Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 14 marca 2026 23:47
Reklama

Mała czarna - duża i droga przyjemność

Wszystko wskazuje na to, że decyzję o kolejnej "małej czarnej" będziemy wkrótce rozważać dłużej niż dotychczas. A być może już to robimy. Powód: ceny kawy, ale też matchy i kakao - już teraz określanych luksusowymi - biją kolejne rekordy.
Mała czarna - duża i droga przyjemność

Autor: fot. freepik.com / zdjęcie ilustracyjne

Nie tylko kawa, ale i filiżanka prawdziwego i aromatycznego kakao staje się specjałem, po który sięgamy rzadziej. Albo jest traktowane jako kosztowny składnik ciast czy deserów używany od świątecznych okazji.

Podobnie sytuacja ma się z matchą, czyli japońską, sproszkowaną zieloną herbatą o licznych walorach smakowych i prozdrowotnych. I choć w niektórych kręgach wciąż jeszcze nie jest zbyt popularna, to jednak popyt od dłuższego czasu na nią występuje.

- Tajemnicą nie jest, że ceny kawy, kakao, matchy rosną w szokowym tempie - przyznaje pracownica jednego ze sklepów z produktami ekologicznymi klasy premium. - Już przeszło miesiąc temu hurtownia nas poinformowała, że cena kawy pójdzie aż o 20 proc. w górę. Stare zapasy zeszły, a z nową dostawą sprzedajemy już z nową wyższą stawką. To wygląda tak, że było trzeba wydać za kilogram kawy ok. 180 zł, a teraz już 220 zł - stwierdza. - Na początku listopada cena dobrego kakao włoskiej firmy przeskoczyła z 13 zł za 80 g na 18 zł. A w przypadku matchy za 30 g herbaty trzeba było zapłacić dotąd 58 zł. A teraz już 79,90 zł - wylicza.

Dodaje, że podobnie sprawa ma się z przyprawami lepszej jakości np. cynamonem cejlońskim. Wskazuje, że na świecie ceny jakościowej japońskiej matchy poszły w górę o 100 proc. ze względu na zbyt duże zapotrzebowanie. W branżowych sklepach i środowiskach od jakiegoś już czasu mówi się, że na rynku brakuje surowca - w przypadku każdego z trzech wspomnianych produktów.

Kawa jeszcze podrożeje

O tym, że sytuacja na rynku kawy jest ciężka mówi także Krzysztof Barabosz, współwłaściciel uznanej palarni Hard Beans z Opola. W swojej obszernej analizie wzrostu cen kawy przypomina, że notowania kawy (szczególnie odmiany arabica) niemal się podwoiły.

- Tym samym osiągnęły najwyższy poziom w historii - około 4,41 USD za funt (ok. 10 USD za kilogram) w lutym 2025. W ciągu zaledwie roku ceny arabiki wzrosły o ponad 100 proc., w porównaniu z rokiem poprzednim. Taki poziom cen nie był widziany od lat 70. XX w. - wskazuje Barabosz. - W ostatnim czasie rynek skacze plus minus 20 centów w perspektywie tygodnia. To jednak nie oznacza, że przed nami koniec drożejącej kawy. Sądzę, że przed nami jeszcze jedna zwyżka - prognozuje Barabosz. - Później, jeśli wszystko pójdzie dobrze i natura nie zrobi nam psikusa - w szczególności w Brazylii - to jest szansa, że zbiór w 2026 roku będzie pierwszym, gdzie popyt będzie równy podaży - ocenia.

Na pierwszym miejscu głównych przyczyn wzrostu cen wskazuje nieprzewidywalną pogodę i spadek zbiorów.

- Kawa jest uprawą wrażliwą na warunki klimatyczne: potrzebuje odpowiedniej temperatury i opadów - mówi. - Niestety, zmiany klimatu przynoszą ekstremalne zjawiska pogodowe, które niszczą zbiory. Przykładowo Brazylia, największy producent kawy na świecie, doświadczyła w 2024 roku rekordowych upałów, dotkliwej suszy oraz pożarów, które znacznie ograniczyły plony.

Przypomina, że także Wietnam, największy producent tańszej robusty, miał problemy pogodowe.

- Ulewne deszcze i zmienna pogoda zaszkodziły uprawom - wskazuje. - W efekcie światowe zapasy kawy spadły do najniższego poziomu od 25 lat - według szacunków USDA - Departamentu Rolnictwa Stanów Zjednoczonych - przytacza Barabosz.

Kolejni "winowajcy" na liście to: rosnący popyt i malejące zapasy, problemy logistyczne i koszty transportu, inflacja i drożejąca produkcja oraz napięcia handlowe i polityka.

- Latem 2025 roku Stany Zjednoczone nałożyły wysokie cła na kawę z Brazylii (50 proc.) i Wietnamu (20 proc.), czyli dwóch największych eksporterów, co zakłóciło tradycyjne kanały dostaw. Takie działania protekcjonistyczne powodują ograniczenie importu tańszej kawy i podbijają ceny na rynku wewnętrznym USA, a pośrednio na całym świecie - tłumaczy ekspert z Hard Beans.

Co zrobią kawosze?

Krzysztof Barabosz wskazuje, że ze względu na ceny konsumenci mogą zmienić nawyki.

- Prognozuje się wzrost parzenia kawy w domu kosztem wizyt w kawiarniach, gdyż tam różnica cen staje się najbardziej odczuwalna - wskazuje. - Wysokie ceny mogą paradoksalnie nieco ostudzić popyt: odnotowano spadek konsumpcji kawy na niektórych rynkach, gdy ceny surowca osiągnęły szczyty. Jeśli kawa drożeje zbyt szybko, część konsumentów może z niej zrezygnować lub wybierać tańsze zamienniki.

Jest też dobra strona medalu. 

- Skoro ziarno stało się cenniejsze, firmy będą musiały efektywniej nim gospodarować - ograniczać marnotrawstwo, inwestować w wydajniejsze łańcuchy dostaw i długoterminowe relacje z producentami. Możliwe, że droższa kawa zwiększy też zainteresowanie konsumentów pochodzeniem produktu: skoro płacimy więcej, chcemy wiedzieć za co. To z kolei może przełożyć się na większą świadomość jakości kawy i warunków jej produkcji - podkreśla Barabosz.

Nawyki społeczne windują ceny?

Tajemnicą nie jest także fakt, że wyjście do kawiarni staje się od jakiegoś czasu dla przeciętnego Kowalskiego prawdziwym luksusem. Zastanawiające jest to, dlaczego kawa np. we Włoszech - choć zarówno i Polska, i Włochy należą do UE - jest znacząco tańsza. Jej cena, w zależności od tego czy pijemy espresso, cappuccino czy kawę w innej wariacji smakowej, oscyluje w granicach 1-2,5 euro. Podczas gdy na rodzimym rynku jest nierzadko prawie dwukrotnie wyższa.

Marcin Bodziony, doradca podatkowy, prawnik i wykładowca Uniwersytetu SWPS, mówi, że te wahania mogą wynikać np. ze stylu picia kawy i okoliczności temu towarzyszących. Powodują one, że kawa w Polsce to bardzo często inne świadczenie gospodarcze niż kawa w Italii.

- Tu może chodzić po prostu o to, czym picie kawy jest dla konkretnej nacji. O celebrowanie tego momentu. Myślę tu również o socjologiczno-społecznym wymiarze - podkreśla ekspert SWPS. - I tak: we Włoszech to zazwyczaj szybka kawa, często pita przy ladzie (kawa przy stoliku to już inna usługa, droższa choćby o tzw. coperto). Natomiast u nas, to jest raczej tak, że my się na tę kawę umawiamy, po to by spędzić z kimś czas - pół godziny, godzinę czy dłużej. A niektórzy przychodzą do kawiarni, dajmy na to około 10 rano, zamawiają jedną filiżankę i pracują w tym miejscu przez kilka godzin z laptopem. Mamy więc do czynienia z nieco inną usługą. Stąd szybka kawa przy ladzie, w małym lokaliku we Włoszech, będzie tańsza niż podanie kawy do stolika w dużej kawiarni w Polsce, bo włoski lokal będzie zazwyczaj mniejszy, niższe będą koszty jego utrzymania, nie będzie potrzebował aż tak licznej obsługi itd.

Z kolei wzrostu cen matchy dopatruje się w jeszcze bardziej prozaicznych czynnikach. To choćby moda i trendy światowe.

- Faktem jest, że Polacy się bogacą - stwierdza Marcin Bodziony. - Przez to są bardziej otwarci na produkty uchodzące za modne, będące na czasie. Gdzie oprócz walorów smakowych czy zdrowotnych, w grę wchodzą jeszcze kwestie trendów. A matcha jest typowym przykładem takiego produktu. Popyt i zainteresowanie z rynku są, cena jest więc podbijana.

Kolejnym czynnikiem wpływającym na cenę matchy jest jej wyspecjalizowana i ograniczona produkcja.

- Poza zmianami klimatycznymi i czynnikami środowiskowymi, trzeba zauważyć, że spada liczba japońskich rolników uprawiających matchę. Obecnie sporo jest starszych rolników, którzy nie są w pełni zastępowani przez farmerów z młodego pokolenia. Wniosek: popyt na matchę jest duży, a możliwości podażowe są małe - wyjaśnia.

Ekspert wskazuje, że zarówno ceny kawy, jak i kakao warunkują w dużej mierze czynniki środowiskowe.

- Ponieważ kawa jest notowana na giełdach surowcowych i rozliczana w dolarach, jej cena podlega również presji kursowej oraz mechanizmom spekulacyjnym. To powoduje, że wzrost cen w krajach produkujących szybko przekłada się na rynki importowe, w tym na Polskę - zauważa Marcin Bodziony.

Dodaje, że Polska jest w tym kontekście bardzo ciekawym rynkiem.

- Z jednej strony, jako rolnictwo, nie produkujemy ani kawy, ani kakao. A z drugiej jesteśmy w czołówce producentów słodyczy. To powoduje, że u nas w pewnym sensie konsumenci walczą o kawę i kakao z producentami, co sprzyja presji cenowej - tłumaczy.

Ekspert SWPS przypomina, że podaż kakaowca - sprowadzanego z Afryki Zachodniej - także się zmniejszyła przez szereg czynników. W ostatnim czasie miały tam miejsce liczne klimatyczne katastrofy: ulewne deszcze, później susze.

- Klimat więc się rozchwiał, podaż kakaowca się zmniejszyła - argumentuje. - Kraje, które produkują kakao, cechują częste kryzysy gospodarcze i polityczne. A nawet społeczne.

Za przykład podaje Ghanę, o której było niedawno głośno w kontekście części produkcji sprzedawanej nielegalnie. Omijano państwowe systemy skupu i przemycano kakao do sąsiednich krajów, aby tam sprzedać je drożej.

- Zrobił się tak duży popyt na kawę i kakao - m.in. z Europy Zachodniej i krajów Azji Wschodniej, Chin, które mocno się rozwijają i dużo kupują - a na rynku aż tyle tego surowca nie ma. To tzw. rynek nieelastyczny podażowo - mówi Marcin Bodziony. - Plantacji kawy czy kakao nie zakłada się z dnia na dzień. Kolejną sprawą jest fakt, że one są niedofinansowane, starzeją się i są mniej odporne na choroby roślin. Dochodzi rywalizacja gospodarcza i spekulacje. To wszystko sprawiło, że mamy prawdziwy wystrzał cen - puentuje.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

ReklamaHeimat
Reklama
Reklama
ReklamaMaxima 2
Reklama
ReklamaHospicjum2022
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 10°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1004 hPa
Wiatr: 18 km/h

Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: JanTreść komentarza: Pani Patrycjo Leszczyk-Gołąbek na zdjęciu to akcja w kolonowskim w dzielnicy Fosowskie.Data dodania komentarza: 11.03.2026, 07:30Źródło komentarza: Pożar trawy w Kolonowskiem. Strażacy apelują J Autor komentarza: MieszkaniecTreść komentarza: Dziesięć lat wyczekiwania chyba się spełnią.Data dodania komentarza: 10.03.2026, 06:41Źródło komentarza: Ulica Arki Bożka wreszcie z chodnikiem. Będzie jasno, równo i bezpiecznie J Autor komentarza: Jarząbek WacławawTreść komentarza: A może należałoby poprosić o stanowisko głównego udziałowca spółki? Zastanawiające jest jego milczenie...Data dodania komentarza: 5.03.2026, 16:40Źródło komentarza: Karuzela kadrowa w SWiK trwa. "To nie idzie w dobrym kierunku" G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: W Zawadzkiem nie ma ulicy Jemielnickiej. Przynajmniej jeszcze o takowej nie szłyszałem. Obok byłego budowlańca oprócz DK 901, czyli ul. Opolskiej mamy jeszcze ulicę Szpitalną (droga osiedlowa) oraz ulicę Lubliniecką. To pewnie o tą ostatnią się tutaj rozchodzi?Data dodania komentarza: 24.02.2026, 15:22Źródło komentarza: Doświetlą przejścia dla pieszych w Zawadzkiem i Szczepanku. Będzie bezpieczniej J Autor komentarza: WacławTreść komentarza: "Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska." Tym stwierdzeniem się przebierańcu ujawniłeś. Kto dał ci prawo relatywizowania krzywd? Nie wstyd ci tzw. ślunzoku? Ponadto cofnij się edukacyjnie do początków szkoły podstawowej z lat słusznie minionych jeżeli chodzi o znajomość historii i nadal gloryfikuj Armię Czerwoną.Data dodania komentarza: 19.02.2026, 18:21Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim D Autor komentarza: ślunzokTreść komentarza: Co do "Tragedii Górnośląskiej".... Jestem ślązakiem, ale uważam, ze nie ma co tak bardzo płakać nad tamtymi wydarzeniami. Dlaczego ? Bo co robiły oddziały niemieckie w Babim Jarze ? , czy gdziekolwiek na terenach wschodnich ? To Niemcy wrzucali noworodki do płonących stodół, to NIemcy strzelali do ludności cywilnej klęczącej nad dołami. Armia Czerwona mściła się , jak każdy z nas w okresie wojny, gdyby mógł się mścił ! Kobiety płaczą, że były gwałcone , a kiedy stawiały opór były zabijane ? Straszne ! Co mogłyby powiedzieć dzieci wrzucane do ognia na wschodzie ? One nie miały wyboru.... Dla mnie " tragedia górnośląska" to małostka w porównaniu z tym, co NIemcy robili na wschodzie. Nie wiem, czy ich potępiać, czy nie. To była wojna i ich agresja była odpowiedzią na swój ból. Ślązaków i tak potraktowano łagodnie. Mogli ruscy całe wsieod razu palić. Nikt z Niemców nie wiedział co się działo na wschodzie ? Sobibór, Bełżec, Trblinka ? Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska.Data dodania komentarza: 18.02.2026, 21:52Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim
Reklama