Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 27 października 2026 11:42
Reklama

Niewielka turbina wiatrowa przy domu to sposób na czystą energię

Już nie tylko fotowoltaika, czyli pozyskiwanie czystej energii ze słońca, jest pomysłem na pozyskiwanie energii z poszanowaniem środowiska naturalnego. Przydomowe elektrownie wiatrowe przy gospodarstwach domowych, małych zakładach pracy czy instytucjach nikogo już nie dziwią. Warunkiem niezbędnym do założenia takiego źródła energii są dobre warunki wietrzne w okolicy. Określają je pomiary, a sprawdzić je można na mapach wietrzności czy w sąsiadujących z inwestycją instytutach meteorologii.
Niewielka turbina wiatrowa przy domu to sposób na czystą energię

– Mówimy o tzw. mikroelektrowniach, czyli takich, które wytwarzają energię elektryczną korzystając z energii wiatru. Chodzi o jednostki do mocy 50 kW – mówi prof. Arkadiusz Dyjakon z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. – Kluczowe jest to, czy u nas wieje, a także jakie mamy otoczenie wokół. Na przykład lasy, inne zabudowania będą zakłócały efektywność i wydajność pracy takiej elektrowni – tłumaczy.

Przydomowe elektrownie wiatrowe nie mogą być wyższe niż 30 metrów. Nie podlegają również tzw. ustawie odległościowej.

– Wiatrak może być montowany na dachu albo stawiany na gruncie, przy domu. Jeśli chodzi o prawo i formalności, to pozwolenie na budowę musimy uzyskać wtedy, gdy stawiamy elektrownię na fundamencie – wyjaśnia prof. Arkadiusz Dyjakon.

– Taka elektrownia to zawsze dodatkowe źródło energii. Nie korzystamy wtedy z energii z sieci, która w Polsce pochodzi głównie z węgla. W związku z tym troszkę poprawiamy wizerunek środowiskowy. I oczywiście jesteśmy w stanie obniżyć swoje rachunki za energię. Stajemy się w jakimś stopniu niezależni energetycznie – w zależności od wielkości turbiny wiatrowej.

Dzięki małej elektrowni wiatrowej (ok. 1-2 kilowaty) możemy podgrzewać np. ciepłą wodę użytkową. W przypadku jeszcze mniejszej (ok. 500 watów) uda się np. zasilić światło w garażu czy lodówkę.

– Im wyższa moc naszej elektrowni, tym jej potencjał w pokryciu naszych potrzeb oczywiście wzrasta. W sytuacji optymalnej jesteśmy w stanie pokryć nasze zapotrzebowanie, jednak nie obejdzie się bez magazynu energii – zaznacza ekspert z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.

Koszty zamontowania przydomowej elektrowni wiatrowej mogą się wahać od 3 tys. zł dla małych elektrowni ok. 500 watowych, do kilkudziesięciu tys. zł dla elektrowni rzędu 20 kW. Wzrastają one z montażem magazynu energii.

Dodajmy, że dofinansowanie można zdobyć dzięki programowi „Moja elektrownia wiatrowa”, który ogłosił Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Ideą jest tu promowanie energetyki prosumenckiej opartej na energii wiatrowej. Umożliwia on produkcję zielonej energii elektrycznej z większą autokonsumpcją.

Dofinansowanie funkcjonuje w formie dotacji do 50 proc. kosztów kwalifikowanych, nie więcej niż 30 tys. zł na jedną współfinansowaną mikroinstalację wiatrową o zainstalowanej mocy elektrycznej nie mniejszej niż 1 kW oraz nie większej niż 20 kW. Wynosi ona nie więcej niż 5 tys. zł/1 kW. Nabór wniosków ruszył 17 czerwca 2024 r. Budżet programu na lata 2024-2029 wynosi 400 mln zł.

Szczegóły na stronie – Mówimy o tzw. mikroelektrowniach, czyli takich, które wytwarzają energię elektryczną korzystając z energii wiatru. Chodzi o jednostki do mocy 50 kW – mówi prof. Arkadiusz Dyjakon z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. 
– Kluczowe jest to, czy u nas wieje, a także jakie mamy otoczenie wokół. Na przykład lasy, inne zabudowania będą zakłócały efektywność i wydajność pracy takiej elektrowni – tłumaczy.

Przydomowe elektrownie wiatrowe nie mogą być wyższe niż 30 metrów. Nie podlegają również tzw. ustawie odległościowej.

– Wiatrak może być montowany na dachu albo stawiany na gruncie, przy domu. Jeśli chodzi o prawo i formalności, to pozwolenie na budowę musimy uzyskać wtedy, gdy stawiamy elektrownię na fundamencie – wyjaśnia prof. Arkadiusz Dyjakon.

– Taka elektrownia to zawsze dodatkowe źródło energii. Nie korzystamy wtedy z energii z sieci, która w Polsce pochodzi głównie z węgla. W związku z tym troszkę poprawiamy wizerunek środowiskowy. I oczywiście jesteśmy w stanie obniżyć swoje rachunki za energię. Stajemy się w jakimś stopniu niezależni energetycznie – w zależności od wielkości turbiny wiatrowej.

Dzięki małej elektrowni wiatrowej (ok. 1-2 kilowaty) możemy podgrzewać np. ciepłą wodę użytkową. W przypadku jeszcze mniejszej (ok. 500 watów) uda się np. zasilić światło w garażu czy lodówkę.

– Im wyższa moc naszej elektrowni, tym jej potencjał w pokryciu naszych potrzeb oczywiście wzrasta. W sytuacji optymalnej jesteśmy w stanie pokryć nasze zapotrzebowanie, jednak nie obejdzie się bez magazynu energii – zaznacza ekspert z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.

Koszty zamontowania przydomowej elektrowni wiatrowej mogą się wahać od 3 tys. zł dla małych elektrowni ok. 500 watowych, do kilkudziesięciu tys. zł dla elektrowni rzędu 20 kW. Wzrastają one z montażem magazynu energii.

Dodajmy, że dofinansowanie można zdobyć dzięki programowi „Moja elektrownia wiatrowa”, który ogłosił Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Ideą jest tu promowanie energetyki prosumenckiej opartej na energii wiatrowej. Umożliwia on produkcję zielonej energii elektrycznej z większą autokonsumpcją.

Dofinansowanie funkcjonuje w formie dotacji do 50 proc. kosztów kwalifikowanych, nie więcej niż 30 tys. zł na jedną współfinansowaną mikroinstalację wiatrową o zainstalowanej mocy elektrycznej nie mniejszej niż 1 kW oraz nie większej niż 20 kW. Wynosi ona nie więcej niż 5 tys. zł/1 kW. Nabór wniosków ruszył 17 czerwca 2024 r. Budżet programu na lata 2024-2029 wynosi 400 mln zł.

Szczegóły na stronie mojaelektrowniawiatrowa.gov.pl

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama Heimat
Reklama WFOŚ
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Szkoda, że autor artykułu w tytule i treści skrócił grupę uczestników tylko do Kolonowskiego. Wyprawa 'śladami solnej historii' połączyła przecież seniorów z całej gminy: Staniszcz, Spóroka, Fosowskiego i Kolonowskiego. To ważne, by doceniać zaangażowanie wszystkich mieszkańców, bo sukces tej udanej wycieczki jest ich wspólnym dziełem.” Data dodania komentarza: 25.10.2026, 07:16 Źródło komentarza: Emeryci i Renciści z Kolonowskiego ruszyli śladami solnej historii G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Brawa dla pana Przemka! Dzięki za poświęcenie i wkład w odnalezieniu tego człowieka. Data dodania komentarza: 21.10.2026, 13:18 Źródło komentarza: Liczyła się każda minuta. Dzielnicowy odnalazł mężczyznę w kryzysie S Autor komentarza: Smok Treść komentarza: To było zapewne „na chwilę”. On „tylko”. Pewnie włączył jeszcze światła awaryjne, bo wielu kierowców uważa, że żółte miganie daje im dodatkowe przywileje. Bo przecież musi do sklepu, do paczkomatu, wyładować towar – powód zawsze się znajdzie. I nagle, w ich mniemaniu, zakaz jazdy po chodniku przestaje obowiązywać, przepisowe 1,5 metra dla pieszych staje się zbędne, a pojazdy powyżej 3,5 tony magicznie zyskują prawo wjazdu na infrastrukturę dla pieszych. Najbardziej jednak boli fakt, że policja regularnie mija takich kierowców i kompletnie nie reaguje. To nic, że ktoś tarasuje chodnik, blokuje przejazd albo nadużywa świateł awaryjnych. Taka bierność służb tylko potęguje społeczne przyzwolenie na drogowe bezprawie. Co więcej, gdy ktoś odważy się zwrócić uwagę na auto zaparkowane na chodniku, natychmiast zostaje uznany za awanturnika i wywrotowca. W końcu „aż tak bardzo nie blokuje”, „przejść się da”, a poza tym „w tym miejscu i tak mało kto chodzi”, więc o co ten cały hałas? Dlaczego policja nie reaguje na takie zachowania z własnej inicjatywy? Dlaczego czeka wyłącznie na oficjalne zgłoszenia? Czy jej obowiązkiem nie powinno być piętnowanie wykroczeń bezpośrednio na gorącym uczynku – i to nie tylko poprzez stanie z „suszarką” na zakrętach? W całym tym artykule jedno zdanie uderza najmocniej: „cofający autem na chodniku”. Ludzie, w jakim świecie my żyjemy? Samochód jadący po chodniku? Czy to naprawdę stało się już normą? Data dodania komentarza: 9.10.2026, 19:23 Źródło komentarza: Śmiertelne potrącenie w Strzelcach Opolskich. Nie żyje kobieta J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Uwaga mieszkańcy! Jeśli przejeżdżaliście przez Zawadzkie i tam wygraliście, musicie natychmiast się przeprowadzić, bo redakcja już zdecydowała, czyim milionerem jesteście. Logika poziomu: 'zjadłem zapiekankę w Krakowie, więc jestem Krakusem'. Data dodania komentarza: 4.10.2026, 12:53 Źródło komentarza: Zawadzkie zyskało milionera. Wygrał pieniądze w loterii EuroJackpot L Autor komentarza: Polak Treść komentarza: Wielki szacunek dla naszych chłopaków za robotę, a dla tego kapusia gigantyczny wstyd! Do łopaty albo do rzucenia grosza na zbiórce go nie było, ale do pisania donosów pierwszy. Typowy polaczek, sam nic nie zrobi, a drugiemu zepsuje. Żyj teraz z tą świadomością, że cała wieś tobą gardzi. 😡 Data dodania komentarza: 29.09.2026, 17:44 Źródło komentarza: Odbudowali kapliczkę w czynie społecznym. Zatrzymał ich donos i nadzór budowlany J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Choć intencje mieszkańców były szlachetne, to budowanie czegokolwiek w pasie drogowym, bez planów, pozwoleń i jasnej własności gruntu, było ogromną lekkomyślnością. Gdyby w niedokończoną ścianę znów uderzyło auto albo konstrukcja zawaliła się na pieszego, winnych do odpowiedzialności by nie było. Prawo jest prawem i musi być przestrzegane, nawet przy odbudowie świętości.” Data dodania komentarza: 29.09.2026, 06:58 Źródło komentarza: Odbudowali kapliczkę w czynie społecznym. Zatrzymał ich donos i nadzór budowlany
Reklama