Do konfrontacji doszło podczas wspólnego posiedzenia komisji stałych w strzeleckim ratuszu 16 czerwca. Ostentacyjnie nie zjawili się na nim zaproszeni sołtysi oraz przedstawiciele komitetu protestacyjnego Stop Biometanowni w Gminie Strzelce Opolskie. Swoje stanowisko wyrazili w dostarczonych pismach, które na początku spotkania odczytał radny Piotr Koloch.
„Nie możemy brać udziału w spotkaniu, z którego wykluczono bezpośrednio zainteresowaną społeczność lokalną. Ponad 2 tysiące mieszkańców podpisało apel wyrażający sprzeciw (...). Inwestor odrzucił postulaty (...) o zorganizowanie szerokiego, publicznego spotkania. Selektywne zapraszanie wąskiej grupy przedstawicieli na zamknięte rozmowy uważamy za niesprawiedliwe. Dodatkowo na posiedzenie nie zaproszono Opolskiego Towarzystwa Przyrodniczego, które stanowi społeczną stronę tego postępowania”.
To fragment stanowiska sołtysów wsi Warmątowice, Dziewkowice, Mokre Łany i Brzezina.
Lista argumentów jest jednak dłuższa. To m.in. zarzut, że rzetelne konsultacje z mieszkańcami nie rozpoczęły się już dwa lata temu, a „rozmowy toczyły się w ciszy gabinetów”. Sołtysi – podobnie jak komitet protestacyjny – stwierdzili, że nie ma przestrzeni do negocjacji, bo inwestycja nie będzie małym, neutralnym obiektem rolniczym, ale „gigantycznym zakładem przemysłowo-technologicznym”. „Wypieranie opinii publicznej z procesu decyzyjnego (...) doprowadziło do całkowitego zerwania zaufania na linii społeczność lokalna – inwestor – władze gminy” – czytamy w piśmie komitetu.
Na spotkanie przybyli przedstawiciele Polskiej Grupy Biogazowej. Dyrektor ds. rozwoju Marcin Deres przyznał, że nie był świadomy tak dużych rozmiarów protestu społecznego i że obecnie inwestor znalazł się w sytuacji patowej.
- Ale nasze działania są podyktowane wcześniejszymi decyzjami: grupa zainwestowała już znaczne środki, nie jesteśmy w stanie tego dziś zaprzepaścić – mówił dyrektor Deres. – Nie pojawiliśmy się znikąd. Kiedyś ktoś dopuścił, by taka inwestycja tu powstała. Było przyzwolenie.
Mowa o zapisach aktualnie obowiązującego planu zagospodarowania przestrzennego (obecnie w trakcie procedury zmiany). Na spotkaniu kilkakrotnie pojawił się jednak wątek tajemniczego lobbingu i lobbysty. Radny Piotr Koloch zapytał wprost, kto rozmawiał z niektórymi radnymi, „zachęcając” ich, by sprzyjali inwestycji, i kiedy rozpoczęły się rozmowy na ten temat z burmistrzem.
Głos zabrał radny Tadeusz Goc:
– Jako burmistrz poprzedniej kadencji absolutnie nie potwierdzam, abym prowadził takie rozmowy.
Dyrektor Deres stwierdził, że pierwsze adnotacje firmowe dotyczące lokalizacji w gminie Strzelce Opolskie pochodzą z 2021 roku, a spotkania w urzędzie odbywały się w latach 2023, 2024 i 2025. Szczegółów nie pamiętał.
– Nie było żadnego lobbysty, proszę nie insynuować. Rozmowy prowadził nasz współpracownik, będący doradcą ds. samorządu. To nie było nakłanianie, ale rozmowa w języku korzyści – argumentował.
Jak tłumaczył, m.in. strefa ekonomiczna dzięki obecności biometanowni zyskałaby potencjał do pozyskiwania określonych inwestorów.
W trakcie konfrontacji z radnymi parokrotnie dochodziło do konsternacji i rozbieżności w relacjach. Zaraz po przywitaniu przedstawiciele PGB powiedzieli, że cieszą się, iż w końcu mogą spotkać się z radnymi. Radny Koloch zapytał więc, dlaczego wcześniej odmówili takiego spotkania. Można domniemywać, że doszło do nieporozumienia: dyrektor PGB twierdził, że był telefon z ratusza z propozycją spotkania „następnego dnia” i nie było takiej możliwości, a kolejnych propozycji nie otrzymał – aż do teraz. Radni odpierali, że nie chodziło im o konkretną datę.
Radny Henryk Skowronek – który był inicjatorem spotkania 16 czerwca – oświadczył przedstawicielom PGB, że rada jest zdeterminowana, by nie dopuścić do realizacji biometanowni.
- Widzicie państwo, że wypracowanie tutaj kompromisu wydaje się trudne – stwierdził na zakończenie spotkania.
Padło pytanie, czy zdarzały się przypadki, że PGB odstępowała od planów inwestycyjnych, ale odpowiedź nie była jednoznaczna. Dyrektor Deres mówił, że tego typu inwestycje bywają kontrowersyjne i czasem, zanim do nich dojdzie, procedury ciągną się latami. Bywało też, że samorządy wskazywały lokalizację zastępczą.
Gmina jest w trakcie procedury zmiany planu zagospodarowania przestrzennego, ale inwestor, skoro poniósł koszty w oparciu o obowiązujący plan, może próbować dochodzić odszkodowania na drodze sądowej. Nie zostało to wprawdzie wyartykułowane wprost, ale nieoficjalnie wiadomo, że w kuluarach była o tym mowa.
– Gdyby takie spotkanie zorganizowano dwa lata temu, nie byłoby teraz klinczu. Inwestor nie angażowałby się być może w koszty i procedury związane z przygotowaniem dokumentów. Od samego początku miałby obraz sytuacji i wiedziałby, że społeczeństwo jest bardzo przeciwne tej inwestycji, a rada miejska również – podsumowuje radny Koloch. – Dziś wiemy, że poważne rozmowy na temat tej inwestycji były prowadzone już w 2024 roku i mam żal, że jako rada nie byliśmy o tym w żaden sposób informowani.
Przewodniczący rady miejskiej ocenia jednak spotkanie pozytywnie i mówi, że dobrze, iż w końcu do niego doszło.
– Była to spokojna i merytoryczna dyskusja, podczas której wprawdzie nie zapadły żadne ustalenia, ale każdy określił swoje stanowisko – podsumowuje Bogdan Małycha. – Zdziwiło mnie jednak i, przyznam, nieco zniesmaczyło zachowanie sołtysów i komitetu. Jako przedstawiciele społeczności powinni byli mimo wszystko przyjąć zaproszenie i pojawić się na spotkaniu. Zresztą mógł przyjść każdy mieszkaniec.
Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Komentarze