Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 27 września 2026 18:29
ReklamaFilplast

Jan Goczoł - poeta zakorzeniony w śląskiej ziemi

Poeta i poseł, redaktor i felietonista, społecznik, piewca i sumienie Śląska... O pochodzącym z podstrzeleckiej Rozmierzy Janie Goczole pisało wielu i wiele. Gdy umarł, jako pomnik ustawiono mu w Strzelcach Opolskich krzesło przed biblioteką: proste, ale zarazem niezwykłe jak on sam.
Jan Goczoł - poeta zakorzeniony w śląskiej ziemi
Jedno z ostatnich zdjęć Jana Goczoła (fotografia pochodzi ze strony biblioteki w Opolu, która żegnała poetę po jego śmierci w 2018 roku)

Autor: Miejska Biblioteka Publiczna im Jana Pawła II w Opolu

Gdyby Jan Goczoł wciąż żył, mógłby przysiąść na takim krześle i podumać o śląskich sprawach, tak jak robił przez całe niemal życie, a potem przelewał te rozmyślania na papier, układały mu się w głowie w wersy i zwrotki. Albo w felietony.

– To był wielki człowiek wywodzący się z ziemi strzeleckiej, który nawet gdy przeprowadził się do dużego miasta, wciąż wracał do Rozmierzy w swojej twórczości. Wielki, zasłużony, ale też bardzo skromny – podkreśla Ada Jarosz, poetka z Izbicka, która była pomysłodawczynią ustawienia krzesła i organizacji poetyckiego memoriału w Strzelcach Opolskich, który upamiętnił twórczość Goczoła w dniu jego 90. urodzin 13 maja 2024 roku. – Przyświecała mi taka myśl, by przypomnieć jego twórczość i jego postać. By o nim nie zapomniano. To krzesło było wzorowane na krześle z jego domu rodzinnego, o którym pisał, ale to nie tylko symbol. Ono ma funkcję użytkową: można na nim przysiąść, odpocząć i każdy, kto to zrobi, odczyta zamocowaną na krześle tabliczkę pamiątkową Jana Goczoła i może tuż obok w bibliotece pożyczyć jego tomik poezji.

Jak dodaje, odsłonięciu krzesła towarzyszyło wiele innych wydarzeń: poeci i przyjaciele Jana Goczoła czytali na głos jego wiersze, była prelekcja naukowa, był też spektakl w wykonaniu Amatorskiego Zespołu Teatralnego z Rozmierzy poświęcony pamięci poety, który należał do grona jego współtwórców (na deskach tego teatru poznał zresztą miłość swojego życia i przyszłą małżonkę Małgorzatę). I był konkurs na ilustracje do wierszy Goczoła „Śląskie krajobrazy według Pana Jana”.

– Wpłynęło dużo prac, i dzieci, i dorosłych, a zamysł był taki, że każdy, kto będzie chciał wykonać ilustracje, musi najpierw poczytać jego poezje, wybrać jakiś wiersz – mówi Ada Jarosz. – Uczę w szkole i moim celem jest popularyzacja literatury, a także wiedzy o jej twórcach, zwłaszcza tych lokalnych, dlatego wymyśliłam, aby taki konkurs zrobić. Pierwszy i może nie ostatni.

Wyboista droga na poetycki parnas

Jan Goczoł zmarł w 2018 roku, przeżywszy 84 lata. Jak pisał wtedy na stronie Instytutu Śląskiego w pośmiertnym wspomnieniu profesor Michał Lis, był „solą śląskiej ziemi” i „strażnikiem śląskich wartości”. Jako poeta zadebiutował w roku 1956 w opolskim miesięczniku „W marszu”. Miał wtedy 22 lata. Ale studia (polonistyczne) rozpoczął dopiero osiem lat później za namową innych znajomych pisarzy.

Wcześniej pracował w księgowości w PGR-ze, jako instruktor w zarządzie powiatowym Związku Młodzieży Polskiej, jako pomocnik maszynisty w Śląskich Zakładach Przemysłu Wapienniczego, a nawet jako magazynier w zakładzie przywięziennym Przedsiębiorstwa Wyrobów Skórzanych w Strzelcach Opolskich. Dopiero po studiach w 1965 został dziennikarzem w katowickim Dwutygodniku „Poglądy” (a potem w miesięczniku „Opole”, gdzie przez wiele lat był redaktorem naczelnym i w kwartalniku „Regiony”). W latach 1971-1980 był prezesem oddziału Związku Literatów Polskich w Opolu.

Droga Goczoła na poetycki parnas była trudna i wyboista, a jego życie nie było łatwe. Już jako młody chłopak – jako najstarszy z sześciorga rodzeństwa – musiał pomagać owdowiałej matce na gospodarstwie. Ojciec został deportowany pod koniec wojny na Wschód przez Rosjan, gdzie zmarł. Na studia na Uniwersytecie Warszawskim zdał – ale nie został przyjęty jako „syn kułaka”. Rodzina miała, jak sam potem pisał w „Okruchach śląskiego kołacza”, „aż” sześć hektarów obrabianych krowami. Konia nie mieli. Ale dla władzy ludowej to już było „kułactwo”. Był jednak pierwszym po wojnie mieszkańcem Rozmierzy, który uzyskał maturę.

Nigdy nie uważał się za intelektualistę:

„Być może moim powołaniem było ciesielstwo” – wyznał w wywiadzie „Poeta zawsze jest w drodze”, jaki miałam przyjemność przeprowadzić z Janem Goczołem w 1994 roku jako – wtedy jeszcze – studentka filologii polskiej na specjalizacji dziennikarskiej. Cieślami byli bowiem i ojciec, i dziadek, i pradziadek oraz jeszcze wcześniejsi przodkowie poety. „Moją wrażliwość rozbudzały kształty, zapachy, wewnętrzne rysunki drewna” – mówił. – „Jedynie uporczywemu przekonywaniu mojej matki przez naszego wiejskiego nauczyciela trzeba przypisać, że zamiast do mistrza ciesielskiego na dalszą naukę pojechałem do gimnazjum”. Jego zdaniem jednak wszystko, co przeżył, widział, co robił i gdzie był, przełożyło się na uniwersytety życia i ścieżki prowadzące do miejsca, gdzie zaszedł. Bo „poeta zawsze jest w drodze – do końca życia”. Tak twierdził. I skromnie dodawał, że w opolskim środowisku artystycznym jest „wielu świetniejszych twórców” niż on. Mimo że wielu innych właśnie jego wskazywało jako jednego z szeregu z tych najważniejszych reprezentujących region opolski. Cieszył się ogromnym szacunkiem środowiska literackiego.

Stary Ślązak i strup nad starą raną

Goczoł był poetą wielokrotnie nagradzanym i wyróżnianym. Wydał kilka tomików wierszy, to m.in. „Topografia intymna” (1961), „Małgorzata” (1961), „Sprzed drzwi” (1969), „Manuskrypt” (1974), „Znad Odry” (1996), „Zapisy śladowe” (1999), „Na brzozowej korze” (2000), „Z pogorzeliska” (2011). W wywiadzie, który z nim przeprowadziłam w 1994 roku, mówił, że pisanie wierszy jest dla niego jak „ozdrowieńczy krwotok, instynktowny upust krwi” oraz jak „zaklinanie – oswajanie” tego, co wokół, co zdumiewa i co boli.

Pisał wiersze o różnej tematyce, także erotyki, ale jak sam wyliczał w „Słowie od autora” do tomiku „Poezje wybrane”: „pół tuzina wierszy o starym współplemieńcu oraz pół tuzina o moim rodowym gnieździe określiło mój środek świata. Wszystkie odległości stąd się liczą. I wszystkie jedynie ważne, ludzie sprawy”.

Wspomniany „współplemieniec” to Stary Ślązak, który pojawia się w większej ilości niż pół tuzina wierszy, to metafora. Stary Ślązak jest postacią symboliczną, a zarazem lirycznym patronem poety. To zazwyczaj milczący w swojej mądrości „nieprzekupny świadek” historii, postać przywodząca na myśl patriarchę tych ziem. Trwający w swojej małej ojczyźnie pomimo burz wojen, powstań i zmian politycznych. Jak pisze Goczoł w jednym z wierszy, kroki Starego Ślązaka budzą go w nocy: „Od wielu lat, może od stu, już tak chodzi. Z każdym rokiem / coraz więcej do zgarniania i do zamiatania / po tych ślinoustych. / Że też pan Bóg taki jest cierpliwy, myśli, / przecież widzi, co tu sieją”.

W innym z utworów wskazuje, że Stary Ślązak nie może się wyswobodzić z „kaftana bezpieczeństwa narodowych opcji”, bo coraz to inni „płatni posłańcy płatnych słuchaczy głośno przekonują / o nieprawdziwości tego, co było. Starego Ślązaka / z rejestru przodków pospiesznie wymazują”. Pisze też, że Śląsk jest niewidoczną stroną księżyca: „jego prawda pozostaje w cieniu”, a Góra Świętej Anny jest jak „strup nad starą raną, która wciąż śmiertelnie boli”.

Jak pisał Jan Neuberg w poświęconej Janowi Goczołowi monografii z cyklu „Portrety pisarzy opolskich”, wiersze Goczoła o tematyce śląskiej to „poetycki sprzeciw wobec wszelkich prób zawładnięcia tą ziemią i świadomością jej mieszkańców”. Ślązacy z natury są małomówni: „w naszym narzeczu mówimy niewyraźnie / i cicho, bowiem języki nasze są podcięte”. Stary Ślązak milczy „tak jak milczy woda w cembrowanej studni / Co na dno opadło, kamieniem zarosło. Z czego w ustach gorycz”. Dlatego poeta, który stał się sumieniem Śląska, mówi o sprawach trudnych i w poczuciu moralnego obowiązku dąży do rozrachunku.

Jak mówił 32 lata temu w rozmowie, której nigdy nie zapomnę, „moim regionem duchowym, czyli środkiem świata, mógł być tylko Śląsk”. O Śląsku zresztą Goczoł nie tylko pisał, ale i mówił. W latach 1985-1991 sprawował mandat posła na Sejm PRL IX i X kadencji.

Rozmierz – rozstania i powroty

Podobnie jak wielu innych przedstawicieli wojennego pokolenia Goczoł wyjechał z niewielkiej Rozmierzy do miasta. Wracał do niej, gościnnie: do rodzinnego domu, do tutejszego teatru oraz lirycznie w swoich wierszach, w prozie i w felietonach. Tych było bardzo wiele i powstawały w różnych cyklach począwszy od roku 1961 aż do lat 90. Pierwszy z nich nosił nazwę „Zapiski z wioski rodzinnej”.

Wieś rodzinna pojawia się imiennie w takich wierszach jak choćby „U nas w Rozmierzy”, we wspomnieniu „Matka z Rozmierzy” lub w „Niedzieli na wsi”, gdzie pisze: „wracam do Rozmierzy: to ziarenko gorczycy / na mapie w skali 1:2.000.000”.

W wierszu pt. „Wieś moja, żółw” przyrównuje Rozmierz do żółwia siedemsetletniego, który przez wieki wiele widział, wiele wycierpiał, ale przeżył. Pisze, że wieś „Z roku na rok po kroku uszła cało / Panom, wójtom i plebanom”. Rozmierz – tak jak Stary Ślązak – jest milcząca, cierpliwa, ale „spod ciężkiej powieki patrzy / Oko, co się napatrzyło wiele więcej / Nikczemności”.

Te powroty na wieś to nostalgia, ale i efekt tego, że z miastem trudno było się Goczołowi zasymilować. Pisał, że to ugór jałowy, nieprzyjazny drzewom i ptakom, że napierająca cywilizacja i beton niesie zagładę przymierzu człowieka z naturą. W naszej rozmowie z 1994 mówił, że dokonał tak jak setki tysięcy innych „wiejskich wychodźców” próby skoku na miasto i skok ten okazał się nieudany, ocalił z niej tylko bolącą „bliznę twarzy”, że w mieście poeta musi co dzień bronić swojej wrażliwości.

Kiedy zmarł w lutym 2018 roku, Miejska Biblioteka Publiczna im. Jana Pawła II w Opolu pożegnała go wspomnieniem Bartosza Suwińskiego, który do ostatnich dni miał kontakt z poetą:

„W ostatnich tygodniach Jan często opowiadał, że nie może spać, budzi się nocami, wspomina. Wracał do niego stale sen. Stoi na Noconiowej Górce, w Rozmierzy, przed sobą ma ojcowiznę, patrzy na rodzime ziemię, miedzę sąsiedzkie i inne pola, i obejmuje to wszystko wzrokiem jak ramionami: czule i ciasno. A z oddali idzie ku niemu Matka, harda i silna, której trud i troskę – wychowała sama sześcioro dzieci – zawsze podziwiał.”

Może już instynktownie przeczuwał, że zbliża się do kresu swojej drogi? Zawsze podkreślał, że jest wędrowcem. „Poeta zawsze jest w drodze” – mówił w naszym wywiadzie, jednym z pierwszych, jakie udało mi się jako początkującej dziennikarce przeprowadzić. W wierszach pisał zaś o upływającym czasie i swoim zadaniu do wykonania, że czas jest „wapienną ścianą w celi śmierci”, a on w niej wydrapuje swoje zapiski: „Być może / całkiem inaczej znaczą / niż sentencja wyroku. Być może / znaczą wszystko”.

Czytaj wszystkie najważniejsze informacje z powiatu strzeleckiego. Kup aktualne e-wydanie "Strzelca Opolskiego"!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama Heimat
Reklama
Reklama
Reklama Maxima 2
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
J Autor komentarza: jestem ze wsi Treść komentarza: Przecież to od ostatnich wyborów księstwo a nie gmina. Monowładza, ignorowanie zapytań radnych, przekonanie o własnej nieomylności. Do tego zgłoszenia w aplikacji, którą rządzący sami wprowadzili w życie są ignorowane, zostają bez odpowiedzi lub z opryskliwą odpowiedzią z stylu "to nie pilna sprawa". Ludzie tam na górze! My obywatele jesteśmy waszymi pracodawcami. Nie zapominajcie o tym! Data dodania komentarza: 16.09.2026, 10:00 Źródło komentarza: Radiowóz niezgody w Strzelcach Opolskich. Wielka kłótnia o pieniądze J Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Panie Redaktorze Gasz zanim opublikuje się artykuł, warto najpierw sprawdzić podstawowe fakty. W Staniszczach Wielkich od około 20 lat nie ma szkoły podstawowej. To nie jest drobny szczegół, ale podstawowa informacja dotycząca miejscowości i jej mieszkańców. Dlatego trudno zrozumieć, skąd w artykule pojawia się informacja sugerująca, że szkoła podstawowa nadal tam funkcjonuje. Czy autor artykułu w ogóle sprawdził, jak wygląda rzeczywista sytuacja w Staniszczach Wielkich? Dziennikarstwo powinno opierać się na faktach, a nie na powielaniu niezweryfikowanych informacji. Proszę o wyjaśnienie tej kwestii i sprostowanie błędnej informacji. Data dodania komentarza: 10.09.2026, 13:04 Źródło komentarza: 728 uczniów rozpoczęło edukację w powiecie strzeleckim J Autor komentarza: Jarząbek Wacław Treść komentarza: Coś mi się wydaje, że to , mimo wszystko, nie jemielnicki rolnik jest głównym sprawcą niedoboru wody w stawach. Główny winowajca nadal pozostaje nieznany. Temat powinien być nagłaśniany a kwestia zanikania wody dogłębnie zbadana. Są przecież od tego stosowne instytucje utrzymywane z naszych podatków. Wędkarzowi, mimo wszystko, gratuluję dociekliwości. Data dodania komentarza: 7.09.2026, 16:41 Źródło komentarza: Odkryto przyczynę wysychania stawu w Jemielnicy. Czy woda wróci? G Autor komentarza: Skinny Treść komentarza: Naprawdę śmierdzący problem! Jest to jakaś usterka? Nie ma to wpływu na zdrowie mieszkańców? Autor pisze, że zimą jest lepiej... Jest to wieloletni temat? Dlaczego dopiero teraz władze zajmują się tą absurdalną sytuacją? Data dodania komentarza: 28.08.2026, 08:11 Źródło komentarza: Utrata walczy ze śmierdzącym problemem. "Nie da się otworzyć okna" J Autor komentarza: Jan Treść komentarza: Wielkie brawa dla mundurowych z Zawadzkiego za błyskawiczną reanimację i uratowanie życia tego człowieka! Małe sprostowanie dla autorki artykułu – w Kolonowskiem nie ma już dworca, a jedynie przystanek kolejowy i niszczejące pozostałości po dawnej stacji. Warto dbać o precyzję, nawet jeśli w obliczu takiego dramatu najważniejsze jest to, że pomoc dotarła na czas." Data dodania komentarza: 13.08.2026, 14:41 Źródło komentarza: Leżał nieprzytomny przy dworcu. Policjanci z Zawadzkiego uratowali mu życie J Autor komentarza: Alojz Treść komentarza: Ta łódka to jest im potrzebna jak umarłemu kadzidło. Na Małej Panwi tego nawet nie da sie zwodować. No tak ale to kolejna zabawka G.H. Tak samo jak quad. Kupione, żeby duże dziecko miało zabawkę Data dodania komentarza: 29.07.2026, 07:44 Źródło komentarza: Zabawa połączona z nauką bezpieczeństwa - ta impreza wróciła po latach
Reklama