Wydarzenie z minionego tygodnia, do którego doszło na pograniczu Staniszcz Wielkich i Staniszcz Małych, odbiło się dużym echem w mediach i na portalach społecznościowych. Obrażenia 15-latki są poważne: czeka ją długie leczenie i albo blizny, albo operacje plastyczne, a do tego uraz do końca życia.
– Córka przeżyła tylko dlatego, że wiedziała, jak się zachować, zwinęła się na ziemi i osłaniała rękami tętnice szyjne oraz twarz – relacjonuje Michał Ploch, ojciec 15-latki. – Zaatakował ją owczarek belgijski. Psy tej samej rasy rok temu w październiku zagryzły grzybiarza na śmierć pod Zieloną Górą, a w 2022 roku na Lubelszczyźnie śmiercią zakończył się atak dwóch takich samych psów na rowerzystę. Wyszkolony owczarek belgijski to świetny pies w rękach odpowiednich służb – wojska, policji, ale w hodowli osób nieodpowiedzialnych może stać się maszyną do zabijania. Zresztą każdy pies bez nadzoru jest niebezpieczny. Ja sam kilkanaście lat temu też zostałem zaatakowany przez psa. Obroniłem się wtedy gazem pieprzowym i to chyba najlepsza rada, jaką można dać dziś każdemu: spacerując, nie jesteśmy bezpieczni.
Feralnego dnia 15-latka spacerowała po lesie nieopodal domu, a właściciel psa wybrał się w jego towarzystwie na grzyby. Policjantów przekonywał potem, że czworonóg był na smyczy oraz w kagańcu i ściągnął je dopiero przy aucie.
Ojciec poszkodowanej nie wierzy w te tłumaczenia.
– Córka widziała już z daleka ten samochód i nikogo przy nim nie było, a pies wyskoczył z boku – mówi pan Michał. – Właściciel zjawił się dopiero później, zaalarmowany krzykiem. Trochę to trwało. Ani przez chwilę, nawet później, ten pies nie miał kagańca ani smyczy. Policjanci powinni to sprawdzić. Zresztą, jak można chodzić między krzakami i zbierać grzyby z psem na smyczy? No jak?
„Jakby mnie upolował?”
Podobne zdarzenie miało miejsce niecałe trzy tygodnie wcześniej pod Zawadzkiem. Pan Wojciech, 65-latek, wybrał się na grzybobranie i miał pecha spotkać innego grzybiarza – też z psem.
– Zobaczyłem samochód w środku lasu. Ten człowiek, potem jak mnie wiózł do lekarza, przekonywał, że może wjeżdżać, gdzie chce, bo jest myśliwym – relacjonuje pan Wojciech. – Z tego samego powodu uważał, że może spuszczać psa ze smyczy. Tylko że on nie był na polowaniu, ale na grzybach, jak ja. Kiedy nabiegł pies, nie wystraszyłem się, bo nie warczał, nie pokazywał zębów. To wyglądało tak, jakby mnie upolował: skoczył i ugryzł, a gdy leżałem na ziemi i krzyczałem, krew się lała, stanął grzecznie obok i zaczekał na „pana”. To był münsterländer – rasa myśliwska. Ten człowiek potem na różne sposoby próbował mnie przekonywać, by tego, co się stało, nie zgłaszać na policję, że się dogadamy, ale nie odpuściłem. No i okazało się, że pies nie był szczepiony.
Z relacji pana Wojciecha wynika, że właściciel został ukarany mandatem w wysokości 200 zł za brak smyczy. Za wjazd do lasu autem otrzymał pouczenie.
– W szpitalu założono mi cztery szwy i sączek, bo rany były głębokie. Dostałem serię zastrzyków przeciw tężcowi i wściekliźnie. A policjanci nie sporządzili z rozmowy ze mną nawet notatki. Za to z rozmowy między nimi dowiedziałem się, że z tym psem już rok wcześniej były jakieś „problemy”. Podobno nie jestem pierwszym ugryzionym. I dziwny zbieg okoliczności: dzień po pogryzieniu tej 15-latki z Kolonowskiego zjawił się u mnie dzielnicowy i powiedział, że jednak będą prowadzone czynności w mojej sprawie i będę wzywany. Lepiej późno niż wcale.
100 pogryzień dziennie?
Biegające luzem agresywne psy są niebezpieczne nie tylko dla ludzi, ale również dla innych czworonogów. Bywa też, że właściciel zostaje pogryziony, gdy próbuje bronić zaatakowanego pupila. Taki przypadek opisywaliśmy na łamach „Strzelca Opolskiego” w styczniu br.
Pani Bernadeta, mieszkanka Otmic, przypłaciła obronę pupila, którego prowadziła na smyczy, 17 szwami. Do ataku doszło dosłownie pod jej domem. Psy, które zaatakowały – posokowce bawarskie – biegały luzem i nie słuchały właściciela.
– Zaczęłam krzyczeć: „Weźcie te psy! Zabierzcie stąd te psy!” i właściciel przybiegł. Udało mu się je odciągnąć, ale wróciły i ponowiły atak. W pewnym momencie myślałam, że one zagryzły mojego psa. Na szczęście przeżył – mówiła wtedy na łamach naszej gazety poszkodowana.
To tylko trzy przykładowe historie z tego roku z terenu trzech gmin, w których ofiary same zgłosiły się do redakcji, by opowiedzieć, co je spotkało. Do ilu pogryzień dochodzi rocznie na terenie powiatu? Policja powiatowa nie prowadzi takich statystyk. Ale jak podaje „Gazeta Prawna”, według ogólnopolskiego raportu opracowanego m.in. przez biegłą sądową Izabelę Kadłucką we współpracy z Siecią Obywatelską Watchdog Polska w ciągu roku w Polsce zgłasza się ponad 35 tysięcy przypadków pogryzień. Oznacza to średnio około 100 zgłoszonych incydentów dziennie, ale rzeczywista skala jest większa, ponieważ mniejsze pogryzienia nie są zgłaszane.
Gdy zdarza się spektakularny atak, obrażenia skutkują śmiercią lub poszkodowane jest dziecko, temat staje się medialny i wtedy dyskutuje się, jak przeciwdziałać takim sytuacjom. Potem dyskusja cichnie – do kolejnego incydentu.
Jaka kara?
Polskie prawo przewiduje szereg kar za niewłaściwy nadzór nad zwierzętami. Nie działają one jednak wystarczająco odstraszająco, co może mieć związek z zazwyczaj dość łagodnym podejściem służb do tego rodzaju incydentów. Zgodnie z Kodeksem wykroczeń za niezachowanie zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia grozi kara ograniczenia wolności, grzywna do 1000 zł albo kara nagany (art. 77). Ten przepis zazwyczaj interpretuje się jako obowiązek stosowania smyczy i kagańca w przypadku psów agresywnych, ale zapis mówi o faktycznej kontroli, a taka może wynikać też z tresury.
Osobne kary obowiązują za spuszczenie psa ze smyczy w lesie i wynikają z ustawy o lasach (art. 30 ust. 1 pkt 13) oraz z Kodeksu wykroczeń (art. 166). Grzywna może wynieść do 500 zł, ale może zostać też udzielona kara nagany. W przypadku skierowania sprawy do sądu maksymalna wysokość grzywny to 5000 zł.
– Jeśli natomiast ktoś zostaje pogryziony przez psa i obrażenia skutkują naruszeniem czynności narządu ciała lub rozstrojem zdrowia powyżej siedmiu dni, zastosowanie znajduje tu już art. 157 § 3 Kodeksu karnego – informuje oficer prasowa strzeleckiej komendy policji Dorota Janać.
– Za takie przewinienie Kodeks karny przewiduje karę grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do roku. Zarówno w przypadku 15-latki, jak i pogryzionego grzybiarza pod Zawadzkiem prowadzone jest postępowanie właśnie z tego artykułu.
Jakie kary stosuje się w sytuacji, gdy w efekcie niedopilnowania psa dochodzi do utraty życia? Właściciel owczarków belgijskich, które w 2022 roku zagryzły 48-letniego rowerzystę na Lubelszczyźnie, został skazany na trzy lata bezwzględnego więzienia.
Właściciel psów, które w Otmicach rzuciły się pod domem na kobietę z psem na smyczy, został ukarany mandatem karnym. Ofiara miała 17 szwów, poruszała się o kulach, ale uznano, że doszło do wykroczenia, bo psy nie zaatakowały człowieka: pogryzły się między sobą, a ona je rozdzielała.
Winni są ludzie, nie psy
Tak wypowiada się w mediach od dawna większość specjalistów od zachowań psów. Nie inaczej mówi Katarzyna Zamierowska – behawiorystka, zoopsycholog i psia trenerka z Kalinowic.
– Każdy przypadek jest inny i powinien być rozpatrywany jednostkowo – zaznacza nasza rozmówczyni.
– Ale niemal zawsze winny jest właściciel, chyba że ktoś obcy drażni psa celowo. Moim zdaniem kary dla właścicieli psów, którzy są nieodpowiedzialni, powinny być wręcz wyższe i nieuchronne. Bo pies to nie zabawka.
Jak podkreśla, posiadanie psa to wielka odpowiedzialność: trzeba go ułożyć, socjalizować, dbać o jego potrzeby, przed zakupem dowiedzieć się, jaki charakter i wymagania ma dana rasa, i ocenić, czy jesteśmy w stanie im sprostać. Dobry hodowca odmówi sprzedaży, jeśli uzna, że właściciel nie spełnia wymogów należytej opieki.
– Jeśli ktoś na przykład kupuje dużego psa rasy pracującej, który wymaga ruchu, stymulacji i odpowiedniego prowadzenia, po czym przyjeżdża do domu na weekendy, a pies jest zamknięty na posesji z kobietą i małymi dziećmi, która nie ma czasu dla niego, to on jest jak granat z wyciągniętą zawleczką. Podobnie jest z psami, które są sfrustrowane, bo na przykład rzadko wychodzą na spacery, albo psami szkolonymi obrożami elektrycznymi przy pomocy zadawania bólu. Pies stabilny emocjonalnie, dobrze ułożony, socjalizowany nie pogryzie człowieka. Może też ugryźć, jeśli jest lękliwy i zostanie sprowokowany, odczyta zachowanie człowieka jako atak. Dlatego widząc nadbiegającego psa, nie krzyczymy, nie odpędzamy go kijem ani rękami. Stajemy bokiem, unikamy kontaktu wzrokowego. Nie uciekamy, bo instynkt psa każe mu gonić. Może też zdarzyć się, że osobnik jest agresywny genetycznie i takie psy nie są rozmnażane przez odpowiedzialnego hodowcę. Niestety wciąż działa jednak dużo pseudohodowli, gdzie nie ma nadzoru. Jeśli pies przejawia agresję, właściciel ma obowiązek nad nim pracować: samo ubieranie kagańca tylko maskuje problem. Kagańca kiedyś może zabraknąć i będzie atak.
Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Komentarze