Burzę spowodował projekt uchwały w sprawie zmiany w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego Strzeleckiego Parku Przemysłowego. To teren, gdzie Polska Grupa Biogazowa planuje inwestycję. Rada przegłosowała wprowadzenie zapisu zakazującego tam lokalizacji „biogazowni”. W głosowaniu rękę „za” podniosło jednak tylko 11 radnych, 1 się wstrzymał, a 9 było przeciw.
Nie oznacza to jednak, że ci, którzy byli przeciw, popierają inwestycję: przed głosowaniem stoczono batalię o treść zmian. Przeciwnicy uchwały argumentowali bowiem, że sformułowany zapis w sposób niewystarczający zabezpieczy mieszkańców przed uciążliwą inwestycją tego rodzaju i że nie uwzględnia wszystkich uwag mieszkańców. Dlatego domagali się odesłania projektu do korekty.
Te argumenty wysunął też przed sesją Komitet Protestacyjny Stop Biometanowni, który zorganizował na schodach ratusza konferencję prasową. Oświadczenia w tej sprawie odczytali tam m.in. radni związani z komitetem: Pelagia Ochwat, Mieczysław Wojtaszek i Piotr Koloch.
– Zapis w projekcie zakazuje powstania biogazowni jako takiej, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby powstała instalacja do przetwarzania surowego biogazu do jakości biometanu, pod warunkiem, że surowy biogaz będzie dostarczany cysternami lub rurociągiem z innej lokalizacji – mówił Piotr Koloch. – Może się okazać, że po drugiej stronie drogi, gdzie jest już inny plan, powstanie biogazownia, która ten surowy gaz będzie dostarczać!
Architekt miejska Magdalena Wolańska przekonywała jednak na sesji, że to, czy w uchwale znajdzie się słowo „biogazownia”, czy „biometanownia”, nie ma większego znaczenia. Odnosząc się do postulatu, by dodać do uchwały zapis o zakazie budowy instalacji do przetwarzania biogazu, stwierdziła, że rada, przystępując do procedury zmiany w planie w marcu, zawarła w uchwale zapis „wyłącznie w kwestii związanej z możliwością lokalizacji biogazowni”.
– Oznacza to, że w toku procedury nie mogły być wprowadzane inne zmiany do obowiązującego planu miejscowego – mówiła pani architekt. – Pojęcie „biogazownia” jest jednak pojęciem szerszym i bardziej ogólnym (...). Zakaz ma charakter jednoznaczny i obejmuje wszystkie biogazownie, niezależnie od ich parametrów i przyjętych rozwiązań technologicznych. Dotyczy także biometanowni, rozumianych jako biogazownie wyposażone dodatkowo w instalację oczyszczania biogazu do jakości gazu ziemnego.
Przyznała, że teoretycznie taka samodzielna instalacja mogłaby powstać, ale byłaby wtedy traktowana jako instalacja gazów, a nie biometanownia. Póki co w Polsce taki zakład nie powstał, a gdyby nawet – nie wiązałby się z uciążliwościami. Mówiono też o tym, że wprowadzenie dodatkowego zapisu do projektu uchwały nie jest takie proste i uchwalenie zmian w planie oddaliłoby jej uchwalenie o kilka miesięcy, a czas nagli.
– Ta uchwała wychodzi naprzeciw oczekiwaniom mieszkańców – przekonywał burmistrz Jan Wróblewski. – Prace nad projektem trwały kilka miesięcy i czemu nikt z radnych nie zadał sobie trudu, by przyjść na konsultacje, porozmawiać, wyjaśnić? Dziś należy sobie zadać pytanie, czy chcemy dokonać tych zmian i zablokować takie inwestycje, czy tylko o tym mówić cały czas, podgrzewać temat i, kolokwialnie mówiąc, brylować?
Mówił też o tym, że jeśli uchwała zostanie przegłosowana, za miesiąc wejdzie w życie i będzie można wtedy w oparciu o nią wydać decyzję środowiskową. A to właśnie ta decyzja – dotycząca budowy w Warmątowicach biogazowni z instalacją do uszlachetniania biogazu do jakości biometanu – jest tu punktem zapalnym i początkiem całego sporu. Postępowanie toczy się już od wielu miesięcy, a protesty społeczne trwają od marca, gdy ukazało się oficjalne obwieszczenie o prowadzeniu przez gminę oceny oddziaływania na środowisko.
Od tego czasu inwestor zdążył już złożyć ponaglenie w sprawie wydania decyzji do Samorządowego Kolegium Odwoławczego i złożyć skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego na „przewlekłość” postępowania prowadzonego przez burmistrza. Jan Wróblewski poinformował radnych na początku sesji, że 22 września SKO przyznało rację Polskiej Grupie Biogazowej, uznając, że działanie urzędu faktycznie było przewlekłe, choć nie doszło do „rażącego naruszenia prawa”, i wyznaczyło termin dwóch miesięcy na dokończenie czynności. Jest jeszcze inny termin: do 9 listopada gmina musi przekazać do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska jednoznaczne stanowisko w zakresie zgodności planowanego przedsięwzięcia z obowiązującym miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. To niezbędny element do sporządzenia opinii RDOŚ, która z kolei jest niezbędna do zakończenia postępowania prowadzonego przez burmistrza... Biorąc pod uwagę wszystkie te procedury, skargi i terminy, można odnieść wrażenie, że gmina celowo prowadziła postępowanie tak, aby zdążyć ze zmianą w planie.
Równolegle urząd prowadził jeszcze do niedawna drugie postępowanie na wniosek PGB: dotyczące budowy przyłącza gazowego od projektowanej biometanowni do istniejącej sieci gazowej. Tuż przed sesją – 28 października – wydano decyzję o braku zgody na realizację, motywowaną brakiem zgodności planowanego przedsięwzięcia z ustaleniami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego z kwietnia 2016 r. To ważne, bo gdyby teoretycznie decyzja środowiskowa była jednak korzystna, brak gazociągu mocno utrudniłby inwestycję.
Reasumując, batalia o biogazownię wciąż trwa i jeszcze potrwa. I nie ma się co dziwić, że budzi tak wielkie emocje i chaos informacyjny. Mieszkańcy mają wielkie obawy i kolejny raz poczuli się zlekceważeni: podczas sesji, kiedy chcieli zabrać głos przed głosowaniem w sprawie zmiany w planie, nie udzielono im głosu. Mogli to zrobić dopiero na sam koniec sesji, gdy decyzja była już podjęta. Większość z nich wyszła z sali podirytowana zaraz po głosowaniu:
– Tak się w demokratycznym społeczeństwie po prostu nie robi, tak postępują ludzie, którzy uzyskali mandaty naszymi głosami i obdarzyliśmy ich zaufaniem! – mówili oburzeni mieszkańcy.
Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Komentarze