Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 28 stycznia 2026 21:27
Reklama
Reklama

Jałta, czyli koncert mocarstw. Mija 78. rocznica rozpoczęcia wielkich obrad

4 lutego 1945 roku w Jałcie rozpoczęła się konferencja trzech przywódców. – Uważam, że Zachód nas nie zdradził, bo nie byliśmy w żaden sposób Zachodowi poślubieni. Przywódcy zawsze mają na względzie interes własnych państw, a od XIX i XX wieku własnych narodów - mówi prof. Marek Białokur z Uniwersytetu Opolskiego.
Jałta, czyli koncert mocarstw. Mija 78. rocznica rozpoczęcia wielkich obrad
Churchill, Roosevelt i Stalin na konferencji jałtańskiej

Jałta, czyli koncert wielkich mocarstw

Premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill i prezydent Stanów Zjednoczonych Franklin Delano Roosevelt nalegali na spotkanie ze Stalinem już w lipcu 1944 roku. Przywódca Związku Radzieckiego zwlekał. Rozumiał dobrze, iż im później szefowie największych mocarstw się spotkają, tym front wojny z Niemcami będzie przebiegał głębiej na zachodzie, a to tylko wzmocni jego pozycję.

Ostatecznie zgodzono się na lutowy termin spotkania. Miejsce też wybrano pod dyktando wodza światowego proletariatu. Poinformował on latem 1944 swoich anglosaskich partnerów, iż nie może opuścić własnego kraju z powodu trwającej wojny. W rzeczywistości – jak sugerował w wywiadzie dla Muzeum Historii Polski profesor Andrzej Paczkowski – Stalin odczuwał obsesyjny strach przed zamachem na swoje życie i bardzo niechętnie podróżował. Paranoja narastała zwłaszcza po wojnie, ale nie przypadkiem wszystkie trzy wielkie konferencje dotyczące II wojny światowej odbyły się blisko granicy Związku Sowieckiego – w Teheranie, w Jałcie – na terytorium ZSRS i w Poczdamie – w Niemczech, ale w radzieckiej strefie wpływów.

Pluskwy w pościeli i w ścianach

Churchill i Roosevelt przystali na przybycie do cesarskiego pałacu w Liwadii nieopodal Jałty. Oznaczało to równoczesną zgodę na stałą obecność enkawudzistów i na pluskwy w pokojach. Te żywe, gryzące gości, i te służące podsłuchiwaniu ich rozmów, także tych najbardziej swobodnych, prowadzonych przy posiłkach. Goszczeni po królewsku, częstowani ormiańskim koniakiem przez gospodarza nie mogli nie widzieć, że odświętnie ubrani kelnerzy po kryjomu dojadają resztki po posiłkach, także te zebrane z talerzy gości.

Choć konferencja jałtańska odbyła się bez udziału Polski, miała ogromny wpływ na sytuację naszego kraju po wojnie. Kwestie dotyczące Polski omawiano na sześciu z ośmiu posiedzeń plenarnych „wielkiej trójki”.

„Polska była w rzeczywistości najbardziej pilną przyczyną zwołania konferencji jałtańskiej – pisał w swym dziele o drugiej wojnie światowej Winston Churchill – i stała się pierwszym z wielkich powodów, które doprowadziły do rozpadu Wielkiej Koalicji”.

Potwierdzono na niej graniczne decyzje podjęte w 1943 roku w Teheranie i choć ostateczny kształt granic został przesądzony dopiero w Poczdamie, to właśnie w Jałcie zgodzono się, by wschodnia granica Polski biegła wzdłuż tzw. linii Curzona.

Przypomnijmy, była to linia demarkacyjna dzieląca wojska polskie i bolszewickie, opisana w nocie z 11 lipca 1920 roku wystosowanej przez brytyjskiego ministra spraw zagranicznych George’a Curzona do ludowego komisarza spraw zagranicznych Związku Sowieckiego Cziczerina.

- Ta propozycja padła zatem ze strony brytyjskiej o wiele wcześniej niż konferencje w Jałcie czy w Teheranie – mówi prof. Marek Białokur, historyk z Uniwersytetu Opolskiego. – Była wynikiem analizy struktury narodowościowej tych terenów i pozycji bolszewików. W 1920 roku parli na zachód i to parcie można porównać do ich marszu w 1944 i 1945 roku. Tadeusz Żenczykowski napisał broszurę o dwóch komitetach – Tymczasowym Komitecie Rewolucyjnym Polskim z Marchlewskim na czele w roku 1920 i Polskim Komitecie Wyzwolenia Narodowego z 1944. Stalinowi łatwiej było Churchilla przekonać do granicy na linii Curzona, skoro był to brytyjski pomysł.

W praktyce oznaczało to pozostawienie w radzieckich rękach zdecydowanej większości terytoriów zajętych i zagarniętych przez Stalina w 1939 roku. Słabą pociechą było, iż granicę lekko zmodyfikowano na korzyść Polski, ale ta różnica wynosiła zaledwie 5-8 kilometrów. Polska zyskała trochę przestrzeni na Białostocczyźnie. Do przyznania jej – co sugerował Roosevelt – także Lwowa i pól naftowych w sąsiedztwie Drohobycza nie udało się Stalina przekonać. Zwłaszcza, iż amerykański prezydent, jak na grzecznego gościa przystało, przesadnie swojego sowieckiego gospodarza nie naciskał.

„Osiadła jest ta wasza Anglia – cienista/ w starych murów i bluszczu wilgotnych uściskach/ w drobiazg domków rozdarta, w ład ogródków z furtką/ gdzie czas sennym się kotem wygrzewa na murku…/ Bezpieczna jest ta wasza Anglia - i własna/ o chłód lasów oparta - o wzgórz płynne pasma/ i trawiasta, i ptasia, i głogiem bielona/ i na pół nieprzecięta przez linię Curzona…” – pisała, gorzko kwitując jałtańską decyzję graniczną, emigracyjna poetka Beata Obertyńska.

Dokładna granica? Później

W Jałcie został też przesądzony, choć jeszcze nie do końca zdefiniowany kształt polskiej zachodniej granicy. Ustalono rekompensatę terytorialną dla Polski w postaci ziem dawnego Królestwa Prus, wówczas należących do III Rzeszy: Ziemi Lubuskiej, Pomorza Zachodniego, Dolnego Śląska i Śląska Opolskiego, części Prus Wschodnich oraz byłego Wolnego Miasta Gdańska. W tej sprawie Stalin zdawał się być wyjątkowo hojny – może dlatego, że dawał cudze. Optował za granicą na Odrze i Nysie i za Szczecinem w granicach przyszłej Polski.

Napotkał na opór Churchilla, który bał się nadmiernego wzrostu znaczenia nieobecnej w Jałcie Francji kosztem osłabionych Niemiec. W tych samych, co poprzednio cytowane wspomnieniach („Druga wojna światowa”) pisał: „Jeśli idzie o rzekę Nysę (...) przypomniałem słuchaczom, że w czasie poprzednich rozmów zawsze warunkowałem przesunięcie polskich granic na zachód twierdzeniem, że Polacy nie powinni otrzymać na zachodzie więcej, niż zechcą i potrafią zagospodarować. Byłoby nieszczęściem tak przekarmić polską gęś niemieckim jadłem, żeby zdechła z niestrawności".

Wobec takiej różnicy zdań, w deklaracji jałtańskiej znalazły się słowa o tym, iż „Polska powinna zyskać znaczny przyrost terytorialny na Północy i na Zachodzie”. Tylko tyle i aż tyle.

- Ale warto pamiętać, że w jałtańskiej deklaracji pojawia się też pojęcie Śląsk Opolski – mówi prof. Marek Białokur. - W XX wieku pojawiło się kilka wypowiedzi podkreślających jego odrębność, choć geograficznie jest on częścią Górnego Śląska. Myślę o wypowiedzi Romana Dmowskiego w Paryżu 29 stycznia 1919.

W tym samym dokumencie zarysowano także kształt przyszłego ustroju Polski. Sam tekst brzmi dobrze. Stalin skwapliwie zgodził się na obietnice, z których realizacją było potem o wiele gorzej.

„(…)Potwierdziliśmy nasze wspólne pragnienie ustanowienia silnej, wolnej, niepodległej i demokratycznej Polski(…) Porozumienie, które zostało osiągnięte jest następujące: nowa sytuacja stworzona została w Polsce w wyniku jej całkowitego oswobodzenia przez Armię Czerwoną. (…) Dlatego też rząd tymczasowy, który obecnie funkcjonuje w Polsce, powinien być zreorganizowany na szerszej podstawie demokratycznej przy włączeniu przywódców demokratycznych z samej Polski i spośród Polaków zagranicą. Ten nowy rząd powinien następnie być nazwany Tymczasowym Rządem Jedności Narodowej Polski(…)” – napisali trzej przywódcy.

Zapowiadali też przeprowadzenie – możliwie jak najszybciej – wolnych i nieskrępowanych wyborów na podstawie powszechnego i tajnego głosowania i obiecywali nawiązanie z nowym Tymczasowym Rządem Jedności Narodowej stosunków dyplomatycznych. Udział w tych wyborach miały wziąć „wszystkie partie demokratyczne i antyrasistowskie”. Przyszłość miała pokazać, że to Związek Radziecki określi, które to są partie. O istnieniu rządu londyńskiego w Jałcie „zapomniano”.

Formalnie jałtańska deklaracja brzmiała w kontekście przyszłego ustroju Polski po wojnie dobrze, w praktyce oznaczała, że w zajętym w całości przez Armię Czerwoną kraju Stalin miał zupełnie wolną rękę. Cztery miesiące po Jałcie nie tylko łamano zbrojny opór tzw. drugiej konspiracji, ale także aresztowano przywódców Polskiego Państwa Podziemnego. Uwięziono tysiące żołnierzy Armii Krajowej, także tych, którzy walczyli wyłącznie przeciwko nazistowskim Niemcom.

Czasu na te działania było dość. Wprawdzie na konferencji poczdamskiej Bolesław Bierut zobowiązał się na piśmie do przeprowadzenia wolnych i nieskrępowanych wyborów na początku 1946 roku, co było warunkiem poparcia Wielkiej Brytanii dla polskich roszczeń terytorialnych wobec Niemiec, ale w rzeczywistości wybory zostały przeprowadzone w rok później – 19 stycznia 1947 - w atmosferze terroru (ponad 200 działaczy PSL zamordowano), fałszując z pomocą NKWD ich wyniki. W efekcie PSL zyskał zaledwie 10,3 procent poparcia i 28 miejsc w Sejmie.

Zdrada czy obrona interesów?

Rząd Polski na Uchodźstwie zareagował na deklarację jałtańską o wiele wcześniej - 13 lutego 1945 roku - bardzo stanowczym w tonie oświadczeniem. W dokumencie podpisanym przez premiera Tomasza Arciszewskiego napisano m.in.:

„Decyzje Konferencji Trzech zostały przygotowane i powzięte nie tylko bez udziału i upoważnienia Rządu Polskiego, ale i bez jego wiedzy. Metoda ta w stosunku do Polski jest nie tylko zaprzeczeniem elementarnych zasad, które obowiązują sojuszników, ale stanowi niewątpliwe naruszenie litery i ducha Karty Atlantyckiej oraz prawa każdego do występowania w obronie własnych interesów. Z tego powodu decyzje Konferencji Trzech nie mogą być uznane przez Rząd Polski i nie mogą obowiązywać Narodu Polskiego. Oderwanie od Polski wschodniej połowy jej terytorium przez narzucenie tzw. linii Curzona jako granicy polsko-sowieckiej Naród Polski przyjmie jako nowy rozbiór Polski, tym razem dokonany przez sojuszników Polski”.

Wielu Polaków, nie tylko na Zachodzie, tę samą myśl ubierało w dwa twarde i bolesne słowa: zdrada jałtańska. Czy mieli rację? I tak, i nie. Wśród historyków emigracyjnych pojawiały się też opinie, że jeśli zdrada miała miejsce już w końcu 1943 roku w Teheranie, a w Jałcie nawet próbowano to i owo ratować (wspomniane wyżej pozostanie Lwowa w granicach Polski), tyle, że ani skutecznie, ani konsekwentnie.

I to też jest tragiczne. Bo z tej perspektywy już bijący się dzielnie o Monte Cassino w maju 1944 roku Polacy (bardzo wielu z nich miało pochodzenie kresowe) wiedzieli, że ich małe ojczyzny od Rzeczypospolitej odpadną. Z wagi teherańskich decyzji musiał sobie zdawać sprawę także prezydent USA, skoro ze względu na zbliżające się wybory i obawę przed utratą głosów Polonii, tę część podjętych w Teheranie decyzji w Stanach Zjednoczonych utajniono.

- Myślę, że Polscy pod Monte Cassino wciąż mieli nadzieję na inny przebieg granicy, nadzieja wszak umiera ostatnia. Pytanie o zdradę jałtańską wciąż wraca – przypomina prof. Marek Białokur. – Uważam, że Zachód nas nie zdradził, bo nie byliśmy w żaden sposób Zachodowi poślubieni. Przywódcy zawsze mają na względzie interes własnych państw, a od XIX i XX wieku własnych narodów. Nie mieliśmy, jako Polacy, istotnych kart w tej rozgrywce. Państwo było zniszczone, liczba ofiar sięgała już 6 milionów, po raz kolejny przetaczał się przez polskie terytorium front. Mieliśmy podziemną armię, która przegrała powstanie, Warszawa w lutym 1945 leżała w gruzach. Ofensywa sowiecka toczyła się jak walec, zbliżając się do Berlina. Jedyny argument, jaki mieliśmy, to była Karta Atlantycka z 1941 roku, która mówiła, że zainteresowane kraje będą uczestniczyły w rozmowach, które ich dotyczą. A nas w Jałcie nie było.

Profesor zauważa, iż nie było w Jałcie nie tylko Polaków, także przedstawicieli Bułgarii, Czechosłowacji, Jugosławii i wielu innych państw europejskich.

- To był koncert wielkich mocarstw – ocenia. – Jeden z polskich polityków emigracyjnych powiedział, że Jałta to była układanka jak podczas kongresu wiedeńskiego, gdzie mocarstwa zadecydowały o kształcie Europy. Byliśmy większym pionkiem, ale tylko pionkiem przesuwanym po szachownicy ustawionej już w Teheranie. W dodatku amerykański prezydent był wówczas schorowany i jego dni były policzone (umrze 12 kwietnia). Patrzy na interes amerykański, a ten rozgrywa się wtedy nie w Europie, tylko w konflikcie, który Amerykanie toczą od końca 1941 roku z Japonią. Zależało mu, żeby amerykańscy chłopcy przestali tam ginąć. Oczekiwał, że Stalin, jak tylko upora się z wojną w Europie, pomoże mu na Dalekim Wschodzie. Tę obietnicę dostaje. A trzy miesiące po zakończeniu wojny w Europie Armia Czerwona przystępuje do wojny z Japonią. Premier brytyjski był życzliwy Polsce, ale też niezwykle inteligentny i pragmatyczny. Jego karty były silniejsze od kart polskiego „premiera protestu”, słabego szefa rządu na uchodźstwie, Tomasza Arciszewskiego. Ale nie był w stanie wpłynąć na prezydenta USA. Miał świadomość, że Wielka Brytania jest zadłużona w Stanach Zjednoczonych i zależna od ich pomocy.

W Jałcie Stalin wciągnął w krąg swoich wpływów nie tylko Polskę i nie tylko jej kosztem zyskał. Niemcy obciążono w Jałcie reparacjami wojennymi, których rozmiar miał być ustalony później. ZSRS otrzymał kontrolę nad jedną trzecią Niemiec (Turyngią, Saksonią, Meklemburgią, Brandenburgią i Pomorzem Przednim) i aliancką strefę operacyjną w Europie do czasu zakończenia wojny. Podjęto decyzje o transferze ludności pomiędzy państwami (m.in. przesiedleniu Niemców z Polski, Węgier, Czechosłowacji).

Dostał też zgodę na deportowanie do sowieckiej Rosji obywateli ZSRS, którzy znaleźli się w Niemczech i Austrii – jeńców wojennych, robotników przymusowych, żołnierzy armii Własowa i „białych”, którzy uciekli na Zachód jeszcze po rewolucji. Tylko między majem a wrześniem 1945 deportowano z tych krajów około 2 milionów Rosjan. Z pewnością nie spodziewali się niczego dobrego, skoro część z nich wolała sobie w drodze odebrać życie.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 1°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 999 hPa
Wiatr: 15 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama