Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 22 lipca 2026 08:37
Reklama Filplast

Świętujemy tłusty czwartek. Ile pracy kryje się w każdej słodkiej kuli?

Pączki czy kreple - obojętnie jak byśmy je nazwali, to pyszne drożdżowe ciastka pieczone na oleju lub smalcu z wyśmienitym nadzieniem. W tłusty czwartek pochłaniamy ich ogromne ilości. Jak powstają i ile pracy trzeba włożyć w przygotowanie pączków? Sprawdziliśmy w piekarni Rafała Domeredzkiego w Strzelcach Opolskich.
Świętujemy tłusty czwartek. Ile pracy kryje się w każdej słodkiej kuli?
Piekarnia "Osiedlowa" Rafał Domeredzki jest już gotowa na tłusty czwartek

Autor: GG

W tym roku tłusty czwartek wypada 12 lutego. Setki z nas ustawią się w kolejce po pączki. Mało kto, wybierając swój ulubiony smak i decydując się czy lepiej wziąć te z cukrem pudrem czy lukrem, zastanawia się, jak wygląda ich produkcja i co zmieniło się w ciągu ostatnich lat. Dlatego też przyjrzeliśmy się sprawie od kuchni, a właściwie od wnętrza piekarni państwa Domeredzkich na Osiedlu Piastów Śląskich w Strzelcach Opolskich.

– Mąka pszenna to podstawa, masło, mleko, jajka, sól cukier... i to na czym jest wypiekany – mówi Rafał Domeredzki, właściciel piekarni. – Do tego dochodzi kwestia nadzienia. U nas tradycyjnie jest różane, ale są też pączki z marmoladą owocową, z bitą śmietaną, pistacjami, z czekoladą, serem... – wymienia.

Nie istnieje jeden idealny pączek. Każdy z nas ma swoje smaki i gusta. Wielu z nas docenia też przysmaki pieczone według tradycyjnej sprawdzonej receptury.

Pączki w piekarni można dostać codziennie. Na tłusty czwartek piekarze smażą ich jednak znacznie więcej. Zwykle pieką 200 pączków dziennie, ale na ten jeden, specjalny dzień przygotowują ich około 5000. Wydaje się to dużo, ale produkcja od pewnego czasu spada między innymi za sprawą sklepów wielkopowierzchniowych i tamtejszych pączków, które często bardziej niż jakością i smakiem kuszą ceną.

Jak wskazuje strzelecki piekarz, w rekordowym 2012 roku produkcja sięgnęła aż 15 000 sztuk. Były to jednak nieco inne czasy, w których też mniej ludzi liczyło kalorie...

– Mimo wszystko – nie tylko dla mnie, ale i dla innych piekarni, cukierni – to są tak zwane żniwa: każdy pączka zje. Istnieje tradycja albo przesąd, że pączki trzeba spałaszować, by mieć w tym roku szczęście i dobrobyt – mówi piekarz.

Do „żniw” trzeba się jednak przygotować. Już tydzień przed tłustym czwartkiem piekarnia wysyła do kontrahentów zapytania dotyczące ilości pączków, jakie chcą otrzymać. Trzeba również zadzwonić do hurtowni i zamówić surowce. Sam proces produkcji zaczyna się w środę po południu, kiedy waży się składniki i przygotowuje je do wymieszania. Następnie piekarze i cukiernicy mieszają ciasto i pozostawiają je do wyrośnięcia, aby w kolejnym etapie uformować pączki. Potem dzielarka dzieli ciasto na równe porcje a pracownicy „kulają” z niego pączki. Tak uformowane ręcznie kule trafiają do smażenia. Po nim zaś do obcieknięcia i nabicia odpowiednią zawartością. Na koniec dekorowane są cukrem pudrem, lukrem, a czasem czekoladą.

– Jedne osoby pieką, inne nadziewają. Jeszcze inne pakują, pudrują. Są ludzie, którzy muszą to z piekarni wywieźć do odpowiedniego punktu – opisuje tłustoczwartkowe obowiązki szef. – Są jeszcze panie, które potem w sklepie sprzedają pączki. Produkcja tego dnia to potężne zadanie organizacyjno-logistyczne, które trwa praktycznie przez 24 godziny. Dzięki temu na klientów ciepłe kreple czekają praktycznie przez cały dzień.

Co jest obecnie największym wyzwaniem dla piekarni?

– Wyzwaniem jest jakość, która się broni, ale również znalezienie pracownika. Nie ma cukierników. W tej chwili nie mam uczniów, nie ma zainteresowania wśród młodych ludzi – mówi właściciel, obawiając się, że nie będzie komu kontynuować jego pracy. – W ten zaś jeden, konkretny dzień wyzwaniem jest zdążyć ze wszystkim na czas, zdążyć z logistyką, tak, by klient mógł cieszyć się świeżym pachnącym pączkiem. Ten czas jest bardzo ważny, ponieważ pierwsze kreple są gotowe już o 2-3 w nocy. Wtedy pierwsze partie trafiają na samochody i są rozwożone do sklepów otwierających się nawet o 4 czy 5 rano.

Największy ruch w sklepach jest zwykle z rana. Ci, co wracają z nocki, czekają na otwarcie sklepu, a ci, którzy jadą do pracy na szóstą, chcą kupić pączki przed pracą.

Można dbać o linię, można być na diecie, ale tłusty czwartek bez pączka po prostu się nie godzi. Zapach świeżo smażonego ciasta, nadzienie wysokiej jakości i świadomość ile pracy kryje się za każdym kreplem, wciąż ma swoich fanów i przyciąga klientów do lokalnych piekarni. Pączek to nie tylko słodka przekąska, to tradycja, wspomnienia z dzieciństwa i odrobina zapomnienia zamknięta w drożdżowej kuli.

Tak powstają pączki

fot.  Piekarnia "Osiedlowa" Rafał Domeredzki 

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie - "Strzelca Opolskiego"!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama Heimat
Reklama
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Zawadzki policyjny show. Data dodania komentarza: 14.07.2026, 15:07 Źródło komentarza: Szczęśliwy finał poszukiwań 23-letniej kobiety z Zawadzkiego G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Dość niejasny ten artykuł... Wyszła z domu za piętnaście druga po południu, a o drugiej zgłoszono jej zaginięcie i rozpoczęto poszukiwania? Czy czegoś tu nie doczytałem? Data dodania komentarza: 14.07.2026, 13:53 Źródło komentarza: Szczęśliwy finał poszukiwań 23-letniej kobiety z Zawadzkiego J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Dostęp do Małej Panwi wystarczy nam. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 22:39 Źródło komentarza: Moc atrakcji na wakacje w gminie Kolonowskie. Co znalazło się w programie? A Autor komentarza: Goroll Treść komentarza: Najlepiej pisać komentarze podczas pracy .Czy Smok twój przełożony wie ze wykorzystując czas pracy udzielasz się na forach . Piszesz o marnotrawstwie a sam nie jesteś w porzadku . W Kolonowkiem wiemy kim jesteś . Data dodania komentarza: 8.07.2026, 17:39 Źródło komentarza: Zarośnięta rzeka i rowy w gminie Kolonowskie. Jest plan na rozwiązanie problemu J Autor komentarza: Jowita Treść komentarza: Panie Starosto Gaida a czy ma Pan tyle odwagi żeby przedstawić opinii publicznej jak w strzeleckim szpitalu wygląda rachunek kosztów a zwłaszcza poziom wynagrodzeń lekarzy (np. na wykresie). Kluczowe się również wydaje pytanie czy po doniesieniach medialnych z całej polski o patologiach w służbie zdrowa, w strzeleckim szpitalu była przeprowadzona rewizja finansowa ze strony starostwa jako właściciela szpitala? Jeśli tak to co z niej wyszło? Jeśli nie to dlaczego? Strzelecki szpital ma 42 mln długu, ten rok zamknie deficytem więc Panie Gajda czas stanąć przed mieszkańcami i odpowiedzieć na zadane pytanie. Panie Starosto zawsze może sobie Pan wziąć do pomocy Pana Romana Kolka z Jemielnicy (nie gdyś wicemarszałka województwa - na całe szczęście już nim jest) który zawsze uśmiech od ucha do ucha i jasno twierdził że służba zdrowia potrzebuje tylko forsy forsy i forsy a teraz wiemy na co te pieniądze idą. Może Romanie skomentuje to Pan a nie tylko uściski dłonie. Panie Starosto zero złotych na szpital z kasy powiatu!!! Najpierw się doi strzelecki szpital z pieniędzy, tylko podwyżki i podwyżki a potem personel szpitala obawia się konsolidacji. A co wy w tym szpitalu myślicie że podatnicy mają więcej dać żeby wyście mieli? To jest taka patologia że się w głowie nie mieści. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 12:06 Źródło komentarza: 42 mln zł długu. Trwa spór o przyszłość strzeleckiego szpitala S Autor komentarza: Smok Treść komentarza: A w tym samym numerze w Strzelcach Op. piszą, że poziom wody gruntowej spadł o 7,5 metra. I trudno jakoś ludziom połączyć fakty, najlepiej zapewnić, najlepiej na stronie głównej - "WODY NIE ZABRAKNIE". Wody będzie brakować, bo jest jej coraz mniej, staw w Jemielnicy wyschnięty, w Gąsiorowicach wyschnięty, na Małej Panwi kajakami już się nie da, bo mało wody, ale gdy bobry za darmo odtwarzają nam retencję wody, to wtedy stają się pasożytami. Ludzie, opamiętajcie się, my nie szanujemy wody, za kilka, kilkanaście lat będziemy za nią płakać. Powinniśmy zrobić wszystko, by jak najwięcej jej zachować, na łąkach, w lasach, bagnach, mokradłach, by nie pozwolić jej spływać do rzek i morza. Przekopanie rowów na łąkach od razu spowoduje jej odpływ i dalsze obniżenie jej poziomu w gruncie. Bobry robią świetną robotę zatrzymując ją na miejscu, a my wylewamy ją często bezsensownie na głupie zachcianki, jak np. właśnie w Kolonowskiem naprzeciwko kościoła, gdzie dzień w dzień jakiś mieszkaniec podlewa trawkę przy drodze, bo musi przecież mieć wokół domu zielono. To czyste marnowanie tej wody stojące w czystej kontrze do coraz powszechniej się pojawiających sygnałów, że wody mamy za mało i jest jej coraz mniej. Najprościej bobry przegonić, wodę z łąk spuścić, a wodą w kranach niech się przejmują władze, w końcu one od tego są, czy nie tak? To wygodne podejście tylko, że krótkowzroczne i bardzo egoistyczne. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 08:47 Źródło komentarza: Zarośnięta rzeka i rowy w gminie Kolonowskie. Jest plan na rozwiązanie problemu
Reklama