Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 28 stycznia 2026 20:16
Reklama
Reklama

"Archiwum kalwaryjskie" pierwszy raz w całości po polsku

Oryginał zabytku znajduje się w klasztorze na Górze św. Anny. Jest to księga o wymiarach 24 x 36 cm i grubości 4 cm. Oprawę wykonano z twardego kartonu oklejonego płótnem. Kartki są ze sobą zszyte, tworząc jeden zwarty wolumen. Redaktorem tomu wydanego w języku polskim jest o. Jozafat Gohly, franciszkanin. Pierwsze prace redakcyjne rozpoczął w 2003 roku.
"Archiwum kalwaryjskie" pierwszy raz w całości po polsku
Z początkiem maja w Leśnicy odbyło się spotkanie z o. Jozafatem. Oczywiście rozmawiano o "Archiwum kalwaryjskim". Organizatorem był Leśnicki Ośrodek Kultury i Rekreacji

Autor: Leśnicki Ośrodek Kultury i Rekreacji

Tekst kroniki zapisany został głównie po łacinie. Notatki pochodzące z przełomu XIX/XX w. sporządzono w języku niemieckim. Całość zawiera 413 ponumerowanych stron. 

- Początek prac nad "Archiwum kalwaryjskim" wziął się poniekąd stąd, że wiele osób się na nie powołuje, choć nie miały go w ręku - mówi autor opracowania, franciszkanin o. Jozafat Gohly, który pracował na Górze św. Anny w latach 1997-2006. - Najczęściej autorzy korzystali z przypisów umieszczonych w pracach o Górze św. Anny ojców Chryzostoma Reischa i Kamila Bolczyka. Przepisywano je z pokolenia na pokolenie. Dostęp do archiwum mieli ks. prof. Andrzej Hanich, nieżyjący już ks. prof. Jan Górecki i pani Zyta Zarzycka.

- Uważałem, że warto całość wydać w języku polskim - dodaje o. Jozafat. - Moi starsi bracia w zakonie czytali w sposób naturalny zarówno niemiecki, jak i łacinę. Znam niemiecki i łacinę na poziomie podstawowym, ale nigdy bym się nie odważył samemu odczytywać i tłumaczyć tekst napisany po łacinie lub po niemiecku neografią gotycką. Tekst łaciński fragmentami, krok po kroku tłumaczył o. Maksymilian Jerzy Damian, franciszkanin. Część niemiecką nieżyjący już proboszcz parafii Ostropa, ks. Ryszard Salańczyk.

Kalwaria czekała pół wieku

O. Gohly podkreśla, że tom, który teraz czytelnik może wziąć do ręki, opowiada historię Kalwarii na Górze św. Anny, a nie dzieje klasztoru. Wydanie "Kroniki konwentu”, czyli klasztoru na Górze św. Anny zapowiada na za rok.

Budowy Kalwarii w 1700 roku podjął się Jerzy Adam Gaschin, bratanek jej pomysłodawcy, Melchiora Ferdynanda Gaschina. Od biskupa wrocławskiego dostał zgodę na zbudowanie trzech większych i trzydziestu mniejszych kaplic. Robotę powierzył włoskiemu mistrzowi z Opola, Dominikowi Sighno. W lipcu 1709 roku Nowa Jerozolima była gotowa.

I... zaczął się z nią potężny kłopot. Okazało się bowiem, że pątników po kalwaryjskich dróżkach nie chce oprowadzać i otoczyć opieką duszpasterską ani leśnicki proboszcz, ani franciszkanie z Góry św. Anny. Bez przewodników na kalwarię nie chodzili wierni. Budowle stały i niszczały.

Franciszkanie nie mieli złej woli. Chcieli wiernie przestrzegać reguły. Bali się, że jak rzucą się w wir obowiązków duszpasterskich, nie będą mieli dość czasu na modlitwę. Byli gotowi służyć pątnikom przybywającym do św. Anny, ale nie chcieli brać odpowiedzialności za 33 kalwaryjskie kaplice. Wiedzieli dobrze, że aby utrzymać kalwarię, będą musieli zbierać pieniądze od pielgrzymów. A oni chcieli być autentycznie ubodzy i rzeczywiście nie mieli nic. Nawet ofiary za odprawiane msze św. oddawali leśnickiemu proboszczowi.

Dyskusje, spory i przepychanki między Gaschinami i zakonnikami trwały pół wieku. Kiedy wreszcie w 1763 roku franciszkanie zgodzili się organizować nabożeństwa kalwaryjskie, okazało się, że większość kaplic nadaje się do generalnego remontu.

- Warunki, na jakich franciszkanie przejęli Kalwarię, oczekiwania hrabiego itd. - to wszystko zostało zapisane - opowiada o. Jozafat.

W święto Podwyższenia Krzyża w 1764 roku rozpoczęły się nabożeństwa kalwaryjskie. Uczestniczyły w nich tłumy pątników z całego Śląska. Dwa lata później był gotowy schemat nabożeństw kalwaryjskich, który zresztą obowiązuje do dnia dzisiejszego. W 1767 roku o. Wacław Waxmański opracował specjalny modlitewnik na obchody: "Nowa Jerozolima albo Kalwarya całey Męki Jezusowey". Wydaną po polsku "kalwaryjkę" przetłumaczył na niemiecki hrabia Filip Collona ze Strzelec Opolskich.

- W 1771 roku prowincjał dał wskazanie, by wszystkie dokumenty dotyczące powstania kalwarii, odpustów i to ze wszystkimi szczegółami, ruchu pielgrzymów itp. spisywać - mówi o. Jozafat. - Zbierano też dokumenty wstecz i to wszystko składa się na pierwszą część tomu.

Notatki z trzech stuleci

"Archiwum kalwaryjskie” nie jest dziełem jednego autora. To zrozumiałe, gdyż są to notatki z prawie trzech stuleci. Zapisywanie informacji z ważniejszych wydarzeń należało do przełożonego konwentu, czyli gwardiana. Potwierdza się to w niektórych zapiskach, ponieważ piszący o danym fakcie był równocześnie w tym czasie gwardianem konwentu. Można wskazać na kilka wyjątkowych postaci, które z pewnością przyczyniły się do powstania tego dzieła. Jedną z nich był o. Wacław Waxmański, parokrotnie potwierdzający spisane wydarzenia swoją adnotacją: "Zgadza się - fr. Wacław, reformata i gwardian, prefekt kalwarii”. W latach 1777-1783 przełożonym konwentu został o. Bonawentura Stefański, który pojawia się również w notatkach kroniki jako jej autor. W XIX w. wiele zapisków poczynił o. Atanazy Kleinwächter, który pełnił funkcję gwardiana klasztoru na Górze św. Anny w latach 1864-1875 oraz 1887-1892.

Druga część "Archivum Calvaristicum” obejmuje wykaz procesji przybyłych na obchody kalwaryjskie i na Dróżki Maryi. Starano się spisać poszczególne grupy pielgrzymkowe, wykazując: datę przybycia, miejsce, z którego pochodzili pielgrzymi, w jakich nabożeństwach uczestniczyli oraz ile osób liczyła grupa pielgrzymkowa. Tę ostatnią rzecz szacowano na podstawie udzielonych Komunii Świętych.

- Dowiadujemy się z tej części, skąd przybywali ludzie na Górę św. Anny - opowiada o. Jozafat. - Nie wszystkie nazwy dawało się łatwo odczytać. Zwłaszcza, że pątnicy przybywali nie tylko ze Śląska, ale i z Moraw. Te nazwy spisywane ze słuchu często były germanizowane i latynizowane. A franciszkanie pracujący w XVIII w. na Górze św. Anny to byli Polacy z Krakowa. Te bardzo ciekawe szczegółowe zapisy zajmują kilkadziesiąt stron.

Liczby pielgrzymów musiały być w początkach istnienia Kalwarii naprawdę imponujące. Bracia odnotowywali osobno pielgrzymki po niemiecku i po polsku. Bardzo długi wykaz z Roku Pańskiego 1769 zaczyna się od informacji o przybyciu na Górę św. Anny w Wielki Czwartek i Wielki Piątek wielkiej liczby pątników. Przy dobrej pogodzie wykomunikowano 5200 osób - zanotował kronikarz. W Znalezienie Świętego Krzyża Komunię przyjęło 3500 ludzi. W Zielone Świątki 12100.

Część trzecia "Archiwum kalwaryjskiego” zawiera informacje o łaskach i cudach otrzymanych w tym miejscu za wstawiennictwem św. Anny. Po kilku zapisach kronikarza z XVIII w. znalazły się notatki dokonane przez o. Atanazego Kleinwächtera z II poł. XIX w. oraz opisy cudów uwiecznione przez kronikarzy lub przepisane z różnych XIX- i XX-wiecznych czasopism. Ostatnie notatki w tej części pochodzą z 1937 r.

Informacje i świadectwa

12 grudnia 1924 r. pani Anna Reimann przekazała gwardianowi o. Felixowi Kossowi notatkę o uzdrowieniu syna.

"Mój syn, mając lat 4, zachorował i nie mógł chodzić. Gdzie go położyłam, tam leżał. Trzech lekarzy nie mogło mu pomóc. 9 miesięcy leżał w szpitalu w Opolu. (…). W 1900 r. uciekłam się o pomoc do św. Anny i poleciłam Jej mojego syna w czasie kalwarii. Musiałam go nieść. Niosłam go przez całą kalwarię. Gdy wróciliśmy na górę, miał całkiem inny kolor, stanął na nogi i mógł się nieco ruszać. Mieszkaliśmy wtedy w Dąbrowie. Po powrocie odebrano nas ze stacji furmanką. Sam zdołał na nią wejść. Mój mąż przygotował mu dwie laski i tak się sam poruszał. Następnego roku pojechałam sama na Górę św. Anny. Po powrocie wyszedł mi naprzeciw, odrzucił jedną laskę i powiada, że o jednej mu się lepiej chodzi. Następnego roku znów pojechałam. Odebrał mnie na stacji, wyrzucając drugą laskę. Umiał chodzić bez pomocy i był bardzo szczęśliwy".

Czwarta część "Archiwum” stanowi zestawienie składów personalnych franciszkanów służących na Górze św. Anny od roku rozpoczęcia obchodów kalwaryjskich w 1764 aż do 1952 r. Piąta opisuje inwentarz kalwaryjski, czyli opis sprzętów i rzeczy zakupionych dla wyposażenia kaplic kalwaryjskich. Notatki zawierają skrótowy opis prac wykonanych przy kaplicach głównie w latach 1763-1800.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 1°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 999 hPa
Wiatr: 16 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama