Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 28 stycznia 2026 22:34
Reklama
Reklama

Mosty w Moczydołach. Mieszkańcy Zawadzkiego pamiętają miejscowe przeprawy

Już za kilkanaście lat będziemy obchodzić 200-lecie powstania Zawadzkiego. Przez ten czas miejscowość miała trzy nazwy. Miała też trzy mosty. Trudno dziś znaleźć źródła o tych obiektach, lecz z opowieści i wspomnień można poskładać interesującą historię o zawadzczańskich przeprawach.
Mosty w Moczydołach. Mieszkańcy Zawadzkiego pamiętają miejscowe przeprawy

MOCZYDOŁY, ZAWADZKI I ANDREASHÜTTE

W 1836 roku hrabia Andrzej Renard założył Zawadzkiwerk, zakład składający się z ośmiu pieców fryszerskich i czterech młotowni. Jako że tak duże przedsięwzięcie nie mogło istnieć bez mieszkających w pobliżu robotników, trzeba było wybudować dla nich kwatery. Była to więc faktyczna data założenia miejscowości, bo wokół zakładu zaczęły powstawać nowe chałupy i robotnicze osiedla.

Osada powstała pośrodku niczego, nad brzegami rzeki, gdzie jeszcze niedawno jedynymi stałymi bywalcami byli leśniczy i kilku bartników. Teren był podmokły i nieprzyjazny, więc miejscowi nazywali go po prostu „Moczydoły”. Tu na polecenie hrabiego Andrzej Renarda, właściciela tych ziem, wprowadził się w 1830 roku Franz von Zawadzki i zaczął budować od podstaw nowy zakład. Osadę wkrótce zaczęto nazywać jego nazwiskiem i tak już na szczęście zostało. Mieszkaniec Zawadzkiego czułby się zapewne dziś dziwnie, gdyby musiał powiedzieć, że mieszka w Moczydołach.

Nazwa przetrwała dokładnie wiek. W roku 1936 hitlerowskie władze zmieniły ją na mniej polsko brzmiącą - Andreashütte. W tym też roku powstał betonowy most w kierunku Lublińca. Był szeroki i nowoczesny. Nie było mu jednak dane przetrwać nawet dekady.

Wybuchła wojna. Powołanie do niemieckiej armii otrzymało wielu mieszkających w Zawadzkiem mężczyzn. Jeden z nich pod koniec 1944 roku wrócił domu na krótki urlop. Każdego dnia, gdy stawiał w kalendarzu kolejny krzyżyk przybliżający dzień wyjazdu, coraz bardziej zapadał się w sobie. Nie był to typowy smutek rozstania czy strach przed śmiercią, który ludzie już nieraz widzieli w oczach wyjeżdżających. Niemcy dawno już zapomnieli o smaku zwycięstwa, wieści z frontu były coraz gorsze, a lista poległych wciąż się wydłużała. Z oczu mężczyzny zionęła autentyczna i nieskrywana rozpacz. Gdy już dzień wyjazdu był bliski - nie wytrzymał i zdradził swoją tajemnicę.

- Nie walczę na froncie - zwierzył się najbliższym. - Zostałem przydzielony do pilnowania obozu w Auschwitz. Nie macie pojęcia co tam się dzieje.

Jednak nie wrócił do obozu. Zdarzył się cud i w ostatnim momencie przyszedł rozkaz zmieniający przydział do służby na taki, jak tylko mógł wymarzyć. Zamiast obozowych zasieków miał teraz pilnować mostu w Zawadzkiem. Tuż obok swojego domu. Przydział był tak szczęśliwy, że niewielu wierzyło w przypadek. Albo miał wysoko postawionych przyjaciół, albo gruby portfel.

Nowe obowiązki nie były trudne. Każdego dnia mężczyzna ubierał się w ciepły płaszcz, zabierał broń i krążył wokół mostu, starając się wypatrzeć sabotażystów, którzy stawali się coraz realniejszym zagrożeniem. Pewnego dnia żołnierz ze służby nie wrócił. Na nic zdały się poszukiwania. Przepadł jak kamień w wodę. Władze wydały nakaz zatrzymania dezertera, ale ani w pociągach, ani na drogach nie zauważono nikogo, kto mógł pasować do rysopisu zaginionego żołnierza.

Nadszedł front. Tuż przed pojawieniem się 20 stycznia 1945 roku na ulicach Zawadzkiego sowieckich czołgów, dwaj niemieccy żołnierze wysadzali w powietrze betonowy most. Nie było już mowy o jakimś zorganizowanym oporze czy regularnym odwrocie. Po wykonaniu rozkazu pobiegli do najbliższych chat i zaczęli walić w okna i drzwi. Błagali o jakieś cywilne ubrania. Nie wiadomo, czy udało im się uniknąć najgorszego, ale niewielu było szczęściarzy, którzy przeżyli.

Fakt, że nie można było skorzystać z mostu, nie zatrzymał rosyjskiej ofensywy. Żelazny walec poszedł dalej, a do załamanej wpół betonowej przeprawy przytoczono jeden ze spalonych podczas szturmu czołgów. Maszyna pozbawiona była wieży, więc była w miarę płaska. Czołgiem wypełniono załamane przęsła, a całość sowieccy inżynierowie obudowali drewnianymi balami. Konstrukcja była tymczasowa i jak to z prowizorkami bywa - nie najgorzej się sprawowała. Po moście zaplombowanym wrakiem czołgu przejeżdżały kolejne fale pancernych maszyn.

Po bardzo surowej i długiej zimie w końcu nastały cieplejsze dni. Zaczęły ujawniać się tajemnice ukryte dotąd pod śniegiem. W lasku niedaleko mostu ktoś natknął się na trupa w niemieckim mundurze. Leżał tam od miesięcy z dziurą w głowie i pistoletem w ręku. Odnalazł się strażnik mostu. Nie wytrzymał wyrzutów sumienia i zastrzelił się przed nadejściem frontu.

LATAJĄCE AUTA

Jadąc dziś z Zawadzkiego do Lublińca, trzeba pokonać bardzo nietypową trasę. Najpierw ostry skręt w prawo, a potem jeszcze ostrzejszy w lewo. Tam, gdzie dziś jest zakręt ukryty w lesie, dawniej droga biegła prosto i łagodnie zakręcała, prowadząc na pierwszy betonowy most. Po wojnie trzeba było jakoś problem przeprawy rozwiązać, bo na czołgowej prowizorce trudno było polegać. Poprowadzono więc drogę obok starej i nad Małą Panwią wybudowano nowy most.

Był łukowaty, z drewnianą nawierzchnią i niebezpieczny. Żeby go przejechać, kierowca musiał zatrzymać się przed nim i przeprawić się na drugą stronę bardzo powoli i ostrożnie. A że fantazji w narodzie nie brakowało i nie tylko miejscowi tędy podróżowali, dochodziło do wypadków. Droga prowadząca do drewnianego mostu była przedłużeniem bardzo długiego, równie prostego odcinka biegnącego od Lublińca. Często więc kierowcy tak się na niej rozpędzali, że wjeżdżali na most z pełnym impetem...

Ponoć widok wyrzucanych jak z katapulty w powietrze wozów był wyjątkowy. Niektóre zakończyły nawet trasę na dnie rzeki. Nic dziwnego, że gdy zlikwidowano drewnianą przeprawę i zbudowano dzisiejszy most, wielu mieszkańców odetchnęło z ulgą.

Dziś można odbyć krótki spacer śladami nieistniejących mostów. Trzeba w tym celu przejechać rzekę i zatrzymać się na wspomnianym leśnym zakręcie, gdzie można bezpiecznie zaparkować. Idąc prosto, dotrzemy asfaltową drogą do urwiska z resztkami drewnianych belek. To pozostałość powojennej przeprawy.

Ciekawiej prezentuje się zakręcająca przez las szeroka droga, którą rok po roku odzyskuje przyroda, pokrywając grubą warstwą liści i gałęzi. Dojdziemy nią do solidnej betonowej konstrukcji, dającej wyobrażenie o rozmiarach przedwojennej przeprawy przez Małą Panew. Oddalona jest o około 100 metrów od drugiego mostu. Gdyby udało się przeprawić na drugi brzeg, to wyjechałoby się w Zawadzkiem ulicą Lubliniecką, która bierze swą nazwę od starej drogi prowadzącej do miasta.

***

Powyższy tekst powstał w dużej mierze na podstawie wspomnień i relacji mieszkańców Zawadzkiego.Trudno zweryfikować prawdziwość tych opowieści. Podczas redagowania artykułu natrafiłem jednak na pewną historyczną zagadkę związaną z opisywanymi mostami. Postaramy się z nią zmierzyć w następnych numerach „Strzelca Opolskiego”.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Autochton 14.02.2022 17:16
Może chodziło o kładkę na Świerkli która była w miejscu dzisiejszej elektrowni wodnej
Smok 31.01.2022 08:46
Skąd informacja, że most ten zbudowano w 1936roku? Na niemieckich mapach z 1938 roku tego betonowego mostu nie ma. W tym czasie funkcjonował drugi most (ten, gdzie później zrobiono drewnianą prowizorkę). Czy w latach 36-39 funkcjonowały oba mosty równocześnie? Ponoć w 1939 roku była powódź i ten most zniszczyła, ale nie potrafię tej informacji zweryfikować. Czy ktoś ma więcej informacji dotyczących historii tego mostu?
R
Romuald Kubik 31.01.2022 10:48
Dziękuje za komentarz. Przygotowuję właśnie obszerny tekst na ten temat. Pozdrawiam
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 0°C Miasto: Strzelce Opolskie

Ciśnienie: 999 hPa
Wiatr: 15 km/h

Ostatnie komentarze
S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: A nie prościej by było zrobić te auta z normalnymi wtyczkami, takimi jakie mają miliardy urządzeń elektrycznych na świecie, które można wetknąć do prawie każdego gniazdka?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 08:20Źródło komentarza: Stacja ładowania pojazdów w Kolonowskiem wciąż nie działa. Kiedy ruszy? J Autor komentarza: czytelnikTreść komentarza: "Do sprawy wrócimy." I bardzo dobrze! Sprawa może mieć bowiem tzw. drugie dno.Data dodania komentarza: 17.01.2026, 11:26Źródło komentarza: Zmiany w SWiK. Prezes Marian Waloszyński odwołany G Autor komentarza: SkinnyTreść komentarza: "Prawnie nie mamy bowiem narzędzi, by zmusić aptekę do dyżuru (...)" - apteka może zaskarżyć radę powiatu, ale rada powiatu apteki zaskarżyć już nie może? Czy to coś w rodzaju "drogi jednokierunkowej"!? Apteka jest ustawowo zobowiązana do dyżurów! Kropka! W kwestii finansowej powinny być kontynuowane negocjacje, to oczywiste. Ale apteka to nie ważywniak z za rogu, który będzie sobie otwierać i zamykać wedle swojej woli. APTEKA TO INSTYTUCJA ISTOTNA DLA FUNKCJONOWANIA APARATU PAŃSTWOWEGO, JAK SYSTEMU GOSPODARCZEGO!!!Data dodania komentarza: 16.01.2026, 12:53Źródło komentarza: Apteczny impas w powiecie strzeleckim przełamany. Będą dyżury w nocy i święta I Autor komentarza: IwonaTreść komentarza: "Niedzielne popołudnie z kolęda" zorganizowało Koło Gospodyń Wiejskich "Sikorki" w Piotrówce, Stowarzyszenie Odnowy Wsi. Dziewczyny jak zwykle stanęły na wysokości zadania. Jesteście wielkie!Data dodania komentarza: 14.01.2026, 14:23Źródło komentarza: Doroczne kolędowanie z Faską. Publiczność dopisała S Autor komentarza: SmokTreść komentarza: Ja mam kilka pytań i uwag. Po pierwsze, od kiedy drogi mierzy się w metrach kwadratowych? 350 m2 przy szerokości drogi załóżmy 5 m daje 70 metrów długości. Odnoszę wrażenie, że chodziło tylko o spotęgowanie wrażenia ilości wyremontowanych dróg - 70 już tak dumnie nie brzmi. Drugie - wymiana oznakowania: z ulicy Opolskiej zniknęło bardzo dużo niepotrzebnych znaków, nie potrafię dokładnie skojarzyć kiedy się to stało, ale mam wrażenie, że już parę lat temu. Może pamiętacie ten las znaków, które często zasłaniały się nawzajem i który powodował, że trudno było wśród nich wyłowić te naprawdę istotne. To ruch w dobrym kierunku. Co istotne, w trakcie tych zmian zupełnie zlikwidowano zakaz zatrzymywania się i postoju, co kiedyś było jakimś utrudnieniem zwłaszcza dla mieszkańców i jak się okazuje, można spokojnie jeździć i bez tego zakazu - w ten zlikwidowano przepis nieżyciowy - tu moja pochwała. I w związku z tym mam pytanie i sugestię: ul. K. Miarki - tutaj do dziś stoją znaki zakazu zatrzymywania się na dodatek z tabliczką, że nie dotyczy mieszkańców. Czy ta ulica jest w jakiś sposób inna, że mieszkańcy mają tutaj jakieś specjalne prawa? Jaki jest sens tego zakazu? Moim zdaniem - do likwidacji. Kolejne znaki - osiedle Powstańców: zmieniono strefę 40km/h na strefę 30km/h - jak najbardziej słuszne posunięcie, jednak przy okazji zapomniano o znaku "droga z pierwszeństwem" na skrzyżowaniu z ul. Nową od strony ul. Opolskiej. Przed remontami stał, teraz go nie ma i wspomniane skrzyżowanie jest oznakowane źle. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a burmistrz i radni brakujący znak dostawią. Następna sprawa, związana z inwestycjami i przyszłością. Radni obcięli podatek drogowy od samochodów ciężarowych do minimalnej stawki wymaganej ustawą, przez co z budżetu tylko w tym roku ubędzie ok. 90 tys. zł. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób ten ubytek zostanie zrekompensowany i co gmina uzyska w zamian za niego? Nie usłyszeliśmy uzasadnienia dla tej decyzji, a pierwsze co na myśl przychodzi, to firma przewozowa jednego z naszych radnych, która na tej decyzji sporo zaoszczędzi. Może radni i burmistrz wytłumaczą mieszkańcom, o co chodziło z tym podatkiem i jak gmina na nim skorzysta i że nie jest to uchwała nakierowana na korzyść jednej z firm działających na naszym terenie. I kolejna rzecz - biblioteka. Została przeniesiona do kina, gdzie w okrojonym formacie ściska się do dziś. W ciasnych murach połowa dotychczasowego księgozbioru schowana jest w pudłach, ponieważ ograniczone miejsce nie pozwala na ich ekspozycję, a biblioteka działa na pół gwizdka stojąc przed wyborem, które książki wyeksponować na półkach, a które schować do piwnicy. Exodus biblioteki miał trwać rok. Burmistrz obiecywał to rok temu na grudniowej sesji Rady Miasta, a potem miała zostać przeniesiona do Domu Kultury do pomieszczeń po banku. Rok czasu minął, biblioteka nadal się ściska w kinie, a w Domu Kultury kolejna firma zajmuje pomieszczenia. Jeden z radnych na pytanie o bibliotekę mi się zwierzył, że i tak korzysta z niej mało ludzi. Rok temu nikt jednak takich argumentów nie podnosił - wtedy chodziło o poprawę dostępności itd, itp. Czy więc doświadczamy dwóch prawd, jednej dla grona decyzyjnego, a drugiej dla pospólstwa? Rok minął, stary budynek biblioteki stoi pusty, CUW, który miał tam być zainstalowany, ma się całkiem dobrze w szkole i czy nie można tak było od razu? A w planach inwestycyjnych o remoncie biblioteki jakoś nic nie słychać. Ile będzie kosztowało odmalowanie i odświeżenie tego budynku? Kilkadziesiąt tysięcy? Kilkanaście? Pewnie dużo mniej niż odpuszczone pieniądze z podatków za auta. Szanowni radni - rok temu zobowiązaliście burmistrza do utworzenia CUW w budynku biblioteki (Dębowa 13A). Burmistrz uchwały nie wykonał, bo CUW mieści się w podstawówce. Obiecał, że po roku tułaczka biblioteki zakończy się w Domu Kultury. Też nie wyszło. Wasza wiarygodność trochę na tym ucierpiała. Przy planie inwestycyjnym na ponad 7 mln naprawdę nie da się wysupłać z budżetu kilkunastu, kilkudziesięciu tysięcy na odnowienie Biblioteki? CUW niech już pozostanie w szkole, to zresztą była chyba najlepsza opcja od samego początku (szanowni radni, pamiętacie, jak rok temu prosiłem was, aby powstrzymać się z decyzją o przeniesieniu i przedyskutowaniu sprawy jeszcze raz?). Okazało się, że jednak było inne rozwiązanie, dało się inaczej i niepotrzebne były wszystkie zawirowania z biblioteką przez was zainicjowane. Niech więc CUW działa w szkole, a Biblioteka niech powróci do swojego budynku. No chyba, że faktycznie uważacie, że z biblioteki korzysta mało ludzi i szkoda na nią pieniędzy i zasobów, bo to przeżytek, ale jeśli tak, to czemu nie powiedzieliście tego rok temu? A może się mylę i źle was oceniam? I biblioteka jest dla was wartością, którą warto i trzeba pielęgnować? Przekonacie mnie?Data dodania komentarza: 13.01.2026, 19:16Źródło komentarza: Od dróg po rewitalizację centrum. Rok zmian w gminie Zawadzkie F Autor komentarza: ?Treść komentarza: A ja się pytam, gdzie byli rodzice tego pana? A do tego się pytam, czy policja nie ma innych rzeczy do roboty?Data dodania komentarza: 10.01.2026, 20:23Źródło komentarza: Niebezpiecznie w strzeleckim parku. 61-latek jeździł na łyżwach po stawie
Reklama
Reklama