Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 27 października 2026 11:29
ReklamaFilplast

Stuletnia marka Pawellek stawia na rozwój. "Sprzedajemy chwile szczęścia"

– Dla mnie to nie jest zwykły biznes. To kontynuacja rodzinnej historii i pracy kilku pokoleń. Największą satysfakcją są ludzie wychodzący od nas z uśmiechem i rodziny spędzające czas razem przy lodach czy kawie – mówi Adrian Pawełek, właściciel sieci cukierni „Pawellek”.
Stuletnia marka Pawellek stawia na rozwój. "Sprzedajemy chwile szczęścia"

Marka Pawellek to prawdziwa perełka, jeśli chodzi o tradycje cukiernicze w regionie. Już w nazwie odwołujecie się państwo do początków – roku 1918.

- Nasza rodzina z piekarstwem i cukiernictwem związana jest od ponad 100 lat. Dziś tradycję trzech pokoleń kontynuujemy idąc z duchem czasu, nie zapominając o korzeniach. Prowadzimy biznes w trzech miejscach: od początku w urządzonej tradycyjnie siedzibie głównej „Pawellek 1918” (cukiernia i restauracja) przy strzeleckim rynku oraz w nowocześnie zaaranżowanych lodziarniach z kawiarnią: w „Słodkiej Chmurce” w Opolu od marca oraz „Pawellek i Kolorowe Misie” od 1 czerwca - również w Strzelcach Opolskich przy rynku.

Zdaje się, że bardzo szybko pan poznał realia tej pracy…

- Właściwie to od dzieciństwa miałem styczność z piekarstwem i cukiernictwem.  Już jako mały chłopiec pomagałem przed szkołą. 

Ale historia biznesu rodziny Pawellek sięga znacznie dalej. Jak wyglądały początki?

- Jeszcze przed wojną dziadek prowadził cukiernię przy obecnej ulicy Dąbrowskiego, a sezonowo sprzedawał lody w charakterystycznych wózkach w różnych częściach miasta. Po wojnie zaczął piec chleb i bułki. Działalność rozwijała się stopniowo, a wielu mieszkańców Strzelec Opolskich do dziś te początki pamięta, na czele z naszą babcią.
Gdy interes przejął ojciec, cukiernictwa było coraz więcej. I tu ogromną rolę odegrała moja mama. Włożyła w biznes bardzo dużo serca i rodzinnego ciepła. Słynne były szczególnie jej drożdżowe kołacze na maśle. Ten jej przepis mamy do dziś. A ja sam pamiętam jak je pochłaniałem – zaczynając od wyjadania kruszonki. Były też słynne ciastka, Amerykany, bombki z suchego mleka, ciasta francuskie…

Wzorce miał pan z pierwszej ręki.

- Tak, bo to dzięki rodzicom nauczyłem się, że w tej pracy najważniejsi są ludzie, jakość i atmosfera. 

Teraz stawia pan mocno na rozwój, nowe trendy.

- Chcieliśmy stworzyć miejsca wywołujące emocje, kojarzące się z czymś pozytywnym. Tak powstała „Słodka Chmurka” w Opolu. Można tu zwolnić, usiąść przy dobrej kawie, deserze i lodach. I oczywiście poczuć się jak w niebie, wśród chmurek (śmiech). A „Pawellek i Kolorowe Misie” to klimat, którym chcemy wywołać uśmiech i radość, zarówno u małych i dużych gości. Pomysł się przyjął. Widzimy, jak chętnie dzieci robią sobie zdjęcia z naszymi misiami, a dorośli przy tym wracają myślami do beztroskiego dzieciństwa.  

Lodziarnia to jedno, ale jest też miejsce na dodatkowe atrakcje. 

- Prowadzimy warsztaty dla dzieci. Na przykład pieczenia i dekorowania pierników oraz ciastek w święta. Czy pieczenia pizzy.

Mimo rozbudowy o nowe lokale, wciąż siedzibą główną jest cukiernia z restauracją.

- To niezmiennie ważna część naszej działalności. Restauracja oparta jest na tradycyjnej kuchni śląskiej. Chcemy pielęgnować lokalne smaki i receptury, które wielu osobom kojarzą się z domem i rodzinnymi spotkaniami. Wierzymy, że ludzie nadal szukają autentycznych smaków. 

Co jest kluczowe w prowadzeniu rodzinnej marki mającej ponad sto lat?

- Stawiam na autentyczność. Żyjemy w czasach szybkiej gastronomii i masowej produkcji. Natomiast my nadal wierzymy, że ludzie czują, kiedy coś jest tworzone z sercem. Bardzo ważni są nasi pracownicy: piekarze, cukiernicy, kucharze, lodziarze i obsługa. Bez nich ta historia nie mogłaby trwać dalej. To właśnie oni codziennie współtworzą atmosferę tych miejsc i dbają o jakość. Chciałbym, żeby nasi goście wychodzili od nas z lepszym humorem. Nie sprzedajemy tylko lodów, ciast i chleba. To są też małe chwile szczęścia, które smakują trochę jak dzieciństwo.



Podziel się
Oceń

Reklama Heimat
Reklama WFOŚ
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Szkoda, że autor artykułu w tytule i treści skrócił grupę uczestników tylko do Kolonowskiego. Wyprawa 'śladami solnej historii' połączyła przecież seniorów z całej gminy: Staniszcz, Spóroka, Fosowskiego i Kolonowskiego. To ważne, by doceniać zaangażowanie wszystkich mieszkańców, bo sukces tej udanej wycieczki jest ich wspólnym dziełem.” Data dodania komentarza: 25.10.2026, 07:16 Źródło komentarza: Emeryci i Renciści z Kolonowskiego ruszyli śladami solnej historii G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Brawa dla pana Przemka! Dzięki za poświęcenie i wkład w odnalezieniu tego człowieka. Data dodania komentarza: 21.10.2026, 13:18 Źródło komentarza: Liczyła się każda minuta. Dzielnicowy odnalazł mężczyznę w kryzysie S Autor komentarza: Smok Treść komentarza: To było zapewne „na chwilę”. On „tylko”. Pewnie włączył jeszcze światła awaryjne, bo wielu kierowców uważa, że żółte miganie daje im dodatkowe przywileje. Bo przecież musi do sklepu, do paczkomatu, wyładować towar – powód zawsze się znajdzie. I nagle, w ich mniemaniu, zakaz jazdy po chodniku przestaje obowiązywać, przepisowe 1,5 metra dla pieszych staje się zbędne, a pojazdy powyżej 3,5 tony magicznie zyskują prawo wjazdu na infrastrukturę dla pieszych. Najbardziej jednak boli fakt, że policja regularnie mija takich kierowców i kompletnie nie reaguje. To nic, że ktoś tarasuje chodnik, blokuje przejazd albo nadużywa świateł awaryjnych. Taka bierność służb tylko potęguje społeczne przyzwolenie na drogowe bezprawie. Co więcej, gdy ktoś odważy się zwrócić uwagę na auto zaparkowane na chodniku, natychmiast zostaje uznany za awanturnika i wywrotowca. W końcu „aż tak bardzo nie blokuje”, „przejść się da”, a poza tym „w tym miejscu i tak mało kto chodzi”, więc o co ten cały hałas? Dlaczego policja nie reaguje na takie zachowania z własnej inicjatywy? Dlaczego czeka wyłącznie na oficjalne zgłoszenia? Czy jej obowiązkiem nie powinno być piętnowanie wykroczeń bezpośrednio na gorącym uczynku – i to nie tylko poprzez stanie z „suszarką” na zakrętach? W całym tym artykule jedno zdanie uderza najmocniej: „cofający autem na chodniku”. Ludzie, w jakim świecie my żyjemy? Samochód jadący po chodniku? Czy to naprawdę stało się już normą? Data dodania komentarza: 9.10.2026, 19:23 Źródło komentarza: Śmiertelne potrącenie w Strzelcach Opolskich. Nie żyje kobieta J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Uwaga mieszkańcy! Jeśli przejeżdżaliście przez Zawadzkie i tam wygraliście, musicie natychmiast się przeprowadzić, bo redakcja już zdecydowała, czyim milionerem jesteście. Logika poziomu: 'zjadłem zapiekankę w Krakowie, więc jestem Krakusem'. Data dodania komentarza: 4.10.2026, 12:53 Źródło komentarza: Zawadzkie zyskało milionera. Wygrał pieniądze w loterii EuroJackpot L Autor komentarza: Polak Treść komentarza: Wielki szacunek dla naszych chłopaków za robotę, a dla tego kapusia gigantyczny wstyd! Do łopaty albo do rzucenia grosza na zbiórce go nie było, ale do pisania donosów pierwszy. Typowy polaczek, sam nic nie zrobi, a drugiemu zepsuje. Żyj teraz z tą świadomością, że cała wieś tobą gardzi. 😡 Data dodania komentarza: 29.09.2026, 17:44 Źródło komentarza: Odbudowali kapliczkę w czynie społecznym. Zatrzymał ich donos i nadzór budowlany J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Choć intencje mieszkańców były szlachetne, to budowanie czegokolwiek w pasie drogowym, bez planów, pozwoleń i jasnej własności gruntu, było ogromną lekkomyślnością. Gdyby w niedokończoną ścianę znów uderzyło auto albo konstrukcja zawaliła się na pieszego, winnych do odpowiedzialności by nie było. Prawo jest prawem i musi być przestrzegane, nawet przy odbudowie świętości.” Data dodania komentarza: 29.09.2026, 06:58 Źródło komentarza: Odbudowali kapliczkę w czynie społecznym. Zatrzymał ich donos i nadzór budowlany
Reklama