Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 29 lipca 2026 02:21
Reklama Filplast

Jaryszowski żniwniok 160 lat temu

Jaryszowski żniwniok 160 lat temu
Zwyczaje żniwne w powiecie strzeleckim: na pierwszych zebranych snopkach stawiano krzyż. Zdjęcie z lat 20.

W sierpniu kończą się żniwa i niedługo po nich mieszkańcy wsi rozpoczynają uroczystości związane z ich zakończeniem.

W Jaryszowie i wsiach parafii (Jaryszów, Nogowczyce i Sieroniowice) szczególnie uroczyście obchodzi się do dziś święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (WNMP), które przypada 15 sierpnia. W tym dniu w Jaryszowie jest odpust, bo kościół jest pod wezwaniem WNMP. Święto, znane pod inną nazwą „Matki Boskiej Zielnej”, nawiązuje do wywodzących się jeszcze z czasów pogańskich uroczystości rozpoczynających święta zebranych plonów. W połowie sierpnia Germanie, którzy do końca IV wieku zamieszkiwali także ziemie dzisiejszej Polski (byli to Wandalowie i Goci nad Bałtykiem), kultywowali zwyczaje związane z zebranymi ziołami. Później zwyczaje związane z ziołami leczniczymi przejęło chrześcijaństwo i powiązało z świętem Wniebowzięcia NMP. W kościołach w tym dniu święci się bukiety albo wianki zrobione z 7 ziół leczniczych, takich jak: rumianek, mięta, melisa, bazylia, lubczyk, rozmaryn i nasturcja (rumianek po śląsku to kamelki, melisa to minca, lubczyk to maga, nasturcje to krezy; pozostałe nazwy są podobne do polskich).

We wrześniu, gdy zboża były już wymłócone, odbywały się główne uroczystości związane z zakończeniem żniw, to tzw. „żniwniok” nazywany po polsku „dożynki” albo „święto plonów”. Jak wygląda to święto obecnie, to wiedzą wszyscy – korowody przebierańców i przesadnie wielkie korony żniwne. Te korony jeszcze ok. 20 lat temu wyglądały inaczej. Opis takiej korony i żniwnioka w Jaryszowie, przed 160 laty, w 1865 roku, został umieszczony we wrocławskim czasopiśmie „Rübezahllieder”, dodatku do „Schlesische Provinzialblätter”. W 1936 roku artykuł „Erntedankfest in Jarischau” został przedrukowany przez „Gross Strehlitzer Heimatkalender”.

W połowie XIX wieku Jaryszów rzadko trafiał na strony gazet. Wieś położona była na uboczu i daleko od głównych dróg. Opis żniwnioka pewnie dotarł do Wrocławia od jakiegoś gościa rodziny Müller, która była wtedy właścicielem dworu, folwarku i większości pól jaryszowskich. Przypuszczam, że opisany żniwniok miał miejsce w 1861 lub 1862 roku. Wtedy to rodzina Müller ufundowała odbudowę zniszczonej w pożarze kościoła wieży. Postawiono nową wieżę kościoła, możliwe, że jej architekt pochodził z Wrocławia i w czasie pobytu w Jaryszowie sporządził opis żniwnioka.

Tak jak teraz, głównym elementem „żniwnioka” była korona żniwna. Przed świętem robiły ją kobiety z różnego rodzaju zbóż i przyozdabiały kwiatami, owocami, migdałami, rodzynkami, cukierkami. W zboże wplecione były paski złotej lamety. Przygotowywano też plac do zabawy z okazji tego święta. Gdzieś w pobliżu lasu miał się znajdować specjalny okrągły plac na zabawy. Na środku tego placu stało duże drzewo. Od środkowego drzewa do drzew po bokach przeciągano liny i na tych linach zawieszano girlandy kwiatów i gałęzie, co tworzyło coś w rodzaju dachu nad placem. We wsi nie było wtedy sali biesiadnej, a stodoły były pełne zebranego zboża.

W dniu święta, chyba po mszy w kościele, zbierał się korowód, który udawał się do pałacu właścicieli folwarku i części wsi na dzisiejszym Zidlongu (kiedyś pomiędzy kościołem i farą była droga na Zidlong, do pałacu). Odświętnie ubrane młode dziewczyny z wiankami na głowach niosły koronę żniwną na białej dużej tacy. Za nimi podążali starosta i starościna, a za tymi robotnicy rolni i mieszkańcy wsi. Mężczyźni mieli ze sobą udekorowane kwiatami kosy, a kobiety grabie, też ozdobione kwiatami.

Po dotarciu korowodu przed pałac, starosta i starościna przekazywali koronę żniwną właścicielowi wsi. Przy tym starosta wygłaszał pozdrowienie po niemiecku, a starościna po polsku. Po przekazaniu korony właściciel wsi obdarowywał starostów pieniędzmi. Następnie śpiewano „Te Deum” i po polsku „Kto się w opiekę”.

Spod pałacu korowód mieszkańców Jaryszowa z „państwem” i ich gośćmi udawał się z muzyką i przy śpiewie różnych piosenek ludowych na zabawę na świątecznym placu. Zabawę rozpoczynano od „poloneza”, przy czym „gnadige Frau” była prowadzona przez Großknechta (coś w rodzaju nadzorcy robotników we folwarku), a „gnadige Herr” był prowadzony przez Großmagd (nadzorczyni służących). Po tym tańcu miały miejsce różne zabawy.

Najważniejsze było zdobycie nowych narzędzi do pracy. Na tym placu z boku wbity w ziemię był wysoki drewniany pal, bez kory, gładki. Na jego szczycie były zawieszone nowe narzędzia: kosa, widły, grabie i cep. Żeby je zdobyć, młodzi mężczyźni musieli się wdrapać na szczyt tego słupa. Pierwszy, który to zrobił, dostawał w nagrodę nową kosę, drugi - widły, trzeci - cep, a czwarty - grabie.

Były też inne zabawy, jak bieg w worku, skok wzwyż, łapanie wursztu na sznurku czy „bicie w garnek” (to coś w rodzaju „ciuciubabki” - biorącemu w tym udział zawiązywano oczy i dawano do ręki cep, zakręcano nim parę razy, po czym miał on odszukać gliniany garnek, w który ktoś uderzał warzechą. Pod garnkiem był żywy kogut. Temu, któremu z zawiązanymi oczami udało się cepem rozbić garnek, dostawał koguta). Zwycięzcy zabaw byli obdarowywani przez „państwo” i ich gości nagrodami takimi jak prześcieradła, fartuchy, wstążki, fajki, cygara, tabak. Dzieciom rozdawano ciastka i cukierki. W czasie zabawy na placu dla wszystkich było darmowe piwo, ciasto, bułki i wurszt. Zabawa trwała aż do wieczora. Gdy zrobiło się ciemno, odprowadzano ze śpiewem „państwo” do pałacu.

Pochodzę z Jaryszowa i przez parę lat próbowałem zlokalizować ten plac, na którym odbywała się zabawa żniwniokowa. Dopiero mapa topograficzna z 1827 roku pokazała mi jego położenie. Plac był w połowie dzisiejszej Parzynci (ul. Zielona). Od powstania wsi w połowie XIII wieku aż do II połowy XIX wieku był w tym miejscu na tej ulicy koniec wsi. Ulica kończyła się okrągłym placem. Do dziś ulica jest w tym miejscu szersza (jest tam rozgałęzienie ulicy). Plac miał być blisko lasu. Choć do chechelskiego lasu jest dosyć daleko, to jego wysokie drzewa na wzgórzach wyglądają jakby las był blisko.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama Heimat
Reklama
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Zawadzki policyjny show. Data dodania komentarza: 14.07.2026, 15:07 Źródło komentarza: Szczęśliwy finał poszukiwań 23-letniej kobiety z Zawadzkiego G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Dość niejasny ten artykuł... Wyszła z domu za piętnaście druga po południu, a o drugiej zgłoszono jej zaginięcie i rozpoczęto poszukiwania? Czy czegoś tu nie doczytałem? Data dodania komentarza: 14.07.2026, 13:53 Źródło komentarza: Szczęśliwy finał poszukiwań 23-letniej kobiety z Zawadzkiego J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Dostęp do Małej Panwi wystarczy nam. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 22:39 Źródło komentarza: Moc atrakcji na wakacje w gminie Kolonowskie. Co znalazło się w programie? A Autor komentarza: Goroll Treść komentarza: Najlepiej pisać komentarze podczas pracy .Czy Smok twój przełożony wie ze wykorzystując czas pracy udzielasz się na forach . Piszesz o marnotrawstwie a sam nie jesteś w porzadku . W Kolonowkiem wiemy kim jesteś . Data dodania komentarza: 8.07.2026, 17:39 Źródło komentarza: Zarośnięta rzeka i rowy w gminie Kolonowskie. Jest plan na rozwiązanie problemu J Autor komentarza: Jowita Treść komentarza: Panie Starosto Gaida a czy ma Pan tyle odwagi żeby przedstawić opinii publicznej jak w strzeleckim szpitalu wygląda rachunek kosztów a zwłaszcza poziom wynagrodzeń lekarzy (np. na wykresie). Kluczowe się również wydaje pytanie czy po doniesieniach medialnych z całej polski o patologiach w służbie zdrowa, w strzeleckim szpitalu była przeprowadzona rewizja finansowa ze strony starostwa jako właściciela szpitala? Jeśli tak to co z niej wyszło? Jeśli nie to dlaczego? Strzelecki szpital ma 42 mln długu, ten rok zamknie deficytem więc Panie Gajda czas stanąć przed mieszkańcami i odpowiedzieć na zadane pytanie. Panie Starosto zawsze może sobie Pan wziąć do pomocy Pana Romana Kolka z Jemielnicy (nie gdyś wicemarszałka województwa - na całe szczęście już nim jest) który zawsze uśmiech od ucha do ucha i jasno twierdził że służba zdrowia potrzebuje tylko forsy forsy i forsy a teraz wiemy na co te pieniądze idą. Może Romanie skomentuje to Pan a nie tylko uściski dłonie. Panie Starosto zero złotych na szpital z kasy powiatu!!! Najpierw się doi strzelecki szpital z pieniędzy, tylko podwyżki i podwyżki a potem personel szpitala obawia się konsolidacji. A co wy w tym szpitalu myślicie że podatnicy mają więcej dać żeby wyście mieli? To jest taka patologia że się w głowie nie mieści. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 12:06 Źródło komentarza: 42 mln zł długu. Trwa spór o przyszłość strzeleckiego szpitala S Autor komentarza: Smok Treść komentarza: A w tym samym numerze w Strzelcach Op. piszą, że poziom wody gruntowej spadł o 7,5 metra. I trudno jakoś ludziom połączyć fakty, najlepiej zapewnić, najlepiej na stronie głównej - "WODY NIE ZABRAKNIE". Wody będzie brakować, bo jest jej coraz mniej, staw w Jemielnicy wyschnięty, w Gąsiorowicach wyschnięty, na Małej Panwi kajakami już się nie da, bo mało wody, ale gdy bobry za darmo odtwarzają nam retencję wody, to wtedy stają się pasożytami. Ludzie, opamiętajcie się, my nie szanujemy wody, za kilka, kilkanaście lat będziemy za nią płakać. Powinniśmy zrobić wszystko, by jak najwięcej jej zachować, na łąkach, w lasach, bagnach, mokradłach, by nie pozwolić jej spływać do rzek i morza. Przekopanie rowów na łąkach od razu spowoduje jej odpływ i dalsze obniżenie jej poziomu w gruncie. Bobry robią świetną robotę zatrzymując ją na miejscu, a my wylewamy ją często bezsensownie na głupie zachcianki, jak np. właśnie w Kolonowskiem naprzeciwko kościoła, gdzie dzień w dzień jakiś mieszkaniec podlewa trawkę przy drodze, bo musi przecież mieć wokół domu zielono. To czyste marnowanie tej wody stojące w czystej kontrze do coraz powszechniej się pojawiających sygnałów, że wody mamy za mało i jest jej coraz mniej. Najprościej bobry przegonić, wodę z łąk spuścić, a wodą w kranach niech się przejmują władze, w końcu one od tego są, czy nie tak? To wygodne podejście tylko, że krótkowzroczne i bardzo egoistyczne. Data dodania komentarza: 8.07.2026, 08:47 Źródło komentarza: Zarośnięta rzeka i rowy w gminie Kolonowskie. Jest plan na rozwiązanie problemu
Reklama