Język to, jak wiadomo, podstawowe narzędzie kultury: pozwala na przekazywanie wiedzy, tradycji, wartości, mitów i historii z pokolenia na pokolenie, buduje poczucie przynależności. Gdy język zamiera, razem z nim z czasem ginie i kultura. Dlatego Ślązacy tak uporczywie domagają się uznania śląskiej gŏdki za język regionalny.
Parlament kilkakrotnie podejmował próby wpisania śląszczyzny do Ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym, ale weto wniósł najpierw prezydent Andrzej Duda, a potem Karol Nawrocki. Póki co jest wiele akcji propagujących używanie śląskiego na co dzień w urzędach, sklepach czy zakładach usługowych. Na ziemi strzeleckiej działa ruch propagujący pisanie po śląsku.
Jego liderem jest Adam Pejter Kubik z Rożniątowa – śląskojęzyczny autor i lektor języka śląskiego (m.in. na Uniwersytecie Ludowym w Heidelbergu), który od kilku lat prowadzi związane z tym liczne przedsięwzięcia. To m.in. warsztaty z pisania po śląsku (Werkstatt ze Pisaniŏ po Ślōnsku) w okolicznych wioskach, śląskojęzyczne wieczory literackie, na które zaprasza lokalnych twórców, spotkania z kulturą (Treffy ze Ślōnskõ Kulturõ), gdzie śpiewa się i recytuje, stworzenie darmowej wiejskiej gazetki drukowanej na drukarce ("Blank Nowy Głos Rio"), gdzie część tekstów jest po śląsku... oraz inicjatywa wydawnicza zeszytów "We Ślōnsku. Kulturmagazin po naszymu" Fundacji Nauki i Kultury na Śląsku, które w lipcu 2026 trafiły do zbiorów biblioteki Uniwersytetu Oksfordzkiego.
Pierwszy taki zeszyt – antologia tekstów 26 autorów – ukazał się w 2025 roku, a w przygotowaniu jest właśnie kolejny. Co ciekawe, niektórzy z tych autorów nauczyli się pisać w swoim języku serca właśnie na warsztatach organizowanych przez Kubika, inni robili to od dawna intuicyjnie, a teraz doskonalą technikę. Każdy może oczywiście skorzystać z "Zasad pisowni języka śląskiego" profesora Henryka Jaroszewicza z 2022 roku albo na własną rękę próbować pisać ślabikŏrzem, czyli śląskim alfabetem, jaki został utworzony 16 lat temu przez kodyfikacyjną komisję. Ale to – jak przyznają sami Ślązacy – wcale nie jest takie proste.
Dlatego Adam Pejter Kubik robi tu dobrą robotę, popularyzując kodyfikację ślōnskij gŏdki. Co więcej, dla niektórych publikacja w "We Ślōnsku" to zarazem debiut literacki. Okazało się, że inicjatywa kilku pasjonatów, którzy pozyskali do niej w charakterze wydawcy nawet profesorkę Uniwersytetu Opolskiego Joannę Rostropowicz (jej artykuł też znalazł się w "We Ślonsku") ma wielką moc kulturotwórczą i rozwija uśpione talenty. Ludzie zaczęli spisywać w języku serca wspomnienia, opowieści starzików, a niektóre osoby, które wcześniej pisały tylko do szuflŏdki nabrały pewności siebie i odważyły się publikować. I to nie tylko na stronach "We Ślōnsku", bo na przykład Izabela Namyślik, młoda poetka pochodząca z Poręby, wioski pod Górą Świętej Anny, wydała – jak sama podkreśla właśnie z inspiracji Adama Pejtera Kubika - tomik wierszy "Słodko-gorzkŏ poezyjŏ".
"day, ut ia pobrusa, a ti poziwai" - czy to po śląsku?
Pierwsze zdanie zapisane w języku staropolskim w XIII-wiecznej Księdze Henrykowskiej brzmiało: day, ut ia pobrusa, a ti poziwai – tak wszyscy uczyliśmy się w szkole na lekcjach języka polskiego. Ale czy to na pewno polski, czy może śląski? Profesor Henryk Jaroszewicz niejednokrotnie porusza w swoich pracach kontekst geograficzny i historyczny tego zapisku. Księga została spisana po łacinie w Henrykowie na Dolnym Śląsku i zawiera cytat wypowiedzi miejscowej ludności.
– Prosta ludność mówiła tam po śląsku, a dokładnie w swoim dialekcie, który dzisiaj zaczynają nazywać językiem dolnośląskim. Ślązak to zdanie dobrze rozumie, dlatego śmiem podejrzewać, tak jak pan profesor, że śląskie piśmiennictwo ma bardzo starą historię, nawet starszą niż mowa polska – mówi Adam Pejter Kubik. – W Cyfrowej Bibliotece Śląskiej można znaleźć dużo artykułów po śląsku w XIX-wiecznej prasie, choćby Josepha Köhlera, Aleksandra Nachbara czy doktora Haase. Dlatego mówię moim kursantom, że pisanie po śląsku to nic nowego. A jednak się nie rozwinęło, bo aż do teraz, przez stulecia, ludzie piszący po śląsku byli dyskryminowani i wyśmiewani. Czas z tym skończyć, ale konieczna jest kodyfikacja.
„Co je spisane, to ôstanie”
Tak brzmi rokrocznie motto prowadzonych przez niego warsztatów pisania. Przesłanie jest podwójne: chodzi o to, by nie zapomniano ślōnskij gŏdki i by ocalić od zapomnienia stare opowieści, a te w mowie przodków brzmią bardziej autentycznie. Jest jeszcze kwestia tożsamości.
– Patrząc w szerokiej perspektywie, wciąż nie ma znanych autorów śląskojęzycznych – przyznaje Adam Pejter Kubik. – Popularni i nagradzani pisarze, o których mówi się, że są „śląscy”, podejmują tematykę śląską, ale piszą po polsku, co najwyżej wtrącają coś po śląsku. Dlatego nasza starsza generacja tego nie czytała i nie czyta, bo to nie jest w ich własnym języku.
I to jest kolejny argument za tym, by śląski wszedł, albo – mówiąc adekwatnie do tematu – wlŏz na salony literackie.
– Mówię biegle w trzech językach, ale najwięcej po śląsku: w domu, w sklepie, z sąsiadami, nawet w naszym urzędzie, bo nasi urzędnicy też gŏdajõ – opowiada Patrycja Koppa ze Starego Ujazdu. – Ale zawsze miałam kłopot z pisaniem: robiłam to fonetycznie, a to nie wychodziło dobrze. No i z czytaniem: kupiłam sobie książki po śląsku i okazało się, że są tam dziwne znaczki. Nie wiedziałam, o co z nimi chodzi. Na warsztaty Adama Pejtera Kubika pierwszy raz poszłam z ciekawości, no i z miłości do naszej mowy, bo bardzo mnie niepokoi, że ona zanika wśród najmłodszego pokolenia. Początki pisania nie były łatwe, ale powoli szło mi coraz lepiej. W tym roku znów zapisałam się na warsztaty i chcę przygotować mój pierwszy tekst do kolejnego zeszytu "We Ślōnsku". Adam nas bardzo motywuje. To, co on robi, jest bardzo wartościowe, bo to jest ratunek dla naszego języka. Bardzo wszystkich do tego namawiam: te kursy nie tylko uczą pisać, ale i czytać. Teraz bez problemu mogę to robić, a śląskich książek będzie – wierzę w to – coraz więcej.
Jak to się zaczęło?
Adam Pejter Kubik wspomina, że po śląsku pisał już jako dzieciak i nastolatek, korespondując z przyjaciółmi. Gdy w 2018 roku zaistniał wachtyrz.eu, czyli śląski portal informacyjny, na którym można publikować teksty w różnych językach, zaczął zamieszczać tam swoje teksty. Zawsze twierdził, że lepiej pisze mu się po śląsku czy niemiecku niż po polsku.

Potem, w trakcie robienia doktoratu z komparatystyki literatury terenów przygranicznych na Uniwersytecie w Heidelbergu, poznał pochodzącego z Kędzierzyna profesora Tomasza Kamusellę, który wykłada na Uniwersytecie St. Andrews. To on podczas pobytu badawczego Kubika w Szkocji pokazał mu alfabet śląski i wytłumaczył, jak go stosować. Bo Kubik wcześniej też pisał intuicyjnie: trochę fonetycznie, trochę spolszczał, trochę zniemczał, trochę czerpał z czeskiego... Jak wszyscy, którzy próbują. Ze śląskim alfabetem poszło dużo sprawniej, bez poczucia, że to nieortograficzne i nieliterackie.
Zaczął tworzyć więcej i coraz dłuższe teksty: felietony, reportaże, teksty naukowe. Opisał swoje badania nad narracjami historycznymi i ślōnskõ gŏdkõ w Teksasie, gdzie wciąż używają jej potomkowie emigrantów. Potem zaczął zgłębiać historię śląskiego piśmiennictwa i zastanawiać się nad gramatyką, fleksją, fonetyką i morfologią wyrazów...
Okazało się, że na przestrzeni lat śląski brało na warsztat wielu naukowców. Powstało wiele wartościowych opracowań.
– Na przykład profesor Reinhold Olesch, pochodzący z Góry Świętej Anny slawista, prowadził już w latach 30. ubiegłego wieku badania naukowe nad dialektami śląskimi na podstawie nagrań dźwiękowych. Najpierw zrobił doktorat w 1937 roku, a w latach 50. habilitował się pracą na ten temat i założył slawistykę na Uniwersytecie w Kolonii – wymienia Adam Pejter Kubik. – Doktor Felix Steuer jeszcze wcześniej opracował własny śląski alfabet zwany Steuerowy schreibůnek. Współczesnym przykładem jest pochodzący z naszej centralnej części Górnego Śląska językoznawca dr Herbert Matuschek, działający na Uniwersytecie w Moguncji. W 2021 roku opublikował przełomową, dwutomową pracę naukową poświęconą mowie śląskiej, w której m.in. opracował językoznawczo język śląski i potwierdził, że Joseph Freiherr von Eichendorff znał ślōnskõ gŏdkã. Również dr Wolfgang Lazik z okolic Chróścic i Starych Siołkowic opracował w Bonn słownik górnośląskiego języka. Przekonałem się, że na polskich uczelniach wiele z tych dzieł nie jest nawet znanych, co stanowi ogromny mankament w podejściu do tematyki. Zaobserwowałem, że w swoich pracach jedynie germanistki, jak prof. Daniela Pelka czy prof. Felicja Księżyk, czerpią z ogromnego dorobku naukowego dokonanego przez wcześniej wymienionych Ślązaków.
Wszystkie te doświadczenia sprawiły, że Adam Pejter Kubik postanowił uczyć pisać po śląsku: najpierw robił to w Volksschule w Heidelbergu oraz na Uniwersytecie Kraju Saary, a potem w rodzinnym Rożniątowie i innych wioskach w okolicy.
– Już wcześniej prowadziłem lektorat ze śląskiego w Heidelbergu. Uczęszczali na niego ludzie mający korzenie na Śląsku, którzy chcieli nauczyć się mowy ojców – mówi. – Aby uczyć, musiałem stworzyć dla siebie pomoce dydaktyczne i tak to się zaczęło. Opracowałem metodykę, a dzięki zajęciom praktycznym zacząłem też pewne zapisy udoskonalać, bo widziałem, z czym ludzie mają problem.
W tym roku odbył się już drugi cykl takich wakacyjnych warsztatów dla mieszkańców pięciu gmin. Przyjeżdżają na nie jednak również zainteresowani z dużo dalszych zakątków. Uczestnicy na koniec zajęć otrzymują dyplomy i uczestniczą w Ôtwartyj Bühnie Ślōnskich Textów – OBST Annaberglandu. Jak rekomendują to cykliczne wydarzenie jego organizatorzy związani z wydawnictwem zeszytów „We Ślōnsku”, OBST to współczesne „laboratorium kulturowe”, służące prezentacji śląskiej twórczości literackiej i piosenek w formule „mikrofonu dla wszystkich”. Każdy, kto napisał po śląsku choć jeden niewielki tekst, może go zaprezentować publiczności.
Skończyć ten analfabetyzm
Ślōnski se czytŏ tako, jako se ônygo gŏdŏ – po śląsku się czyta tak, jak się mówi – to pierwsze zdanie na pierwszej stronie pierwszego numeru Kulturmagazinu (magazynu kulturalnego) Po Naszymu „We Ślōnsku”. Ukazał się jesienią 2025 roku. Jego tytuł brzmi "Annaberg" – tak Ślązacy mówią tutaj na Górę Świętej Anny. Część tekstów nawiązuje do tego ważnego historycznie i religijnie miejsca oraz postaci prof. Reinholda Olescha. Jest tu pierwsza lekcja pisania po śląsku, są różne wspominki pisane po śląsku, trochę wierszy i rozważania naukowe na temat historii, języka i kultury. Wśród autorów są tacy, którzy edukację zakończyli na szkole podstawowej, ale są i profesorowie, i doktorzy.
Jedną z autorek pierwszego zeszytu "We Ślōnsku" jest Monika Twardoń z Raszowej, znana w okolicy głównie jako badaczka historii lokalnej i Tragedii Górnośląskiej oraz autorka artykułów na ten temat.
– Ślabikŏrza uczyłam się sama, ale chętnie dołączyłam do inicjatywy wydawniczej – mówi Monika Twardoń. – Teraz też chciałabym opublikować opowiadanie. Myślę, że te warsztaty to bardzo dobra i ważna rzecz, bo trudno mi się było uczyć samej. Pisanie po śląsku nie jest łatwe, ale robię to dla idei. Szybciej piszę po polsku.
Monika Twardoń, podobnie jak kiedyś Adam Pejter Kubik, zaczynała od publikacji na portalu wachtyrz. Tam można przeczytać m.in. jej cykl artykułów "Anaberg z każdyj strōny". Ale, jak mówi, zawsze miała dylemat: po śląsku czy po polsku? Śląski to jej język serca. A po polsku więcej ludzi przeczyta.
– My, Ślązacy, jesteśmy trochę jak analfabeci: nauczyliśmy się pisać po polsku, po niemiecku i w innych językach, a w swoim nie – dodaje mieszkanka Raszowej. – Ja wyszłam z tego analfabetyzmu, inni też mogą. Wokół tej nauki pisania narosły też różne spory. Niektórzy to krytykują, mówią, że jest wiele odmian śląskiego, że w każdej wsi ludzie mówią trochę inaczej. Ale to właśnie nic nie szkodzi, bo te zasady są tak sprytnie zrobione, że jeden zapis można czytać na różne sposoby.
Brzmi dziwnie, ale tak jest i trudno to krótko wytłumaczyć. Adam Pejter Kubik uczy, jak stosować językowe „jokery” – jak nazywa literki z tyldą "ã" czy "õ". I jak przy pomocy różnych znaczków nad literą "o" można ją czytać aż na sześć sposobów...
– W każdej wsi każdy może to robić trochę inaczej, no bo we wsi obok też trochę inaczej mówią niż u nas i nie ma się co spierać o to, czyj śląski jest lepszy – przyznaje Barbara Feluks z Grodziska. – Jeśli wszyscy nauczylibyśmy się pisać, moglibyśmy się nawet lepiej porozumieć. Ja, odkąd pamiętam, zawsze mówiłam i pisałam po śląsku: wiersze, opowiadania, scenariusze do naszego wiejskiego kabaretu... Ale po swojemu, tak jak umiałam. A mam taki zamiar, aby to udoskonalić i też coś opublikować w „We Ślōnsku”.
Nobel czeka
Po śląsku idzie napisać praktycznie wszystko. I mało kto wie, ale niewiele brakowało, a piszący w odmianie ślōnskij gŏdki (konkretnie w dialekcie ze Śląska Morawskiego) poeta Ondra Łysohorski dostałby Literacką Nagrodę Nobla. Był wśród nominowanych w 1970 roku. Nagrody ostatecznie nie otrzymał, ale jego „Spjewajuco piaść” została przetłumaczona na wiele języków. Przez swoje poglądy i uparte pisanie w nieuznanym oficjalnie języku był marginalizowany przez władze Czechosłowacji, gdzie żył i tworzył.
– Ondrze Łysohorskiemu nie udało się, ale może kiedyś uda się jednemu z naszych autorów? – ma nadzieję Adam Pejter Kubik. – Dzięki kodyfikacji języka śląskiego i temu, że w końcu zostanie kiedyś oficjalnie uznany jako język, a wierzę, że tak się stanie.
Autorów wciąż przybywa. Tylko z ziemi strzeleckiej wśród tych, którzy mają już na swoim koncie publikacje książkowe – wiersze, opowiadania, powieści – wymienić można chociażby Krystynę Popandę z Płużnicy, Jerzego Kaufmanna ze Staniszcz Małych czy Petera Bienię pochodzącego spod Góry Świętej Anny. I będzie ich coraz więcej.
– Z tym naszym śląskim to jest tak, że po wojnie przez wiele lat praktycznie ludzie się bali cokolwiek pisać po naszymu, bo trwała kulturalna czystka etniczna, śląski był marginalizowany, nawet za mówienie ludzie bywali szykanowani, więc ten strach przekazywali też swoim dzieciom – mówi Adam Pejter Kubik. – Ja sam doświadczyłem takich rzeczy w szkole czy na studiach we Wrocławiu. Doświadczyły tego nawet dzieci brata dziesięć lat temu w strzeleckiej podstawówce, więc stosunkowo niedawno. Nauczycielka mówiła na wywiadówce rodzicom, aby nie mówili w domu po śląsku, bo potem "uczniowie kaleczą język polski". No i tak gŏdka zaczęła zanikać w młodym pokoleniu w naszej wsi. Naszą misją jest ją odrodzić i rozpowszechnić na nowo.
***
PS. Cytując Adama Pejtera Kubika oraz Patrycję Koppę, dokonałam tłumaczeń ich wypowiedzi ze śląskiego na język polski, tak aby każdy mógł zrozumieć ich przesłanie.
Adam Peter Kubik zaznacza, że mówi wyłącznie po śląsku – nie dlatego, że po polsku nie umie, lecz aby pokazać, że w języku śląskim można wypowiadać się na tematy kulturowe, naukowe i literackie, ale również dlatego, że czuje się Ślązakiem i jest z tego dumny.


Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!


Komentarze