Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 8 lutego 2026 23:00
Reklama

Zegary przestały tykać, ale czas płynął dalej. Tragiczny los Kuszówki

Kuszówka – niewielki przysiółek leżący na wschodzie Raszowej. Ta składająca się z kilkunastu domów osada jest malowniczo położona wśród pól i łąk. Wydawałoby się, że nic nie może zakłócić spokoju w tym otulonym lasem miejscu. Kiedy w 1936 roku nazwę Kuschofka zmieniono na Kuschhofen, nikt z mieszkańców kolonii nie spodziewał się, że za kolejne dziesięć lat znowu będzie się trzeba przyzwyczaić do innej nazwy, a miejscowość znajdzie się w granicach Polski.
Zegary przestały tykać, ale czas płynął dalej. Tragiczny los Kuszówki
Mapa Armii Czerwonej ze stycznia 1945. Na mapie widoczna nazwa Кушхофен, czyli Kuschhofen.

Był mroźny, bardzo mroźny zimowy dzień, poniedziałek, 22 stycznia 1945 roku – zaczyna swoje wspomnienia Josef Hadaschik. Tego dnia Armia Czerwona zdobyła Łąki Kozielskie (Wolfswiesen) oraz Kuszówkę (Kuschhofen).

– Niektórym mieszkańcom udało się uciec w nocy do Raszowej (Mittenbrück), która w tym czasie nie była jeszcze okupowana. Większości to nie pomogło, ponieważ rozpoczęła się obława. Zwłaszcza kobiety były ścigane jak zwierzyna łowna. Każdy, kto sprzeciwiał się tej przemocy, był bezlitośnie rozstrzeliwany – wspomina.

Pan Wilhelm Mateja wspomina, że jego babcia Anna Mateja (z domu Krahl) często opowiadała o wkroczeniu Armii Czerwonej na Kuszówkę.

– Mówiła, że Rosjanie przyszli przez las najpierw do Sigmunta, a później do nas, do Matejów. Zgromadzona przy stole rodzina właśnie spożywała obiad. Rosjanin wszedł do kuchni w momencie, gdy stojący na bifeju¹ zegar wybił południe. Żołnierz tak się przestraszył, że oddał w stronę zegara serię strzałów. Pech chciał, że w ten sposób przez ścianę zabił krowę. Pochowali ją później w lesie, w leju po bombie. Nawet wiem dokładnie gdzie, bo pokazywał mi to miejsce ojciec.

Członkowie rodziny zostali zapędzeni do lasu, skąd obserwowali, jak pali się ich dom wraz z całym dobytkiem.

– Żołnierz wygonił ich z domu, a następnie podpalił dylówka² – dopowiada pan Wilhelm.

Świadkiem wydarzeń była obecnie najstarsza mieszkanka Kuszówki pani Jadwiga Slawig z domu Walla. W 1945 roku skończyła 14 lat. W wywiadzie z Ewą Czeczor nagranym w maju 2022 roku wspominała:

„Moja matka powiedziała, że Rusy przyjdą, więc nastawi więcej kartofli i damy im jeść, bo też by na pewno chętnie coś zjedli. […] Przyszli do nas w środku dnia, było tak wpół do drugiej. Moja matka im zaproponowała, żeby coś zjedli. Powiedzieli, że nie są głodni. Zapytali, gdzie jest ojciec, czy jest na wojnie. Powiedzieliśmy, że on na wojnie w ogóle nie był. Jeden lub dwóch rosyjskich żołnierzy zaczęło awanturę, twierdząc że tutejsi mężczyźni byli na wojnie i że na pewno zabijali Rosjan. Mojego ojca wyprowadzili na plac, popychali go i tam go zastrzelili.

A od mojej siostry, od Chwałczyny chłop, to oni byli rok po ślubie. Był młody, wydaje mi się, że miał 26 lat i w ogóle nie był w wojsku. I go też wypchnęli na podwórko, oskarżając go, że zabijał rosyjskich żołnierzy. […] I moja siostra była w ciąży i to wszystko widziała. Widziała męża jak leżał na placu, a ona, ona dopiero będzie rodzić”.

Pani Slawig opowiadała różne historie z przeszłości. Kiedy wspomina to wydarzenie, jej głos się zmienia. Słuchając mam wrażenie, że ma przed oczami tamtą sytuację sprzed osiemdziesięciu lat. „Jeszcze dzisiaj mogę Ci dokładnie pokazać, w którym miejscu oni stali, gdy ich zastrzelono. To, to wiam – w którym miejscu. Na tym placu oby dwóch zastrzelili” – opowiada Ewie Czeczor.

Josef Hadaschik tak pisał o tym zdarzeniu: „W ten sposób zginął na przykład stary ojciec Valentin Walla i jego zięć Georg Tomecki, gdy obaj stanęli w obronie swoich żon. Żona Valentina Walli i jego córka, która była w zaawansowanej ciąży, musiały przyglądać się morderstwom. Ich dom również został podpalony i uległ spaleniu”.

Pani Slawig przypomina sobie dramatyczną ucieczkę: „A jak ich zastrzelili to za 15 minut zauważyliśmy, że tu się dymi. Wiesz, z domu. Patrzymy, a tu gore. Podpalili w izbach. Co mieliśmy zrobić. Tak jak byliśmy, matka moja, ja, siostra moja Chwałczynoł, tak jak byliśmy wyszliśmy z domu, bo tu już gorało. Przeszliśmy przez plac, przez płot. […] Przeszliśmy obok ich ciał. Ich krew leżała już obok nich, a my przeszliśmy tam jak gdyby nigdy nic, choby po niczym”.

Kobiety schroniły się u sąsiadów, ale również tam po krótkim czasie wybuchnął pożar. „I uciekaliśmy do Świergotów, wiesz, tam na rogu. A tam u tego Świergota w jednej izbie, tam było już pełno Rusów. […] Byliśmy u tych Świergotów kilka dni, a potem dostaliśmy się do Łąk”.

Siostra pani Slawig, którą w wywiadzie za każdym razem nazywa „Chwałczynoł”, to Maria z domu Walla, po drugim mężu Chwałek. Jej pierwszym mężem był Goerg Tomecki z Żor, który został zastrzelony na oczach ciężarnej żony 22 stycznia 1945 roku. Pod koniec marca rodzi się na Kuszówce ich córka Anna, która do dziś mieszka w Raszowej. Wszystko, co wie o rodzonym ojcu, wie od swojej babci, która opowiadała jej również o wydarzeniach wojennych.

– Podobno rosyjskie kobiety były gorsze od mężczyzn. Babcia i mama bardzo się bały, że Rosjanie znowu przyjdą, kiedy nadejdzie czas porodu. Krótko po moim narodzeniu rzeczywiście pojawiły się u nas ruskie kobiety i przygotowanymi dla mnie kaftanikami czyściły swoje karabiny. Podobno strasznie płakałam, aż w końcu zjawił się rosyjski dowódca. Rozkazał kobietom opuścić nasz dom, tłumacząc, że matka po porodzie i nowonarodzone dziecko potrzebują spokoju i nie należy im przeszkadzać.

Na stronie prowadzonego przez Roberta Primke i Macieja Szczerepę projektu „Bóbr 1945” czytam notatkę dowództwa Armii Czerwonej sporządzoną 23 stycznia 1945 w okolicy Raszowej. Dowiaduję się, że mieszkańcy Kuszówki zostali wzięci w niewolę, ponieważ oskarżono ich o zamiar ataku na sztab dywizji. Nie znajduję takich informacji w dostępnych materiałach. Być może ma coś wspólnego z historią, którą dzielą się ze mną mieszkańcy. Jeden z mężczyzn, który również schronił się w domu rodziny Świergot, wskutek choroby nie panował nad swoim ciałem, a na jego twarzy pojawiały się różne grymasy. Rosjanie okrutnie go pobili. Znęcali się nad nim, ponieważ myśleli, że ich przedrzeźnia. Kiedy po jakimś czasie kompletnie pijany oprawca zaległ na podłodze, mocno dotknięty przemocą wobec schorowanego sąsiada właściciel domu miał zamiar zabić żołnierza. Powstrzymały go jednak kobiety.

Na pomniku ofiar II wojny światowej widnieje kolejna osoba z Kuszówki: Bronislaw Willner. Jego tragiczną śmierć opisał Josef Hadaschik: „Inny mężczyzna – Bruno Willner, którego żona uratowała z płonącego domu, również zdołał uciec w ciemności w kierunku Mittenbrück. Tam ukrył się w schronie przeciwlotniczym, a następnie w rurach rowów melioracyjnych. Żołnierze Armii Czerwonej go tam wytropili. […] Z okrzykami śmiechu został zapędzony z powrotem na Kuszówkę. Tam dotkliwie go pobito i wrzucono żywcem w ogień płonącej stodoły. Żołnierze zamknęli stodołę, więc ciężko ranny, poniósł straszliwą śmierć w płomieniach. Kobieta znalazła później w spalonej stodole jedynie szczątki ojca trójki swoich dzieci”.

Część mieszkańców uciekła przed przyjściem frontu, inni dopiero później. Jak przodkowie pani Bernadety Mateja, którzy udali się w stronę Raszowej. Całą drogę bali się o swoje życie, ponieważ koło Sojki³ na ziemi leżał rosyjski żołnierz i trzymał ich na muszce. Dopiero za nasypem kolejowym mogli poczuć się bezpieczniej. Schronienie znaleźli u krewnych na ulicy Szkolnej.

„Jedni się bali, a inni nie. Tu też u sąsiada twierdzili, ludzie w wieku mojego ojca, że nie będzie tak źle, może będzie lepiej niż za Niemca. A potem się okazało w co się ta dobroć obróciła” – mówi pani Slawig. – „Rosjanie stopniowo szli dalej, ale czasami się pojawiali. Wtedy szliśmy do lasu i chowaliśmy się w rowie i obserwowaliśmy, a kiedy Rosjanie wyjeżdżali szliśmy znowu do domu. Kryliśmy się przed nimi. Dobrze wiem, w której krzipopie4 się chowaliśmy. Rosjanie już tu nie stacjonowali, a raz po raz wracali i rabowali. A głupie to było. Jak słyszeli tykanie zegara to go rozwalali, bo się bali, bo coś tyka” – dodaje.

Front pojawił się na Kuszówce niespodziewanie, a wraz z nim śmierć, strach, grabieże.

Zegary przestały tykać, ale czas płynął dalej…

  • 1 bifej – śląskie określenie na kredens kuchenny
  • 2 dylówka – śląskie określenie na podłogę z desek
  • 3 w 1945 roku w tym domu mieszkała rodzina Migocz
  • 4 krzipopa – śląskie określenie na rów

Więcej materiałów - Moniki Twardoń o Tragedii Górnośląskiej na naszych ziemiach na stronie: apokalipsawraszowej.wordpress.com

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama
Reklama
ReklamaMaxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: -2°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1014 hPa
Wiatr: 13 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama