Pomiędzy zmotoryzowanymi mieszkańcami bloków przy ulicach Klonowej i Topolowej w Strzelcach Opolskich trwa ostra rywalizacja o miejsca do parkowania. Komplikuje ją dodatkowo fakt, że część budynków należy do wspólnoty, a część do spółdzielni mieszkaniowej.
Już w momencie przyjazdu na interwencję (mieszkańcy poprosili o to naszą redakcję) jako autorka tego tekstu mogłam się o tym sama przekonać, bezskutecznie próbując zaparkować: z dwóch kolejnych miejsc byłam przeganiana, bo „to tylko dla mieszkańców”, i straszona: „Już dzwonię po policję”.
– Tylko tutaj tygodniowo leci po dziesięć mandatów, bo wzywamy patrol każdorazowo, gdy zaparkuje ktoś nie z naszego bloku. Jest znak i pisze na nim, że to nasze miejsca – tłumaczył mieszkaniec bloku nr 16.
Ta sytuacja pokazuje, jak mocno problem jest nabrzmiały. Chwilę później zresztą mieszkańcy położonej po sąsiedzku „ósemki” przyznali, że wzywają policję, skarżąc na tych z „szesnastki”, bo ci nagminnie wjeżdżają przez trawnik, by parkować na boisku do koszykówki, które de facto jest zastawione na okrągło i nie da się z niego korzystać. Zresztą ktoś rozsypał tam warstwę szkła: jakby smarkaczom się jednak zachciało odbijać piłkę między samochodami, działa to odstraszająco.
Problemy z parkowaniem były zawsze, ale pogłębiły się z początkiem roku, gdy spółdzielnia zmieniła zasady. Przez dekady mieszkańcy płacili po kilkanaście zł miesięcznie za parcelę parkingową – ale tylko wybrani, ci, którzy robili to od lat. Nowi nie mieli szans „się wbić”, nie było też miejsc dla inwalidów.
– Teściowa jest niepełnosprawna i mimo że ma kartę parkingową, ponad rok prosiłem o wyznaczenie miejsca dla osoby z niepełnosprawnością pod blokiem nr 8. Dla nas to duży problem, żeby ją zabrać na przykład do lekarza – mówi Stanisław Horoszczak. – Spotkało mnie przez to wiele nieprzyjemności. Jeden prezes spółdzielni powiedział mi, że przeze mnie muszą ludziom powypowiadać umowy parkingowe, żeby znaleźć miejsce, i że ludzie mnie za to zlinczują. I faktycznie są pyskówki, ktoś mnie potrącił, ktoś szturchnął, ostatnio jeden powiedział, że mi zęby powybija... Drugi z prezesów doradzał, że zamiast „się wykłócać” o parking dla osoby z niepełnosprawnością, powinienem nosić teściową! Nie wiem: na plecach, na rękach – tego nie powiedział. Jakbym prosił o coś, co się prawnie nie należy. Nawet podwójnie: nie tylko wynika z przepisów, ale mieszkanie jest własnościowe i oprócz samego lokalu dotyczy to też części terenu przy bloku, za którą naliczane są podatki.
Spółdzielnia obiecała (na piśmie) wykonać dwa takie oznakowane parkingi w pierwszym kwartale tego roku. Zrobiła jeden. I od razu znów zrobił się konflikt, bo okazało się, że osób z niepełnosprawnościami jest więcej: kto pierwszy, ten lepszy.
– Mimo że to ja wydeptałem i wyprosiłem ten parking, przeważnie jest on zajęty, bo spółdzielnia odmówiła, by był on imienny. Nie ma też ograniczeń postoju, a sprawiłoby to, że każdy mógłby z niego skorzystać, gdy potrzebuje. Najlepiej, by były dwa. Co najmniej, bo przecież niepełnosprawni są też w innych blokach – dodaje Horoszczak.
Sytuację parkingową komplikuje dodatkowo fakt, że część uliczek pod blokami jest tak wąska, że samochody zastawiają je całkowicie i aby wyjechać, muszą robić to przez trawniki lub chodniki. Tymczasem na osiedlu jest kilka samochodów, które zepsute stoją tu od miesięcy, a nawet wielu lat, i blokują parkingi. Wywołuje to niezadowolenie mieszkańców – podobnie jak to, że część tutejszych „terenów zielonych” to pokrzywy i inne chwasty do kolan, więc równie dobrze mogłyby tu być miejsca na auta.
Natomiast na ulicy pomiędzy Topolową i Klonową obowiązuje obustronny zakaz postoju. Nie przeszkadza to kierowcom w parkowaniu... tyle że od czasu do czasu trzeba zapłacić mandat.
– Stoją, stoją... aż ktoś zadzwoni po policję i wtedy jest nalot, jedni skarżą na drugich, tu jest taki trochę Dziki Zachód – przyznaje Romuald Wiśniewski z Topolowej. – Sprawa nie jest prosta, ale też brakuje regulacji. Przydałoby się, aby ktoś pochylił się nad tym z dobrą wolą i poszukał rozwiązania wspólnie z mieszkańcami i zarządcami bloków.
Konflikty nabrzmiały już tak bardzo, że w jednym z bloków pojawiła się nielegalna kamera, która prawdopodobnie ma nagrywać, kto i gdzie parkuje. Ale podglądana poczuła się lokatorka bloku naprzeciwko:
– Mieszkam na parterze, ta kamera filmuje moje okna. Zgłaszałam to w spółdzielni, ale nikt się nie pofatygował – mówi mieszkanka „szóstki”. – Proszę, może redakcja pomoże?
O komentarz w sprawie wszystkich opisanych powyżej problemów zwróciliśmy się do prezesa spółdzielni mieszkaniowej. Usłyszeliśmy, że nie ma jednak możliwości, by zwiększyć liczbę miejsc postojowych na osiedlu. Równocześnie prezes zdementował też pogłoski, jakoby spółdzielnia miała przerobić boisko na parking.
– Jeżeli ktoś tam parkuje, robi to bez naszego przyzwolenia – mówi prezes Piotr Bomba. – Możemy jeszcze raz przeanalizować mapy, czy udałoby się coś wygospodarować, ale teren jest ograniczony, więc nie widzę takiej możliwości.
Równocześnie prezes zapewnia, że spółdzielnia prowadzi działania mające na celu usunięcie z osiedla wraków samochodów – tyle że to też „nie jest proste” – oraz że sprawdza zgłoszenie o nielegalnej kamerze. Nie dowiedzieliśmy się, kiedy będzie więcej parkingów dla osób z niepełnosprawnościami.
– Jeśli coś obiecaliśmy, to zrobimy – zapewnia. – Ale jeśli chodzi o parkowanie na drodze miejskiej, to mieszkańcy powinni zwrócić się w tej sprawie do urzędu miasta, spółdzielnia nic nie może zrobić.
Jeśli zarządcy budynków nie podejmą tematu, Dziki Zachód będzie trwał dalej, a problem dotyczy też bezpieczeństwa: dojazdu straży pożarnej czy karetki. Drogi są pozastawiane, a na dodatek wspólnoty montują słupki, aby odgrodzić swoje miejsca postojowe.
Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Komentarze