Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 5 sierpnia 2026 22:30
ReklamaFilplast

"Archiwum kalwaryjskie" pierwszy raz w całości po polsku

Oryginał zabytku znajduje się w klasztorze na Górze św. Anny. Jest to księga o wymiarach 24 x 36 cm i grubości 4 cm. Oprawę wykonano z twardego kartonu oklejonego płótnem. Kartki są ze sobą zszyte, tworząc jeden zwarty wolumen. Redaktorem tomu wydanego w języku polskim jest o. Jozafat Gohly, franciszkanin. Pierwsze prace redakcyjne rozpoczął w 2003 roku.
"Archiwum kalwaryjskie" pierwszy raz w całości po polsku
Z początkiem maja w Leśnicy odbyło się spotkanie z o. Jozafatem. Oczywiście rozmawiano o "Archiwum kalwaryjskim". Organizatorem był Leśnicki Ośrodek Kultury i Rekreacji

Autor: Leśnicki Ośrodek Kultury i Rekreacji

Tekst kroniki zapisany został głównie po łacinie. Notatki pochodzące z przełomu XIX/XX w. sporządzono w języku niemieckim. Całość zawiera 413 ponumerowanych stron. 

- Początek prac nad "Archiwum kalwaryjskim" wziął się poniekąd stąd, że wiele osób się na nie powołuje, choć nie miały go w ręku - mówi autor opracowania, franciszkanin o. Jozafat Gohly, który pracował na Górze św. Anny w latach 1997-2006. - Najczęściej autorzy korzystali z przypisów umieszczonych w pracach o Górze św. Anny ojców Chryzostoma Reischa i Kamila Bolczyka. Przepisywano je z pokolenia na pokolenie. Dostęp do archiwum mieli ks. prof. Andrzej Hanich, nieżyjący już ks. prof. Jan Górecki i pani Zyta Zarzycka.

- Uważałem, że warto całość wydać w języku polskim - dodaje o. Jozafat. - Moi starsi bracia w zakonie czytali w sposób naturalny zarówno niemiecki, jak i łacinę. Znam niemiecki i łacinę na poziomie podstawowym, ale nigdy bym się nie odważył samemu odczytywać i tłumaczyć tekst napisany po łacinie lub po niemiecku neografią gotycką. Tekst łaciński fragmentami, krok po kroku tłumaczył o. Maksymilian Jerzy Damian, franciszkanin. Część niemiecką nieżyjący już proboszcz parafii Ostropa, ks. Ryszard Salańczyk.

Kalwaria czekała pół wieku

O. Gohly podkreśla, że tom, który teraz czytelnik może wziąć do ręki, opowiada historię Kalwarii na Górze św. Anny, a nie dzieje klasztoru. Wydanie "Kroniki konwentu”, czyli klasztoru na Górze św. Anny zapowiada na za rok.

Budowy Kalwarii w 1700 roku podjął się Jerzy Adam Gaschin, bratanek jej pomysłodawcy, Melchiora Ferdynanda Gaschina. Od biskupa wrocławskiego dostał zgodę na zbudowanie trzech większych i trzydziestu mniejszych kaplic. Robotę powierzył włoskiemu mistrzowi z Opola, Dominikowi Sighno. W lipcu 1709 roku Nowa Jerozolima była gotowa.

I... zaczął się z nią potężny kłopot. Okazało się bowiem, że pątników po kalwaryjskich dróżkach nie chce oprowadzać i otoczyć opieką duszpasterską ani leśnicki proboszcz, ani franciszkanie z Góry św. Anny. Bez przewodników na kalwarię nie chodzili wierni. Budowle stały i niszczały.

Franciszkanie nie mieli złej woli. Chcieli wiernie przestrzegać reguły. Bali się, że jak rzucą się w wir obowiązków duszpasterskich, nie będą mieli dość czasu na modlitwę. Byli gotowi służyć pątnikom przybywającym do św. Anny, ale nie chcieli brać odpowiedzialności za 33 kalwaryjskie kaplice. Wiedzieli dobrze, że aby utrzymać kalwarię, będą musieli zbierać pieniądze od pielgrzymów. A oni chcieli być autentycznie ubodzy i rzeczywiście nie mieli nic. Nawet ofiary za odprawiane msze św. oddawali leśnickiemu proboszczowi.

Dyskusje, spory i przepychanki między Gaschinami i zakonnikami trwały pół wieku. Kiedy wreszcie w 1763 roku franciszkanie zgodzili się organizować nabożeństwa kalwaryjskie, okazało się, że większość kaplic nadaje się do generalnego remontu.

- Warunki, na jakich franciszkanie przejęli Kalwarię, oczekiwania hrabiego itd. - to wszystko zostało zapisane - opowiada o. Jozafat.

W święto Podwyższenia Krzyża w 1764 roku rozpoczęły się nabożeństwa kalwaryjskie. Uczestniczyły w nich tłumy pątników z całego Śląska. Dwa lata później był gotowy schemat nabożeństw kalwaryjskich, który zresztą obowiązuje do dnia dzisiejszego. W 1767 roku o. Wacław Waxmański opracował specjalny modlitewnik na obchody: "Nowa Jerozolima albo Kalwarya całey Męki Jezusowey". Wydaną po polsku "kalwaryjkę" przetłumaczył na niemiecki hrabia Filip Collona ze Strzelec Opolskich.

- W 1771 roku prowincjał dał wskazanie, by wszystkie dokumenty dotyczące powstania kalwarii, odpustów i to ze wszystkimi szczegółami, ruchu pielgrzymów itp. spisywać - mówi o. Jozafat. - Zbierano też dokumenty wstecz i to wszystko składa się na pierwszą część tomu.

Notatki z trzech stuleci

"Archiwum kalwaryjskie” nie jest dziełem jednego autora. To zrozumiałe, gdyż są to notatki z prawie trzech stuleci. Zapisywanie informacji z ważniejszych wydarzeń należało do przełożonego konwentu, czyli gwardiana. Potwierdza się to w niektórych zapiskach, ponieważ piszący o danym fakcie był równocześnie w tym czasie gwardianem konwentu. Można wskazać na kilka wyjątkowych postaci, które z pewnością przyczyniły się do powstania tego dzieła. Jedną z nich był o. Wacław Waxmański, parokrotnie potwierdzający spisane wydarzenia swoją adnotacją: "Zgadza się - fr. Wacław, reformata i gwardian, prefekt kalwarii”. W latach 1777-1783 przełożonym konwentu został o. Bonawentura Stefański, który pojawia się również w notatkach kroniki jako jej autor. W XIX w. wiele zapisków poczynił o. Atanazy Kleinwächter, który pełnił funkcję gwardiana klasztoru na Górze św. Anny w latach 1864-1875 oraz 1887-1892.

Druga część "Archivum Calvaristicum” obejmuje wykaz procesji przybyłych na obchody kalwaryjskie i na Dróżki Maryi. Starano się spisać poszczególne grupy pielgrzymkowe, wykazując: datę przybycia, miejsce, z którego pochodzili pielgrzymi, w jakich nabożeństwach uczestniczyli oraz ile osób liczyła grupa pielgrzymkowa. Tę ostatnią rzecz szacowano na podstawie udzielonych Komunii Świętych.

- Dowiadujemy się z tej części, skąd przybywali ludzie na Górę św. Anny - opowiada o. Jozafat. - Nie wszystkie nazwy dawało się łatwo odczytać. Zwłaszcza, że pątnicy przybywali nie tylko ze Śląska, ale i z Moraw. Te nazwy spisywane ze słuchu często były germanizowane i latynizowane. A franciszkanie pracujący w XVIII w. na Górze św. Anny to byli Polacy z Krakowa. Te bardzo ciekawe szczegółowe zapisy zajmują kilkadziesiąt stron.

Liczby pielgrzymów musiały być w początkach istnienia Kalwarii naprawdę imponujące. Bracia odnotowywali osobno pielgrzymki po niemiecku i po polsku. Bardzo długi wykaz z Roku Pańskiego 1769 zaczyna się od informacji o przybyciu na Górę św. Anny w Wielki Czwartek i Wielki Piątek wielkiej liczby pątników. Przy dobrej pogodzie wykomunikowano 5200 osób - zanotował kronikarz. W Znalezienie Świętego Krzyża Komunię przyjęło 3500 ludzi. W Zielone Świątki 12100.

Część trzecia "Archiwum kalwaryjskiego” zawiera informacje o łaskach i cudach otrzymanych w tym miejscu za wstawiennictwem św. Anny. Po kilku zapisach kronikarza z XVIII w. znalazły się notatki dokonane przez o. Atanazego Kleinwächtera z II poł. XIX w. oraz opisy cudów uwiecznione przez kronikarzy lub przepisane z różnych XIX- i XX-wiecznych czasopism. Ostatnie notatki w tej części pochodzą z 1937 r.

Informacje i świadectwa

12 grudnia 1924 r. pani Anna Reimann przekazała gwardianowi o. Felixowi Kossowi notatkę o uzdrowieniu syna.

"Mój syn, mając lat 4, zachorował i nie mógł chodzić. Gdzie go położyłam, tam leżał. Trzech lekarzy nie mogło mu pomóc. 9 miesięcy leżał w szpitalu w Opolu. (…). W 1900 r. uciekłam się o pomoc do św. Anny i poleciłam Jej mojego syna w czasie kalwarii. Musiałam go nieść. Niosłam go przez całą kalwarię. Gdy wróciliśmy na górę, miał całkiem inny kolor, stanął na nogi i mógł się nieco ruszać. Mieszkaliśmy wtedy w Dąbrowie. Po powrocie odebrano nas ze stacji furmanką. Sam zdołał na nią wejść. Mój mąż przygotował mu dwie laski i tak się sam poruszał. Następnego roku pojechałam sama na Górę św. Anny. Po powrocie wyszedł mi naprzeciw, odrzucił jedną laskę i powiada, że o jednej mu się lepiej chodzi. Następnego roku znów pojechałam. Odebrał mnie na stacji, wyrzucając drugą laskę. Umiał chodzić bez pomocy i był bardzo szczęśliwy".

Czwarta część "Archiwum” stanowi zestawienie składów personalnych franciszkanów służących na Górze św. Anny od roku rozpoczęcia obchodów kalwaryjskich w 1764 aż do 1952 r. Piąta opisuje inwentarz kalwaryjski, czyli opis sprzętów i rzeczy zakupionych dla wyposażenia kaplic kalwaryjskich. Notatki zawierają skrótowy opis prac wykonanych przy kaplicach głównie w latach 1763-1800.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama Heimat
Reklama
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: Alojz Treść komentarza: Ta łódka to jest im potrzebna jak umarłemu kadzidło. Na Małej Panwi tego nawet nie da sie zwodować. No tak ale to kolejna zabawka G.H. Tak samo jak quad. Kupione, żeby duże dziecko miało zabawkę Data dodania komentarza: 29.07.2026, 07:44 Źródło komentarza: Zabawa połączona z nauką bezpieczeństwa - ta impreza wróciła po latach J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Zawadzki policyjny show. Data dodania komentarza: 14.07.2026, 15:07 Źródło komentarza: Szczęśliwy finał poszukiwań 23-letniej kobiety z Zawadzkiego G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Dość niejasny ten artykuł... Wyszła z domu za piętnaście druga po południu, a o drugiej zgłoszono jej zaginięcie i rozpoczęto poszukiwania? Czy czegoś tu nie doczytałem? Data dodania komentarza: 14.07.2026, 13:53 Źródło komentarza: Szczęśliwy finał poszukiwań 23-letniej kobiety z Zawadzkiego J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Dostęp do Małej Panwi wystarczy nam. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 22:39 Źródło komentarza: Moc atrakcji na wakacje w gminie Kolonowskie. Co znalazło się w programie? A Autor komentarza: Goroll Treść komentarza: Najlepiej pisać komentarze podczas pracy .Czy Smok twój przełożony wie ze wykorzystując czas pracy udzielasz się na forach . Piszesz o marnotrawstwie a sam nie jesteś w porzadku . W Kolonowkiem wiemy kim jesteś . Data dodania komentarza: 8.07.2026, 17:39 Źródło komentarza: Zarośnięta rzeka i rowy w gminie Kolonowskie. Jest plan na rozwiązanie problemu J Autor komentarza: Jowita Treść komentarza: Panie Starosto Gaida a czy ma Pan tyle odwagi żeby przedstawić opinii publicznej jak w strzeleckim szpitalu wygląda rachunek kosztów a zwłaszcza poziom wynagrodzeń lekarzy (np. na wykresie). Kluczowe się również wydaje pytanie czy po doniesieniach medialnych z całej polski o patologiach w służbie zdrowa, w strzeleckim szpitalu była przeprowadzona rewizja finansowa ze strony starostwa jako właściciela szpitala? Jeśli tak to co z niej wyszło? Jeśli nie to dlaczego? Strzelecki szpital ma 42 mln długu, ten rok zamknie deficytem więc Panie Gajda czas stanąć przed mieszkańcami i odpowiedzieć na zadane pytanie. Panie Starosto zawsze może sobie Pan wziąć do pomocy Pana Romana Kolka z Jemielnicy (nie gdyś wicemarszałka województwa - na całe szczęście już nim jest) który zawsze uśmiech od ucha do ucha i jasno twierdził że służba zdrowia potrzebuje tylko forsy forsy i forsy a teraz wiemy na co te pieniądze idą. Może Romanie skomentuje to Pan a nie tylko uściski dłonie. Panie Starosto zero złotych na szpital z kasy powiatu!!! Najpierw się doi strzelecki szpital z pieniędzy, tylko podwyżki i podwyżki a potem personel szpitala obawia się konsolidacji. A co wy w tym szpitalu myślicie że podatnicy mają więcej dać żeby wyście mieli? To jest taka patologia że się w głowie nie mieści. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 12:06 Źródło komentarza: 42 mln zł długu. Trwa spór o przyszłość strzeleckiego szpitala
Reklama