- Od 1 września w szkołach – od przedszkola po ósme klasy – zacznie obowiązywać zakaz korzystania z telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych. Obejmie on również zajęcia pozalekcyjne prowadzone w placówkach oświatowych. W szkołach ponadpodstawowych zasady będą łagodniejsze, ale tam również pojawią się ograniczenia. Za złamanie zakazu grozić ma m.in. obniżona ocena z zachowania. Czy to dobre rozwiązanie?
- Dzieci nie zawsze mogły korzystać z telefonów w szkołach – wiele placówek już wcześniej wprowadzało własne ograniczenia, by zapewnić koncentrację na nauce, a nie na skrolowaniu. Oczywiście, nowe przepisy budzą emocje i bywają wykorzystywane politycznie, ale nie to jest najważniejsze.
Uważam, że ograniczenie korzystania z telefonów w szkołach jest dla dzieci korzystne. Przeciwnicy podnoszą argument braku kontaktu z rodzicem, jednak szkoła pełni również funkcję opiekuńczą. Zawsze, gdy pojawiał się problem – choćby choroba dziecka – szkoła kontaktowała się z rodzicami (w przypadku dzieci z problemami zdrowotnymi zakaz nie obowiązuje – aut.). Nie jestem jednak zwolenniczką całkowitego, radykalnego zakazu. Chodzi o to, by pokazywać, jak technologia może poszerzać wiedzę, i uczyć korzystania z niej w ramach konkretnych projektów. Telefony są częścią współczesnego świata i tego rozwoju nie zatrzymamy.
- Obawiam się jednak, że zakaz w szkole niewiele zmieni, bo dzieci będą korzystać z telefonów do późnego wieczora, a nawet nocą – pod kołdrą.
- To problem, z którym mierzymy się od lat – i który przede wszystkim muszą podjąć rodzice. Pracowałam z dziećmi z Francji, Anglii i Holandii, gdzie zakazy obowiązywały już wcześniej. W jednej z prestiżowych angielskich szkół uczniowie w internacie mogli korzystać z telefonów tylko w ściśle określonym czasie – i mimo to mieli ogromny problem z przestrzeganiem zasad.
W opolskim centrum zdrowia psychicznego, gdzie dzieci przebywają pod opieką od 14.00 do 19.30, telefony są całkowicie wyłączone z użytku. Zdarza się, że próbują je przemycać. To pokazuje, że problem jest globalny. Dlatego to my, dorośli, musimy zrobić wszystko, by odciągać dzieci od telefonów – nie radykalnie, bo to niemożliwe, lecz ucząc rozsądnego korzystania. Tym bardziej, że sami mamy z tym kłopot. Dorośli również nie rozstają się z telefonem.
- Widać to wszędzie – w parku, w kawiarni, w każdym miejscu publicznym. To nie jest problem wyłącznie dzieci. A kiedy patrzy się na młodych i starszych Włochów, oni nadal potrafią ze sobą rozmawiać. Nie są wpatrzeni w ekrany, choć przecież też korzystają z technologii.
- Badania potwierdzają, że im dłużej dziecko pozostaje bez ekranów, tym lepiej. Nadmiar bodźców zaburza akomodację oka, a z punktu widzenia neuropsychologii zapewnia łatwy dostęp do dopaminy i adrenaliny. Skrolowanie jest „smakowite” – różnorodne, natychmiastowe – a dopamina wydziela się od razu. Tymczasem w zdrowym rozwoju przyjemność powinna być odroczona.
Najpierw idziemy z dzieckiem w góry, na spacer, na wycieczkę – i zachęcamy je do zachwytu nad otoczeniem. Dlatego potrzebne są działania systemowe, które krok po kroku uczą dzieci korzystania z technologii i rozwijają relacje społeczne, o których pani wspominała na przykładzie Włochów.
Sam zakaz jest prosty – pojawia się ustawa i przepis obowiązuje. Ale to my, dorośli, mamy zadanie: pokazywać dzieciom, że wspólne spędzanie czasu jest wartością. Prowadzę zajęcia z młodzieżą – oni naprawdę chłoną wiedzę i chcą rozmawiać. Widać to było, kiedy kilka lat temu, wraz z władzami samorządowymi, opolskim teatrem i waszą gazetą prowadziliśmy projekt fake&hate.
- Chcę wspomnieć o skrajnym przypadku z Jeleniej Góry, choć nie powinno się go przywoływać wprost. 12-letnia dziewczynka zabiła koleżankę. Wcześniej trafiła na stronę z drastycznym quizem „czy potrafisz zabić?”. Dzieci często mówią „challenge” – stawiają sobie wyzwania, zwykle mieszczące się w normach społecznych. Ale czasem trafiają na coś skrajnie niebezpiecznego.
- To nie jest jednostkowy przypadek. Raz sprawcą jest 12-latka, innym razem 14-latka czy 13-latek. Bywało, że dzieci zabijały rodziców. Bardzo częste są samookaleczenia inspirowane treściami z internetu. Telefon w tym pomaga.
W okresie dojrzewania funkcje poznawcze i emocjonalne nie są jeszcze rozwinięte. To najtrudniejszy etap w życiu człowieka. Każdy z nas przez niego przechodził – i jeśli dorośli o tym zapomnieli, warto, by przypomnieli sobie, jak łatwo ulegali wpływom. Osobowość i tożsamość nie są wtedy ukształtowane, a płat czołowy – odpowiedzialny za przewidywanie skutków – dojrzewa dopiero później. Młodzież jest zagubiona i osamotniona, dlatego potrzebuje grupy rówieśniczej, która pełni rolę społecznego lustra.
- Dlatego sprawuje się opiekę nad młodym człowiekiem?
- Tak. Prawo, psychologia i cały system edukacji opierają się na tym, że to dorośli sprawują opiekę. Naszą rolą jest nie pozwalać na swobodne korzystanie z telefonu i internetu. Gdyby dokładnie przeanalizować przypadek z Jeleniej Góry, zapewne okazałoby się, że w środowisku rodzinnym czy szkolnym pojawiały się trudności. Coś zawiodło – bo dorośli zawodzą. Jeśli nie przyznamy się do błędów, nie będziemy mogli ich naprawić. Oczywiście, dorosłym też jest trudno – stare metody wychowawcze już nie działają, a nowe są niejednoznaczne. Ale intuicyjnie musimy chronić dzieci przed tym, co mogą znaleźć w internecie.
- Wracając do projektu fake&hate – o przemocy rówieśniczej.
- To projekt o przemocy i jej konsekwencjach. A kiedy rozmawia się z młodymi o przemocy rówieśniczej, telefon pojawia się zawsze. Młodzi tę wiedzę przyjmują. Początek rozmowy bywa trudny – są zaskoczeni, że poruszamy tematy emocjonalności, dojrzewania i korzystania z telefonu. Ale później bardzo chcą o tym mówić.
– Dzieci były zaskoczone? Wydawałoby się, że rozmowy o emocjach czy korzystaniu z telefonu to dziś „chleb powszedni”.
– Początkowo rzeczywiście były zaskoczone, bo nikt nie rozmawia z nimi o takich sprawach wprost. Dorosłym brakuje czasu, a lekcje wychowawcze często przeznaczane są na zupełnie inne kwestie. Tymczasem psychoedukacja jest konieczna. Nastolatki muszą wiedzieć, że są w trudnym okresie adolescencji i że nie wszystko będzie dla nich łatwe. Przede wszystkim powinny rozumieć, by nie stosować mechanizmów ucieczkowych – na przykład w telefon. Z jednej strony można się w nim schować, ale z drugiej dzieje się tam wiele złego. Łatwo kogoś anonimowo hejtować, nagrywać filmiki i wrzucać je do sieci, jak miało to miejsce w Kluczborku, o czym pisała także „O!Polska”.
Media społecznościowe są przestrzenią, w której można kogoś obśmiać, obrazić albo wyrzucić z grupy. Potem zakłada się kolejną – „grupa bez Adama”, „grupa bez Julki”. To prawdziwe historie i prawdziwe tragedie. A nastolatek bez grupy rówieśniczej nie istnieje, bo to ona jest kluczowa dla jego rozwoju. Jak już wspominałam, młody człowiek „odbija się” w oczach swojej grupy.
– Co oznacza „mechanizm ucieczkowy”?
– To między innymi ucieczka w telefon, bo tam można się schować. Niektórzy porównują korzystanie z telefonu do narkotyków – i to jest uzasadnione. Nie uczymy dzieci regulowania emocji, ani tego, że życie nie zawsze jest łatwe. Chodzi o nadanie sensu temu, co odczuwamy, o zrozumienie, skąd biorą się trudne emocje i dokąd mogą nas doprowadzić. Telefon daje złudne poczucie lekkości.
Dopamina jest związana z układem nagrody i odpowiada za różne uzależnienia – zarówno chemiczne, jak i behawioralne. Nadużywanie telefonu jest właśnie formą uzależnienia behawioralnego.
– Jak odróżnić zwykłe używanie telefonu od uzależnienia?
– Uzależnienie wiąże się z wewnętrznym przymusem, nad którym nie potrafimy zapanować. Jeśli telefon jest silniejszy od nas, mamy problem. Dotyczy to zarówno dzieci, jak i dorosłych. Jeśli nie potrafimy powiedzieć sobie: „Później skorzystam”, to jest sygnał ostrzegawczy. Uzależnienie behawioralne działa podobnie jak chemiczne – jeśli nie kontrolujemy dopływu dopaminy i traktujemy telefon jako ucieczkę od rzeczywistości, wpadamy w spiralę trudności.
Dorośli często minimalizują swoje zachowania. W gabinecie słyszę od młodzieży, że rodzice krytykują ich za korzystanie z telefonów, a sami robią to bez opamiętania. Coraz częściej mówimy też o fomo i momo – zjawiskach już badanych naukowo.
– Co to znaczy fomo i momo?
– To nowe, wciąż badane zjawiska związane z telefonami. Fomo – fear of missing out – to lęk przed wypadnięciem z obiegu, poczucie, że coś nas omija. Momo – mystery of missing out – to podejrzliwość, że coś dzieje się bez nas, jeśli nie jesteśmy obecni w mediach społecznościowych. To subiektywne, nierzeczywiste poczucie, że jeśli nie obserwujemy grup i social mediów, to nie istniejemy. To przerażające, bo jedynym realnym światem jest ten tu i teraz.
– Utrwalił mi się obrazek ze spaceru: dziecko, może siedmioletnie, siedzi z dziadkami na ławce. Każde w swoim telefonie, czyli w swoim świecie. A potem wspólne selfie z podpisem: „Z wnuczkiem na spacerze jest najlepiej”.
– To są przerażające obrazki. Kim będziemy, jeśli przestaniemy być istotami społecznymi? Człowiek przetrwa tylko przy drugim człowieku. Nie przetrwamy, jeśli kontakt bezpośredni zastąpimy telefonem i mediami społecznościowymi. Widzę podobne sytuacje: chłopak z dziewczyną w kawiarni, na stoliku róża, a zamiast rozmowy – telefony. Jeśli trzymamy telefon, nie ma nic między człowiekiem a człowiekiem. Musimy położyć ogromny nacisk na budowanie poczucia wspólnoty i uczyć dzieci, że konflikty są częścią życia. Trzeba je rozwiązywać, a nie uciekać w telefon.
– Co powinniśmy zrobić?
– Musimy uczyć młodych, jak rozmawiać i jak rozwiązywać konflikty. Wielu nauczycieli wie, że dziecko jest ofiarą hejtu, przemocy czy wykluczenia, ale nie reaguje. Pracując z młodzieżą, wielokrotnie słyszałam o takich sytuacjach. Nie zdajemy sobie sprawy, jak może eskalować przemoc trwająca latami. Rozwiązanie zawsze leży po stronie dorosłych. To nie może być „podajcie sobie ręce”, lecz działania systemowe. Teraz, gdy obowiązuje ustawa ograniczająca korzystanie z telefonów, dorośli muszą pokazać, że można rozmawiać.
– Na początku rozmowy wspomniała pani o mądrym korzystaniu z technologii. Młodzi twierdzą, że zakazy sprawią, iż zostaną w tyle. Przywołują przykład wojskowych informatyków – żołnierzy, którzy już nie strzelają, tylko pracują w cyberprzestrzeni. Boją się, że przez zakazy nie „załapią się na gwiezdne wojny”.
– Dostęp do telefonów będzie, tylko ograniczony w pewnych godzinach. Bez nich w szkole będą mogli się rozwijać. Wiedzę można czerpać z różnych źródeł. Trzeba edukować młodzież, jak korzystać z technologii z poszanowaniem zdrowia psychicznego, jak weryfikować informacje, odróżniać fejki od faktów. Dorośli też mają z tym problem. Polska jest w czołówce państw z wysokim poziomem wtórnego analfabetyzmu. Przydałoby się spowolnienie, by móc wiedzę przyswajać adaptacyjnie – to rozwija neuroplastyczność mózgu. Mózgi młodych są przestymulowane, przebodźcowane, ciągle „przeskakują” między bodźcami. Telefon jest rozpraszaczem, który przeszkadza w koncentracji.
– Nie widzę u młodych zachwytu wiedzą, raczej stylem życia.
– Nauka została mocno zdewaluowana w ostatnich trzydziestu latach. Technologie się rozwinęły, dostęp do wiedzy stał się powszechny. Kiedyś był elitarny i związany z biblioteką. Pamiętam, jak na pierwszych studiach dziekan mówił, że po ukończeniu będziemy częścią elitarnej grupy kilku procent osób z wyższym wykształceniem. Potem to uczelnie zaczęły zabiegać o studentów. I znów – to rola dorosłych, by to zmienić. Młodzież, która nie ma jeszcze w pełni ukształtowanego mózgu, nie jest samodzielna poznawczo. Skąd ma wiedzieć, że treści z TikToka często odbiegają od prawdy?
– TikTok ze swoją dynamiką jest mocno kontrolowany w Chinach.
– Chiny, które go stworzyły, bardzo ograniczają młodym dostęp do tych treści. Pracuję z młodzieżą z zaburzeniami odżywiania – wiele z nich czerpało „wiedzę” właśnie z TikToka. Są tam treści proana, czyli proanorektyczne. A wśród osób z anoreksją jest najwyższy wskaźnik śmiertelności.
– Czyli ustawa jest sygnałem dla dorosłych, że trzeba coś zmienić? Nadużywanie doprowadzi do zniszczenia pokolenia?
– Wszystko szkodzi w nadmiarze. Także korzystanie z telefonów, choć społecznie akceptowane. Jeśli w głowie pojawia się przymus – to uzależnienie. Nie zabierzemy dzieciom technologii, dlatego musimy je uczyć mądrego korzystania z niej.


Komentarze