Co roku na annogórski odpust przybywają setki pielgrzymów z całego regionu. 27 lipca 1958 roku wśród nich znaleźli się również mieszkańcy Ostropy, obecnej dzielnicy Gliwic. Jak czytamy w książce „Osiem wieków Ostropy”, chętnych było tak wielu, że jeden autobus nie wystarczył. Zorganizowano więc dodatkowy transport – ciężarówkę.
Po sumie odpustowej i nieszporach pielgrzymi ruszyli w drogę powrotną. Autobus odjechał jako pierwszy, ciężarówka chwilę później. Była przeładowana, jechało nią 35 osób. Część pasażerów obawiała się podróży w takich warunkach i rozważała powrót pociągiem, lecz ostatecznie – po namowach innych – pozostała z grupą. Około godz. 17.20 kierowca ciężarówki wjechał na przejazd kolejowy w Raszowej wprost pod nadjeżdżający pociąg. Do tragedii doszło na nieistniejącej już linii Kędzierzyn-Koźle – Strzelce Opolskie.
„To zostało ze mną do dziś”
Obrazy z tamtego dnia na trwałe zapisały się w pamięci świadków. W pobliżu przejazdu dochodziły wówczas procesje z Raszowej, Kłodnicy i Koźla.
– Z Góry św. Anny wracałam z moją ciocią Agnieszką Pandel – wspomina Barbara Nalepa. – Co roku spędzałyśmy z siostrą wakacje w Raszowej, a udział w pielgrzymce był obowiązkowy. Nie widziałam samego momentu katastrofy. Gdy doszłyśmy do przejazdu, wszystko już się wydarzyło. Widok był straszny. Leżeli ranni, inni pochylali się nad nimi, próbując udzielić pomocy. Pamiętam też płaczące dziecko i kogoś wołającego: „Mamo!”. To zostało ze mną do dziś...
Jej kuzynka, Beata Stefan, była świadkiem samej tragedii. Wracała z pielgrzymki wraz z innymi dziewczynkami z Raszowej, niosąc figury świętych.
– Opowiadała, że widziała ludzi przelatujących nad przewodami elektrycznymi – dodaje Barbara Nalepa. – Tak ogromna była siła uderzenia. W tamtych czasach pielgrzymi często podróżowali na „pace” ciężarówek, gdzie ustawiano jedynie ławki. Po zderzeniu z pociągiem nic nie chroniło pasażerów. My również nieraz tak wracałyśmy.
W katastrofie zginęło 17 osób, w tym 15 mieszkańców Ostropy oraz dwoje przypadkowych podróżnych. Cztery osoby zmarły na miejscu, pozostałe tego samego dnia w pobliskich szpitalach. Ofiary pozostawiły pogrążonych w żałobie mężów, żony, dzieci, rodziców, rodzeństwo i bliskich. Najstarsza miała 74 lata, najmłodsza zaledwie 20. Uroczystości pogrzebowe odbyły się cztery dni później – 31 lipca 1958 roku.
Jak opisano w książce „Osiem wieków Ostropy”, część ocalałych po latach ponownie pielgrzymowała na Górę św. Anny, traktując to jako wyraz wiary i wdzięczności za ocalone życie.
Krzyż przypomina o tragedii
O wydarzeniach sprzed 68 lat przypomina dziś krzyż stojący przy wjeździe do Raszowej od strony Leśnicy. Ustawili go wspólnie mieszkańcy Ostropy i Raszowej. W 50. rocznicę wypadku – w 2008 roku – krewni ofiar ufundowali tablicę pamiątkową. W ostatnich miesiącach krzyż został odnowiony dzięki zaangażowaniu mieszkańców Raszowej, którym zależy na zachowaniu pamięci o ofiarach tragedii.
– Skoro ktoś postarał się, by upamiętnić swoich przodków, chcieliśmy to zachować. Dzięki temu także kolejne pokolenia nie zapomną o wydarzeniach sprzed lat – podkreśla Monika Twardoń z Raszowej, pasjonatka lokalnej historii.
Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Komentarze