Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 28 stycznia 2026 23:59
Reklama
Reklama

Praca na czarno, śmieciówki, brak składek. Dramat polskich seniorów

W ubiegłym roku było 404 tysiące Polaków, których comiesięczne świadczenie nie sięgało minimalnej emerytury.
Praca na czarno, śmieciówki, brak składek. Dramat polskich seniorów

Źródło: zdjęcie ilustracyjne/pixabay

Praca na czarno, śmieciówki, brak składek. Dramat polskich seniorów

- Przez całe życie ciężko pracowałem, jak trzeba było, to od świtu do wieczora. A teraz mam zaledwie 1300 zł emerytury. To człowieka boli - skarży się 71-letni Zbigniew z Opola. Takich jak on jest w Polsce około 440 tysięcy, a ich liczba rośnie z roku na rok.

W Polsce minimalna emerytura wynosi obecnie 1878 zł brutto, ale mogą na nią liczyć ci seniorzy, którzy w przypadku kobiet przez minimum 20 lat, a w przypadku mężczyzn 25 lat odprowadzali składki do ZUS. Kto ma krótszy tzw. okres składkowy, o tej minimalnej może teraz tylko pomarzyć.

Takich bieda-emerytów stale przybywa, to m.in. pokłosie przemian po 1989 roku, czyli pracy na czarno, umów śmieciowych. I braku wyobraźni. Nie płacili składek, bo chcieli więcej "na rękę”. Niektórzy składki traktowali jak "rabunek” ze strony państwa albo nie wierzyli, że kiedykolwiek jakaś emerytura będzie. Ale to też kobiety, najmniej temu winne, które w latach 80. i 90. rodziły dzieci, potem się nimi opiekowały, a kiedy postanowiły wrócić do pracy, to się okazało, że przy dużym bezrobociu mogą się jedynie zatrudnić za niewielkie pieniądze, bez umowy i bez składek.

W ubiegłym roku było 404 tysiące Polaków, których comiesięczne świadczenie nie sięgało minimalnej emerytury. W pierwszym półroczu 2025 liczba takich osób wzrosła o 8,4 proc. Prognozy mówią, że ta dynamika wzrostu utrzyma się w najbliższych latach. Na Opolszczyźnie 2,3 proc. emerytów otrzymuje obecnie mniej niż 1 878 zł brutto.

W grupie bieda-emerytów, o czym sami ostatnio donoszą, są też znani artyści. Wśród nich np. Majka Jeżowska, której ZUS wypłaca poniżej tysiąca złotych. Michał Wiśniewski dostaje jakieś 250 zł. Ale oni mogą długo korzystać ze swojego talentu, a ci najlepsi także z tantiem. Być może też ze swoich oszczędności. Bo ci najlepsi w ciągu dwóch godzin zarabiali czasem tyle, co przeciętniak w ciągu całego roku.

A pan Zbyszek zbiera puszki.

On zresztą nie jest w najgorszej sytuacji, bo wielu dostaje dużo mniej. Polaków biorących emerytury w wysokości 500 zł jest prawie 28 tys., o ponad 2500 więcej niż rok temu. A prawie 8 tys. osób otrzymuje emerytury poniżej stu złotych miesięcznie.

- W życiu się tak słabej emerytury nie spodziewałem, bo mam długi staż pracy i był czas, kiedy bardzo dobrze zarabiałem - nie ukrywa swojego rozczarowania pan Zbigniew.

Poziom jego obecnego życia dalece odbiega od tego poprzedniego. Dwa lata temu jeszcze pracował: naprawiał, malował i tapetował. Teraz podupadł na zdrowiu.

- Jak zbieram puszki, to oczyszczam miasto, jestem na świeżym powietrzu - potrafi sobie wytłumaczyć. - Aż 800 zł płacę za mieszkanie, a na puszkach tygodniowo zrobię jakieś dwieście złotych. Zimą nie ogrzewam mieszkania i mam zimną wodę. Komputera nie mam, więc za prąd płacę niewiele. Czasem udaje mi się coś nawet zaoszczędzić na czarną godzinę.

Zdarzyło się że szedł do sióstr zakonnych na posiłek, ale to było zbyt przykre dla pana Zbyszka.

- Nigdy nie piłem i nie paliłem, a tam przychodzi dużo "nałogów” z przeszłością - tłumaczy.

Roboty się nie bał

- Wiedziałem, gdzie można dobrze zarobić, a jako fachowiec nie bałem się o to, co będzie później - przyznaje. - Inna rzecz, że w młodszym wieku człowiek nie myśli o emeryturze, więc z tymi składkami do ZUS to bywało różnie.

Już jako dziecko główkował z bratem, gdzie coś zarobić.

- I to nie na lody ani na słodycze, tylko żeby mamie dać, bo tato milicjant szedł w długą - zwierza się. - U kochanek po sąsiedzku wysiadywał, zostawiając schorowaną matkę bez środków do życia.

Pierwsze zarobione pieniądze pana Zbyszka pochodziły ze składania życzeń sylwestrowych, a potem imieninowych. A w PRL hucznie obchodzono imieniny. Przy tych bardziej popularnych: Zbigniewach, Wiesławach, Grażynach i Stanisławach było słychać śpiewy w kamienicach i blokowiskach. Razem ze starszym bratem mieli specjalny "imieninowy” repertuar wokalny. A jak biesiadnicy byli już po "głębszym”, to i za tym szła hojność. Dodatkowo zbierali butelki i makulaturę, na czym też był niezły zarobek.

- Jako nastolatek po szkole biegłem do pomocy w piekarni na Pasiece, więc już zawsze był chleb i bułki w domu - wspomina. - I zawsze jakieś pieniądze jeszcze wpadły. Po zawodówce i po 3-letniej służbie w komandosach, wieczorowo zrobiłem jeszcze ogólniak. Pracowałem na państwowym, ale najdłużej na "prywatkach”. A potem wszyscy zakładali firmy, to ja też…

Pracował i o starości nie myślał

- Dużo "na czarno” pracowałem - przyznaje pan Zbyszek. - Jak tak pomyśleć, to nawet od jednej trzeciej z tego, co zarobiłem, nie poszły składki na ZUS. Nie zawsze to było z mojej winy - przekonuje. - Jak pracowałem na "prywatkach”, jak płacili dobrze, to człowiek nie pytał pracodawcy, czy płaci ZUS. U jednego prywaciarza ciągiem przepracowałem ponad dziesięć lat.

- W ZUS-ie mi powiedzieli, że to z mojej winy, bo mogłem to sprawdzać - dodaje pan Zbyszek. - Ale człowiek wtedy o tym nie myślał. Inna sprawa, że wtedy ludzie mówili, że będą likwidowali ZUS, to niby po co miałbym odprowadzać? Tak wtedy dużo ludzi myślało.

Kiedy był już "na swoim”, składki odprowadzał w kratkę. Jak były zlecenia i pieniądze, to płacił, a jak roboty brakowało, to nie.

- Musiałem przecież z czegoś żyć - stwierdza.

Najgorszy był czas pandemii, wtedy przez dwa lata miał zleceń na dwa miesiące pracy. No, a potem posypało mu się zdrowie…

W podobnej sytuacji jest 69-letni pan Alfred z powiatu opolskiego. Pracował nie tylko w Polsce, ale także w Niemczech, choć głównie na czarno.

- Koniec lat 90. i początek kolejnej dekady to czasy remontów mieszkań, za które Niemcy płacili "do ręki” - wspomina pan Alfred. - Teraz, gdy ludzie słyszą, że mam niemiecką emeryturę, myślą, że dostaję ogromne pieniądze. A tymczasem jest to nieco ponad 200 euro, bo tylko na tyle miałem udokumentowane składki, mimo że pracowałem ciężko. W efekcie mam problemy z kręgosłupem i wiele innych schorzeń…

- Teraz wszyscy są mądrzy i mówią, że nie trzeba było robić na czarno - dodaje. - A kto miał zarabiać na utrzymanie moich dzieci? Brało się każdą robotę, jak leci, bo przecież nie było pracy. Nawet dwa razy mi się zdarzyło, że ktoś wziął ode mnie pieniądze na załatwienie pracy, a kiedy zajechałem do Niemiec, to się okazało, że zrobiono mnie w balona. Więc jak ktoś nie pracował w tamtych czasach, lepiej niech się nie wymądrza.

Pan Alfred dorabia do niskiej emerytury, ale co będzie za rok albo dwa, tego nie wie.

I jak za tyle przeżyć?

Irena Lebiedzińska, szefowa Powiatowego Urzędu Pracy w Opolu, mówi, że lata 90. były niezwykle trudne.

- I różne dziwne rzeczy w tym okresie przemian społeczno-gospodarczych się działy, które dzisiaj nazwalibyśmy patologią na rynku pracy - dodaje.

Kiedy padały uspołecznione zakłady pracy i były masowe zwolnienia, nastąpiła społeczna dezorientacja. I szok, że coś takiego, jak "zakład pracy”, który był zawsze, jest nagle do likwidacji. Nagle upadał, ale niby dlaczego, skoro ludzie chcieli pracować? Wtedy wiele mechanizmów gospodarczych nie rozumiano.

- Ludzie chwytali się wszystkiego, co mogłoby im dać jakiekolwiek utrzymanie - wspomina Irena Lebiedzińska. - Pracownicy nie pilnowali dokumentacji, a pracodawcy nie zawsze odprowadzali składki. Pracownicy nie zawsze dostawali świadectwa pracy. Przedsiębiorstwa często padały. I powstawały nowe.

Stale rosnąca liczba bieda-emerytów to wyzwanie natury społecznej i ekonomicznej. Dziś nie da się wyżyć za 500 czy 800 zł, nie da się opłacić rachunków i kupić leków. Trudno to zrobić nawet przy emeryturze minimalnej. Potrzebna jest pomoc.

- I taka już jest, zgodnie z ustawą o pomocy społecznej - mówi Małgorzata Kozak, zastępca dyrektora Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Opolu. - Osoby uzyskujące niski dochód, niezależnie, czy to świadczenie emerytalne, rentowe czy niska płaca, mają prawo do pomocy finansowej. I nie sprawdzamy, z jakiego powodu ta emerytura jest tak niska. Jedynie interesuje nas decyzja KRUS lub ZUS, dokumentująca niskie świadczenie. Osoby w takiej sytuacji, którym stan zdrowia już nie pozwala im na pracę, dostają zasiłek stały w wysokości 1100 zł miesięcznie.

Ale pomoc społeczna zanim cokolwiek wypłaci, ustala dokładne comiesięczne wydatki wnioskodawcy. Sprawdza też, czy dana osoba ma dzieci.

- W pierwszej kolejności udzielamy pomocy potrzebującemu człowiekowi, następnie sprawdzamy sytuację rodzinną, bo dzieci zobowiązane są do świadczenia alimentacyjnego wobec rodziców - tłumaczy Małgorzata Kozak.

Pan Alfred mówi, że w życiu sam zawsze sobie radził, więc niczego z pomocy społecznej nie potrzebuje.

- A tym bardziej, gdyby ktoś miał sprawdzać moje dzieci. One mają swoje życie, nie chcę im przeszkadzać - podkreśla.

Pan Zbigniew doskonale wie o możliwościach wsparcia przez MOPS.

- Ale zaraz dowiedziałyby się o tym moje dzieci, a im też się nie przelewa - mówi pan Zbyszek.

Jedni zbierają puszki, inni lecą na Maltę

Największy odsetek seniorów dostaje emerytury w przedziale 2800-3200 zł. Na samym dole są ci, którzy dostają dosłownie groszowe emerytury. Jest ich relatywnie niewielu, ale są. Najniższa emerytura wypłacana obecnie przez opolski ZUS wyniosła 37 gr i otrzymuje ją kobieta.

Jedyną pociechą dla "groszowych” są "13” i "14” emerytury.

- Trzynasta i czternasta emerytura przysługuje wszystkim emerytom i rencistom, w tym osobom pobierającym renty rodzinne i świadczenia przedemerytalne, bez względu na wysokość świadczeń - wyjaśnia Sebastian Szczurek, rzecznik opolskiego ZUS.

Jest też przeciwny biegun do bieda-emerytów. To ci, którzy już w okresie przemian społeczno-gospodarczych dużo zarabiali i odprowadzali składki. Oni przyjęli styl życia, który do niedawna był wyłącznie możliwy dla niemieckich emerytów. Często wyjeżdżają i zwiedzają świat.

- W tym roku odnotowano duży wzrost liczby osób pobierających emerytury w wysokości powyżej 7 tys. zł - mówi Sebastian Szczurek. - Jest ich w Polsce 622,7 tys., a w ubiegłym roku było 473 tys. To wzrost o 31,6 proc.

Przybywa też emerytów, którzy biorą 10, a nawet ponad 15 tys. zł. W tym roku najwyższa emerytura w Opolu wyniosła 36 tys. zł. Dwóch mężczyzn w Zabrzu bierze emerytury w wysokości 50 tys. zł, a w Warszawie rekordzista na rękę ma 43 tys. zł. W Bydgoszczy rekordową emeryturę dostaje kobieta, 40 tys. zł.

Sebastian Szczurek zauważa, że wśród młodszych Polaków rośnie świadomość wagi odprowadzania składek do ZUS. Młodzi pilnują tego.

- A waloryzacje składek na kontach ubezpieczonych są coraz bardziej sowite, wyższe niż w bankach - dodaje rzecznik opolskiego ZUS.

Co by zrobił pan Alfred, gdyby miał wyższą emeryturę?

- Być może wspierałbym dzieci, ale też zrobiłbym coś dla siebie, bo kiedyś oglądałem reportaż o Malcie i chciałbym ją zwiedzić - przyznaje. Ma pogodne usposobienie i nie traci nadziei, że jeszcze zwiedzi ten wyspiarski kraj na Morzu Śródziemnym.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 0°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 999 hPa
Wiatr: 18 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama