Marka Pawellek to prawdziwa perełka, jeśli chodzi o tradycje cukiernicze w regionie. Już w nazwie odwołujecie się państwo do początków – roku 1918.
- Nasza rodzina z piekarstwem i cukiernictwem związana jest od ponad 100 lat. Dziś tradycję trzech pokoleń kontynuujemy idąc z duchem czasu, nie zapominając o korzeniach. Prowadzimy biznes w trzech miejscach: od początku w urządzonej tradycyjnie siedzibie głównej „Pawellek 1918” (cukiernia i restauracja) przy strzeleckim rynku oraz w nowocześnie zaaranżowanych lodziarniach z kawiarnią: w „Słodkiej Chmurce” w Opolu od marca oraz „Pawellek i Kolorowe Misie” od 1 czerwca - również w Strzelcach Opolskich przy rynku.
Zdaje się, że bardzo szybko pan poznał realia tej pracy…
- Właściwie to od dzieciństwa miałem styczność z piekarstwem i cukiernictwem. Już jako mały chłopiec pomagałem przed szkołą.

Ale historia biznesu rodziny Pawellek sięga znacznie dalej. Jak wyglądały początki?
- Jeszcze przed wojną dziadek prowadził cukiernię przy obecnej ulicy Dąbrowskiego, a sezonowo sprzedawał lody w charakterystycznych wózkach w różnych częściach miasta. Po wojnie zaczął piec chleb i bułki. Działalność rozwijała się stopniowo, a wielu mieszkańców Strzelec Opolskich do dziś te początki pamięta, na czele z naszą babcią.
Gdy interes przejął ojciec, cukiernictwa było coraz więcej. I tu ogromną rolę odegrała moja mama. Włożyła w biznes bardzo dużo serca i rodzinnego ciepła. Słynne były szczególnie jej drożdżowe kołacze na maśle. Ten jej przepis mamy do dziś. A ja sam pamiętam jak je pochłaniałem – zaczynając od wyjadania kruszonki. Były też słynne ciastka, Amerykany, bombki z suchego mleka, ciasta francuskie…
Wzorce miał pan z pierwszej ręki.
- Tak, bo to dzięki rodzicom nauczyłem się, że w tej pracy najważniejsi są ludzie, jakość i atmosfera.
Teraz stawia pan mocno na rozwój, nowe trendy.
- Chcieliśmy stworzyć miejsca wywołujące emocje, kojarzące się z czymś pozytywnym. Tak powstała „Słodka Chmurka” w Opolu. Można tu zwolnić, usiąść przy dobrej kawie, deserze i lodach. I oczywiście poczuć się jak w niebie, wśród chmurek (śmiech). A „Pawellek i Kolorowe Misie” to klimat, którym chcemy wywołać uśmiech i radość, zarówno u małych i dużych gości. Pomysł się przyjął. Widzimy, jak chętnie dzieci robią sobie zdjęcia z naszymi misiami, a dorośli przy tym wracają myślami do beztroskiego dzieciństwa.

Lodziarnia to jedno, ale jest też miejsce na dodatkowe atrakcje.
- Prowadzimy warsztaty dla dzieci. Na przykład pieczenia i dekorowania pierników oraz ciastek w święta. Czy pieczenia pizzy.
Mimo rozbudowy o nowe lokale, wciąż siedzibą główną jest cukiernia z restauracją.
- To niezmiennie ważna część naszej działalności. Restauracja oparta jest na tradycyjnej kuchni śląskiej. Chcemy pielęgnować lokalne smaki i receptury, które wielu osobom kojarzą się z domem i rodzinnymi spotkaniami. Wierzymy, że ludzie nadal szukają autentycznych smaków.
Co jest kluczowe w prowadzeniu rodzinnej marki mającej ponad sto lat?
- Stawiam na autentyczność. Żyjemy w czasach szybkiej gastronomii i masowej produkcji. Natomiast my nadal wierzymy, że ludzie czują, kiedy coś jest tworzone z sercem. Bardzo ważni są nasi pracownicy: piekarze, cukiernicy, kucharze, lodziarze i obsługa. Bez nich ta historia nie mogłaby trwać dalej. To właśnie oni codziennie współtworzą atmosferę tych miejsc i dbają o jakość. Chciałbym, żeby nasi goście wychodzili od nas z lepszym humorem. Nie sprzedajemy tylko lodów, ciast i chleba. To są też małe chwile szczęścia, które smakują trochę jak dzieciństwo.
