29 sierpnia pątnicy wstali przed świtem, by o 5 rano udać się do swojego kościoła parafialnego. Tam, po mszy w ich intencji, ruszyli w drogę, która prowadziła przez Strzelce Opolskie, Dolną i Porębę, a następnie do ołtarza papieskiego na Górze Świętej Anny. Tam uczestniczyli w obchodach kalwaryjskich, pokonując Dróżki Maryjne. Pielgrzymi wrócili do domów w niedzielę.
– Od ponad 20 lat mam tę datę zaznaczoną w kalendarzu, co by się nie działo, idę. Ciekawe jest to, że lata mijają, a pielgrzymka się nie starzeje. To jest już tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie, od ponad dwóch i pół wieku – mówi wójt Marcin Wycisło, wskazując, że w wydarzeniu tym zawsze uczestniczy wielu młodych ludzi. W tym roku nawet tak młodych, że przesypiało ze smoczkiem w ustach większą część trasy. Najmłodszy pielgrzym miał bowiem zaledwie 2 miesiące.
W drogę do „Omy Anny” udało się 201 osób, na piechotę wracało zaś 195. W praktyce jednak, jak zauważa Wioletta Hellman, w obchodach uczestniczyło znacznie więcej osób, część bowiem rotowała i nie wszyscy, którzy szli pod Górę Świętej Anny, z niej wracali. Część też dojechała samochodami na sam odpust.
Dlaczego ludzie podejmują trud pielgrzymowania?
– Na takiej pielgrzymce ładujesz akumulatory, a na tej jemielnickiej robisz to podwójnie. Ona jest piękna sama w sobie, to nie tylko przejście z punktu A do B. Tam zawsze coś się dzieje. Są sztandary, orkiestra, śpiewy, jest nasz pielgrzymkowy wóz. Wiele osób idzie z intencjami. To najlepszy czas, by coś wymodlić, wyprosić albo podziękować. Chodzi się do Babci Anki, by wstawiła się za nami – mówi pątniczka.
Pielgrzymką żyje cała parafia, niektóre rodziny chodzą w niej od pokoleń. Wiele osób jest też zaangażowanych w powitanie powracających pątników. Wydarzenie to więc jest nie tylko duchowym, religijnym przeżyciem, ale też elementem tradycji integrującym i spajającym parafię.
Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"


Komentarze