Kolejny punkt zapalny
Warmątowice i wioski sąsiednie protestują przeciw planowanej budowie biogazowni, bo procedura wydawania decyzji środowiskowej jest w trakcie. W Suchej mieszkańcy – co było powtarzane wielokrotnie podczas zebrania 10 sierpnia – dowiedzieli się o wydanej przez burmistrza decyzji środowiskowej dopiero po jej wydaniu w marcu br. (postępowanie toczyło się od sierpnia 2023 r.). Stowarzyszenie Nowa Wizja Suchej skierowało skargę w tej sprawie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, a także do rady miejskiej na „sposób wykonywania zadań przez burmistrza”.
Mieszkańcy podczas spotkania, na które zaprosili strzeleckich urzędników, a także przedstawicieli inwestora – czyli firmy Roboty Ziemne Kampa – prosili inwestora o zmianę lokalizacji planowanej działalności.
- Ludzie po prostu się boją, a obaw jest wiele, wszystkie zostały spisane w skardze stowarzyszenia do kolegium odwoławczego w Opolu – mówi sołtys Damian Dobrowolski, który w Stowarzyszeniu Nowa Wizja Suchej pełni funkcję wiceprzewodniczącego. – Przede wszystkim to jest strach o wodę, którą pijemy i która może zostać skażona: rozporządzenie dyrektora Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej szczegółowo określa zakazy na terenie ochrony pośredniej ujęcia wody podziemnej w Suchej.
Jak wskazuje sołtys, między innymi zakaz dotyczy „lokalizowania i rozbudowy istniejących zakładów przemysłowych, które mogą powodować pogorszenia jakości wód podziemnych wskazanych w raporcie wykonywanym w ramach oceny oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko zgodnie z obowiązującymi przepisami”, a także „lokalizowania składowisk odpadów komunalnych, niebezpiecznych, innych niż niebezpieczne i obojętne i obojętnych”. Kolejne obawy związane są z hałasem i zapyleniem z kruszenia odpadów oraz z transportem przez wieś.
- W dokumentacji przedsięwzięcia czytamy o możliwości zbierania do 10 000 ton odpadów niebezpiecznych rocznie oraz do 100 000 ton innych odpadów – wymienia dalej sołtys. – Jest też zapis o kruszarce o mocy akustycznej 108 decybeli i przesiewaczu do 89 decybeli. Liczymy na pomoc SKO, że procedura zostanie zatrzymana, ale jesteśmy też gotowi iść do sądu. A mieszkańcy są tak wzburzeni, że zapowiadają gotowość do protestów w każdej formie.
Zebranie 10 sierpnia miało być przede wszystkim konfrontacją z planami inwestora.
- Chcieliśmy się dowiedzieć u źródła, jakie inwestor ma plany, bo jest wiele niejasności – dodaje sołtys. – Podobnie jak mieszkańcy, jestem jednak zawiedziony spotkaniem: właściwie niczego nowego się nie dowiedzieliśmy. W odpowiedzi na zadawane szczegółowe pytania zazwyczaj słyszeliśmy, że mamy sobie sami sprawdzić, co jest w raporcie oddziaływania na środowisko albo co jest w decyzji. Odbieramy to jako lekceważenie dla mieszkańców.

Jeden inwestor, a uciążliwości dla dwóch wiosek
Wielka sala remizy w Suchej wypełniła się po brzegi, ci, którzy się nie zmieścili, stali na korytarzu. Tak wielkiej frekwencji nie było tu jeszcze nigdy na żadnym zebraniu. Przyjechali też delegaci z Szymiszowa. Inwestycję dzieli bowiem od tamtejszych domów mniej niż pół kilometra. Najbliższe zabudowania w Suchej są położone w odległości nawet 20 metrów.
Ze strony inwestora obecni byli m.in. Waldemar Kampa i Jacek Kampa oraz ich prawnik. Zarzucili oni parokrotnie sołtysowi i stowarzyszeniu, że wprowadzają ludzi w błąd, podając nieprawdziwe informacje. Z kolei z sali padały okrzyki pod adresem inwestora, takie jak „truciciele”, „skandal”, „chamstwo”, „zróbcie sobie to wysypisko u siebie pod domem” czy też „w Rozmierzy by was zlinczowali!”.
Firma Kampa działa we wsi od lat i mieszkańcy od dawna mieli zastrzeżenia do uciążliwości. Dwa lata temu – w czasie, gdy postępowanie w sprawie wydania decyzji środowiskowej było w trakcie – do urzędu miejskiego w Strzelcach Opolskich wpłynęła skarga na zapylenie, hałas, uciążliwy transport i „materiały nieustalonego pochodzenia”, jakie trafiają na teren firmy. Mieszkańcy prosili o interwencję. Ratusz mieszkańcom odpisał, że jest to ich subiektywna ocena, nie wszczęto – jak oczekiwano – kontroli w terenie, nie doszło do weryfikacji dokumentacji ani nie przekazano sprawy do WIOŚ. I tego dotyczy m.in. skarga na „wykonywanie zadań przez burmistrza”, która jest aktualnie w trakcie rozpatrywania przez radę miejską. Zarzut jest taki, że organ, procedując decyzję, wiedział o istniejącym konflikcie i uciążliwościach: pismo z 2024 r. nie zostało włączone do akt i wykorzystane w raporcie. A uciążliwości mają teraz wzrosnąć. Stowarzyszenie zarzuca burmistrzowi, że udział społeczeństwa w postępowaniu nie był realny.
Ogłoszenia były, uwag nie
Decyzja środowiskowa, jaka zapadła w tej sprawie w strzeleckim ratuszu 30 marca, liczy 52 strony, a jej konkluzja jest taka, że po analizie sporządzonego raportu oddziaływania na środowisko, uzgodnień wydanych przez Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Opolu, opinii dostarczonych przez Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Strzelcach Opolskich i Zarządu Zlewni w Opolu Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie oraz przy „braku uwag w ramach udziału społeczeństwa w postępowaniu” stwierdza się, że przedsięwzięcie nie będzie stanowić zagrożenia – ani dla środowiska, ani dla zdrowia i życia ludzi. Mieszkańcy i stowarzyszenie nie zgadzają się z tymi sformułowaniami. Pytali burmistrza i urzędników, czemu nie byli informowani o trwającym postępowaniu.
- Została złożona skarga na działalność burmistrza w zakresie prowadzonych postępowań, nie jestem upoważniony, by to tłumaczyć, póki rada skargi nie rozstrzygnie – mówił Jacek Kusidło ze strzeleckiego ratusza. – Ale aż dwanaście obwieszczeń było w trakcie postępowania w Biuletynie Informacji Publicznej. Była też informacja wywieszana przez urzędników na słupie.
Takie zapewnienia ze strony urzędu wywoływały zbiorowy śmiech: padały argumenty, że nikt nie śledzi Biuletynu Informacji Publicznej, jeśli nie ma ku temu konkretnego powodu, a takie informacje powinny być na bieżąco przekazywane za pośrednictwem sołtysa, że nie ma dowodów na to, jak długo ogłoszenie wisiało na słupie...
Burmistrz Jan Wróblewski podkreśla, że postępowanie dotyczące planowanej inwestycji w Suchej rozpoczęło się w ubiegłej kadencji samorządu i że nie ma podstaw, by twierdzić, że doszło do niedopełnienia obowiązków.
- Postępowanie było prowadzone zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa – wskazuje. – Udział społeczeństwa był zapewniony poprzez obwieszczenia i ogłoszenia. Ponadto w latach 2023-2024 mieszkańcy Suchej i Szymiszowa-Osiedla mieli silną reprezentację w samorządzie. W chwili wpływu wniosku zarówno sołtys Suchej Bogusław Farion, jak i sołtys Szymiszowa-Osiedle Henryk Skowronek byli radnymi rady miejskiej.

Jak mamy tu żyć?
Mieszkańcy czują się osaczeni: z jednej strony jest już składowisko odpadów, z drugiej uciążliwe wyrobisko kamienia wapiennego, a teraz szykuje się im kolejna zbiórka odpadów i instalacja do ich przetwarzania.
- Już teraz nie można otworzyć okien, nie da się w nocy spać ani wyjechać na drogę, taki jest ruch, a ma być jeszcze gorzej? – pytała jedna z mieszkanek.
- Są problemy z wodą, a jak w strefie ochrony wody będą odpady niebezpieczne, to co będziemy pić? – wtórowała jej kolejna.
- Nie tylko firmy płacą podatki, mamy tu domy, niektórzy od dziada, pradziada, nie może być tak, że burmistrz sprzyja tylko inwestorom, mamy prawo żyć w godnych warunkach – argumentował jeden z mieszkańców.
Były głosy, że taka inwestycja spowoduje spadek wartości nieruchomości i że urząd powinien wypłacić rekompensaty.
Po spotkaniu zbierane były kolejne podpisy pod protestem stowarzyszenia w tej sprawie.
- Zgodnie z zapisami wydanej decyzji środowiskowej uciążliwości będą występować tylko w obrębie działki, na której przedsięwzięcie ma być zlokalizowane – mówił przewodniczący stowarzyszenia Mateusz Szczygielski. – I nie pogorszy ono stanu środowiska. Mamy obawy, że tak nie będzie. Zrobiliśmy, co mogliśmy w tej sprawie, teraz doślemy jeszcze te podpisy.
Wszystko zgodnie z prawem?
Koronny argument inwestora jest taki, że decyzja środowiskowa została wydana w oparciu o obowiązujący plan zagospodarowania przestrzennego. Mieszkańcy krzyczeli, że „to skandal, że taki plan został uchwalony”.
- Plan zagospodarowania przestrzennego – który ustala tereny produkcyjne bezpośrednio w sąsiedztwie zabudowań mieszkaniowych – z założenia generuje konflikt między inwestorem a mieszkańcami – mówiła w imieniu mieszkańców obecna na spotkaniu prawniczka Jolanta Duda, która też ma „nieszczęście” mieszkać w pobliżu planowanej uciążliwej inwestycji.
Jak wskazuje, dodatkowy argument jest taki, że w miejscowości Sucha tereny zabudowy mieszkaniowej kwalifikowane są do grupy chronionych ze względu na ochronę akustyczną, ponieważ głównym już istniejącym źródłem hałasu jest droga krajowa DK nr 94 przebiegająca przez tereny zabudowane.
- Jako mieszkańcy będziemy bronić swoich nieruchomości i naszego zdrowia przed tymi uciążliwościami, od tego są nie tylko sądy administracyjne, ale i sądy cywilne – dodaje Jolanta Duda. – Nasuwa się jednak pytanie, od czego są urzędnicy opłacani z naszych podatków? To oni w pierwszej kolejności powinni bronić naszych interesów, aby do takich konfliktów mieszkańców z inwestorem nie dochodziło. Nasze interesy powinien także chronić plan zagospodarowania.
Burmistrz Jan Wróblewski bronił się na spotkaniu, że za uchwalenie planu odpowiedzialna jest rada miejska, a mieszkańcy mogli na etapie jego powstawania wnosić uwagi. Z kolei Jacek Kampa z przedsiębiorstwa Kampa mówił o roli sołtysa, że to on jest odpowiedzialny za informowanie wiejskiej społeczności.
- Tylko że mnie nikt o niczym nie informował, dostałem obwieszczenie dopiero, jak już decyzja zapadła – mówi sołtys Damian Dobrowolski.
Poprzedniego sołtysa na zebraniu nie było, ale mieszkańcy mówili, że jego też pytali, czy był informowany. I też zaprzeczył. Zaprzeczali też radni.
Sytuacja w Suchej przypomina obecnie wielki węzeł gordyjski i pewnie trudno go będzie rozwiązać. Waldemar Kampa i Jacek Kampa przekonywali na zebraniu, że wszystkie działania podejmowane są i będą w zgodzie z prawem. Oponowali, by nie mówić o „składowisku”, bo odpady będą czasowo „magazynowane”. I domagali się sprostowania anonsu na plakacie informacyjnym o zebraniu, w którym znalazło się sformułowanie, że materiały niebezpieczne będą „kruszone” (faktycznie kruszone będą inne frakcje). Na pytanie mieszkańców, jak długo te materiały będą „magazynowane”, przedstawiciel firmy Kampa odpowiedział jednak: „tak długo, aż znajdzie się odbiorca”.
- Czyli nawet do świętego „nigdy” – skomentował ironicznie jeden z mieszkańców.
- Panie Kampa, ja wiem, jak w tym kraju się robi takie inwestycje, pan sobie pewnie przeforsuje ten punkt zbiórki odpadów, ale powiem panu tyle: tak się po prostu nie godzi! – mówił kto inny.
Jedna z mieszkanek zwróciła się do inwestora z przejmującym apelem o zmianę lokalizacji inwestycji:
- Prosimy, by pan tak po prostu, po ludzku, odstąpił!
Po spotkaniu zapytaliśmy Waldemara i Jacka Kampów, czy są gotowi rozważyć taką możliwość i czy byli świadomi, że szykowana przez nich inwestycja spotka się z tak ogromnym oporem społecznym, ale nie udzielili konkretnych odpowiedzi:
- Określiliśmy swoje stanowisko: jest decyzja, jest raport, przedsięwzięcie jest zgodne z planem zagospodarowania, teraz czekamy na rozstrzygnięcie urzędu w Opolu – mówi Jacek Kampa.
Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


Komentarze