heimat
Reklama WFOŚ
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
L Autor komentarza: Łoza love "cookies" Treść komentarza: Inspektor łoza to i w listopadzie na działce mieszka? Ciekawe... Na ucho kwoty przetargów?? Przed ich ogłoszeniem oczywiście!? W tych januszkowicach dobra dziupla, tyle zła z jednego miejsca... Meldunek, praca i faktyczny pobyt to trzy różne powiaty, sporo od siebie... Znany schemat 😯 Data dodania komentarza: 7.11.2026, 21:45 Źródło komentarza: Nauczycielki z gminy Ujazd z wyróżnieniami. Doceniono ich pracę i zaangażowanie J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Szkoda, że autor artykułu w tytule i treści skrócił grupę uczestników tylko do Kolonowskiego. Wyprawa 'śladami solnej historii' połączyła przecież seniorów z całej gminy: Staniszcz, Spóroka, Fosowskiego i Kolonowskiego. To ważne, by doceniać zaangażowanie wszystkich mieszkańców, bo sukces tej udanej wycieczki jest ich wspólnym dziełem.” Data dodania komentarza: 25.10.2026, 07:16 Źródło komentarza: Emeryci i Renciści z Kolonowskiego ruszyli śladami solnej historii G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Brawa dla pana Przemka! Dzięki za poświęcenie i wkład w odnalezieniu tego człowieka. Data dodania komentarza: 21.10.2026, 13:18 Źródło komentarza: Liczyła się każda minuta. Dzielnicowy odnalazł mężczyznę w kryzysie S Autor komentarza: Smok Treść komentarza: To było zapewne „na chwilę”. On „tylko”. Pewnie włączył jeszcze światła awaryjne, bo wielu kierowców uważa, że żółte miganie daje im dodatkowe przywileje. Bo przecież musi do sklepu, do paczkomatu, wyładować towar – powód zawsze się znajdzie. I nagle, w ich mniemaniu, zakaz jazdy po chodniku przestaje obowiązywać, przepisowe 1,5 metra dla pieszych staje się zbędne, a pojazdy powyżej 3,5 tony magicznie zyskują prawo wjazdu na infrastrukturę dla pieszych. Najbardziej jednak boli fakt, że policja regularnie mija takich kierowców i kompletnie nie reaguje. To nic, że ktoś tarasuje chodnik, blokuje przejazd albo nadużywa świateł awaryjnych. Taka bierność służb tylko potęguje społeczne przyzwolenie na drogowe bezprawie. Co więcej, gdy ktoś odważy się zwrócić uwagę na auto zaparkowane na chodniku, natychmiast zostaje uznany za awanturnika i wywrotowca. W końcu „aż tak bardzo nie blokuje”, „przejść się da”, a poza tym „w tym miejscu i tak mało kto chodzi”, więc o co ten cały hałas? Dlaczego policja nie reaguje na takie zachowania z własnej inicjatywy? Dlaczego czeka wyłącznie na oficjalne zgłoszenia? Czy jej obowiązkiem nie powinno być piętnowanie wykroczeń bezpośrednio na gorącym uczynku – i to nie tylko poprzez stanie z „suszarką” na zakrętach? W całym tym artykule jedno zdanie uderza najmocniej: „cofający autem na chodniku”. Ludzie, w jakim świecie my żyjemy? Samochód jadący po chodniku? Czy to naprawdę stało się już normą? Data dodania komentarza: 9.10.2026, 19:23 Źródło komentarza: Śmiertelne potrącenie w Strzelcach Opolskich. Nie żyje kobieta J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Uwaga mieszkańcy! Jeśli przejeżdżaliście przez Zawadzkie i tam wygraliście, musicie natychmiast się przeprowadzić, bo redakcja już zdecydowała, czyim milionerem jesteście. Logika poziomu: 'zjadłem zapiekankę w Krakowie, więc jestem Krakusem'. Data dodania komentarza: 4.10.2026, 12:53 Źródło komentarza: Zawadzkie zyskało milionera. Wygrał pieniądze w loterii EuroJackpot L Autor komentarza: Polak Treść komentarza: Wielki szacunek dla naszych chłopaków za robotę, a dla tego kapusia gigantyczny wstyd! Do łopaty albo do rzucenia grosza na zbiórce go nie było, ale do pisania donosów pierwszy. Typowy polaczek, sam nic nie zrobi, a drugiemu zepsuje. Żyj teraz z tą świadomością, że cała wieś tobą gardzi. 😡 Data dodania komentarza: 29.09.2026, 17:44 Źródło komentarza: Odbudowali kapliczkę w czynie społecznym. Zatrzymał ich donos i nadzór budowlany
Reklama