– To było jakieś natchnienie z góry, impuls od Ducha Świętego. Sam bym na to nie wpadł, ale pojawiła się myśl: „Dyszka Zadyszka”. Po Wielkanocy chciałem trochę się poruszać, zrzucić kilka kilogramów i podczas spaceru wokół stawu pomyślałem: „Może trzeba by pobiegać” – wspomina ksiądz Jarosław Ostrowski, pomysłodawca wydarzenia. – Dziesięć okrążeń wokół stawu i dziesiątka różańca. Nigdy wcześniej o czymś takim nie myślałem, aż tu nagle przyszedł pomysł i wszystko zaczęło się układać.
Jak dodaje obecny proboszcz parafii św. Jakuba Starszego na Osiedlu, przed pierwszą „Dyszką”, we wtorek po Wielkanocy 2013 roku, trzeba było odśnieżyć trasę. Mimo trudnych warunków biegacze wystartowali – i biegają co tydzień do dziś. Idea przetrwała nawet czas pandemii, gdy z powodu obostrzeń wspólnie ustalano intencję modlitwy, ale każdy biegł samotnie.
– Lata pokazały, że ta trasa, to kółko o długości 600 metrów, jest jednocześnie małe i duże – mówi Wioletta Hellmann, która uczestniczy w biegach od początku. – To dystans dla każdego – i to jest pewnego rodzaju fenomen „Dyszki”. Nigdy nie wiem, czy kogoś gonię, czy przed kimś uciekam. Obojętnie, czy biegnę szybko, czy wolno, cały czas jestem w grupie. W każdym sezonie ludzie się zmieniają: jedni przychodzą, inni odchodzą. Od pierwszej edycji aktywnych jest nadal około 20 osób, a przez 13 lat z „Dyszką” biegało już ponad 400 uczestników.
– Po 13 latach nadal nie okrzepliśmy – dodaje. – Mamy mnóstwo pomysłów, dużo pozytywnej energii, rozwijamy się i nie popadamy w rutynę. Panuje tu wspaniała atmosfera, czego dowodem jest choćby ten sezon – z ogromnym przyrostem nowych członków. Nie ma tu jednego lidera. Jak powiedział jeden z uczestników, każdy dał od siebie małą cząstkę, a z tego powstała wielka rzecz.
4 sierpnia pod altaną zebrało się ponad 60 „Dyszkowiczów”. Była modlitwa, prezent, drzewo z liśćmi w kształcie serca od pani sołtys i oczywiście bieg – tym razem nie wokół stawu, lecz do Gąsiorowic, gdzie pod tamtejszą wiatą czekała dalsza część obchodów.
Podczas biesiady niczego nie brakowało: były kiełbaski, kołacz i liczni goście. W Gąsiorowicach pojawili się m.in. Tomek Sobania – biegacz ekstremalny – oraz Artur Walkowiak, który dotarł prosto z Poznania. Ponieważ 400. bieg był swoistym jubileuszem, nie zabrakło konkursów i prezentów. Lider Mała Panew Team, Marek Słodkowski, przekazał voucher na wrześniowy bieg „Cross Doliny Małej Panwi w pogoni za bobrem”, a wójt Marcin Wycisło wręczył uczestnikom nowe, okolicznościowe koszulki.
Spotkanie trwało wiele godzin, pełne śmiechu i wzruszeń, zwłaszcza podczas prezentacji relacji z minionych sezonów.
– Czego życzyć „Dyszce” z okazji tego pięknego jubileuszu? Zdrowia ciała i ducha. Jeśli to będzie, „Dyszka” będzie istnieć dalej – mówi Wioletta Hellmann.
Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


Komentarze