Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 14 marca 2026 22:25
Reklama Żabka

"Archiwum kalwaryjskie" pierwszy raz w całości po polsku

Oryginał zabytku znajduje się w klasztorze na Górze św. Anny. Jest to księga o wymiarach 24 x 36 cm i grubości 4 cm. Oprawę wykonano z twardego kartonu oklejonego płótnem. Kartki są ze sobą zszyte, tworząc jeden zwarty wolumen. Redaktorem tomu wydanego w języku polskim jest o. Jozafat Gohly, franciszkanin. Pierwsze prace redakcyjne rozpoczął w 2003 roku.
"Archiwum kalwaryjskie" pierwszy raz w całości po polsku
Z początkiem maja w Leśnicy odbyło się spotkanie z o. Jozafatem. Oczywiście rozmawiano o "Archiwum kalwaryjskim". Organizatorem był Leśnicki Ośrodek Kultury i Rekreacji

Autor: Leśnicki Ośrodek Kultury i Rekreacji

Tekst kroniki zapisany został głównie po łacinie. Notatki pochodzące z przełomu XIX/XX w. sporządzono w języku niemieckim. Całość zawiera 413 ponumerowanych stron. 

- Początek prac nad "Archiwum kalwaryjskim" wziął się poniekąd stąd, że wiele osób się na nie powołuje, choć nie miały go w ręku - mówi autor opracowania, franciszkanin o. Jozafat Gohly, który pracował na Górze św. Anny w latach 1997-2006. - Najczęściej autorzy korzystali z przypisów umieszczonych w pracach o Górze św. Anny ojców Chryzostoma Reischa i Kamila Bolczyka. Przepisywano je z pokolenia na pokolenie. Dostęp do archiwum mieli ks. prof. Andrzej Hanich, nieżyjący już ks. prof. Jan Górecki i pani Zyta Zarzycka.

- Uważałem, że warto całość wydać w języku polskim - dodaje o. Jozafat. - Moi starsi bracia w zakonie czytali w sposób naturalny zarówno niemiecki, jak i łacinę. Znam niemiecki i łacinę na poziomie podstawowym, ale nigdy bym się nie odważył samemu odczytywać i tłumaczyć tekst napisany po łacinie lub po niemiecku neografią gotycką. Tekst łaciński fragmentami, krok po kroku tłumaczył o. Maksymilian Jerzy Damian, franciszkanin. Część niemiecką nieżyjący już proboszcz parafii Ostropa, ks. Ryszard Salańczyk.

Kalwaria czekała pół wieku

O. Gohly podkreśla, że tom, który teraz czytelnik może wziąć do ręki, opowiada historię Kalwarii na Górze św. Anny, a nie dzieje klasztoru. Wydanie "Kroniki konwentu”, czyli klasztoru na Górze św. Anny zapowiada na za rok.

Budowy Kalwarii w 1700 roku podjął się Jerzy Adam Gaschin, bratanek jej pomysłodawcy, Melchiora Ferdynanda Gaschina. Od biskupa wrocławskiego dostał zgodę na zbudowanie trzech większych i trzydziestu mniejszych kaplic. Robotę powierzył włoskiemu mistrzowi z Opola, Dominikowi Sighno. W lipcu 1709 roku Nowa Jerozolima była gotowa.

I... zaczął się z nią potężny kłopot. Okazało się bowiem, że pątników po kalwaryjskich dróżkach nie chce oprowadzać i otoczyć opieką duszpasterską ani leśnicki proboszcz, ani franciszkanie z Góry św. Anny. Bez przewodników na kalwarię nie chodzili wierni. Budowle stały i niszczały.

Franciszkanie nie mieli złej woli. Chcieli wiernie przestrzegać reguły. Bali się, że jak rzucą się w wir obowiązków duszpasterskich, nie będą mieli dość czasu na modlitwę. Byli gotowi służyć pątnikom przybywającym do św. Anny, ale nie chcieli brać odpowiedzialności za 33 kalwaryjskie kaplice. Wiedzieli dobrze, że aby utrzymać kalwarię, będą musieli zbierać pieniądze od pielgrzymów. A oni chcieli być autentycznie ubodzy i rzeczywiście nie mieli nic. Nawet ofiary za odprawiane msze św. oddawali leśnickiemu proboszczowi.

Dyskusje, spory i przepychanki między Gaschinami i zakonnikami trwały pół wieku. Kiedy wreszcie w 1763 roku franciszkanie zgodzili się organizować nabożeństwa kalwaryjskie, okazało się, że większość kaplic nadaje się do generalnego remontu.

- Warunki, na jakich franciszkanie przejęli Kalwarię, oczekiwania hrabiego itd. - to wszystko zostało zapisane - opowiada o. Jozafat.

W święto Podwyższenia Krzyża w 1764 roku rozpoczęły się nabożeństwa kalwaryjskie. Uczestniczyły w nich tłumy pątników z całego Śląska. Dwa lata później był gotowy schemat nabożeństw kalwaryjskich, który zresztą obowiązuje do dnia dzisiejszego. W 1767 roku o. Wacław Waxmański opracował specjalny modlitewnik na obchody: "Nowa Jerozolima albo Kalwarya całey Męki Jezusowey". Wydaną po polsku "kalwaryjkę" przetłumaczył na niemiecki hrabia Filip Collona ze Strzelec Opolskich.

- W 1771 roku prowincjał dał wskazanie, by wszystkie dokumenty dotyczące powstania kalwarii, odpustów i to ze wszystkimi szczegółami, ruchu pielgrzymów itp. spisywać - mówi o. Jozafat. - Zbierano też dokumenty wstecz i to wszystko składa się na pierwszą część tomu.

Notatki z trzech stuleci

"Archiwum kalwaryjskie” nie jest dziełem jednego autora. To zrozumiałe, gdyż są to notatki z prawie trzech stuleci. Zapisywanie informacji z ważniejszych wydarzeń należało do przełożonego konwentu, czyli gwardiana. Potwierdza się to w niektórych zapiskach, ponieważ piszący o danym fakcie był równocześnie w tym czasie gwardianem konwentu. Można wskazać na kilka wyjątkowych postaci, które z pewnością przyczyniły się do powstania tego dzieła. Jedną z nich był o. Wacław Waxmański, parokrotnie potwierdzający spisane wydarzenia swoją adnotacją: "Zgadza się - fr. Wacław, reformata i gwardian, prefekt kalwarii”. W latach 1777-1783 przełożonym konwentu został o. Bonawentura Stefański, który pojawia się również w notatkach kroniki jako jej autor. W XIX w. wiele zapisków poczynił o. Atanazy Kleinwächter, który pełnił funkcję gwardiana klasztoru na Górze św. Anny w latach 1864-1875 oraz 1887-1892.

Druga część "Archivum Calvaristicum” obejmuje wykaz procesji przybyłych na obchody kalwaryjskie i na Dróżki Maryi. Starano się spisać poszczególne grupy pielgrzymkowe, wykazując: datę przybycia, miejsce, z którego pochodzili pielgrzymi, w jakich nabożeństwach uczestniczyli oraz ile osób liczyła grupa pielgrzymkowa. Tę ostatnią rzecz szacowano na podstawie udzielonych Komunii Świętych.

- Dowiadujemy się z tej części, skąd przybywali ludzie na Górę św. Anny - opowiada o. Jozafat. - Nie wszystkie nazwy dawało się łatwo odczytać. Zwłaszcza, że pątnicy przybywali nie tylko ze Śląska, ale i z Moraw. Te nazwy spisywane ze słuchu często były germanizowane i latynizowane. A franciszkanie pracujący w XVIII w. na Górze św. Anny to byli Polacy z Krakowa. Te bardzo ciekawe szczegółowe zapisy zajmują kilkadziesiąt stron.

Liczby pielgrzymów musiały być w początkach istnienia Kalwarii naprawdę imponujące. Bracia odnotowywali osobno pielgrzymki po niemiecku i po polsku. Bardzo długi wykaz z Roku Pańskiego 1769 zaczyna się od informacji o przybyciu na Górę św. Anny w Wielki Czwartek i Wielki Piątek wielkiej liczby pątników. Przy dobrej pogodzie wykomunikowano 5200 osób - zanotował kronikarz. W Znalezienie Świętego Krzyża Komunię przyjęło 3500 ludzi. W Zielone Świątki 12100.

Część trzecia "Archiwum kalwaryjskiego” zawiera informacje o łaskach i cudach otrzymanych w tym miejscu za wstawiennictwem św. Anny. Po kilku zapisach kronikarza z XVIII w. znalazły się notatki dokonane przez o. Atanazego Kleinwächtera z II poł. XIX w. oraz opisy cudów uwiecznione przez kronikarzy lub przepisane z różnych XIX- i XX-wiecznych czasopism. Ostatnie notatki w tej części pochodzą z 1937 r.

Informacje i świadectwa

12 grudnia 1924 r. pani Anna Reimann przekazała gwardianowi o. Felixowi Kossowi notatkę o uzdrowieniu syna.

"Mój syn, mając lat 4, zachorował i nie mógł chodzić. Gdzie go położyłam, tam leżał. Trzech lekarzy nie mogło mu pomóc. 9 miesięcy leżał w szpitalu w Opolu. (…). W 1900 r. uciekłam się o pomoc do św. Anny i poleciłam Jej mojego syna w czasie kalwarii. Musiałam go nieść. Niosłam go przez całą kalwarię. Gdy wróciliśmy na górę, miał całkiem inny kolor, stanął na nogi i mógł się nieco ruszać. Mieszkaliśmy wtedy w Dąbrowie. Po powrocie odebrano nas ze stacji furmanką. Sam zdołał na nią wejść. Mój mąż przygotował mu dwie laski i tak się sam poruszał. Następnego roku pojechałam sama na Górę św. Anny. Po powrocie wyszedł mi naprzeciw, odrzucił jedną laskę i powiada, że o jednej mu się lepiej chodzi. Następnego roku znów pojechałam. Odebrał mnie na stacji, wyrzucając drugą laskę. Umiał chodzić bez pomocy i był bardzo szczęśliwy".

Czwarta część "Archiwum” stanowi zestawienie składów personalnych franciszkanów służących na Górze św. Anny od roku rozpoczęcia obchodów kalwaryjskich w 1764 aż do 1952 r. Piąta opisuje inwentarz kalwaryjski, czyli opis sprzętów i rzeczy zakupionych dla wyposażenia kaplic kalwaryjskich. Notatki zawierają skrótowy opis prac wykonanych przy kaplicach głównie w latach 1763-1800.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

ReklamaHeimat
Reklama
Reklama
ReklamaMaxima 2
Reklama
ReklamaHospicjum2022
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 11°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1004 hPa
Wiatr: 20 km/h

Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: JanTreść komentarza: Pani Patrycjo Leszczyk-Gołąbek na zdjęciu to akcja w kolonowskim w dzielnicy Fosowskie.Data dodania komentarza: 11.03.2026, 07:30Źródło komentarza: Pożar trawy w Kolonowskiem. Strażacy apelują J Autor komentarza: MieszkaniecTreść komentarza: Dziesięć lat wyczekiwania chyba się spełnią.Data dodania komentarza: 10.03.2026, 06:41Źródło komentarza: Ulica Arki Bożka wreszcie z chodnikiem. Będzie jasno, równo i bezpiecznie J Autor komentarza: Jarząbek WacławawTreść komentarza: A może należałoby poprosić o stanowisko głównego udziałowca spółki? Zastanawiające jest jego milczenie...Data dodania komentarza: 5.03.2026, 16:40Źródło komentarza: Karuzela kadrowa w SWiK trwa. "To nie idzie w dobrym kierunku" G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: W Zawadzkiem nie ma ulicy Jemielnickiej. Przynajmniej jeszcze o takowej nie szłyszałem. Obok byłego budowlańca oprócz DK 901, czyli ul. Opolskiej mamy jeszcze ulicę Szpitalną (droga osiedlowa) oraz ulicę Lubliniecką. To pewnie o tą ostatnią się tutaj rozchodzi?Data dodania komentarza: 24.02.2026, 15:22Źródło komentarza: Doświetlą przejścia dla pieszych w Zawadzkiem i Szczepanku. Będzie bezpieczniej J Autor komentarza: WacławTreść komentarza: "Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska." Tym stwierdzeniem się przebierańcu ujawniłeś. Kto dał ci prawo relatywizowania krzywd? Nie wstyd ci tzw. ślunzoku? Ponadto cofnij się edukacyjnie do początków szkoły podstawowej z lat słusznie minionych jeżeli chodzi o znajomość historii i nadal gloryfikuj Armię Czerwoną.Data dodania komentarza: 19.02.2026, 18:21Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim D Autor komentarza: ślunzokTreść komentarza: Co do "Tragedii Górnośląskiej".... Jestem ślązakiem, ale uważam, ze nie ma co tak bardzo płakać nad tamtymi wydarzeniami. Dlaczego ? Bo co robiły oddziały niemieckie w Babim Jarze ? , czy gdziekolwiek na terenach wschodnich ? To Niemcy wrzucali noworodki do płonących stodół, to NIemcy strzelali do ludności cywilnej klęczącej nad dołami. Armia Czerwona mściła się , jak każdy z nas w okresie wojny, gdyby mógł się mścił ! Kobiety płaczą, że były gwałcone , a kiedy stawiały opór były zabijane ? Straszne ! Co mogłyby powiedzieć dzieci wrzucane do ognia na wschodzie ? One nie miały wyboru.... Dla mnie " tragedia górnośląska" to małostka w porównaniu z tym, co NIemcy robili na wschodzie. Nie wiem, czy ich potępiać, czy nie. To była wojna i ich agresja była odpowiedzią na swój ból. Ślązaków i tak potraktowano łagodnie. Mogli ruscy całe wsieod razu palić. Nikt z Niemców nie wiedział co się działo na wschodzie ? Sobibór, Bełżec, Trblinka ? Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska.Data dodania komentarza: 18.02.2026, 21:52Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim
Reklama