Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 14 marca 2026 22:26
Reklama

Historia wykuta w kamieniu. Pomnik Czynu Powstańczego wczoraj i dziś

Ponad siedemdziesiąt lat temu, 19 czerwca 1955 roku, na Górze św. Anny został uroczyście odsłonięty Pomnik Czynu Powstańczego. Jego autorem był Xawery Dunikowski. Jeden z najlepszych i najpopularniejszych polskich rzeźbiarzy swoich czasów. Miał w życiorysie nie tylko wiele znanych dzieł. Także blisko pięć lat spędzonych za drutami obozu Auschwitz.
Historia wykuta w kamieniu. Pomnik Czynu Powstańczego wczoraj i dziś
Pomnik Czynu Powstańczego oraz mauzoleum zanim zostało wysadzone w powietrze

Autor: Archiwum

Decyzja o budowie właśnie tam, gdzie toczyły się ważne walki w czasie III powstania śląskiego, pomnika oddającego cześć powstańcom śląskim, zapadła zaraz po wojnie – latem 1945 roku. Kiedy Związek Weteranów Powstań Śląskich ogłosił konkurs na jego projekt, przyszły zwycięzca i autor pomnika leżał w szpitalu i z trudem wracał do zdrowia po obozowych przeżyciach i doświadczeniach.

Urodzony w 1875 roku Xawery Dunikowski nie był z pewnością entuzjastą komunizmu. Ale niedługo po obozowych cierpieniach miał pewnie więcej urazów do Niemców niż do żołnierzy Armii Czerwonej. Ci ostatni mogli mu kojarzyć się naprawdę z wyzwoleniem. Więźniów Auschwitz, których udało się im wyzwolić, ocalili na pewno. Może dlatego po kilku latach zgodził się na umieszczenia na bryle pomnika wizerunków sowieckich żołnierzy.

Powodem osadzenia malarza i rzeźbiarza w obozie koncentracyjnym była pomoc udzielana Polakom zmierzającym nielegalnie do Francji, by walczyć w szeregach tworzonych tam oddziałów polskich. Do Auschwitz przybył w czerwcu 1940 roku w tzw. pierwszym transporcie krakowskim. Miał już 64 lata. Dostał numer 774. Tadeusz Borowski o takich więźniach obozu pisał: „członek założyciel”. Był wystarczająco znany, by mógł liczyć na pomoc współwięźniów i personelu obozowego szpitala. Mimo to ledwo uniknął śmierci. Malarskie wspomnienia z tych straszliwych lat złożyły się po wojnie na cykl obrazów pt. „Oświęcim”.

Praca przy projektowaniu Pomnika Czynu Powstańczego była pierwszym dużym zadaniem artystycznym, jakiego po wojnie podjął się, przekroczywszy już siedemdziesiątkę artysta.

– Historia i przebieg walk o polskość, od najdawniejszych lat, z różnych okresów, walka z niemczyzną, twardość i nieustępliwość Ślązaków. Oto, co mnie pasjonuje w pracy nad tym pomnikiem. Musi to być epos. Muszą to być runy ryte w granicie, na świętej Górze, czytelne dla wszystkich pokoleń. Po wiek wieków. Ten epos to opowieść o historii Ślązaków spięta w całość z odniesieniami do kultury Słowian i prehistorii – mówił w wywiadzie dla „Nowin Literackich” w roku 1947.

Xavery Dunikowski w pracowni - fot. Wikimedia Commons

Żeby móc swój artystyczny cel zrealizować, stawał do konkursu dwa razy. Jego pierwszy projekt uwzględniał nie tylko kontekst historyczny – amfiteatr i miejsce po dawnym niemieckim mauzoleum – ale także religijny, nieodległy od pomnika kościół z pochodzącą z XV wieku figurką św. Anny, zespół klasztorny franciszkanów z tzw. Rajskim Placem oraz liczącą 40 kaplic kalwarię zbudowaną na początku XVIII stulecia.

Piastowscy łucznicy i święci

Ów pierwszy projekt zakładał postawienie na górze bazaltowej ściany rotundy z wyniosłą wieżą. Na środkowej ścianie – pod obecnym pomnikiem – rzeźbiarz zamierzał umieścić wielkie, kilkunastometrowe rzeźby piastowskich łuczników z napiętymi łukami. Całość miały dopełniać umieszczone w arkadach wydrążonych w skale postacie świętych. Monument miał więc łączyć elementy narodowościowe (polscy Piastowie) i religijne.

W tej fazie konkursu żadnemu z trzech projektów nie przyznano pierwszej nagrody, a wizja Dunikowskiego nie doczekała się realizacji.

Nie tylko dlatego, że zawierała treści religijne i odnosiła się do początków chrześcijaństwa, co trudno było pogodzić z ideologią obowiązującą w państwie komunistycznym. Rotunda – nawet z dodaną wieżą – zbyt mocno kojarzyła się z wysadzonym w powietrze po wojnie niemieckim mauzoleum, sławiącym zwycięstwo strony niemieckiej i upamiętniającym jej ofiary. W dodatku monument w tym kształcie byłby technicznie trudny do wykonania i niezwykle kosztowny.

Dunikowski wykonał, we współpracy z architektem Franciszkiem Mączyńskim, kolejny projekt. Tym razem postawił na kształt regularny, klasyczny, który nie odstraszał wizyjnością. Łatwiej go było pogodzić z regułami realizmu socjalistycznego. No i nie zawierał w sobie religijnego przesłania.

Komisja konkursowa przyznała mu zwycięstwo. Jego koncepcja architektoniczna i rzeźbiarska wydała się konkursowym sędziom „najbardziej okazała i wykonana z największym rozmachem”.

Figura powstańca nigdy nie powstała

W listopadzie 1946 roku Jerzy Ziętek, przewodniczący Komitetu Budowy Pomnika, podpisał z artystą umowę. Dunikowski zobowiązał się m.in. do przygotowania modelu znicza (znajduje się on na podstawie pomnika między pylonami). Zdobią go wizerunki Krzyża Grunwaldu i Krzyża Powstańczego. Pierwsza wersja – naturalnej wielkości – została wykonana w gipsie. Rzeźbiarz podjął się także m.in. wykonania dwunastu płaskorzeźb, w tym czterech kariatyd (miały przedstawiać typowe dla ziemi śląskiej postaci: górnika, hutnika, chłopa śląskiego i Ślązaczkę) i ośmiu głowic. Następnym, końcowym zadaniem miało być wykonanie monumentalnej figury powstańca śląskiego.

Podczas prac nad wizerunkiem powstańca rzeźbiarz mógł korzystać z fotografii wypożyczonych z Muzeum Śląskiego w Bytomiu. Rzeźba ta miała powstać na koniec wszystkich prac. Dunikowski przekonywał, iż dokładne określenie jego wielkości i formy będzie możliwe dopiero wtedy, gdy pomnik zostanie zbudowany w całości.

Komitet zamierzał ją umieścić na specjalnym cokole ustawionym tuż przy monumencie. Jeden ze szkiców figury zakładał wstępnie, iż powstaniec zostanie przedstawiony jako robotnik z młotem, a wielkością będzie dorównywał monumentowi. Gigantyczna postać patrząca z góry na zebranych w amfiteatrze miała symbolizować wielkość, męstwo i bohaterstwo.

Ostatecznie do wykonania i ustawienia rzeźby nie doszło. Pomysł został zaniechany.

Wojewoda zlecił zmiany

W roku 1947 wojewoda Aleksander Zawadzki polecił w kształcie i wymowie pomnika uwzględnić historię walk o polskość Śląska. Od czasów piastowskich do II wojny światowej. Tym samym powstańcy śląscy i powstania śląskie stały się zaledwie jednym z wielu tematów obecnych w wymowie pomnika.

W końcowej wersji monument składa się z granitowej podstawy oraz czterech pylonów z bloków granitowych wysokich na 11 metrów (dwa metry mieszczą się pod ziemią).

Na ścianach zewnętrznych monumentu zaprojektowanego na planie kwadratu znalazło się m.in. przedstawienie bitwy pod Niemczą z datą 950 rok. To jeden z błędów widocznych na pomniku. Obrona grodu w Niemczy za panowania Bolesława Chrobrego miała miejsce podczas wojny polsko-niemieckiej w 1017 roku, w 950 roku Niemcza należała do Czech, nie mogła być areną walk polskiego państwa piastowskiego z Niemcami. Pozostałe sceny umieszczone na ścianach pomnika to gwałty pruskie, powstańcy śląscy ruszający do boju, strajk, czyli protestujący śląscy robotnicy, walka o szkołę polską w 1934 (to jeszcze jedna historyczna nieścisłość, w 1934 nie było na Śląsku strajku szkolnego), wojska wyzwoleńcze polskie i radzieckie oraz manifestacja na rzecz pokoju na świecie.

Umieszczony na pomniku motyw młota i sierpa stał się m.in. w 2018 roku powodem dyskusji o potrzebie „dekomunizacji” monumentu i oczyszczenia go z symboli propagujących miniony system.

Dla historycznej ścisłości warto odnotować, że odsłonięcie pomnika odbyło się 19 czerwca 1955 roku przy okazji świętowania dziesięciolecia władzy ludowej na Śląsku. Twórcę pomnika uhonorowano m.in. zaproszeniem do udziału w prezydium tej imprezy. W tym samym 1955 roku otrzymał za swoje dzieło i pracę Nagrodę Państwową Pierwszego Stopnia.

Przemawiający na tej uroczystości wspomniany już Aleksander Zawadzki (był wówczas przewodniczącym Rady Państwa) podkreślił, iż pomnik ten powstał „dla upamiętnienia wielowiekowej bohaterskiej walki śląskiego ludu robotniczego o zachowanie swojej polskości, mowy i obyczajów ojczystych oraz o społeczne i narodowe wyzwolenie”.

W czasach PRL-u wokół pomnika odbywały się wielotysięczne manifestacje polityczne. Jedna z nich – z udziałem pierwszego sekretarza Edwarda Gierka i premiera Piotra Jaroszewicza odbyła się w maju 1971 roku.

W wolnej Polsce uczestnikami uroczystości na Górze św. Anny byli m.in. prezydent Aleksander Kwaśniewski (w roku 1996) i premier Jerzy Buzek. Prezydent Bronisław Komorowski był tu obecny i przemawiał pod pomnikiem w 2011 roku podczas obchodów 90. rocznicy wybuchu III powstania śląskiego. Przy pomniku w różnych latach gromadzili się także członkowie ruchów i organizacji śląskich, a także ruchów narodowych. Dwaj członkowie ONR-u, którzy w 2008 roku hajlowali w tym miejscu, doczekali się wyroku sądu.

Zaczęło się od mauzoleum

Pierwszy monument na Górze św. Anny zaczęto budować ponad 90 lat temu – w 1934 roku. Było to mauzoleum żołnierzy Freikorpsu. W zamiarze nazistów miało ono być pomnikiem upamiętniającym walczących i poległych w czasie trzech powstań śląskich obrońców niemieckiego Śląska i przyczyniać się do umacniania niemieckości tych terenów. Miało też być przeciwwagą dla tutejszego sanktuarium św. Anny i obecności franciszkanów w tym miejscu.

Wybrano ten teren także dlatego, że naziści chcieli zbudować symbol Germanii właśnie na Górze św. Anny – w najwyższym miejscu ówczesnych niemieckich „kresów wschodnich”. Zgodnie z planem Josepha Goebbelsa, który nawiązywał do starogermańskich zwyczajów w całej Rzeszy, miano zbudować około 400 amfiteatrów. Miały się w nich odbywać Thingi – spotkania nawiązujące do dawnych zgromadzeń mężczyzn z germańskich plemion. Ostatecznie powstało ich mniej niż 70.

Na Górze św. Anny powstał monumentalny wykuty w skale amfiteatr, który przy maksymalnym zapełnieniu mógł przyjąć nawet 50 tysięcy publiczności. Scenę umieszczono pod 30-metrową ścianą skalną. Architektami tej budowli byli berlińscy architekci Franz Boehmer i Georg Petrich.

Centrum nowej, nazistowskiej Góry św. Anny miało być – jak już wspomniano – monumentalne mauzoleum.

Do jego zaprojektowania wybrano architekta sztuki wojskowej, Roberta Tischlera. Według jego zamysłu, miał to być cmentarz wojskowy skupiony wokół centralnej budowli, zamku poległych, czyli Totenburga. Mauzoleum miało kształt monumentalnej, choć niezbyt wysokiej rotundy. Wykonano je z bloków wapienia wydobytych w okolicy. Chodziło o to, by budowla była możliwie symbolicznie jak najsilniej powiązana z otoczeniem. Po wejściu do wewnątrz odwiedzający to miejsce stawali w wysokiej Hali Zmarłych (Totenhalle) o średnicy 10 metrów.

Mauzoleum górowało nad amfiteatrem.

Poziom podłogi znajdował się o około 3 metry pod poziomem gruntu. Z zewnątrz widać było tylko połowę budowli.

W jedenastu niszach umieszczonych dookoła sali umieszczono 50 sarkofagów ze szczątkami niemieckich żołnierzy Freikorpsu poległych w czasie powstań śląskich. Nie tylko na Górze św. Anny, ale i w innych miejscowościach. Sarkofagi te były mniejsze od pełnowymiarowych trumien. Miały rozmiary około 100 cm na 50.

Wewnątrz mauzoleum znajdowały się napisy nawiązujące do historii Niemiec, ale interpretujące ją zgodnie z nazistowską propagandą: „1914 Niemcy”, „1915 Spiżowy front”, „1916 Żelazna wola”, „1917 Bohaterska ofiara”, „1918 Zdradzone zwycięstwo”, „1919 Upadek w otchłań”, „1920 Bojowy okrzyk honoru” itd. Ostatni napis głosił: „1931/1932 Obudźcie się Niemcy”.

W środku hali umieszczono ogromną 14-tonową rzeźbę umierającego germańskiego bojownika. Monachijski rzeźbiarz Fritz Schmoll wraz pomocnikami tworzył ją na miejscu równolegle z powstawaniem rotundy. Była zbyt duża, by przetransportować ją do środka przez drzwi mauzoleum.

Po zakończeniu wojny mauzoleum zostało wysadzone w powietrze, a szczątki niemieckich żołnierzy bez trumien pochowano na cmentarzu na Górze św. Anny.

Eksplozja była dziełem saperów. Przystępującego do prac nad nowym pomnikiem Dunikowskiego władze przekonywały, że zniszczenie mauzoleum było spontanicznym działaniem miejscowej ludności.

Renowacja potrzebna od zaraz

Pomnik Czynu Powstańczego i jego otoczenie – pamiętające okres przedwojenny – od lat domagają się prac renowacyjnych. Niestety, mimo upływu czasu wciąż do nich nie doszło. Amfiteatr, skarpa i sam pomnik – już powojenny – niszczeją.

– Na wszystkie te elementy trzeba patrzeć całościowo – mówi burmistrz Leśnicy Łukasz Jastrzembski. – Teren, na którym te obiekty się znajdują, jest „od zawsze” własnością Skarbu Państwa. W jego imieniu tym terenem zarządzał przez lata starosta strzelecki. Ile pieniędzy na ten cel otrzymał ze Skarbu Państwa, za tyle remontował, a co najmniej utrzymywał w należytym porządku te trzy składniki obiektu.

W okolicach roku 2015 oba samorządy, to znaczy gmina Leśnica i powiat strzelecki, zdobyły się na pomysł heroiczny – dodaje burmistrz. – I podjęły się remontu tych obiektów. Przygotowaliśmy dokumentację techniczną i uzyskaliśmy pozwolenie na budowę. A także wszelkie niezbędne uzgodnienia konserwatorskie i przyrodnicze. Na ten cel pozyskaliśmy 8 mln zł dofinansowania, a każdy z samorządów dodał z własnych środków po 2 mln. Razem uzbierało się tych milionów dwanaście. Powiat strzelecki kilkakrotnie ogłaszał przetarg na wykonanie prac. I rozstrzygał to postępowanie. Tyle, że konieczne kwoty wynosiły 17-18 mln. Prosiliśmy w tej sytuacji wojewodę, by Skarb Państwa jako właściciel te brakujące 4-6 mln dołożył. Ale w latach 2016-2017 nie dostaliśmy tych pieniędzy. Choć suma rozbijała się o wartość VAT-u, który przecież i tak by do państwa wrócił – mówi.

Samorządy zmuszone były zawiesić to działanie, a amfiteatr nie został wyremontowany. W roku 2021 dochodzi do istotnej zmiany w sytuacji zabytkowych obiektów na Górze św. Anny. Zmienia się zarządca. Zostaje nim Ministerstwo Obrony Narodowej.

– A dokładnie Rejonowy Zarząd Infrastruktury we Wrocławiu – precyzuje Łukasz Jastrzembski. – Pozyskał on wcześniej przygotowaną przez samorządy dokumentację. Ale ona – podobnie jak zezwolenie na budowę – zdążyła stracić ważność. Mam informację, że wspomniany zarząd zlecił wykonanie nowej dokumentacji wzorowanej na naszej i w połowie roku powinno być pozwolenie na budowę. Skoro w połowie roku, to oznacza, że bardzo niedługo. I to jest plus. Włączył się w całą rzecz poseł Masełko i byliśmy z interwencją we Wrocławiu razem. Natomiast na razie w budżecie MON nie ma pieniędzy na przeprowadzenie remontu. A ma on kosztować około 40 mln zł. Zdrożał więc ponad dwa razy.

Burmistrz podkreśla, że jeśli chcemy troszczyć się o pomnik, to jak przy budowie domu troskę trzeba zacząć od fundamentu. W tym wypadku od ściany skalnej, na której monument stoi.

– Góra św. Anny to są skały wapienne – przypomina. – Wietrzenie tej skały postępuje. Roślinność ją niszczy. Trzeba tę skarpę wzmocnić, żeby uniknąć katastrofy budowlanej. W amfiteatrze właściciel umieścił tabliczki z informacją, że każdy, kto wchodzi, czyni to na własną odpowiedzialność. Gołym okiem widać, że ten obiekt z roku na rok wygląda coraz gorzej.

***

Pisząc ten tekst korzystałem m.in. z pracy pani Karoliny Tomczak „Powojenna twórczość pomnikowa Xawerego Dunikowskiego 1945-1964” wydanej w Uniwersytecie Śląskim w Katowicach.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

ReklamaHeimat
Reklama
Reklama
ReklamaMaxima 2
Reklama
ReklamaHospicjum2022
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 11°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 1004 hPa
Wiatr: 20 km/h

Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: JanTreść komentarza: Pani Patrycjo Leszczyk-Gołąbek na zdjęciu to akcja w kolonowskim w dzielnicy Fosowskie.Data dodania komentarza: 11.03.2026, 07:30Źródło komentarza: Pożar trawy w Kolonowskiem. Strażacy apelują J Autor komentarza: MieszkaniecTreść komentarza: Dziesięć lat wyczekiwania chyba się spełnią.Data dodania komentarza: 10.03.2026, 06:41Źródło komentarza: Ulica Arki Bożka wreszcie z chodnikiem. Będzie jasno, równo i bezpiecznie J Autor komentarza: Jarząbek WacławawTreść komentarza: A może należałoby poprosić o stanowisko głównego udziałowca spółki? Zastanawiające jest jego milczenie...Data dodania komentarza: 5.03.2026, 16:40Źródło komentarza: Karuzela kadrowa w SWiK trwa. "To nie idzie w dobrym kierunku" G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: W Zawadzkiem nie ma ulicy Jemielnickiej. Przynajmniej jeszcze o takowej nie szłyszałem. Obok byłego budowlańca oprócz DK 901, czyli ul. Opolskiej mamy jeszcze ulicę Szpitalną (droga osiedlowa) oraz ulicę Lubliniecką. To pewnie o tą ostatnią się tutaj rozchodzi?Data dodania komentarza: 24.02.2026, 15:22Źródło komentarza: Doświetlą przejścia dla pieszych w Zawadzkiem i Szczepanku. Będzie bezpieczniej J Autor komentarza: WacławTreść komentarza: "Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska." Tym stwierdzeniem się przebierańcu ujawniłeś. Kto dał ci prawo relatywizowania krzywd? Nie wstyd ci tzw. ślunzoku? Ponadto cofnij się edukacyjnie do początków szkoły podstawowej z lat słusznie minionych jeżeli chodzi o znajomość historii i nadal gloryfikuj Armię Czerwoną.Data dodania komentarza: 19.02.2026, 18:21Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim D Autor komentarza: ślunzokTreść komentarza: Co do "Tragedii Górnośląskiej".... Jestem ślązakiem, ale uważam, ze nie ma co tak bardzo płakać nad tamtymi wydarzeniami. Dlaczego ? Bo co robiły oddziały niemieckie w Babim Jarze ? , czy gdziekolwiek na terenach wschodnich ? To Niemcy wrzucali noworodki do płonących stodół, to NIemcy strzelali do ludności cywilnej klęczącej nad dołami. Armia Czerwona mściła się , jak każdy z nas w okresie wojny, gdyby mógł się mścił ! Kobiety płaczą, że były gwałcone , a kiedy stawiały opór były zabijane ? Straszne ! Co mogłyby powiedzieć dzieci wrzucane do ognia na wschodzie ? One nie miały wyboru.... Dla mnie " tragedia górnośląska" to małostka w porównaniu z tym, co NIemcy robili na wschodzie. Nie wiem, czy ich potępiać, czy nie. To była wojna i ich agresja była odpowiedzią na swój ból. Ślązaków i tak potraktowano łagodnie. Mogli ruscy całe wsieod razu palić. Nikt z Niemców nie wiedział co się działo na wschodzie ? Sobibór, Bełżec, Trblinka ? Przestańcie płakać nad utraconymi cnotami i kilkoma pomordowanymi we wsi Śląska.Data dodania komentarza: 18.02.2026, 21:52Źródło komentarza: Historia szeptana, która wraca. Tragedia Górnośląska w powiecie strzeleckim
Reklama