Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 25 października 2026 09:16
ReklamaFilplast

Historia w drewnianych kościołach ukryta - architektoniczne perły gminy Ujazd

Trzy zabytkowe drewniane świątynie: w Kluczu, w Zimnej Wódce i w Olszowej należą do jednej – liczącej zaledwie około 900 osób – parafii. To unikat nie tylko na skalę Śląska Opolskiego.
Historia w drewnianych kościołach ukryta - architektoniczne perły gminy Ujazd

Jej proboszczem jest od 1985 roku ks. Józef Żyłka, pasjonat gołębi i krajowy duszpasterz hodowców. Siadamy na plebanii w Kluczu i okazuje się, że o swoich kościołach proboszcz potrafi opowiadać tak samo zajmująco i z tą samą pasją co o gołębiach.

- Mam świadomość – od początku pobytu tutaj – że mam pod opieką cenne zabytki, a to oznacza, że bez zgody konserwatora nie mogę ani wbić w ścianę ani z niej wyjąć choćby jednego gwoździa. Na szczęście nie miałem nigdy i nie mam zapędów, by robić coś przeciw prawu. Zresztą mieliśmy w tym roku, na polecenie konserwatora, kontrolę wszystkich trzech świątyń. Wizytatorzy sprawdzali, czy wszystkie zabytkowe elementy spisane w katalogu rzeczywiście w świątyniach się znajdują. Protokół nie zostawia wątpliwości. Wszystko jest na swoim miejscu i to w dobrym stanie – mówi proboszcz.

Ks. Józef pokazuje reporterowi „Strzelca Opolskiego” czarno-białą fotografię kościoła w Zimnej Wódce z początku swojego pobytu tutaj. Ściany są zbudowane z samych poziomych belek. Ponieważ drewno pracuje, czyli kurczy się pod wpływem ciepła i pęcznieje pod wpływem wilgoci, robiły się w ścianach szpary. Próbowano je zatykać wiórami albo mchem, czyli je mechacono. Dzisiaj ściany są obite pionowymi deskami. Co nie tylko poprawia bardzo szczelność, ale i ułatwia spływanie wody deszczowej.

 

Ten fragment dawnej chrzcielnicy pamięta pierwszy kościół w Kluczu z początku XIV wieku

Te kościoły nie miały fundamentów

- Trzeba pamiętać, że kiedyś takie drewniane kościoły jak nasze, stały wprawdzie na kamieniach, ale nie miały fundamentów – podkreśla proboszcz. – Za moich czasów wszystkie trzy świątynie zostały podniesione - na podkładach kolejowych, co dwa metry jeden – żeby wzmocnić je fundamentami. Pierwszy fundament wylewaliśmy z betonu. Potem była kładziona izolacja, a potem kolejna warstwa fundamentu – z kamieni granitowych, które nie chłoną wilgoci – wspomina ks. Żyłka.

- Chcę podkreślić – dodaje - że wtedy, w latach 90. – parafianie większość tych prac wykonali własnymi rękami. Nie było nas stać na podniesienie trzech świątyń z wykorzystaniem firm. Podkłady dało się wtedy załatwić. Ludzie sami mieszali cement, żwir i piasek. Granit sprowadziliśmy z Krzeszowa. Wtedy mieszkało tu całkiem sporo murarzy, cieśli. Nie pracowali w firmach, raczej na własny rachunek budowali domy. Mieli ogromną wprawę i umiejętności. Dzisiaj podobna akcja nie byłaby pewnie możliwa.

Ale zaangażowanie obecnych parafian proboszcz także dostrzega i podkreśla. Wieloletnią tradycją jest m.in. prowadzona dwa razy w roku zbiórka złomu. Dochód z akcji pomaga pokryć najpilniejsze w danym momencie parafialne wydatki. Czasem kupuje się za te pieniądze specjalne ogniochronne preparaty wskazane przez wojewódzkiego konserwatora zabytków. Kościoły trzeba nimi pokrywać co pięć lat.

- Impregnacja jest niezbędna także po to, by drewno zachowało odporność na wilgoć i na butwienie – podkreśla ks. Żyłka. – Jeśli pokryje się ono zielonym nalotem, meszkiem, to oznacza, że trawi je grzyb. A to jest początek procesu gnilnego. Do tego absolutnie nie można dopuścić. 

Ale złom pomógł też kupić i umieścić na sąsiadujących z kościołami dzwonnicach dzwony. Przy niektórych swój udział mieli także hodowcy gołębi z całej Polski, których ks. Józef co roku zaprasza na Górę św. Anny na październikową – sąsiadującą ze dniem św. Franciszka z Asyżu – niedzielę na pielgrzymkę.

Kiedy w drewnianej świątyni pada

Proboszcz odsłania niektóre tajemnice funkcjonowania drewnianych świątyń.

- Jak wcześniej wspominałem, drewno pracuje – opowiada. – Najbardziej dotyczy to tych najmniejszych deseczek, czyli gontów na dachu. Jak latem mamy tydzień suszy i upału, a potem przyjdzie burza, deszcz leje się do środka. Ale najwyżej kilkanaście minut, może pół godziny. Bo potem gonty z powrotem pęcznieją i dach znowu jest szczelny.

Duszpasterstwo w drewnianych świątyniach ma tę niedogodność, że ze względów bezpieczeństwa przeciwpożarowego trzeba się w nich obywać bez dostępnego w budynkach murowanych ogrzewania. Pytam proboszcza, jak zimą radzi sobie ze spowiedzią w zimnym kościele.

- Specjalnie się nie rozgaduję – odpowiada z uśmiechem. – Na kazaniach też staram się nie być gadatliwy. Akceptuję warunki, jakie mamy. Mamy też w naszej parafii szczególne równouprawnienie. Kiedy temperatura w kościele spada poniżej 10 stopni, mężczyźni – tak samo jak panie – siedzą w świątyni w czapkach na głowach.

A to odnaleziona przy wylewaniu fundamentów XIII-wieczna chrzcielnica w Zimnej Wódce

- Od ulicy do kościoła w Kluczu prowadzą 52 stopnie. Jest w tym pewna symbolika, bo tyle jest tygodni w roku – dodaje. – Każdy kto je pokona, chociaż trochę się zwykle zagrzeje. A jak w czasie nabożeństwa się wystudzi, idzie z powrotem. Ostatecznie te kościoły funkcjonują po kilkaset lat bez ogrzewania i nikt jakoś specjalnie nie narzekał.

Co w kościele w Kluczu jest najstarsze

Historia parafii Klucz sięga 1310 roku. Obecna świątynia pochodząca z początku XVII stulecia (1610) została w 1748 roku przebudowana. Jej patronką jest św. Elżbieta Węgierska, księżna kochająca biednych, jedna z pierwszych tercjarek franciszkańskich. Opiekunka wdów, chorych, sierot i żebraków.

- Wraz z powstaniem parafii przydzielono do niej beneficjum – 270 morgów pola – żeby można było kościół utrzymać – relacjonuje początek historii tego miejsca ks. Żyłka. – Pracowało tu z pewnością wielu parobków, a część urodzajnej ziemi proboszcz dzierżawił parafianom. Znamy imię pierwszego proboszcza: Piotr. W sąsiadującej z kościołem grocie umieściliśmy imiona, a z czasem oczywiście także nazwiska, wszystkich duszpasterzy. Aż do naszych czasów.

Wchodzimy do świątyni. Proboszcz pokazuje trzy ważne miejsca w kościele: obok tabernakulum z Najświętszym Sakramentem i wody święconej jest nim specjalna wnęka, w której przechowywane są potrzebne do niektórych sakramentów oleje święte.

- Rzadko dzisiaj są one przechowywane w kościołach. My się tego dawnego zwyczaju trzymamy - opowiada.

Jak przystało na październik, miesiąc różańcowy, blisko ołtarza stoi figura Matki Boskiej Fatimskiej, a u jej stóp… gołębie. Ten atrybut to wspomnienie historii kobiety, która w Fatimie nie mogła wziąć udziału w procesji. Wypuściła więc trzy gołębie, a te usiadły na stopach Madonny i pozwoliły się zanieść do świątyni.

Pamiątką po czternastowiecznym kościele jest fragment ówczesnej chrzcielnicy. Wykonana z piaskowca, który został sprowadzony, bo na miejscu nie było, dzisiaj jest kropielnicą umieszczoną w kaplicy spowiedzi. Od kościoła oddzielają ją solidne drzwi. Jeśli komuś zależy na szczególnej dyskrecji albo z powodu niedosłuchu potrzebuje rozmawiać w konfesjonale głośniej niż szeptem, może się odizolować od reszty kościoła.

Ta kopia Czarnej Madonny z Altötting zdobi świątynię w Zimnej Wódce

Świątynię z roku 1610 w dzisiejszym kościele w Kluczu pamiętają ambona, świecznik na paschał i chrzcielnica, a także – to ciekawostka – ławkowe świeczniki które zastępowały niedostępne tutaj jeszcze nieco ponad sto lat temu oświetlenie elektryczne. Przed liturgią umieszczało się na nich świece, by oświetlić kościół. Ozdobą prezbiterium są m.in. zabytkowe figury św. Jadwigi Śląskiej, Matki Boskiej Bolesnej oraz pochodząca z nieodległych czasów figura św. Józefa ofiarowana proboszczowi przez wykonujących prace w świątyni górali. A także wizerunki czterech ewangelistów.

Na suficie zwracają uwagę odsłonięte na początku XXI wieku Gloria Krzyża oraz postaci czterech doktorów Kościoła: świętych Augustyna, Ambrożego, Hieronima i Grzegorza.

Na bocznej ścianie świątyni znajdziemy m.in. zmniejszoną kopię obrazu Michaela Willmanna przedstawiającego Chrystusa na krzyżu. Oryginał został przekazany do Muzeum Diecezjalnego w Opolu. A także bardzo ciekawa kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej.

- Przy dokładnym przyjrzeniu, zobaczymy, że Dzieciątko ma twarz starca, bo też autor dał Mu swoją twarz – podkreśla ks. Józef.

Dwoje patronów kościoła w Zimnej Wódce

Dzieje dzisiejszego kościoła w Zimnej Wódce rozpoczynają się w roku 1524. A przebudowa miała miejsce w 1748. Świątynia ma dwoje patronów: św. Wojciecha i św. Marię Magdalenę.

- Parafia jest z pewnością starsza – podkreśla proboszcz. – W rejestrze świętopietrza nazwa Zimna Wodca pojawiła się już w 1225 roku. Nazwa miejscowości nie odnosi się oczywiście do wódki jako do alkoholu. Język staropolski tego znaczenia nie znał. Nazwa pochodziła od źródeł. Po dziś dzień cała gmina z tych źródeł w Zimnej Wódce korzysta. Do wody odwołują się też niemieckie nazwy tej miejscowości Kaltbrunn (zimna studnia) i Kaltwasser (zimna woda). W herbie Zimnej Wódki mamy zresztą studnię z żurawiem.

Według pobożnej legendy św. Wojciech w drodze do Gniezna poił w tym miejscu konie. Mógł tędy wędrować. Przez Zimną Wódkę prowadził także szlak Jakubowy. Wizerunek św. Wojciecha w charakterystycznym owalnym medalionie jest umieszczony w głównym ołtarzu.

Pierwszy kościół w Zimnej Wódce był bardzo biedny.

- Był związany z panem ze Sławięcic. Lecz nie było z nim – inaczej niż w Kluczu – związane nadanie ziemskie. Został on prawdopodobnie zbudowany przez owego pana z myślą o jego pracownikach. Ale to nie była duża miejscowość. Jej rozwój przyszedł dużo później, dopiero wraz z upowszechnieniem się kolei – relacjonuje proboszcz.

- W latach 1521-1701 świątynia ta była w rękach ewangelików. A zatem nie miała żadnego bogatego wystroju i do dziś nie znajdziemy na jej ścianach – nie licząc ołtarza głównego – żadnych zabytków - dodaje ks. Żyłka. – Kiedy wrócił we władanie katolików, otrzymał drugi tytuł – św. Marii Magdaleny. Dziś w ołtarzu mamy dwa wizerunki i obchodzimy dwa razy odpust – św. Wojciecha 23 kwietnia i ku czci św. Marii Magdaleny – 22 lipca.

Przy układaniu fundamentów udało się w Zimnej Wódce odnaleźć starą, zatopioną w gruncie chrzcielnicę z 1235 roku. Została ona w kościele wyeksponowana.

Uważny obserwator zwróci uwagę na znajdujące się we wnętrzu kopie figur lub obrazów pochodzące ze znanych sanktuariów. M.in. Matki Boskiej Ostrobramskiej, Czarnej Madonny z Altötting czy krzyż i wizerunki św. Klary i św. Franciszka pochodzące z Asyżu.

- Jak wspomniałem, w tym kościele figur ani obrazów nie było, więc przywoziliśmy, pielgrzymując do różnych sanktuariów w Europie te wizerunki, by je w naszym kościele umieścić – mówi ks. Żyłka. - Natomiast do pierwotnego wystroju kościoła należy umieszczony na suficie obraz Ostatniej Wieczerzy.

W sąsiedztwie kościoła zbudowana jest grota, a przed nią stoi rząd ławek. Miejsce jest przystosowane do odprawiania mszy św. latem, kiedy w kościele robi się gorąco. Właśnie na zewnątrz świętowany jest odpust ku czci św. Marii Magdaleny.

Ołtarz kościoła w Olszowej przypomina początki kultu Matki Boskiej Śnieżnej
Fot. KOG

Śnieg spadł w sierpniu

Kościół w Olszowej w dzisiejszym kształcie pochodzi z roku 1648 i jak wszystkie trzy drewniane świątynie został przebudowany w 1748 roku. Nosi tytuł Matki Boskiej Śnieżnej.

- Świątynię w tym miejscu zbudował dla robotników pracujących w stadninie koni hrabia Hohenloe – opowiada ks. Żyłka. – Wystrój został sprowadzony z innego kościoła położonego gdzieś pod Raciborzem. Tamten kościół musiał być od naszego większy, bo te elementy wystroju sprawiają wrażenie zbyt dużych. 

W głównym ołtarzu znajduje się malowidło nawiązujące do wydarzeń 352 roku. Wtedy właśnie bogaty rzymski patrycjusz Jan, który wraz z małżonką nie mógł się doczekać potomstwa, prosił papieża Liberiusza o modlitwę o szczęśliwe poczęcie dziecka. Obiecując przekazanie znaczącej części swego majątku na zbudowanie w Rzymie kościoła ku czci Matki Bożej.

- Papież podobno nie bardzo wierzył w to, że małżeństwo patrycjuszy doczeka się potomka – mówi ks. Józef. - Miał nawet powiedzieć, że prędzej spodziewa się śniegu w Rzymie, co było tym bardziej nieprawdopodobne, że rzecz działa się w sierpniu.

Następnej nocy i Jan, i papież mieli podobny sen. Obu przyśniła się Matka Boska. Zapewniła ich, że dar pobożnych małżonków przyjmuje, a kościół powinien być zbudowany tam, gdzie nazajutrz spadnie śnieg. Rano słudzy donieśli papieżowi o niezwykłym zjawisku – warstwie śniegu na Eskwilinie. Liberiusz udał się tam niebawem i miał pastorałem na śniegu wytyczyć zarys ścian przyszłego kościoła. Nadał mu tytuł Matki Boskiej Śnieżnej. Świątynię rozbudował prawie sto lat później Sykstus III. Patronuje mu Matka Boska Większa (Santa Maria Maggiore). Dziś jest ona jedną z czterech bazylik rzymskich.

- Byliśmy kilka razy w Rzymie na odpuście ku czci Matki Bożej, który przypada 5 sierpnia – opowiada proboszcz. – W czasie Magnificat - według tradycji - na głowy wiernych sypią się płatki białych róż, które mają przypominać śnieg sprzed kilkunastu stuleci.

- W kościele w Olszowej w bocznych ołtarzach wyobrażone są sceny z życia Pana Jezusa od Bożego Narodzenia po śmierć na krzyżu. Jest to forma Biblii Pauperum, za pomocą której w dawnych czasach objaśniano i opowiadano dzieciom oraz osobom nieumiejącym pisać i czytać sceny z życia Pana Jezusa, a wraz z nimi prawdy wiary – dodaje proboszcz. 

- Kiedy w Olszowej powstała Specjalna Strefa Ekonomiczna i ludzie sprzedali po dobrych cenach ziemię państwu, wykazali się też niezwykłą ofiarnością i wsparli kościół. Te pieniądze zbiera Rada Parafialna i funduje elementy wystroju. To, że mają tak piękną i wyzłoconą świątynię, jest niewątpliwie ich dumą - podkreśla.

Kościół w Olszowej

Tego się nie zapomina

- Ta świątynia, w której teraz jesteśmy, czyli kościół pisany małą literą, to jest cząstka wspólnoty, czyli Kościoła – mówi Joachim Sobota, od 1981 roku kościelny w Olszowej, którego spotykamy podczas reporterskich odwiedzin. - Wystrój służy tak naprawdę Kościołowi pisanemu wielką literą. Ale ta świątynia w niedzielę się zapełnia. Może trochę mniej, kiedy mamy mszę św. rano.

Pytamy, jakie wydarzenia z tego kościoła pan Joachim nosi pod powiekami po ponad 40 latach posługi.

- Pamiętam, jak świętowaliśmy 250-lecie naszego kościoła. Był tu wówczas ks. abp Alfons Nossol – wspomina. – Wszędzie było mnóstwo ludzi. Biskup po uroczystości wyszedł z kościoła, rozmawiał z nimi. Pamiętam też poświęcenie dzwonów. No i obecność obecnego ordynariusza, bpa Andrzeja Czai na procesji Bożego Ciała. Po kwietnym dywanie. Ta tradycja potwierdzona przez UNESCO jest u nas pielęgnowana. Każdy wie, jaki odcinek ma wydzielony do ustrojenia. Nie trzeba mierzyć. Ks. biskup zastanawiał się, czy po tym pięknym dywanie powinien iść, żeby go nie zniszczyć. Powiedziałem mu, że tak naprawdę, to nie on tam pójdzie, tylko Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie. Dał się przekonać.

W niedziele i święta ks. Józef odprawia msze św. w każdym z trzech kościołów w swojej parafii. W tygodniu w jednym. Tam, gdzie wierni zamówili intencję.

Przy ołtarzu w kościele w Kluczu stoi figura Matki Boskiej Fatimskiej. - Jej atrybutem są gołębie - podkreśla proboszcz, ks. Józef Żyłka

 

 

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama Heimat
Reklama WFOŚ
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Szkoda, że autor artykułu w tytule i treści skrócił grupę uczestników tylko do Kolonowskiego. Wyprawa 'śladami solnej historii' połączyła przecież seniorów z całej gminy: Staniszcz, Spóroka, Fosowskiego i Kolonowskiego. To ważne, by doceniać zaangażowanie wszystkich mieszkańców, bo sukces tej udanej wycieczki jest ich wspólnym dziełem.” Data dodania komentarza: 25.10.2026, 07:16 Źródło komentarza: Emeryci i Renciści z Kolonowskiego ruszyli śladami solnej historii G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Brawa dla pana Przemka! Dzięki za poświęcenie i wkład w odnalezieniu tego człowieka. Data dodania komentarza: 21.10.2026, 13:18 Źródło komentarza: Liczyła się każda minuta. Dzielnicowy odnalazł mężczyznę w kryzysie S Autor komentarza: Smok Treść komentarza: To było zapewne „na chwilę”. On „tylko”. Pewnie włączył jeszcze światła awaryjne, bo wielu kierowców uważa, że żółte miganie daje im dodatkowe przywileje. Bo przecież musi do sklepu, do paczkomatu, wyładować towar – powód zawsze się znajdzie. I nagle, w ich mniemaniu, zakaz jazdy po chodniku przestaje obowiązywać, przepisowe 1,5 metra dla pieszych staje się zbędne, a pojazdy powyżej 3,5 tony magicznie zyskują prawo wjazdu na infrastrukturę dla pieszych. Najbardziej jednak boli fakt, że policja regularnie mija takich kierowców i kompletnie nie reaguje. To nic, że ktoś tarasuje chodnik, blokuje przejazd albo nadużywa świateł awaryjnych. Taka bierność służb tylko potęguje społeczne przyzwolenie na drogowe bezprawie. Co więcej, gdy ktoś odważy się zwrócić uwagę na auto zaparkowane na chodniku, natychmiast zostaje uznany za awanturnika i wywrotowca. W końcu „aż tak bardzo nie blokuje”, „przejść się da”, a poza tym „w tym miejscu i tak mało kto chodzi”, więc o co ten cały hałas? Dlaczego policja nie reaguje na takie zachowania z własnej inicjatywy? Dlaczego czeka wyłącznie na oficjalne zgłoszenia? Czy jej obowiązkiem nie powinno być piętnowanie wykroczeń bezpośrednio na gorącym uczynku – i to nie tylko poprzez stanie z „suszarką” na zakrętach? W całym tym artykule jedno zdanie uderza najmocniej: „cofający autem na chodniku”. Ludzie, w jakim świecie my żyjemy? Samochód jadący po chodniku? Czy to naprawdę stało się już normą? Data dodania komentarza: 9.10.2026, 19:23 Źródło komentarza: Śmiertelne potrącenie w Strzelcach Opolskich. Nie żyje kobieta J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Uwaga mieszkańcy! Jeśli przejeżdżaliście przez Zawadzkie i tam wygraliście, musicie natychmiast się przeprowadzić, bo redakcja już zdecydowała, czyim milionerem jesteście. Logika poziomu: 'zjadłem zapiekankę w Krakowie, więc jestem Krakusem'. Data dodania komentarza: 4.10.2026, 12:53 Źródło komentarza: Zawadzkie zyskało milionera. Wygrał pieniądze w loterii EuroJackpot L Autor komentarza: Polak Treść komentarza: Wielki szacunek dla naszych chłopaków za robotę, a dla tego kapusia gigantyczny wstyd! Do łopaty albo do rzucenia grosza na zbiórce go nie było, ale do pisania donosów pierwszy. Typowy polaczek, sam nic nie zrobi, a drugiemu zepsuje. Żyj teraz z tą świadomością, że cała wieś tobą gardzi. 😡 Data dodania komentarza: 29.09.2026, 17:44 Źródło komentarza: Odbudowali kapliczkę w czynie społecznym. Zatrzymał ich donos i nadzór budowlany J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Choć intencje mieszkańców były szlachetne, to budowanie czegokolwiek w pasie drogowym, bez planów, pozwoleń i jasnej własności gruntu, było ogromną lekkomyślnością. Gdyby w niedokończoną ścianę znów uderzyło auto albo konstrukcja zawaliła się na pieszego, winnych do odpowiedzialności by nie było. Prawo jest prawem i musi być przestrzegane, nawet przy odbudowie świętości.” Data dodania komentarza: 29.09.2026, 06:58 Źródło komentarza: Odbudowali kapliczkę w czynie społecznym. Zatrzymał ich donos i nadzór budowlany
Reklama